WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

sobota, 19 lipca 2014

3.14. Wątpliwości

Perspektywa Sophie

Niall szybko opowiedział reszcie o wypadku Anne gdy zobaczyli ratowników wychodzących z jego pokoju.
- Jak mogłaś pozwolić jej odejść od tak sobie?! - powiedział Harry gdy wróciliśmy do jego pokoju.
- Ej, to nie moja wina! Próbowałam ją powstrzymać! - zaprotestowałam.
- Cóż, mogłaś próbować bardziej - westchnął, siadając na łóżku i łapiąc się za głowę - Boże, mogłaby wpakować nas w niezłe kłopoty gdyby uciekła...
- Ale nie uciekła...
- Była blisko! - przerwał mi szybko - Bardzo blisko! I jeszcze prawie się połamała! Co jesli musielibyśmy wziąć ja do cholernego szpitala?! Wszystko by kurwa o nas wygadała!
- Proszę przestań na mnie krzyczeć - powiedziałam z prośbą w oczach - Też się martwiłam, tak? Nie chcę żeby wam coś zrobili - dodałam. Chłopak wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie spod masy loków.
- Masz rację, przepraszam - mówi a po paru sekundach wstaje i mocno mnie przytula - Naprawdę nie chcę cię stracić z powodu twojej siostry... W ogóle nie chcę cię stracić - mamrocze po czym całuje mnie w czoło. Patrze na niego po czym łączę nasze usta w czułym pocałunku.
- Nie zostawię cię Harry - mamroczę opierając głowę na jego ramieniu i oddychając lekko.
- Nie wiadomo...Może znów będziesz zmuszona, aby odejść - mówi i od razu mocniej mnie przytula.
- To się nie zdarzy.
- Tego nie wiesz.
- Nie myśl o tym co? - kończę temat. Chłopak wzdycha i odsuwa się ode mnie.
- Tak cóż, łatwiej powiedzieć niż zrobić - mówi pod nosem - Tak się boję, że któregoś dnia wrócę i odkryję że odeszłaś...na dobre.
- Harry...
W połowie zdania Liam wpada do pokoju.
- Dlaczego kurwa myślałaś, że odwiązanie Anne to będzie dobry pomysł? - pyta wkurzony podchodząc do mnie.
- J-j-ja....
- Prawie uciekła! I to kurwa przez ciebie! Założę się, że nawet nie próbowałaś jej powstrzymać!
- Liam uspokój się do cholery - zainterweniował Harry gdy już miałam odpowiedzieć - Przecież ją powstrzymaliśmy.
- Cudem! Jeśli Niall nie nalegałby żeby przyjechać wcześniej bo bolała go głowa, nie dotarlibyśmy na czas! Musimy jechać na dzisiejszy występ, jak myślisz, co się wtedy wydarzy?! - mówił rozzłoszczony Liam. Oboje spojrzeli na mnie po ostatniej sugesti.
- Nie mam żadnego powodu, żeby od was uciekać - zmarszczyłam brwi.
- Ale Anne ma. Ona jest tu głównym problemem, a ty nie wybierasz żadnej ze stron - odparł zmęczony Harry, odgarniając włosy z twarzy.
- Wybieram jakąś stronę? Harry przecież nie powstrzymam jej przed zrobieniem tego co będzie chciała...Może się uczyć na własnych błędach, co mnie to obchodzi - powiedziałam, kładąc ręce na biodrach.
- Jej zachowanie przypomina mi twoje wcześniejsze Soph... Może z nią porozmawiasz o tym jak powinna się zachowywać? - proponuje Haz - To może zaoszczędzić jej kilku kłopotów.
- Ostatnim razem gdy próbowałam to wyskoczyła przez balkon - wywróciłam oczami.
- Więc lepiej się postaraj jeszcze raz bo mam mało cierpliwości do twojej siostry - warknął Liam i obrócił się aby wyjść - Masz 45 minut zanim będziemy musieli iść Haz, więc lepiej znajdź sposób aby coś z nimi zrobić - dodał po czym wyszedł. Harry westchnął głośno i rzucił się plecami na łóżko. Był wyczerpany. Zamknął oczy.
- I co zrobimy? - rzucił pod nosem pocierając skronie - Może gdybyście obie były unieruchomione...
- Chyba nie chcesz mnie związać, co? - warknęłam.
- Nie wiem...Nie chcę tego ale nie mam wyboru.
- Harry możesz mi ufać.
- Anne jest problemem Soph...A ty jesteś pod jej wpływem. Kiedy byliśmy jeszcze w busie, mówiłaś coś o tym, ze tylko jej ufasz. Nie sądzę, że zawsze postępujesz zgodnie z własną wolą.
- Postępuje, przysięgam.
- Więc dlaczego ją wcześniej odwiązałaś? - zapytał, podnosząc do góry jedną brew.
- Bo mnie poprosiła - odpowiedziałam z lekkim grymasem na twarzy. Patrząc na to teraz, wydawało mi się dziwne, ze tak łatwo zgodziłam się spełnić jej żądanie...To chyba przed te lekarstwa taty. Wspominał coś o ufaniu rodzinie...
- Widzisz?
- Harry musisz przestać się zamartwiać - powiedziałam w końcu, chcąc skończyć mój temat.
- Próbuję Soph, ale nie mogę wykluczyć takiej możliwości - wymamrotał, zamykając oczy. Ostrożnie weszłam na łóżko i usiadłam na nim okrakiem.
- Harry te leki już na mnie nie działają - rękoma wolno przejechałam po jego torsie, zahaczając na dole o jego członka. Otworzył oczy i spojrzał na mnie zaskoczony. Po chwili obrócił nas.
- Kocham cię, wiesz o tym prawda? - wyszeptał. Pokiwałam głową i przygryzłam wargę. Chłopak jęknął i złączył nasze usta. Objął mnie i mocno przytulił. Wplątałam palce w jego włosy. Westchnęłam i przerwałam pocałunek. Wtuliłam się w zagłębienie jego szyi i rozkoszowałam się ciepłem jego ciała. Harry zaczął składać na moim dekolcie małe pocałunki. Zachichotałam.
Nagle przestał.
- Chyba wiem co zrobimy z tobą i Anne wieczorem - rzucił.
○♥○

Byłam wściekła. Jak mogli?! Nie dość że zaprowadzili mnie i Anne do tour busa i zostawili z nami ochroniarza, to jeszcze przykuli mi stopę do nogi kanapy. naprawdę?! Nie mogę nawet dosięgnąć lodówki! Minęły juz jakieś dwie godziny i leżałam na podłodze busa, strasznie z nudzona. Mówiłam jakieś bezsensowne rzeczy do Fate, która leżała na moim brzuchu. Przed wyjściem na występ Niall położył Anne w dużej sypialni, jeśli można nazwać ją dużą, i zamknął drzwi na klucz. Zdążyłam na szczęście zabrać stamtąd Fate, żeby dostarczyła mi rozrywki. 
- Czy nie należy mi się już nawet chwila wolności? - powiedziałam głaszcząc ją po głowie. Nie poruszyła się. Spojrzałam na nią i zdałam sobie sprawę z tego, że śpi. Nie winię jej, była już prawie północ a oni nadal nie wracali - Ja pierdole Harry, nie możesz mi choć trochę ufać? - przeklęłam zirytowana. Moja kotka obudziła się i odskoczyła ode mnie, siadając na parapecie - O no weź - jęknęłam patrząc na nią. Nawet nie rzuciła na mnie okiem. Byłam zła - Ach te koty.
Podskoczyłam gdy drzwi nagle się otworzyły.
- No w końcu kurwa wróciliście - westchnęłam głośno, wstając z podłogi.
- Uważaj na słowa Soph - warknął Zayn, wchodząc jako pierwszy.
- Zayn moja noga - przypomniałam mu, posyłając mu mordercze spojrzenie. 
- Ktoś tu jest wkurzony - droczył się Louis, siadając na kanapie.
- No cóż ktoś się tu zanudził na śmierć - odpowiedziałam oschle, patrząc jak Zayn odpina kajdanki z mojej kostki.
- Boże ten występ to było coś - powiedział zmęczony Lou, przeczesując ręką włosy gdy Harry, Liam i Niall wchodzili do busu.
- O nie, nie ma mowy że cię przytulę - pokręciłam głową gdy zobaczyłam jak Harry podchodzi do mnie z otwartymi ramionami. Zamiast tego wkurzona usiadłam na sofie obok Louisa.
- Oj Sophie nie gniewaj się - powiedział słodkim głosem pochodząc do mnie - To było dla twojego własnego bezpieczeństwa - powiedział, podnosząc do góry mój podbródek. Odwróciłam wzrok.
- Ale czy kajdanki były konieczne? I ochroniarz na zewnątrz? Nie - warknęłam krzyżując ręce na piersiach.
- A czego od nas oczekiwałaś? - wtrącił się Liam siadając na krześle obok Nialla, który grzebał w lodówce - Hmm? Myślałaś, ze co się stanie gdy do nas wrócisz?
- Trochę zaufania by wam nie zaszkodziło. Rozumiem, że nie możecie ufać mojej siostrze, ale możecie ufać mi. Jakoś ufaliście mi gdy byliśmy w Irlandii...
- Skarbie gdy byliśmy w Irlandii nie grasowało tam na nas stado fanek gotowych w każdej sekundzie się do nas dobrać, nie było też ani kierownictwa, ani hoteli ani tour busów. Byliśmy tylko my, dom i jedna przyjaciółka w szkole, która o tobie wiedziała - powiedział spokojnie Harry - Oczekujesz od nas za dużo po tak krótkim okresie, który tu spędziłaś... Proszę daj nam trochę czasu żeby do tego przywyknąć i wtedy...
- Harry - powiedziałam prosząco robiąc spojrzenie a la kot ze shrecka. Czułam, ze cała piątka się na mnie patrzy - Nie możesz mnie tu cały czas zamykać... - naciskałam.
- Tylko gdy to będzie konieczne, okej? - westchnął, wyraźnie zmęczony - Słuchaj Soph nie chcę się z tobą teraz kłócić...Możemy po prostu iść do łóżka, proszę?
- W busie? Myślałam, że mamy pokój w hotelu...
- Anne przyciągnęła zbyt dużo uwagi w hotelu...Uwagi, której nie potrzebujemy - odpowiedział Zayn - Więc gadaliśmy z Paulem i zapytaliśmy czy możemy jechać nocą i mieć jutro więcej czasu w Atlancie, żeby pozwiedzać. Zgodził się. Więc dziewięciogodzinna podróż odbędzie się głównie podczas naszego snu. Super co nie? - uśmiechnął się.
- Już się nie mogę doczekać - powiedziałam bez emocji.
- Super! A teraz wszyscy do łóżek. Jestem strasznie padnięty - ogłosił Louis wstając z kanapy. Moje spojrzenie powędrowało do Fate gdy chłopcy zdejmowali koszulki.
- Tak się zastanawiam...co się stało z kaczkami? - zapytałam nagle.
- Sprzedaliśmy je - odparł Liam - Z resztą domu.
- Oh - zasmuciłam się, przypominając sobie małą Karmę. Będę za nią tęskniła...
- Idziesz ze mną do łóżka? - wymamrotał Harry w moją szyję, przytulając mnie od tyłu.
- Właściwie to położę się z Anne - odpowiedziałam i poczułam że chłopak się spina.
- Jesteś na mnie zła - powiedział, jakby to nie było oczywiste.
- Jestem zraniona Harry - rzuciłam, obracając się aby spojrzeć mu w oczy - To nie to samo.
- Prawda, bo w tym drugim przypadku uprawialibyśmy właśnie seks z nienawiścią - mrugnął do mnie, zrelaksowany. Wywróciłam oczami i lekko się uśmiechnęłam.
- Spoważniej Harry.
- Ej, znam cię mała - wymamrotał - Lubisz seks tak samo jak ja.
- Może, ale to nie zawsze jest rozwiązaniem Haroldzie - droczyłam się z nim.
- Rozmowa też nie - cmoknął z niezadowoleniem.
- Już gołąbeczki koniec kłótni i kłaść się spać! - krzyknął Louis z wnętrza. Gdy byliśmy w drugim końcu busa, ktoś zapukał do drzwi.
- Otworzę - ziewnął Niall, po czym zwlekł się z górnego łóżka i założył koszulkę. Od razu spojrzałam na jego nadgarstki ale po chwili zniknął mi z oczu.
- Tak? o Cześć Paul.
- Jesteście pewni, że chcecie dzisiaj jechać? W hotelu jeszcze macie zarezerwowane pokoje...
- Tak.
- Na 100% pewni? - powtórzył Paul.
- Będziemy mieć więcej czasu na pochodzenie po Atlancie. Będzie fajnie. Poza tym Louis już pada i wszyscy kładziemy się spać - odpowiedział blondyn.
- Dobranoc Paul! - krzyknął Louis ze swojego łóżka.
- Kolorowych Lou! - mężczyzna zaśmiał się głośno - Jak chcecie. Widać, że zależy wam żeby tu spać. Kierowca powinien zaraz przyjść...Do zobaczenia rano chłopaki! - krzyknął Paul i wszyscy mu odpowiedzieli.
- Dobranoc Soph - wyszeptał Harry schylając się aby mnie pocałować. Oddałam pocałunek, opierając ręce na jego ciepłym torsie.
- Dobranoc Harry - westchnęłam, przerywając pocałunek. Pocałował mnie po raz ostatni i pozwolił mi odejść, a sam skierował się do swojego łóżka. Ostrożnie spojrzałam na moją śpiącą siostrę. Dlaczego znów jest w to zamieszana? A tak, Niall pomylił ją ze mną a teraz nie mogą pozwolić jej odejść. Kręcąc głową, zdjęłam spodnie i wślizgnęłam się pod kołdrę obok niej, zachowując dystans między naszymi ciałami. Kierowca odpalił silnik, a ja zamknęłam oczy. Zrezygnowana myślałam o nadchodzących dniach.

___________________________________________________________________

Przyznaje bez bicia, złapałam lenia od początku wakacji. 

Kolejny rozdział za tydzień w sobotę.

czwartek, 3 lipca 2014

3.13. Żałuję tego

Żeby potem nie było niedomówień - mówiłam, że rozdział będzie około niedzieli, ale przyznaję się bez bicia, że taki leń mnie złapał, że jak wracałam z dworu to nie miałam na nic siły ;/ A teraz po długiej przerwie - zapraszam do czytania.
________________________________________________________________________________
- Nie, nie, nie! Nie dotykaj mnie! - zaprotestowałam gdy złapał mnie pod pachami - Nie znam go! - powiedziałam z desperacją kobiecie.
- Nie rób scen - wyszeptał wściekły do mojego ucha, stawiając mnie do pionu. Sapnęłam głośno. Nie mogłam ustać, czułam promieniujący ból w lewej nodze. Musiałam się go przytrzymać.
- Panie Horan naprawdę powinniśmy wezwać pomoc medy....
- Nie trzeba, wszystko będzie dobrze proszę pani - przerwał jej blondyn, kręcąc głową.
- Nie znam go! - powtórzyłam głośniej, a chłopak wbił mi palce w ręce - Proszę mi pomóc!
- Panie Horan, panienka raczej pana nie zna i widać, że naprawdę zrobiła sobie krzywdę...
- Zna mnie - Niall znów jej przerwał - Musiała uderzyć się w głowę gdy upadła.
- Nawet jeśli pana zna, to zrobiła sobie krzywdę. Nalegam, abyśmy wezwali lekarza.
- Nie, proszę zabierzcie mnie do szpitala! - pokręciłam głową.
- No dobrze - zgodził się chłopa. Co?! - Przyślij ich do mojego pokoju, 578. Zadbam o nią do przyjazdu lekarzy - dodał. Nie! Chce iść do szpitala! - A i czy mogłaby pani przekazać reszcie zespołu, że Anne jest ze mną? - zapytał, przyciągając mnie bliżej siebie - Powinni zaraz się zjawić.
- Niell proszę, puść mnie! - krzyknęłam cicho, zaciskając pięść na jego skórzanej kurtce.
- Oczywiście  panie Horan - recepcjonistka pokiwała głową, nie zauważając mojej błagającej miny.
- Dziękuję.
- Nie! Niall!
- Zamknij się - powiedział przez zaciśnięte zęby, wychodząc z lobby. Nie odezwał się ani słowem gdy weszliśmy do windy jadącej na jego piętro. Byłam roztrzęsiona. Ból i strach zaczęły przejmować kontrolę nad moim umysłem. Byłam tak blisko. Prawie mi się udało! Ale on musiał akurat przyjechać! Dlaczego?! Doszliśmy pod jego pokój i puścił mnie aby znaleźć klucze. Upadłam na podłogę, nie byłam w stanie stać.
- Niall, jestem ranna, nie rób tego - prosiłam gdy znów złapał mnie za ramię i zaprowadził do swojego pokoju. Rzucił mnie na łóżko.
- Ściągaj spodnie - powiedział pozbywając się swojego podkoszulka.
- Niall, proszę! Proszę nie!
- Anne ściągaj je - powtórzył wściekły, podkreślając każde słowo.
Po moich policzkach od razu spłynęły łzy gdy wykonywałam jego polecenie. Skrzywiłam się gdy zobaczyłam w jakim stanie jest moje kolano. Gdy tylko zdjęłam dresy Louisa, blondyn wyszedł z pokoju, by po chwili wrócić z torebką kruszonego lodu. Podszedł do lewej strony łózka.
- Co to kurwa miało być?! - krzyknął na mnie w końcu i mocno przycisnął worek z lodem do mojego kolana. Jęknęłam z bólu. Złapałam poduszkę i krzyknęłam w nią z całej siły. Po moich policzkach spływało coraz więcej łez. Co z nim nie tak?! 
- Co z tobą nie tak?! - kontynuował Irlandczyk, jeszcze mocniej przyciskając woreczek - Masz myśli samobójcze Anne?!
- Nie, czemu?
- Chcesz umrzeć?!
- Nie ja...
- To dlaczego skakałaś po balkonach?! - krzyczał patrząc na mnie intensywnie.
- Ja, ja, ja - zająknęłam się ale mi przerwał.
- Widziałem cię! Nawet się poślizgnęłaś! Mogłaś się zabić!
- No cóż.
- Pomyślałaś w ogóle o tym co ci zrobimy jeśli złapiemy cię na ucieczce?!
- Tak, ale...
- Zdajesz sobie sprawę jak głupi był ten pomysł? Co ci przyszło do głowy?! Skąd w ogóle pomysł, żeby uciekać?! - blondyn już trochę przesadzał - I nawet udawałaś, że mnie nie znasz!
- Miałam nadzieję, okej?! - warknęłam, w końcu będąc w stanie wypowiedzieć całe zdanie - Chciałam udowodnić, że Sophie się myli!
- W czym się myli?
- Że nie da się od was uciec.
Zacisnął usta w cienką linię, wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Jeśli szukasz drogi ucieczki, to nie rób tego w taki sposób - powiedział ostrożnie. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Przepraszam, co?
Blondyn zamrugał po czym znów ogarnął go gniew.
- Oszalałaś! - rzucił, znów przyciskając torbę z lodem do mojego kolana.
- Ałć Niall! - sapnęłam.
- Powinienem powiedzieć reszcie, że chciałaś uciec - jęknął do siebie, po czym na mnie spojrzał - Powinnaś zostać ukarana - dodał - Jeśli nie byłabyś siostrą Sophie...
- Wtedy byś to zrobił? - powiedziałam zmieszana.
- Nie wiem! - krzyknął, ciągnąc się za włosy - Ale jestem pewien, że byłoby to łatwiejsze! - dodał krzywiąc się - Już wystarczająco szkód narobiłem gwałcąc cię pierwszej nocy...A to, że myślałem, że jesteś Sophie jeszcze pogarsza sprawy. Boże ona mnie teraz nienawidzi, prawda?
Patrzyłam z niedowierzaniem gdy zaczął płakać.
- Dlaczego zawsze muszę coś spierdolić? - powiedział głosem pełnym bólu i wstał - Nienawidzi mnie, prawda? - powtórzył patrząc na mnie oczami pełnymi łez.
- J-ja ja nie wiem - jąkałam się.
- Jestem pewien, że tak... O mój Boże - zaszlochał pocierając prawą dłonią lewe ramie.  Wow, naprawdę czuje się źle z tym co zrobił. Oboje obróciliśmy głowy gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Niall otwórz, tu Zayn.
Młodszy chłopak zrobił głęboki wdech i otworzył.
- Co tu się kurwa stało?! - krzyknął mulat gdy wszedł do środka i spojrzał na mnie groźnie - Pod hotel własnie przyjechało pogotowie i recepcjonistka powiedziała, że mają przyjść do twojego pokoju! - kontynuował, obracając się w stronę Nialla. Na chwilę zamilkł i po prostu patrzył się na blondyna - Płakałeś?
- Nie, po prostu....
Znów ktoś zapukał do drzwi.
- Przyszliśmy obejrzeć tą dziewczynę - powiedział męski głos zza drzwi. Zayn ich wpuścił. Gdy dwaj mężczyźni weszli do pokoju, poczułam się niepewnie. Jeden z nich wyglądał jak młodsza wersja Toma Cruise'a a ja byłam ubrana tylko w koszulkę i bokserki. Wow.
- Co się pani stało? - zapytał jeden z nich klękając obok łóżka. Kopia Toma Cruise'a zajęła się moją poobijaną nogą. Mężczyzna położył na łóżku apteczkę.
- Cóż j-ja... - zająknęłam się, patrząc na Nialla błagającym o pomoc spojrzeniem.
- Skoczyła z jednego z niższych balkonów - westchnął chłopak gdy obaj mężczyźni zakładali lateksowe rękawiczki.
- Co zrobiła?! - krzyknął Zayn - Oszalałaś Anne?!
- Nie, chciałam....
- To może trochę zaboleć -  powiedział jeden z ratowników po czym zaczął dezynfekować krwawiąca ranę na mojej nodze. Zacisnęłam mocno zęby. Drugi z nich zdjął z mojego kolana woreczek z lodem i zaczął je lekko szturchać.
- Boli gdy to robię?
- Tak! - szybko pokiwałam głową.
- Od jednego do dziesięciu jak mocno cię boli? - zapytał.
- Tylko szczerze Anne - ostrzegł Zayn.
- Chyba tak na sześć - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Czyli norma - pokiwał głową szatyn, dotykając palcem mięśni wokół mojego spuchniętego kolana - To też cię boli? - zapytał, patrząc mi się w oczy. Wyglądał jak Bradley Cooper. Od kiedy ratownicy medyczni są tacy przystojni? - Proszę pani? Boli panią gdy tak robię? - powtórzył naciskając palcami na opuchliznę.
- Tak - odpowiedziałam chcąc żeby już przestał mnie dotykać.
- Miałaś jakieś bóle głowy? Mdłości? Pani w recepcji powiedziała, że mogłaś się uderzyć w głowę gdy spadłaś - powiedział klon Toma Cruise, gdy bandażował mi nogę.
- Nie.
Skrzywiłam się gdy "Bradley Cooper" położył na moim kolanie torebkę z lodem po czym wstał.
- Bardzo dobrze, że przyłożyliście jej lód - pochwalił chłopaków - Nie będzie potrzebowała operacji ani nic takiego, ale jeśli chcecie, żeby wyzdrowiała to sugeruję przykładać lód na 15 do 20 minut, 4 do 5 razy dziennie dopóki opuchlizna nie zniknie. I nie pozwólcie jej chodzić - poinformował, pakując swoje rzeczy.
- Jak długo może to potrwać? - zapytał Zayn.
- Nic sobie nie naderwała, więc za jakiś tydzień powinno być dobrze - odpowiedział ratownik.
- I proszę nie skakać z balkonów...Następnym razem może sobie pani złamać nogę - poradził sobowtór Toma Cruise'a po czym oboje wyszli z pokoju. Zayn patrzył się na mnie przez dłuższą chwilę. Nie mogłam poznać o czym myśli.
- Ukarałbym cię, ale chyba już dostałaś za swoje - powiedział w końcu wskazując na moją lewą nogę. Wyciągnął swój telefon - za godzinę mamy być na stadionie - rzucił - Chyba położymy ją spać. Nawet jeśli nigdzie nie zdoła pójść to będę się czuł pewniej wiedząc, że śpi - wyjaśnił. Niall westchnął i poszedł do łazienki.
- Mam iść spać?! Jest dopiero 14!
- Już nam pokazałaś, że nie możemy zostawiać cię przytomnej. Poza tym lepiej dobrze się wyśpij; jutro rano wracamy do busa i wyjeżdżamy do Los Angeles. Nie mogę ci zagwarantować, że podróż będzie przyjemna...
- Dlaczego nie możemy lecieć samolotem?! To by zaoszczędziło dużo czasu! - zaprotestowałam.
- Bo mamy parę koncertów po drodze. Zajmie nam to pięć dni.
Pięć dni w ciasnym busie z nimi?! Nie ma mowy!
- Nie moge po prostu wrócić do domu? Proszę? - narzekałam - Macie już przecież Sophie! Proszę! Nie potrzebujecie mnie!
- Jest nas pięciu skarbie. Dwie dziewczyny są lepsze niż jedna - rzucił Zayn gdy Niall wyszedł do pokoju z małym ręcznikiem w ręce.
- Nie, proszę nie! - pokręciłam głową, próbując się ruszyć ale kolano mi w tym przeszkodziło.
- Wszystko będzie dobrze gdy się obudzisz Anne - westchnął Niall po czym przycisnął ręcznik do moich ust.
- Proszę! - zaszlochałam gdy opary chloroformu zaczęły wdzierać się do moich nozdrzy i płuc.
- Przepraszam.
____________________________________________________________________________
Jeszcze trzy rozdziały i będziemy na bieżąco ;D
xx Annie

czwartek, 26 czerwca 2014

3.12. Przegrana sprawa

Perspektywa Anne

Jest mi zimno. Zwinęłam się w kulkę i zauważyłam, że moja skóra jest kompletnie naga pod jakimś materiałem. Poruszyłam się aby zakryć odkryte miejsca, ale liny, którymi związane były moje nadgarstki wbiły mi się boleśnie w skórę.
- Co tu się dzieje?! - zawołałam szarpiąc więzy, wtedy sobie przypomniałam - Louis - syknęłam wściekła - Ten cholerny dupek... - zaczęłam ale za plecami usłyszałam kobiecy śmiech. Spojrzałam za siebie.
- Cały Louis - oznajmiła moja siostra wzdychając - Jest zbyt skomplikowany żeby go zrozumieć - kontynuowała opierając się o krzesło z zamyślonym wyrazem twarzy - Trochę czasu minęło zanim się obudziłaś siostrzyczko...Czekam na ciebie już ponad godzinę - dodała Sophie.
- O przepraszam, że choć raz chciałam się dobrze wyspać, ale i tak mi się nie udało przez teko kłamliwego sukinsyna - warknęłam nadal ciągnąc za liny.
- Dlaczego kłamliwego? W czym cię okłamał? - zapytała.
- Obiecał, że mnie nie zgwałci - odpowiedziałam. Na myśl o tym co mógł mi zrobić gdy byłam bezbronna przeszły mnie dreszcze.
- A zgwałcił cię?
- No cóż jestem naga i...
- Jesteś naga, bo martwił się, że będzie ci za gorąco. Mi wydaje się, że chciał o ciebie zadbać - brunetka zamilkła na chwilę - Nie chciał cię w żaden sposób zranić.
- Dlaczego go bronisz?! Jak możesz być taka pewna, że nic mi nie zrobił gdy byłam nieprzytomna?!
- Bo Louis nie chce żeby inni uważali go za potwora. Jest naprawdę wrażliwy pod tą całą maską erotomana.
Okej...rozumiem. Pamięta.
- Zgaduję, że wróciły ci wspomnienia? - warknęłam wywracając oczami.
- Tak - pokiwała głową, potwierdzając moje myśli - Musimy porozmawiać.
- Jak chcesz - znów pociągnęłam za liny. Byłam zirytowana. Zrobiłam głęboki oddech i spojrzałam na bliźniaczkę - Możesz mnie rozwiązać i znaleźć mi coś do ubrania, czy korona spadnie ci z głowy? - powiedziałam ze złością - Może wtedy będzie mi się lepiej rozmawiało.
- Możesz być miła, czy korona spadnie ci z głowy? - odpowiedziała - Nie muszę cię rozwiązywać. Mogę nie zwracać na ciebie uwagi, jeśli tylko zechcesz.
- Proszę Sophie - wymamrotałam - Możesz odwiązać moje nadgarstki?
Wywracając oczami, wstała i zaczęła męczyć się z węzłami - Proszę - powiedziała po skończeniu. Przyciągnęłam nadgarstki do klatki piersiowej i schowałam się głębiej pod kołdrą.
- A mogę dostać jeszcze jakieś ubrania?
- Zobaczę w walizce Louisa czy....
- Nie! Nie jego ubrania. Pachną jak on - skrzywiłam się.
- Utknęłyśmy w jego pokoju do powrotu chłopaków. Jeśli nie umiesz sobie wyczarować ubrań, to musisz założyć jego.
- Dlaczego tu utknęłyśmy? Jeśli poszli, to możemy wyjść.
Soph zaczęła się śmiać.
- Anne... - chichotała kręcąc głową - Jeśli to byłoby takie łatwe, już byłabym na zakupach w Target, żeby znaleźć jakieś fajne ciuchy - westchnęła, wstając.
Co?!
- Nie uciekłabyś? - patrzyłam na nią z otwartą buzią. Spojrzała na mnie przez ramię.
- A dlaczego miałabym to robić? Co mi pozostało oprócz chłopców? - zapytała, szukając ubrań w walizce Louisa, obok okna.
- Masz tatę i mnie.
- Taaa jasne - warknęła - Wy sądzicie, że nie jestem w pełni sprawna umysłowo - dodała, rzucając we mnie tymi samymi rzeczami, które sama nosiła; koszulką, bokserkami i spodniami od dresu - Możesz się przebrać w łazience.
- Albo pod kołdrą - powiedziałam zakładając je pod materiałem.
- Jak w ogóle się tu znalazłaś? - zapytała moja siostra gdy już się ubrałam i wyszłam z łózka.
- Cóż, Zayn wysłał mnie do Liama, a ten zaprosił Louisa i ....
- Chodzi mi o to, jak cię złapali? - sprecyzowała Sophie. Czułam na sobie jej wzrok gdy chodziłam po pokoju z zamyślonym wyrazem twarzy. Odsunęłam zasłony w oknie i wyjrzałam na zewnątrz. Zauważyłam, że okno to tak właściwie rozsuwane drzwi prowadzące na balkon z widokiem na recepcję. Hotel ma kształt trójkątnego pryzmatu z pustym środkiem, którego podstawa to główny korytarz. To może się udać. 
- Niall zobaczył mnie na przystanku koło apteki gdzie miałam kupić rzeczy dla taty... - zaczęłam, patrząc przez szklaną szybę. Widziałam balkon, niedaleko od naszego piętra, tylko trochę na prawo. Może mogę na niego przejść, później na kolejny i kolejny, aż będę na dole... - Zaciągnął mnie do tour busa pewny, że jestem tobą - kontynuowałam, w myślach wymieniając zagrożenia dotyczące skoku na dół. Jesteśmy chyba na piątym piętrze więc nie wykonam stąd raczej samobójczego skoku... - Liam był zaciekawiony i dołączył do Nialla. Louis tak samo, ale później wyszedł bo zaczęłam płakać - powiedziałam, obracając się bay spojrzeć jej w oczy.
- Zaczęłaś płakać? - Sophie zamarła, jej głos był ledwie słyszalny - Niall nie robi takich rzeczy. Nie mógł....
- Tak, twój kochany, słodki Niall zgwałcił mnie tamtej nocy - splunęłam - A Liam się dołączył. Najgorsza noc mojego życia.
- To przez ten wypadek. Jego emocje są niezrównoważone i musiał być naprawdę wściekły - przerwałam jej nie chcąc słyszeć żadnych wyjaśnień. Niall mnie zgwałcił i nic co by powiedziała, nie wymazałoby jego winy.
- Następnego dnia, czyli wczoraj, Niall i Liam powiedzieli Harremu i Zaynowi, że mnie znaleźli. Cały czas myśleli, że jestem tobą a tylko udaję kogoś innego.
- Harry nie....
- Nie martw się. Od razu poznał, że nie jestem tobą - wywróciłam oczami, jeszcze raz patrząc przez okno - Po tym udawałam, że nie wiem kim jesteś, żeby cię oszczędzić. Ale wtedy otworzyłam tą niewyparzoną gębę i wkopałam się gdy sprawdzali czy nie mam blizn na nadgarstkach - westchnęłam - I wtedy Zayn za pomocą palców Louisa we mnie, zmusił mnie do powiedzenia wielu rzeczy - dodałam czując przechodzące po moim kręgosłupie dreszcze - Potem przywiązali mnie nagą do łózka i zostawili na kilka godzin, żeby wyciągnąć ze mnie jeszcze więcej informacji. A wczoraj w nocy wrócili ze śpiącą tobą.
- Och.
- Tak och - zauważyłam - Może teraz rozumiesz, dlaczego chcę uciec? Kilka godzin temu Louis i Liam próbowali na mnie gry na posłuszeństwo, a obudziłam się naga i przywiązana do łóżka! Oni są szaleni. Może nie masz zbyt dużo ale wszystko będzie lepsze od spędzania czasu z nimi.
- Anne...Nie uda ci się to jeśli chcesz wyskoczyć przez balkon - powiedziała obserwując mnie gdy przekręciłam klamkę otwierając szklane drzwi.
- Dlaczego nie? Wydasz mnie? - powiedziałam pogardliwie.
- Nie - pokręciła głową - Znajdą cię sami. Zawsze im się udaje.
Patrzyłam na siostrę.
- Tym razem im się nie uda...Soph powinnaś iść ze mną.
- Nie, mówiłam ci, nie ma takiej potrzeby.
- Dlaczego się poddajesz? Czemu oddajesz swoją wolność?!
- O uwierz mi nadal chcę swojej wolności... - westchnęła, patrząc z tęsknotą w dal - Ale sądzę, że w końcu ją odzyskam, wraz z ich zaufaniem.
- Więc chcesz znosić wszystkie och pokręcone, zboczone zabawy tak długo, żeby znów odzyskać ich zaufanie? - zauważyłam zdumiona.
- I tutaj właśnie mamy inne zdanie. Anne musisz zrozumieć....To tylko opór boli. Nie ma co walczyć.
- Jak już powiedziałam, poddałaś się sama - rzuciłam, wystawiając nogę za okno - Ja nie zamierzam brać z ciebie przykładu.
- Anne posłuchaj mnie. Gdy się sprzeciwiasz, karzą cię. Chcesz iść do domu; przez cały dzień męczy cię ta myśl. Nie chcesz polubić tego, co ci seksualnie robią - boli jeszcze bardziej. Negatywne myśli sprawiają, ze wszystko wygląda źle. Jesteś tak skupiona na ucieczce, że nie zauważasz dobrych rzeczy, które też się zdarzają - złapała mnie za rękę - Przysięgam, że jest łatwiej gdy przestajesz się opierać. W głębi duszy, oni nie chcą nikogo ranić. Nawet nie próbuj uciekać Anne... Tylko pogarszasz sprawy - błagała. Co za stek bzdur.
- Żegnaj Soph - zakończyłam i odepchnęłam się od parapetu okna. Zachłysnęłam się powietrzem gdy złapałam się o barierkę balkonu piętro niżej.
- Anne! Kompletnie oszalałaś! Nie jesteś jakimś agentem specjalnym! Zranisz się! Proszę Anne wracaj tu!
Na chwile spojrzałam w jej stronę. To jej problem, zaoferowałam jej żeby szła ze mną to odmówiła. Sama może sobie z nimi radzić i "mieć dobre wspomnienia". Wyłączając się dla jej krzyków, zamknęłam oczy i skoczyłam piętro niżej. Powietrze cięło moją skórę gdy leciałam, ale znów złapałam się barierki. Oddychając głęboko spojrzałam w dół. Jeszcze tylko 3 skoki. Modląc się o niespadnięcie, skoczyłam na kolejny mały balkon.
- Anne!
Zamknij się Soph moja stopa poślizgnęła się na krawędzi ale udało mi się utrzymać przy metalowej barierce. Poczułam kłujący ból rozdzieranej skóry i zobaczyłam krew lecącą z nowo zrobionej rany. To tylko zadrapanie. Znów skoczyłam ale tym razem źle wylądowałam. Jęknęłam cicho gdy kostki odpuściły pod moją wagą. Oddychałam szybko, próbując przy tym zwalczyć łzy strachu przed upadkiem.
- Anne! Proszę! Będą myśleli, że ci pomogłam! - prosiła moja bliźniaczka - Zaraz wrócą i wtedy możesz sobie uciekać!
Dawaj Anne, ostatnie piętro. Przygryzając wargę skoczyłam po raz ostatni lądując na stopach, z ugiętymi kolanami aby zmniejszyć impet skoku. Niestety uderzyłam nimi o podłogę i poczułam silny ból. Praktycznie usłyszałam trzask gdy moje lewe kolano lekko się przemieściło i po chwili wróciło do poprzedniej pozycji. Poczułam łzy na policzkach. Jestem pewna, że oba kolana będą w siniakach i zadrapaniach. Nie sądzę, że mogę chodzić na lewej nodze.
- Pomocy! - krzyknęłam, chcąc, żeby ktoś mnie zauważył - Proszę pomóżcie! Zraniłam się! - znów krzyknęłam, zwijając się w kulkę na podłodze. Recepcjonista na szczęście mnie zauważyła.
- O Boże! Chcesz, żebym wezwała karetkę?! - krzyknęła, szybko wstając z krzesła żeby do mnie podejść. Pokiwałam głową i zamknęłam oczy. Nie będą mnie szukać w szpitalu. Zadzwonię do taty, przyjedzie po mnie i mnie zabierze. Będzie musiał pogodzić się z faktem, że nie możemy mieć Sophie.
- Ta....
- To nie będzie potrzebne.
Głos uwiązł mi w gardle gdy usłyszałam ten głos. Silny Irlandzki akcent wyróżniający się pośród Amerykańskich.
______________________________________________________________________________
Kolejny zapewne w niedziele ;)

Jak myślicie, co zrobią Anne?
xx Annie

sobota, 21 czerwca 2014

Zayn - one shoot (2)

- Anne wracaj tu! - krzyczy za mną Zayn gdy wychodzę z tour busa na padający deszcz, wściekła. Bus zatrzymał się pośrodku niczego przez jakiś problem z wyciekiem paliwa. Mając już dosyć ich ciągłych rozkazów i zakazów chciałam się od nich oddalić. Może Sophie jakoś mogła to wytrzymać, ale ja nie. Potrzebowałam powietrza.
- Anne!
- Pieprz się! - warknęłam idąc przez łąkę. Cholera, powinnam była to przemyśleć. Moje buty powoli przesiąkały wodą, a ubrania już były wilgotne. Odwróciłam się aby sprawdzić gdzie jest Zayn. Patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami z busa, nie odważył się wyjść w taką pogodę na zewnątrz. Potrząsając głową nie przestawałam iść.
- Leje jak z cebra! Przeziębisz się! - krzyczał zmuszając mnie do powrotu - Może nawet dostaniesz hipotermii!
- W dupie to mam. Mam już dosyć was wszystkich! - odkrzyknęłam idąc przed siebie - A poza tym powinieneś być szczęśliwy! Jestem cała mokra! - dodałam wywracając oczami - Tylko wtedy mnie lubicie!
- Anne jeszcze jeden krok i ....
- Nic nie zrobisz, bo boisz się deszczu! - drażniłam się z nim. Powiedziałam to na tyle głośno, żeby mnie usłyszał, ale się nie odwróciłam. Chyba źle zrobiłam bo po chwili złapał mnie za ramię i obrócił w swoją stronę, tak że byliśmy twarzą w twarz. Jego spokojna mina była przerażająca.  Nie mogłam nie zauważyć jak atrakcyjna była jego twarz ociekająca wodą.
- Hej - wykrztusiłam patrząc jak spływają po nim krople deszczu. Nagle poczułam jak mój gniew jest zastępowany przez strach - Pogoda jest naprawdę gówniana... - zauważyłam nerwowo, patrząc za niego - Powinniśmy wracać do...
- Jeszcze nie skończyliśmy - chłopak pokręcił głową.
- Nie skończyliśmy? - zapytałam. Mój wzrok powędrował na jego usta - Może moglibyśmy to skończyć w środku? Cokolwiek mamy do skończenia... - zaproponowałam roztrzęsionym głosem.
- W środku? Nie wydaje mi się. Tak bardzo chciałaś żebym wyszedł, więc zostaniemy tu trochę - powiedział mulat uśmiechając się pod nosem i krzyżując ręce na piersi. Zauważyłam zarys jego mięśni pod mokrym materiałem koszulki. Był niezwykle pociągający.
- Dlaczego chcesz wrócić do środka? - naciskał Zayn. Zaczęłam szukać w głowie dobrej wymówki.
- Miałeś rację, naprawdę nie chcę dostać hipotermii - wydusiłam w końcu, oplatając się rękoma - Więc chodźmy do....
- Po pierwsze skarbie zawsze mam rację - wyszeptał - A po drugie, znam bardzo dobre leczenie przeciw hipotermii...
- Tak? - zmartwiona zmarszczyłam brwi.
- Rozgrzanie ciała.
Oddech mi przyspieszył, już wiedziałam co miał na myśli mówiąc o "leczeniu".
- Zayn - ostrzegłam robiąc krok w tył, ale on automatycznie ruszył za mną.
- Anne - naśladował mnie - Kiedy przestaniesz ze wszystkimi walczyć? Z twoją siostrą, ze swoim ojcem...z nami? Już mi się sprzeciwiłaś gdy wyszłaś z busa.
- Zayn proszę - sapnęłam, mocniej zaciskając dłonie na swoich ramionach. Oddychałam płytko gdy jego zimne palce odgarnęły mokre pasmo włosów z mojej twarzy. Nasze oddechy mieszały się ze sobą, tak blisko siebie staliśmy. Nasze ciała się przyciągały.
- Prosisz o co? - wyszeptał, nasze usta prawie się stykały. Boże, ale jest przystojny.
- O to - odpowiedziałam cicho.
Nie chcąc się dłużej opierać pochyliłam się i pocałowałam go. Dłonie wplotłam w jego mokre od deszczu włosy. Nagle chłopak przyciągnął mnie do siebie. Przez ten krótki moment nic innego się dla mnie nie liczyło. Nie przejmowałam się padającym deszczem, ani faktem, że całowałam własnie Zayna. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Pocałunek był namiętny. Chłopak wsunął rękę pod moją przemoczoną koszulkę.
- Jezu Anne, nie mogę cię zrozumieć... - powiedział, patrząc na mnie swoimi bursztynowymi oczami.
- Więc tego nie rób - uciszyłam go i znów złączyłam nasze usta. Nie chciałam rozmawiać. Potrzeba bycia jeszcze bliżej niego obudziła się we mnie gdy poczułam na skórze zimne powietrze. Podskoczyłam gdy przeszły mnie dreszcze. Przerwałam pocałunek.
- Chodź - powiedział chłopak prowadząc mnie w kierunku busa - Możemy kontynuować w środku. Tutaj robi się niebezpiecznie.
- Ale reszta...
- Zignoruj ich - Zayn wzruszył ramionami i złapał mnie za rękę. Pobiegliśmy do busa. Chłopak pozbył się mokrej koszulki gdy tylko znaleźliśmy się w środku. Pospieszał mnie przy wchodzeniu do środka.
- Zayn zła....?
Louis przerwał w pół zdania widząc nas przechodzących przez mały salon i kuchnie, prosto do sypialni. Zayn zamknął za nami drzwi gdy tylko znaleźliśmy się w środku. Szybko zaczęłam ściągać z siebie mokrą koszulkę.
- Powinniśmy...?
- Nie, zostawmy ich w spokoju. Chyba po raz pierwszy Anne nie protestuje - usłyszałam jak Harry przerywa Niallowi, po czym całą uwagę zwróciłam na Zayna.
- Masz dreszcze - zauważył zdejmując ze mnie jeansy.
- Mówiłam ci, że jest mi zimno. 
- Gdy pozbędziesz się ciuchów, lepiej się poczujesz - rzucił rozbawiony chłopak, chcąc zdjąć moje mokre skarpetki i bieliznę. Zamknęłam oczy czując na ciele jego mokre dłonie. Gdy je otworzyłam, zapomniałam jak się oddycha. Twarz Zayna były centymetry od mojej. Czułam jego nagie ciało przy swoim.
- Dlaczego zamknęłaś oczy? - zapytał.
- Nie lubię patrzeć... - zająknęłam się - To obrzydliwe.
- Która część?
- To wszystko. Ale to nieważne...Po prostu wróćmy do rzeczy - powiedziałam łapiąc go za ramiona aby przyciągnąć go do kolejnego pocałunku ale mnie zatrzymał.
- Co jest według ciebie takie obrzydliwe? - zapytał po raz kolejny.
- Ludzkie ciało. Boże Zayn, psujesz nastrój - wymamrotałam, czując jak pożądanie mnie opuszcza.
- A ja myślałem, że go dopiero tworzę - wyszeptał, schylając się do mojej szyi. zamknęłam oczy gdy zaczął składać pocałunki na mojej skórze.
- Nie drażnij się ze mną - ostrzegłam gdy zaczął bez celu wodzić rękoma po moim ciele.
- Dobra, od razu przejdę do rzeczy...W końcu już i tak oboje jesteśmy mokrzy - puścił mi oczko, wodząc penisem po moim wejściu. Jęknęłam gdy we mnie wszedł. Zamknęłam oczy rozkoszując się przyjemnym uczuciem. Przygryzłam wargę. Jego ciepły członek był zupełnym kontrastem dla mojego zmarzniętego ciała. Podobał mi się fakt, że nie ruszał się czekając, aż się przystosuję do jego rozmiaru.
- Zajęcz dla mnie - zażądał po jakiejś minucie. Pokręciłam głową.
- Przesadzasz Zayn, jeszcze nie jest mi z tym tak łatwo - zauważyłam.
- Nie słuchasz mnie Anne...Znów - pokręcił głową i obrócił nas tak, że siedziałam na jego kutasie. Sapnęłam i zamknęłam oczy. Zupełnie inne odczucie.
- Otwórz oczy.
- Nie.
- Dlaczego?!
- Nie chcę widzieć jak jesteśmy połączeni - zaprotestowałam - To po prostu ohydne.
- Nieprawda - złapał mnie za ręce kładąc je na swojej klacie po czym swoje położył na moich biodrach. Wzdrygnęłam się.
- Nie możesz ty się ruszać? Proszę? - zapytałam czując podniecenie gromadzące się w dole brzucha.
- Nie dopóki na mnie nie spojrzysz. Chcę żeby było ci jeszcze lepiej...Seks z zamkniętymi oczami jest mniej interesujący. Kiedy patrzysz na drugą osobę uczucia są z dziesięć razy mocniejsze. Obiecuję, że nie bedziesz żałować.
Pchana chęcią lepszych odczuć spojrzałam na mulata. Ale on na mnie nie patrzył. Miał spuszczony wzrok. Patrzył w miejsce gdzie byliśmy złączeni. Gdy tylko moje spojrzenie też tam powędrowało, chłopak podniósł i opuścił moje biodra na swoją pałę.  Jęknęłam głośno, ten widok był zbyt erotyczny jak na mój niewinny umysł.
- Będę kontynuował gdy będziesz patrzyła - oddech Zayna był płytki. Spojrzałam mu w oczy. Powtórzył wcześniejszy ruch. Dźwięk który opuścił moje usta był zaskakująco głośny.
- Bożeee Zayyyn - jęknęłam, zwijając dłonie w pięści na jego klacie gdy doświadczałam całej tej przyjemności. Znów spojrzałam na dół, sapiąc. Widok jego członka wchodzącego we mnie był rzeczywiście podniecający. Czułam się nieziemsko.
Podnosił mnie i opuszczał znowu i znowu, podniecenie szybko we mnie wzrastało.
- Zayn - wyszeptałam.
- Ujeżdżaj mnie - powiedział po kilku pchnięciach, kładąc ręce pod moimi udami aby pomóc mi się poruszać. Odkładając na bok całą dumę i dobry smak, podniosłam się i opuściłam na niego - Zakręć biodrami - jęknął Zayn nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Zrobiłam co mi kazał i poczułam nowe doznania - O mój Boże Anne....
Podniósł biodra aby wejść we mnie jeszcze głębiej po czym znów nas obrócił tak, ze leżałam na plecach. Nasze ciała były gorące, a na naszych ciałach tworzyły się kropelki potu. Złapał mnie w talii i zaczał się poruszać.
- Zayyynn - powiedziałam trzęsącym głosem, wbijając paznokcie w jego ramiona gdy dochodziłam.
- Anne. Boże święty - w tym momencie Zayn wyszedł ze mnie i spuścił mi się na brzuch. Zamknęłam oczy.
- Dlaczego? - zmarszczyłam oczy patrząc to na niego, to na gorącą substancję.
- Zapomniałem o gumce...A ty nie bierzesz pigułek - wysapał i opadł na łóżko obok mnie.
- To jest ohydne - powiedziałam po paru minutach, patrząc na pokrywającą mnie spermę. Mulat się zaśmiał.

- Prawda, ale przynajmniej nie jest ci już zimno - uśmiechnął się cwaniacko.
_________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział w czwartek ;))

xx Annie

czwartek, 19 czerwca 2014

3.11. Kwestia zaufania

Perspektywa Sophie

- I jak się czułeś?- Pytam, odwracając się na łóżku aby go zobaczyć.
- Jak ja się czułem? - Harry pyta, marszcząc brwi.
- No wiesz, w czasie mojej nieplanowanej nieobecności?
Chłopak wzdycha.
- Głównie byłem wkurzony i zraniony - przyznaje - Musiałem odwołać wszystkie plany związane z nadchodzącymi tygodniami i to wkurzyło mnie najbardziej. Oprócz tego, że myślałem, że wykorzystałaś moją miłość do ciebie żeby uciec - wzdycha patrząc na mnie swoimi zielonymi oczami - Jakąś chwile rzeczywiście byłem odcięty od świata, nieobecny... Wszyscy trochę byliśmy, jeśli mam być szczery.
- Tak zauważyłam to gdy miałam szansę zobaczyć was w telewizji - zaczęłam ale Harry nadal mówił.
- Ciebie nie było i nagle, czegoś zabrakło między naszą piątką. To po prostu nie było to samo. Najbardziej bolała nas myśl, że uciekłaś z własnej woli, po tym wszystkim, co zdecydowaliśmy się zmienić dla Ciebie.
- Przykro mi że musiałeś przez to przechodzić - wymamrotałam i wtuliłam twarz w jego szyję. Harry zaczął głaskać mnie po włosach.
- To nie była, twoja wina - uspokajał mnie. Zapadła chwila ciszy. - Co się z tobą działo? Gdy byłaś z ojcem i siostrą?
- Boże… byłam tak wściekła na nich - przypomniałam sobie, krzywiąc się - Trzymali mnie przywiązaną do krzesła co dziennie i za każdym razem gdy mówiłam o tym, jak bardzo chciałabym być z powrotem z wami, oni uciszali mnie mówiąc, że zrobiliście mi pranie mózgu. Że moje uczucia nie były prawdziwe. A najgorsze było to, że w pewnym momencie, rzeczywiście uznałam, że mogą mieć rację. Chodzi mi o to, że czułam jakbyście nawet nie próbowali mnie odzyskać.
- Nie mogliśmy. Musieliśmy zadbać o media, które znów się na nas uwzięły, a potem był Simon, który zawalił nas nowym albumem i wszystko to było po prostu zbyt skomplikowane. Brakowało nam czasu.Ostatnio, kiedy znaleźliśmy cię w Mullingar, nie mieliśmy precyzyjnego harmonogramu, ponieważ było to między trasami, więc mieliśmy czas.
- Oh.
- A do tego Zayn miał dobry pomysł żeby dać ci trochę odpocząć zanim znów cię do nas sprowadzimy - dodał Loczek.
- Więc planowaliście ponowne znalezienie mnie..? - Pytam ostrożnie.
- Tak. Oczywiście, że tak.
- A co, jeśli naprawdę będę chciała odejść...Pozwoliłbyś mi? - Spytałam zaciekawiona. Kędzierzawy chłopak przechylił głowę na bok.
- Dlaczego mnie o to pytasz? Nie chcesz mnie teraz opuścić, co? - Spytał lekko zszokowany.
- Nie...Ale co, jeślibym chciała? Tak naprawdę, naprawdę, bym chciała?
- Sophie ... "Co jeśli" to niepotrzebne pytanie, które nikomu nie pomagają - Harry odpowiada, całując mnie w czoło, kiedy relaksuje się trochę - Więc proszę przestań podsuwać mi myśli, że mogłabyś mnie opuścić, bo coś zepsuję - kończy, przytulając mnie mocno - Nie chcę cię znów stracić.
Jego odpowiedź mnie dręczy. Kocha mnie tak mocno, że nie pozwoliłby mi odejść, czy nie kocha mnie wystarczająco, żebym mogła podejmować własne decyzje i być w końcu wolna? Analizuję w myślach jego odpowiedź, próbując rozszyfrować co to naprawdę znaczy.
- Soph... o czym myślałaś? - Pyta z niepokojem.
- Czy mogę iść pod prysznic? - Odpowiedziałam po kilku sekundach - Czuję się naprawdę ohydnie...- wyjaśniłam.
- Ohydnie?
- Tak spocona i pachnąca seksem - Kontynuuje, wychodząc spod kołdry.
- Było coś w moich słowach, co cię zdenerwowało? - chłopak zmarszczył brwi i usiadł na łóżku.
- Nie, nie w ogóle - Uśmiechnęłam się -  Po prostu czuję się naprawdę brudna - stwierdzam.
- W porządku ...Możesz iść wziąć prysznic, a ja znajdę ci coś do ubrania na potem - pokiwał głową, zanim spojrzał na zegarek. - I proszę streszczaj się...Muszę wziąć prysznic po tobie i być gotowy na rozmowę w mniej niż czterdzieści pięć minut. A prysznic, który brałem wcześniej okazał się bezużyteczny.
- Tak… dobrze - Zgadzam się, a następnie udaję się do łazienki. Wzdycham gdy ciepła woda dotyka mojej skóry, rozkoszując się swobodnym prysznicem. Choć raz Anne nie stoi za zasłonką, żeby mnie sprawdzać, pomyślałam przejeżdżając ręką po mokrych włosach. Myśląc o niej, uświadomiłam sobie, że muszę spytać Harrego jak ją dorwali i jak ona to odebrała. Nie chcąc myśleć o tym dłużej, zaczęłam szukać gąbki. W końcu znalazłam jakąś dostarczaną przez hotel.
Ktoś puka do drzwi, gdy kończę spłukiwać swoje ciało.
- Tak? - Pytam.
- Twoje ubrania leżą na łóżku - słyszę głos Harry'ego. - Kończysz już?
- Skończyłam - odpowiadam, zmywając resztki mydła z mojego ciała i wyłączam wodę. Wychodzę z prysznica, chwytam ręcznik i wychodzę z łazienki. - Możesz wchodzić - Mówię Harremu, idąc do łóżka.
- Czy na pewno wszystko jest w porządku kochanie? - Harry mamrocze za mną, owijając ramiona wokół mnie i pochyla się, by pocałować mnie w szyję. Wciąż ściskając ręcznik, zwracam się twarzą do niego, by pocałować go delikatnie w usta.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku Harry - Zapewniam, przerywając pocałunek. Ustąpił, po czym puścił mnie i poszedł pod prysznic. Wzdycham, patrząc na to, co dał mi do założenia. Dresy, koszulkę i bokserki. Hmm ...Myślę, że nie brali damskiej odzieży. Wzruszając ramionami, zakładam te rzeczy i kładę się na łóżku po czym natychmiast wstaję. Odsuwam zasłony na bok i wyglądam za okno. Hmmm Target (sklep) jest tuż przy hotelu...Hmm. Może uda mi się przekonać Harry'ego, by pozwolił mi iść kupić coś lepszego do noszenia.
Harry wychodzi z łazienki kilka minut później, całkowicie ubrany.
- Będziemy musieli kupić damskie ubrania - mówię mu, odwracając się.
- Dlaczego? Uważam, że moje świetnie na tobie leżą - Przyglądał mi się od góry do dołu.
- Być może, ale bez stanika nie jest to tak fajne jak wygląda - informuję, unosząc moją brew do góry.
- Naprawdę chcesz bieliznę? - Wzdycha.
- Tak.
Patrzy na mnie długo po czym kiwa głową.
- Dobrze. Pójdziemy, jak tylko będzie na to czas   zgadza się. Wyciąga telefon i patrzy na ekran - Ale nie teraz. Muszę być na dole w ciągu trzech minut bo Paul mnie rozerwie.
- Poczekaj Harry jeszcze dwie rzeczy - Powstrzymałam go gdy otwierał drzwi - Po pierwsze, gdzie jest Anne?
- W pokoju Zayna, albo może inny z chłopców ma ją teraz.
- Dobrze, tak sobie myślałam, że może Anne i ja mogłybyśmy pójść do tego centrum przed hotelem i...
- Nie ma mowy Soph - odmawia zanim kończę frazę.
- Chcemy tylko kupić odpowiednie ubrania!
- Nie, z dwóch powodów: A, Anne nie można ufać i B, mówiłem ci, że pójdziemy kiedy będziemy mieć czas.
- A mogę iść sama?
- Nie. Przykro mi, nie chcę, abyś opuszczała hotel.
- Dlaczego nie? - Protestuję.
- Bo cię kocham i nie chcę, abyś znów mnie zostawiła - odwraca się, aby odejść, ale zatrzymuje się - Chodź ze mną Soph - decyduje po chwili namysłu.
- Gdzie i po co? - pytam zdziwiona.
- Umieścimy ciebie i twoją siostrę w tej samej sali na czas rozmowy...To będzie mniej skomplikowane dla Andy'ego.
- Andy'ego?
- To jeden z naszych ochroniarzy. Będzie was pilnował - Wyjaśnia chłopak i wyprowadza mnie z pokoju. Najlepiej jeśli nie będę się kłócić. Harry puka do drzwi obok swoich.
- Harry - odpowiada Zayn, zakładając koszulkę. Dostrzegam jego tatuaże i klatkę piersiową i opuszczam wzrok - I Sophie - dodaje, uśmiechając się, gdy jego wzrok spotyka mój. - W czym mogę pomóc waszej dwójce?
- Gdzie Anne?
- Jestem pewien, że jest z Louisem - odpowiada ostrożnie, kiwając głową w stronę drzwi po drugiej stronie korytarza. - Jeśli jej tam nie ma , to Liam może już przywiązał ją do swojego łóżka. A co?
- Myślałem, że możemy umieścić ją i Sophie razem, w czasie wywiadu. Andy będzie miał tylko jeden pokój do przeglądu, a dziewczyny będą mogły sobie pogadać.
- Bo moja siostra i ja tak świetnie się dogadujemy - drwiąc wywróciłam oczami.
- Myślisz, że to może być dobry pomysł? - Zayn zmarszczył brwi. - Co dwie głowy to nie jedna....
- Sugerujesz, że spróbują uciec?
- No cóż ...
- Nawet jeśli ucieknę to nie mam dokąd iść - zaprotestowałam.
- Ale twoja siostra ma....A ona jest bardzo przekonująca.
- Spytam Lou, co o tym myśli - stwierdza Harry - Do zobaczenia za pięć minut.
- Nie spóźnij się tym razem Harold! - Zayn chichocze gdy Harry puka do drzwi Louisa.
- Nie martw się o to - Lokowaty puszcza mu oczko.
- Lou! - krzyczy ale nikt nie odpowiada - To dziwne ...-  Harry mamrocze po czym puka mocniej. - Louis! - Podnosi rękę by znów zapukać, gdy nagle otwierają się drzwi, ukazując parującego Louisa. Najwyraźniej wszyscy chłopcy uznali, że to dobra pora na prysznic.
- Nie ma potrzeby, aby wyważać drzwi - Starszy chłopak szepcze, przewracając oczami i poprawiając swój ręcznik - Albo krzyczeć o co chodzi. Och, hej Sophie.
- Hej Lou.
Chłopak nie rusza się przez chwilę.
- Przytuliłbym cię, ale jestem nagi pod tym ręcznikiem - mówi cicho, zapraszając nas do środka pokoju.
- Dlaczego szepczesz? - pytam.
- Anne śpi.
- No i co? - Harry wzrusza ramionami.
- Cóż, nie chcę być w pobliżu kiedy się obudzi - Louis mówi z poczuciem winy, wskazując na łóżko. Patrzę na moją śpiącą siostrę. Jest spokojna choć nadgarstki ma przywiązane do łóżka.
- Dlaczego nie? Ty tylko przywiązałeś ją do wezgłowia łóżka...Robiłeś gorsze rzeczy - mówi Harry.
- Także ją rozebrałem ...Ona jest naga pod tą kołdrą - przyznaje.
Jedną rzeczą, którą na pewno o niej wiedziałam to to, że nie lubiła pokazywać zbyt dużo ciała. Parę tygodni temu zanim wynajęliśmy apartament w Nowym Jorku, przenosiliśmy się z hotelu do hotelu. Raz nakłoniłam mężczyznę, którego nazywałam kiedyś ojcem, żebyśmy poszły na basen w jednym z hoteli. Anne nie chciała zdjąć koszulki i spodenek do pływania.
"Łatwo dostać poparzeń w Australii...Im więcej ciała zakryjesz tym masz mniejsze szanse na dostanie raka skóry" powiedziała mi gdy zapytałam ją dlaczego nie pływa w kostiumie. Szybko odkryłam, że kłamała gdy zaczęłam jej opowiadać o licznych wyskokach z One Direction, ona czuła się nieswojo.
- O rany, już nie żyjesz Lou. Dlaczego ją rozebrałeś?! - zachichotałam.
- Byłoby jej zbyt gorąco! - tłumaczył się.
- W styczniu? Wątpię - zaśmiałam się głośniej.
- Cóż jest z Australii, a miała na sobie dresy więc pomyślałem, że się roztopi z gorąca.
- Naprawdę uważam, że to był jednak zły pomysł... Straciła do ciebie całe zaufanie, jeśli jakieś oczywiście miała....
- No cóż ja....
Dzwoni komórka Harry'ego. Obserwuję go uważnie gdy odbiera.
- Halo? Tak, będziemy za minutę. Pa - Harry kończy połączenie - Louis pospiesz się i ubierz, czekają na nas.
- Już bym tam był, gdybyście nie przyszli i mi nie przeszkadzali - mruczy, szukając w jednej z otwartych walizek. Łapie kilka ciuchów i wraca do swojej łazienki.
- Jak właściwie ją złapaliście? - Pytam Harry'ego, oba nasze spojrzenia skierowaliśmy na nią.
- Trzeba spytać Nialla. On jest tym, który przyniósł ją do nas.
Kilka sekund później Louis był już gotowy.
- Chodźmy kolego - pośpiesza Harrego.
- Dasz mi buziaka na pożegnanie? - Harry proponuje przed wyjściem.Uśmiecham się i pochylam, by złączyć nasze usta.Jego ręce wędrują na mój kark, przysuwając mnie bliżej do niego -Kocham cię - mamrocze Hazz, opierając swoje czoło na moim.
- Ja też cię kocham - odpowiadam.
Całuje mnie ponownie, ale Lou nam przerywa.
- Nie rozstajecie się na zawsze - drwi. - Powinniśmy być z powrotem za trzy godziny - dodaje - Może spędzisz ten czas ze swoją siostrą, aby się uspokoiła i nie chciała mnie udusić?
- Zobaczę, co mogę zrobić - kiwam głową.
- Dziękuję Sophie...- milknie na chwilę - Dobrze mieć cię z powrotem - uśmiecha się - Jesteś mniej wkurzona o to wszystko niż twoja siostra.
- Nie jestem mniej wkurzona, po prostu nauczyłam się z tym żyć - odpowiadam po chwili - Myślę, że tak jest łatwiej.
Puszcza mi oczko i wychodzi. Widzę łysego mężczyznę w pobliżu drzwi. I to musi być Andy ochroniarz. Bardziej jak opiekunka dla swoich więźniów.
- Zostań tu ...Do zobaczenia wkrótce - Harry wzdycha całując moją głowie po raz ostatni przed wyjściem.



- Nie mogę nigdzie iść, bo Andy będzie przed drzwiami - wymruczałam gorzko. On tylko chce twojego dobra, staram się przekonać samą siebie. Wzdycham i wyciągam krzesło, po czym siadam przed łóżkiem mojej siostry, czekając aż się obudzi. Będziemy musiały poważnie porozmawiać.
_______________________________________________________________________________
tłumaczone przez @ohlouex   
Czekał mnie niespodziewany wyjazd i wiem, że wiele z was chciałoby mnie teraz udusić, ale serio nie miałam nawet czasu żeby dobrze się spakować.....

Kolejny jest shoot z Zaynem, który pojawi się najpóźniej w sobotę (tym razem nigdzie się nie wybieram ;))

piątek, 6 czerwca 2014

3.10. Zrujnowane dzieciństwo


Więc rozdział z dedykacją dla Asi ;) Spóźnione STO LAT <3333
__________________________________________________________________
Perspektywa Anne

- Harry proszę.
Podskoczyłam zaskoczona gdy usłyszałam głos mojej siostry zza ściny. Szybko wstałam.
- Słyszałeś to? - powiedziałam patrząc na Zayna. Na chwilę podniósł wzrok znad telefonu i wzruszył ramionami.
- Nie obchodzi mnie co Harry z nią robi - odpowiedział.
- Więc jeśli ktoś w pokoju obok byłby właśnie zabijany, nie zareagowałbyś?! - zapytałam zdumiona.
- Harry nie zabiłby twojej siostry...Po wszystkich co przeszedł aby ją zdobyć, nie miałby serca aby znów ją zranić i znów ją stracić - wyjaśnił Zayn, przesuwając palcem po ekranie telefonu - I kto wie...Może Sophie wróciły wspomnienia i właśnie się pieprzą? - dorzucił lekko podnosząc kąciki ust. Odłożył telefon i na mnie spojrzał.
- Cóż, to nie byłaby dobra rzecz - warknęłam.
- Dwoje kochających się ludzi to nie jest dobra rzecz?
- Ona tylko myśli, że jest zakochana. To inna sprawa.
Zayn podniósł brew.
- Co właściwie wiesz o swojej siostrze hmm? Widziałaś kiedykolwiek jak się zachowuje przy Harrym? - zapytał nagle.
- Nie ale...
- Anne nie wiesz nic o swojej siostrze, oprócz tego co słyszałaś od ojca. Więc nie udawaj, że rozumiesz jej relacje z nami, bo nie rozumiesz tego. Nie wiesz nawet połowy - oznajmił Zayn. Wywróciłam oczami i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Nie potrzebuję wiedzieć więcej, wszystko mówi samo za siebie - warknęłam. Zayn wolno wypuścił powietrze.
- Ostrożnie Anne...naprawdę nie chcesz ujrzeć mojej złej strony. Nie jest zbyt ładna - powiedział spokojnie z wyzwaniem w oczach - Możesz zapytać Sophie.
- Nie przestraszysz mnie Zayn...Co pomyślałaby Sophie gdyby dowiedziała się, że skrzywdziłeś jej siostrę? Nie złamałoby to waszej niezwykłej więzi? - wypomniałam mu. To niedorzeczne.
- Nie, to koniec - poddał się i wstał łapiąc mnie za ramię - Pozwolę Liamowi się tobą zająć.
Próbowałam zrzucić jego rękę z mojego ramienia gdy wyprowadził mnie z pokoju i otworzył drzwi. Patrzyłam się na niego przerażona. Ejjj, nie ma mowy!
- Mogę pomóc waszej dwójce? - zapytał Liam patrząc to na mnie, to na mulata z zaciekawieniem.
- Nie, nie, nie...Właśnie mieliśmy wychodzić więc...
Zayn zatrzymał mnie gdy się odwracałam.
- Właściwie....Mógłbyś sprawić, aby była bardziej posłuszna Li? Może byś ją lekko złamał? - zapytał Zayn, mocno ściskając moje ramie - Chyba jeszcze nie do końca rozumie, że ma się nas słuchać, jeśli chce się zabawić - kontynuował patrząc na mnie.
- Nigdy się z wami nie zabawię! - splunęłam - Jesteście szaleni! - zaprotestowałam gdy Zayn praktycznie wręczył mnie przyjacielowi.
- Mógłbyś przysłać Louisa? Myślę, że to mu się spodoba - rzucił Liam, trzymając mnie za nadgarstek.
- Nie, tylko nie Louis - prosiłam, kręcąc głową. Sprawiają, że czuję rzeczy, których nie jestem w stanie zrozumieć - Proszę tylko nie on - powtórzyłam próbując się wyrwać.
- Ta dam mu znać...Będę na Skypie z Perrie jeśli będziecie mnie potrzebowali.
- Po co?
- Chcę się dowiedzieć, za ile przyjeżdżają - odpowiedział mulat. Młodszy chłopak pokiwał głową i pomachał mu na pożegnanie. Chwilę później Liam wciągnął mnie do swojego pokoju.
- Usiądź - zażądał wskazując na łóżko. Nie poruszyłam się - Anne...usiądź - powtórzył nadal trzymając wyciągniętą rękę.
- Mam ci tez podać łapę i przekręcić się na grzbiet? - zadrwiłam - Nie jestem jakimś kurwa psem - zauważyłam.
- Nie, jesteś za to rozwydrzonym bachorem - odpowiedział wyższy chłopak, zmuszając mnie, żebym usiadła na łóżku - Zostań.
- No kurwa! Powiedziałam już, że nie jestem psem! - fuknęłam wstając ale popchnął mnie znów na łóżko.
- Za każdym razem gdy się sprzeciwisz będę dodawał 2 minuty, a gdy przeklniesz 30 sekund. Już masz na koncie 8 minut skarbie.
- Nie mów do mnie skarbie, ty dupku. I oczym ty w ogóle do cholery mówisz? Dodajesz minuty do czego?
- Czyli już jest 10 minut. Ostrożnie Anne, wydłużasz swoje tortury.
- Jakby przebywanie z tobą nie było wystarczającą torturą - wymamrotałam pod nosem. Oboje odwróciliśmy głowy gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- To powinien być Louis. Zostań tu - poinstruował Liam, posyłając mi groźne spojrzenie. Następnie podszedł do drzwi i je otworzył. Gdy tylko się oddalił uciekłam do łazienki, obok i po cichu zamknęłam drzwi. Serce biło mi szybko z przerażenia. Zacisnęłam rękę na krawędzi umywalki i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Co za nieogar.
- Anne? - usłyszałam głos Liama zza drzwi. Zamarłam - Już masz dwanaście minut.
- Anneeeeeeee - zanucił Louis. Przestałam oddychać.
- Chcesz się pobawić w chowanego? - zapytał starszy chłopak, z rozbawieniem w głosie. Nie odpowiedziałam - Cóż jeśli już chcesz się pobawić to dodamy czas którego będziemy potrzebować na znalezienie cię i jeszcze 30 dodatkowych minut do naszych małych...tortur. Więc jeśli chcesz pozostać przy swoich 12 minutach to lepiej nam od razu o tym powiedz - wyjaśnił Louis. Od razu rozejrzałam się za jakimś w miarę dużym miejscem w łazience. Mój wzrok wylądował na szafce pod umywalką. Jedyne miejsce w którym się zmieszczę. Wyrzuciłam stamtąd rolki papieru aby zrobić sobie więcej miejsca.
- No cóż, jak chcesz. Gotowa czy nie...łazienko nadchodzimy! - rzucił Liam.
- No weź Li, poudawajmy przez chwilę, że nie wiemy gdzie jest...nam da to więcej czasu później, a ona pomyśli, że jest dość bystra - zaproponował Louis. Próbując nie hałasować, otworzyłam drzwiczki szafki i wślizgnęłam się do środka. Schyliłam się aby nie uderzyć o rury od umywalki. Zamknęłam za sobą drzwiczki. Zagłuszyłam głosy chłopaków. Oplatając nogi rękami oparłam na nich głowę i zamknęłam oczy. Miałam pustkę w głowie. Po chwili usłyszałam szarpanie za klamkę od drzwi. Otworzyłam oczy i czekałam z niepokojem. Nie, proszę. Gdy to powtarzałam zauważyłam mały zatrzask na drzwiczkach od wewnątrz. Po co w ogóle to tu jest? Chyba los chce mnie ocalić. Nie zastanawiając się długo zamknęłam to. Teraz nie mogli ich otworzyć. To powinno ich powstrzymać. Zadrżałam gdy usłyszałam, ze weszli do łazienki. 
- Anne już masz naliczone 45 minut...skrócimy je gdy dobrowolnie się poddasz - namawiał mnie Louis. Chyba oszalał. Krzyknęłam ze strachu gdy jeden z nich pociągnął za drzwiczki.
- No dajesz... - westchnął zirytowany Louis. Znów pociągnął mocno za drzwiczki - Pomożesz mi Liam?
- Jasne.
Krzyknęłam i jeszcze ciaśniej oplotłam nogi rękoma, gdy chłopcy wyrwali drewno z zawiasów. Zwinęłam się w kącie. Są potworami. 
- Nie, proszę! Proszę Louis! Proszę nie dotykaj mnie! - powtarzałam przerażona gdy wyciągali mnie spod umywalki. Szarpałam się gdy prowadzili mnie do sypialni - Proszę, proszę, proszę! - błagałam.
- Nie zmienimy już decyzji, nieważne jak bardzo byś prosiła. Ostrzegaliśmy cię wcześniej. Ale ty nigdy nie słuchasz - Louis pokręcił głową i popchnął mnie na łóżko - Przygotuj rzeczy Liam, ja ją przytrzymam - dodał siadając naprzeciwko mnie.
- Odejdź ode mnie! - cofałam się dopóki moja głowa nie uderzyła o koniec łóżka - Ała, kurwa!
- Nie zrań się skarbie - Louis zaśmiał się i nachylił się nade mną.
- I tak cię to nie obchodzi.
Przytrzymał moje nogi gdy byłam zajęta masowaniem głowy.
- Ależ obchodzi - wyszeptał, w jego oczach widać było szczerość.
- Gówno prawda - warknęłam.
- Teraz masz już 48 minut Anne - powiedział Liam stojący za Louisem. Obserwowałam jak stawia krzesło przed łóżkiem i wyciąga małe pudełko - Zdejmij jej dresy Lou.
- Już się robi Li.
Już miałam zaprotestować ale uciszył mnie pocałunkiem. Nagle całe moje ciało przeszły ciarki. Cholera, dobrze całujesz Lou, to muszę ci przyznać. Nie mogłam mu się oprzeć i oddałam pocałunek. Jedną ręką złapał mnie za włosy, a drugą przysunął moje ciało do jego. Jęknął przyciągając mnie bliżej.
- Louis powiedziałem, zdejmij jej spodnie, a nie się z nią całuj. To zrobisz gdy ona sobie zasłuży. A teraz jeszcze nie pora - powiedział Liam, a Louis się odsunął. Puścił mi oczko, trzymając w ręce moje spodnie.
- Misja zakończona sukcesem Liam - uśmiechnął się łobuzersko. Jak mogłam tego nie zauważyć? Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem i dłonią wytarłam usta z jego DNA. Dlaczego w ogóle też go pocałowałam? Jest obrzydliwy!
- Awww cukiereczku nie bądź taka! - powiedział chłopak przesłodzonym głosem - To świetnie, że ci się podobają pocałunki.
- Nie twoje - odpowiedziałam - Są paskudne.
- Cóż możesz mnie obrażać - zaczął - Ale wiem, że kłamiesz - powiedział dumny z siebie.
- Chciałbyś - wywróciłam oczami.
- Anne ja...
- Dobra starczy tej bezużytecznej gadki...Louis trzymaj ją okej? - Liam nas uciszył.
- Albo mógłbyś być miły i poprosić mnie, żebym się nie ruszała - wymamrotałam.
- Więc nie ruszysz się gdy włożę to - pokazał mi podejrzanie wyglądający przedmiot - w ciebie?
Przełknęłam ślinę patrząc na zabawkę. Miała taki kształt, że by we mnie weszła i jednocześnie naciskała na górną część mojej cipki.
- Gdy tak teraz o tym myślę, chyba po prostu wyjdę - odpowiedziałam szybko, zrzucając z siebie Louisa.
- Nie, nie, nie - chłopak złapał mnie za nadgarstek i przytrzymał kolanami moje uda abym się nie ruszała.
- Puszczaj! - próbowałam podnieść kolano do góry, chcąc go uderzyć w jaja ale mi się nie udało. Louis zaczął się śmiać.
- Skarbie bądź fair. Nie możesz tam uderzyć mężczyzny - powiedział kładąc ręce na moich nagich udach. Na chwilę zamarłam, zahipnotyzowana jego turkusowymi oczami.
- A ty nie możesz wykorzystywać mojego ciała dla przyjemności! - powiedziałam w końcu.
- Hmm, chyba jednak mogę - złapał za moje majtki i pociągnął je na dół.
- Nie...O mój Boże - zamknęłam oczy, mój oddech przyspieszył gdy Liam włożył we mnie przedmiot brutalnie. Louis z powrotem założył mi majtki, materiał ocierał się o część dotykającą najwrażliwszego miejsca - Nie. Wyjmijcie to! - powiedziałam z obrzydzeniem.
- Nie ma szans. Musisz spędzić z tym 48 minut, siedząc przywiązana do tego krzesła - uświadomił mnie Liam, podnosząc mnie z łóżka. Pokręciłam głową czując, że zaraz zwymiotuję.
- Proszę nie - wymamrotałam gdy sadzał mnie na krześle. Louis związał mi ręce za plecami, a drugi chłopak przywiązywał moje kostki do nóg krzesła. Przez to coś we mnie czułam się nieswojo. Nie mogłam się poruszyć gdy obaj stanęli przede mną podziwiając swoje dzieło. Schyliłam głowę ze wstydu i poniżenia, gdy się na mnie patrzyli.
- Zayn powiedział, że się nie słuchasz. Więc to ćwiczenie na posłuszeństwo Anne - poinformował Liam, kładąc się na łóżku podłożył sobie  rękę pod głowę i patrzył na mnie - Przez kolejne 48 minut musisz robić wszystko co ci powiemy nie ważne jak niedorzeczne to będzie. I patrz mi w oczy gdy to ciebie mówię - dodał.
-  Albo co? - wymamrotałam nadal patrząc się na swoje stopy - Już przywiązałeś mnie do krzesła z nie wiadomo czym we mnie. jakoś nie sądzę, że może być gorzej.
- Więc pomyśl ponownie.
Nagle ta rzecz we mnie zaczęła wibrować. Sapnęłam chcąc wstać, to uczucie było dziwne. Byłam jednak przywiązana do tego cholernego krzesła.
- Bo, boże, boże przestań! - błagałam wiercąc się na krześle.  Ta część poza moim ciałem bolała najbardziej, jeszcze szybciej mnie pobudzając.
- Chcę żebyś spojrzała mi w oczy - rozkazał Louis. Pręciłam głwą kilka razy ale w końcu nie mogłam znieść tej tortury i nasze spojrzenia się spotkały.
- Dobrze, chcę żebyś zawsze patrzyła na osobę, która do ciebie mówi, zrozumiałaś?
Pokiwałam głową przygryzając przy tym wargę. Wibracje w końcu ustały a ja wciąż dyszałam. Jednak uczucie w moim brzuchu nadal tam pozostało. Zauważyłam, że Liam bawi się małym czarnym pilotem. Cholera. 
- Moja kolej na prośbę - powiedział Louis po kilku sekundach. Patrzyłam mu prosto w oczy - Chcę, zebyś zaśpiewała nam piosenkę - spojrzałam się na niego przerażona - Nie musi być długa - dodał.
Zaśpiewać piosenkę, zaśpiewać piosenkę, pieprz się Louis!
- Nie umiem śpiewać.
- No weź nie musi to był ciężka piosenka, możesz zaśpiewać co chcesz.
- Ale nie mam żadnego pomysłu! - jęknęłam, szarpiąc się z linami na nadgarstkach.
- To zaśpiewaj "Jack i Jill"
- Ale to kompletnie bez sensu!
- O nieładnie. Miałaś się z nami nie sprzeczać nie ważne co każemy ci zrobić - upomniał mnie Liam.
- Nie.
Od razu tego pożałowałam. Obiekt obudził się do życia, wibrując jeszcze mocniej niż poprzednio. Krzyknęłam szarpiąc się z całych sił.
- Dobra! Dobra! - powiedziałam. Liam zatrzymał to. Biorąc wolne oddechy próbowałam przypomnieć sobie rymowankę, modyfikując ją trochę.
- Jack i Jill poszli na wzgórze obściskiwać się
Jack zaczął się do niej przystawiać
I złapał ją za tyłek
Teraz nie ma dwóch jedynek" - powiedziałam.
- Nieźle - zaśmiał się Lou - Ale moja jest lepsza.
- Jack i Jill poszli na wzgórze zajarać marichuanę
Jack był na haju
Rozpiął rozporek
I powiedział "Ej Jill, chcesz? (Tak, wiem nie umiem tłumaczyć rymowanek ;P)
- O boże, gdzie się tego nauczyliście?! - krzyknął Liam, jakby przerażony - Własnie zniszczyliście moje dzieciństwo.
Louis i ja wzruszyliśmy równo ramionami.
- Ty niszczysz mi życie - zauważyłam - Jakoś nie czuję się winna.
- Nieważne. Anne chcę żebyś w ogóle nie ruszała się przez kolejną minutę, gdy właczę dildo na trzeci poziom - zażądał Liam.
- Jak wiele poziomów ma to coś?! - byłam przerażona.
- Pięć, a ty jak na razie poznałaś dopiero dwa pierwsze.
- N...
- I znów się sprzeczasz - Liam pokręcił głową i włączył przedmiot. Sapnęłam wyginając plecy - Nie zacznę liczyć tej minuty dopóki nie przestaniesz się ruszać - stwierdził gdy się wierciłam, chcąc wstać aby zmniejszyć kontakt - Anne. Przestań. Się. Ruszać.
- Ale to boli - rzuciłam szarpiąc liny.
- Jeszcze nie minęły trzy minuty z całego czasu; oczywiście, że będzie bolało. Ale za kilka minut pewnie dojdziesz i będzie ci bosko. Ale potem będzie boleć jeszcze bardziej, bo będziesz nadwrażliwa - wyjaśnił Liam.
- Liammmm - sapnęłam - Zatrzymaj to, proszę.
- Nie dopóki nie przestaniesz się ruszać - zaprotestował - Masz się nas słuchać.
- To jest niemożliwe!
- Anne nie ważne jak bardzo będziesz się kłóciła nie zmienię zdania. Możesz tak pozostać przez kolejne 45 minut jeśli chcesz.
- Nie, nie, nie! - prosiłam.
- Możesz to zrobić. Wszystko zależy od silnej woli - wtrącił się Louis. Wzięłam kilka oddechów, zamknęłam oczy i skupiłam się na tym, aby się nie ruszać. Jednak mi się nie udało, uczucie we mnie było zbyt intensywne. Zaczęłam płakać - Liam nie mogę! Chcę, ale nie mogę!
- Zmniejsz poziom Li.
Chłopak westchnął ale posłuchał. Jęknęłam gdy wibracje się zmniejszyły.
- Dzięki - dodałam czując spływającą po policzku łzę.
- Nadal musisz przestać się ruszać. Przygryzłam wargę , zamknęłam iczy i skoncentrowałam się na nie ruszaniu się. Próbowałam rozproszyć czymś myśli. Myślałam o ojcu, o Sophie, o dzieciństwie,które mogłybyśmy razem przeżyć gdyby nie rozdzielenie nas przez matkę, której nigdy nie poznałam.
- Koniec.
Westchnęłam gdy wibracje ustały, ale nie byłam zbyt zadowolona. Właściwie moje ciało było z lekka zawiedzione. Dlaczego?
- Anne.
Spojrzałam na Louis, który do mnie mówił.
- Chcę, żebyś mnie pocałowała z włączoną wibracją.
Pokiwałam od razu głową, prawie tego pragnąc. Moje ciało pragnęło intymnego dotyku tak bardzo, że to barwie bolało. Louis nade mną górował. Złapał moją twarz w dłonie.
- Masz wolą rękę co do poziomu Liam - powiedział chłopak i złączył nasze usta. Pocałunek był wolny tak samo jak wibracje. Z każdą sekundą Louis zyskiwał pewności a Liam przybliżał mnie do rozkoszy.
- Boooże - jęknęłam odrzucając głowę do tyłu gdy zabawka przyjemnie we mnie pulsowała. Chłopak przyparł mnie do krzesła, tak abym nie mogła się ruszyć. Przez to wibracje bardziej na mnie działały.
- Skup się na mnie - zażądał sapiąc i nasze usta znów się spotkały. Moje skóra była rozpalona. Louis nagle wsunął rękę w moje majtki lekko poruszając zabawką. Po chwili się rozpadłam. Jęczałam gdy ogarniały mnie kolejne fale przyjemności.
- Louiisssss - jęknęłam zamykając oczy i próbując poradzić sobie z pierwszym orgazmem.
- Proszę - zakończył i odsunął się sapiąc lekko - Jak dużo czasu minęło Liam?
- 5 minut. (Chyba miało być 25 i autorce się źle napisało o.0)
Dildo było teraz jakby nie na miejscu. To prawie bolało.
- Proszę...Możecie to już wyjąć? - spytałam.
- To dopiero połowa tortur ... druga połowa właśnie się zaczyna - Liam pokręcił głową - Anne chcę żebyś wymieniła 20 krajów, które chcesz odwiedzić.
- Ale po co? - jęknęłam.
- Bo cię o to proszę.
- Ale to bez sensu!
Krzyknęłam z bólu gdy znów zaczęło wibrować. I to mocniej niż wcześniej.
- Anne masz wykonać moje polecenie.
- Nie! - zaczęłam płakać ale wymieniłam tak dużo państw jak mogłam.
- Kanada, Francja, Brazylia, Rosja, USA...
- Powiedziałem kraje które chciałbyś zwiedzić, a nie w których już byłaś. Od nowa.
- Liam no weź.
Odcięłam od siebie słowa Louisa próbując odpowiedzieć.
- Kanada, Francja, UK, Brazylia, Rosja, Włochy, Hiszpania, Polska, Węgry, Grecja, Dania, Norwegia, Szwecja, Belgia...Liam, przestań, nie mogę już!
- Wymieniłaś tylko 14. Od nowa.
- Nie, proszę! - zaszlochałam, moja wizja została rozmazana przez łzy.
- Liam już dość - powiedział Louis obok - Nie to, ze ona nie chce, po prostu prosisz o zbyt dużo.
- Anne zacznij od początku.
- Nie mogę! - szlochałam, wibracje sprawiły, że pochwa mnie dosłownie piekła.
- Liam wystarczy - powtórzył Louis. Jego zmartwiony głos zdawał się być odległy - Liam zatrzymaj to. Ją to boli!
- Zayn powiedział, żeby ją złamać.
- Liam nie krzywdzimy dziewczyn! Mają limity które możemy naruszyć, a nie kompletnie złamać! Wszyscy się co to tego zgodziliśmy! Więc skończ się znęcać! - zażądał Louis.
- Dobra.
Zamknęłam oczy i odetchnęłam głośno gdy zabawka się zatrzymała. Gdy próbowałam uspokoić oddech poczułam, ze ktoś odwiązuje liny z moich rąk. Wzięłam kolejny oddech gdy zaczęli odwiązywać mi kostki.
- Proszę - wymamrotał Louis - Zabiorę ją do swojego pokoju...Musi się przespać - powiedział. Poczułam jak podnosi mnie z krzesła. Cała się trzęsłam - Liam, wiem, że winisz jej ojca za zerwanie z Danielle ale nie wyżywaj się na niej - powiedział spokojnie - To nie jej wina.
- Łatwo ci mówić - mruknął młodszy chłopak - Nadal uważam, że powinniśmy spalic tego dupka razem z domem a nie tylko przypiąć go kajdankami do skrzynki na listy.
- Liam...Nie jesteśmy mordercami.
Więc to zrobili?
- Zakuliście go na zewnątrz? Zimą?! - krzyknęłam słabo z ramion Louisa. O boże, tato mógł umrzeć z hipotermii - Jak mogliście?! - zaczęłam się wiercić, otworzyłam nawet oczy.
- Ćśśś. Chodź zabieram cię do swojego pokoju - powiedział chłopak wzmacniając uścisk - Siemka Li. I pamiętaj, za godzinę mamy wywiad.
- Taaa, jasne.
Starszy chłopak wyszedł z pokoju i wrócił do swojego. Położył mnie na łóżku. Oczy miałam zamknięte i zamarłam gdy zdjął ze mnie majtki. Ale ogarnęła mnie ulga gdy wyjął ze mnie ten przedmiot.
- Idę pod prysznic, naprawdę radę ci tu zostać i trochę odpocząć - westchnął chłopak. Już miałam zaprotestować ale byłam zbyt wykończona i emocjonalnie i fizycznie przez Liama. Powoli kiwnęłam głową.
- Nie zgwałcisz mnie w śnie? - zapytałam go wślizgując się pod kołdrę.
- Jeśli bym tego chciał, zrobiłbym to wczoraj w nocy skarbie - odpowiedział, uśmiechając się lekko i wszedł z pokoju.

Gdy tylko moja głowa dotknęłam poduszki - zasnęłam.
_________________________________________________________________________
Nie wiem czy się cieszyć czy płakać...
Niby Louis taki miły i w ogóle
Ale nie lubię Anne
I nie wiem czy chcę, aby byli ze sobą
;c

xx Annie

sobota, 31 maja 2014

3.9. Ponowne spotkanie

Stoję w hotelowym korytarzu, marszcząc brwi, gdy widzę jak Anne wchodzi z Zaynem do pokoju tuż obok naszego. 
- Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego muszę dzielić z tobą pokój? - Pytam Harry'ego, kiedy on odkłada walizki na końcu łóżka.
- Mamy tylko pięć pokoi. A teraz przestań narzekać i chodź tutaj. 
- Dobrze... ale nie muszę być z tobą - zignorowałam go i oparłam się o framugę drzwi, nie chcąc wejść do środka - Mam na myśli, że ja mogę być z Anne, a ty z Louisem -proponuję - Pięć pokoi będzie nadal zajętych.
- Nie wiem czy mogę wam zaufać i zostawić was same już teraz - kędzierzawy mówi powoli.
- Ja też ci nie ufam więc jesteśmy kwita - odcinam się spoglądając na chwile na korytarz.
- Czy możesz przestać sprawiać problemy i wejść do środka? Proszę?-Wzdycha - Ktoś może cię zobaczyć.
- Nie mam nic przeciwko.
- Sophie -spojrzał na mnie groźnie.
- Harry- Także posłałam mu groźne spojrzenie na co wywrócił oczami i przeczesał ręką włosy.
- Jezus nie pamiętam, żebyś była aż tak uparta - Harry mamrocze pod nosem. Chwyta mnie za rękę i ciągnąc do środka siłą. Krzyżuje swoje ramiona na piersiach, gdy on zamyka drzwi. Patrzę na niego ostrożnie gdy siada na łóżku.
- Usiądź ze mną - oferuje, klepiąc miejsce obok siebie.
- Raczej wolę postać.
Brytyjczyk wstał wzdychając głośno i zaczął przeszukiwać jedną z walizek. Wyciągnął z niej wypchanego żółwia i podał mi go.
Padgett.
-Idę wziąć prysznic… zostawię cię samą abyś mogła uporządkować swoje myśli. Dobrze? - powiedział  Harry, jego zielone oczy wpatrywały się we mnie uważnie. Pokiwałam powoli głową, trzymając żółwia między palcami. Rzucił mi ostatnie spojrzenie i odwrócił się w stronę łazienki. Ledwie dostrzegłam jego wytatuowany tors, gdy zdjął  koszulkę, zanim zniknął za drzwiami.
Czekałam w bezruchu przez kilka sekund, aż usłyszałam szum wody. Spojrzałam  na drzwi, przygryzając wargi, a następnie na pluszowego żółwia. Mogłabym wyjść i spróbować dostać się do Anne, ale Padgett ma odpowiedzi na wszystkie pytania co do luk w mojej pamięci. Niepewna patrzę to na drzwi to na Padgetta, aż w końcu postanawiam go otworzyć. Warto wiedzieć, jak ich w ogóle poznałam.
Otworzyłam  Padgett’a za pomocą nożyka do kopert, który znalazłam w jednej z szuflad. Patrzyłam z niepokojem na jego wnętrzności. Może powinnam przyszyć tam jakieś rzepy zamiast ciągle go rozrywać i zaszywać…to byłoby mniej skomplikowane.
Potrząsnęłam głową, zaczęłam wyciągać wszystkie kartki papieru, które wypełniały Padgetta, rozkładając je na łóżku. Było ich dużo. Siedząc na pościeli zaczęłam otwierać jedną po drugiej.
Harry śpiewa mi  do snu. Niall nikogo nie zgwałcił . Zayn pomógł mi uciec. Liam daje mi Padgetta. Louis rozśmiesza mnie. Gotowanie z Niallem. Zrozumienie Zayna. Dobre strony Liama​​. Pocałunki Harryego. Osobowość Louisa. Niall wychodzi ze szpitala. Zielone oczy Harryego. Mój syndrom sztokholmski. Otwarty umysł Louisa. Wsparcie Zayna . Śmiech Nialla. Aura ochronna Liama​​. Ich miłość do mnie.
Zaczynam płakać, silna fala emocji dotknęła mnie gdy przypominałam sobie jak mój ojciec zabrał mi  wspomnienia. Dlaczego? Jak mógł zabrać mi jedyne szczęście które miałam na tym świecie? I Anne...  wiedziała o narkotykach i była gotowa je kupić? Wydarzenia z autobusu teraz nabrały sensu...przeprosiny Nialla, zmartwiona twarz Harry'ego, gdy go nie rozpoznałam, a inni...O mój Boże Harry.
- Harry! - powiedziałam głośno. Niemal natychmiast prysznic przestał działać i Harry pojawił się w drzwiach z ręcznikiem przewiązanym w pasie.
- Co jest?
- Harry - pobiegłam do niego i pocałowałam go namiętnie - O rany przepraszam Harry! - mówiłam między pocałunkami owijając swoje ręce wokół jego szyi.
- Wróciłaś? - zapytał bez tchu.
- Jestem z powrotem. I kocham cie - oświadczyłam przed kolejnym złączeniem naszych ust. Nagle nie mogliśmy się sobą nacieszyć. Nie byliśmy razem tak długo.
- Sophie ja też cie kocham - westchnął. Chwycił moją głowę i pochylił się by pocałować mnie pożądliwie w szyję. Wplotłam palce w jego mokre włosy i zamknęłam oczy gdy całował każdy centymetr mojej skóry. Moje ręce rysowały szlak w dół jego głowy i zatrzymały się na jego łopatkach. Ścisnęłam go mocno, gdy nasze usta spotykały się po raz kolejny.
Jego ręcznik spada na podłogę, on podnosi mnie do góry i kładzie na łóżku. Jego wytatuowane ciało góruje teraz nad moim. Kawałki papieru z wspomnieniami szeleszczą wokół nas, gdy zmieniamy pozycje na łóżku.
- Brakowało mi ciebie... tak bardzo Soph - jęknął chowając twarz w mojej szyi.
- Też za tobą tęskniłam. Kocham cię - mruczę, moje palce powoli przesuwają się w dół jego klatki piersiowej, śledząc kropelki wody, które ściekają z niego po krótkim prysznicu.
Pospiesznie zdejmuje  mój sweter, łapiąc moje usta do kolejnego namiętnego pocałunku, tak szybko jak tylko może. Przerywa pocałunek i łączy nasze czoła, oddychając ciężko, podczas gdy patrzymy sobie w oczy.
- Kocham cię - powtarza jeszcze raz.
- Więc się ze mną kochaj - szepczę.
- Jeśli to zrobię to nie pozwolę, żebyś mnie kiedykolwiek opuściła - stwierdza Harry, jego oczy płoną pożądaniem - Nie popełnię tego błędu ponownie.
- Więc go nie popełniaj. Nie obchodzi mnie to. Chcę zostać z Tobą. Kocham cię.
Jego miękkie usta znów całują moje, czuję jego ręce zjeżdżające w dół mojego ciała. Loczek zdejmuje moje dresy i majtki, rzucając je w kąt.
- Tak bardzo cię kocham, Soph ... Jesteś doskonała - mruczy. Czuję jego palce śledzące blizny na moich nadgarstkach, jego pocałunki - Jesteś idealna i jesteś moja. Miłość która od niego emanuje sprawia, że czuję się jak w niebie. Jego rozgrzana skóra ocierająca się o moją sprawia, że dostaję gęsiej skórki. Gdy chłopak jęczy czuję podniecenie gromadzące się w dolnej części mojego brzucha. Nasze usta poruszają się niespiesznie.
- Harry proszę- Staram się dotrzeć do całego niego. Moje małe ręce owijam wokół jego dużego bicepsa, przyciągając go do kolejnego pocałunku.
- Cierpliwości Soph - uśmiechnął  się w moje usta,  kładąc dłonie na mojej klatce piersiowej.
- Czekałam miesiąc żeby być z powrotem w twoich ramionach Harold ... Nie proś  mnie o cierpliwość - mówię wywracając oczami. Chłopak zaśmiał się, delikatnie pstrykając mnie w nos po czym go pocałował.
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej.
- Wątpię w to - mamrocze, wsuwając we mnie dwa palce - Jesteś dla mnie tak mokra - mruczy całując  zgłębienie mojej szyi.
-Harry proszę. Potrzebuję cię ... Kocham cię tak bardzo.
Nie tracąc więcej czasu, wkłada we mnie swojego pulsującego członka  i ostrożnie popycha go w moich ściankach. Jęczę zamykając na chwilę oczy. Harry sapie gdy wchodzi we mnie cały. Jego oddech jest urywany i chrapliwy, gdy patrzy na mnie spod masy loków.
- Taka doskonała - powiedział wchodząc we mnie ponownie. Jęknęłam głośno, mocniej ściskając jego szyję. Przyciągnęłam nasze twarze do siebie, nasze biodra spotykały się z każdym powolnym i głębokim pchnięciem Harry'ego. Zielonooki schylił się do moich piersi, zaznaczając językiem mokrą ścieżkę w kierunku mojej szyi, gdy skupiał się na mocnych pchnięciach. Zauważyłam, że wypycham biodra aby wchodził jeszcze głębiej. Jęknęłam z rozkoszy gdy poczułam, że jestem już na krawędzi.
- Harryyy- Załkałam, wbijając paznokcie w jego umięśnione ramiona.
- Dojdź dla mnie skarbie - jęczy, jego duża ręka zjeżdża w dół jeszcze dodatkowo mnie stymulując. Czuję jak moje ścianki zaciskają się wokół jego płonącego członka. Jęczymy razem i niemal równocześnie dochodzimy. Wypełnia mnie gorąca sperma Harrego. Upada na mnie, oboje głośno dyszymy.
- Będę musiała o tym napisać...- mówię cicho, patrząc na wszystkie karteczki leżące obok nas. Odwróciłam się w jego stronę, patrząc na niego - Seks z tobą jest z pewnością godny pamięci Patgetta - wzdycham.Chłopak całuje mnie w czoło, przytulając mnie.
-No mam taką nadzieję - zamruczał, spokojnie pocierając moje ramiona.
Przez kilka sekund, wygodnie odpoczywaliśmy przytuleni do siebie. Nagle zmarszczyłam brwi. Nie zabezpieczyliśmy się.
- Harry...Będę musiała wziąć pigułkę "dzień po" - stwierdzam z niepokojem. Jego palce kreślą powolne kółka na moim ramieniu.
- Weźmiesz ją jutro - Pokiwał głową i zamilkł na chwilę - Ale będziesz chciała mieć ze mną jakieś w przyszłości?
- Co?
- Dziecko ...-  pieści mój brzuch - Możemy mieć kiedyś razem dziecko - proponuje - Myślę, że będziesz pięknie wyglądać, tak promiennie, trzymając nasze dziecko pod sercem ...
Moje palce splatają się z jego, gdy o tym myślę. Nie jestem jeszcze gotowa na dziecko. Moje życie nie jest stabilne ...
-Pewnego dnia ... Tylko nie teraz - Kiwam głową, całując jego kostki. Przyciąga do mnie bliżej.

-Pewnego dnia - wzdycha.
_________________________________________________________________________
Tłumaczone przez @ohluex :)
Słodkie prawda? Chciałabym mieć takiego Harrego ;)
xx Annie

ps. Misiaczki kolejny dopiero czwartek/piątek ;)