WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

3.35. Drag me down


Perspektywa Anne
Po raz pierwszy od długiego czasu sama powoli się obudziłam. Nikt mnie nie pospieszał czy mną potrząsał. Uczucie było niecodzienne. Przez parę minut leżałam bez ruchu po czym przeciągnęłam się. Gdy już wszystkie kości mi strzeliły zamrugałam parę razy patrząc na sufit. Zazwyczaj któryś z chłopaków wszedłby i mnie obudził... Obróciłam się.
Byłam zszokowana widząc balony i prezenty leżące na stoliku nocnym obok mnie. Przed nimi leżała koperta z moim imieniem napisanym ładną czcionką.
- Czy oni są poważni? - wymamrotałam ostrożnie siadając i biorąc kopertę. Ostrożnie ją otworzyłam i zobaczyłam w środku kartkę urodzinową. Otworzyłam ją.

Wszystkiego najlepszego Anne!
Przez to, że nie lubisz przebywać w naszym towarzystwie postanowiliśmy, że naszym głównym prezentem dla ciebie będzie nasza nieobecność tego ranka. Możesz do nas dołączyć kiedy będziesz miała na to ochotę, ale nie wejdziemy do twojego pokoju. Ciesz się tym póki możesz bo zabieramy cię później na lunch.

Pod wiadomością widniały podpisy chłopaków. Spojrzałam na zegarek. 10:30. Mam jeszcze co najmniej półtorej godziny czasu dla siebie. Super. Schowałam kartkę z powrotem do koperty po czym spojrzałam na prezenty. Oni są w stanie kupić wszystko. Więc wszystko może tu być. 
- Dobrze, że wszystkie są małe - wymamrotałam. Zawahałam się biorąc pierwszą torebkę ale położyłam ją sobie na kolanach.Na karteczce pisało : Z miłością od Nialla xxx (xxx=xoxoxo czyli buziaki). Wyjęłam z czarnej torebki limonkowo zielony papier i zerknęłam do środka. Na dnie leżało kwadratowe pudełko wielkości mojej dłoni. Sięgnęłam po nie odkładając torebkę na łóżko. Podniosłam wieczko i zobaczyłam w środku srebrną bransoletkę typu charms (tą z zawieszkami) z przyczepioną do niej jedynie czterolistną kończyną. Gdy wyjęłam bransoletkę zauważyłam karteczkę. Trzymając bransoletkę w lewej ręce przeczytałam wiadomość od Nialla:

Pewnie nie będziesz chciała mieć nic co by ci o nas przypominało gdy będziesz już wolna.
Ale załóż ją dzisiaj na koncert. W ten sposób będziesz ją mogła sprzedać gdy będziesz na wolności. Trochę kosztuje. Jeśli to pomoże ci w wydatkach za jedzenie przez rok czy około tego, to będę bardzo zadowolony.
Wszystkiego najlepszego, Niall xxx

Jeszcze raz spojrzałam na bransoletkę.Rzeczywiście myśl o założeniu czegoś od niego była nieprzyjemna. Ale do tego nie tylko przez kilka ostatnich dni miło się zachowywał to jeszcze chce żebym sprzedała to aby mieć co jeść.
Chwilę później zapięłam ją sobie na nadgarstku i przeszłam do kolejnego prezentu. Od Liama. Wyjęłam z torebki papier i zobaczyłam szare pudełko podobne do tego on Nialla. Zmarszczyłam brwi. Wyjęłam je i położyłam na środku dłoni.
Zdjęłam wieczko.
W środku zobaczyłam delikatny złoty łańcuszek z małą perłą w wisiorku. Wyjęłam go przypatrując mu się z bliska. Pięć malutkich diamentów było przyczepionych do łączenia wisiorka z łańcuszkiem. Był przepiękny.
Spojrzałam jeszcze raz do pudełeczka. Tym razem nie było w nim drugiej notki. Tylko Wszystkiego najlepszego na karteczce przy torebce.Z łańcuszkiem w ręce podeszłam do lustra i zapięłam go sobie na wokół szyi. Patrzyłam się na siebie z dobrą minutę. Przyglądając się sobie od stóp aż po głowę.
- Jestem pewna, że łańcuszek też mogłabym sprzedać - zdałam sobie sprawę bawiąc się wisiorkiem.
Pokręciłam głową po czym wróciłam do łóżka i wzięłam kolejny prezent. Tym razem od Harrego. Zdziwiło mnie, że był zapakowany a nie jak poprzednie włożony w torebkę. Rozdarłam ostrożnie papier. Zobaczyłam kolejne szare pudełko, tylko tym razem o wiele mniejsze. Łatwo mogłam zgadnąć że prezentem będą kolczyki.
- Czy oni wszyscy kupili mi biżuterię? - wymamrotałam pod nosem zdejmując wieczko z pudełka. Ze środka patrzyła na mnie para  małych diamentowych kolczyków - Jaka szkoda, że nie mam przebitych uszu - westchnęłam sarkastycznie i zamknęłam pudełko kładąc je obok koperty na stoliku.
Mój wzrok powędrował do pozostałych dwóch prezentów. Zayna i Louisa. Długo patrzyłam na prezent od Zayna po czym postanowiłam, że go nie otworzę. Choćby nie wiem co. Nie chcę nic od niego. Nie chcę, żeby próbował przekupić mnie czymś, co mogę polubić. Nie wybaczyłabym sobie.
Prezent Louisa był najmniejszy ze wszystkich. Ale jako jedyny miał w środku kartkę urodzinową. Wyjęłam z torebki jasnoniebieską kopertę i otworzyłam ją po czym wyjęłam z niej kartkę.
Cała się trzęsłam trzymając kartkę w dłoni. Nie wiedziałam czy jestem w stanie poradzić sobie z emocjami, które wywołuje u mnie każde jego słowo. Wczorajsza notatka była ciężka do przełknięcia. Lepiej, żeby ta nie wywołała takiego samego efektu bo w końcu zapomnę o tym co mi zrobił.
Wzięłam trzy głębokie oddechy zanim ją otworzyłam.



Moja ukochana Anne,
Pozwolę sobie zacząć od napisania ci, że żadne urodzinowe życzenia, kartki czy prezenty nie wyrażą tego jak wiele mam do ciebie miłości i szacunku. Ale typ wszystko co mogę Ci dać w tym dniu nie jestem wart i nie pokazuję ci jak dużo dla mnie znaczysz.
Teraz, wiem że bycie 19latką nie wydaje się niczym szczególnym, biorąc pod uwagę twoją sytuację, ale mogę ci obiecać, że ten dzień będzie początkiem twojego "nowego" życia. Wypełnionego miłością, nadzieją, marzeniami i wszystkim czego kiedykolwiek chciałaś. Anne, zasługujesz na szczęście. Życie już wiele razy próbowało cię złamać lecz ty nadal stoisz twardo na ziemi. I za to tak bardzo cię podziwiam, bo ja nie potrafiłem zrobić tego samego.
Bądź silna Anne. Wiem, że życie nie było dla ciebie do tej pory spokojne, ale już prawie minęłaś przeszkody. Mam nadzieję, że mój prezent umili ci tą podróż. Wiem też, że wkrótce nic ani nikt nie będzie stał na przeszkodzie twoich pragnień.
Louis

Patrzyłam na wiadomość z oczami pełnymi łez.
- Nie, nie mogę płakać - pokręciłam głową i od razu otarłam łzy - Louis co ty mi robisz? - wyszeptałam załamanym głosem gdy chowałam kartkę do koperty.
Przez długi czas patrzyłam się na jego prezent zanim zdecydowałam się go otworzyć. Ręce mi się trzęsły gdy wyjmowałam z torebki niebieski papier. Złożyłam go i położyłam obok innych na stoliku. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech zanim zajrzałam do środka niepewna co mogę tam znaleźć. Zdziwiłam się gdy moim oczom ukazał się prosty morski odtwarzacz mp3 oraz para słuchawek.
- Co? - wymamrotałam zaskoczona biorąc go w rękę. Gdy to zrobiłam zobaczyłam karteczkę na samym dnie. Przeczytałam ją.
Kiedy świat cię opuszcza, muzyka pozostaje. Xxx
Zaczęłam płakać. Nie ze smutku tylko z frustracji. Bo nawet jeśli myślenie o tym co zrobił mi Louis po tym jak Zayn mu kazał nadal mnie przerażała, to moja miłość do niego była nadal silna. Szczególnie po tym gdy wczoraj w nocy na własne oczy zobaczyłam jak troszczy się o Sophie.
Zwinęłam się na łóżku tuląc do siebie poduszkę. Zamknęłam oczy i czekałam w tej pozycji dopóki nie przyszli zabrać mnie na lunch.
○♥○
Wbijałam widelec w ciasto na moim talerzu. Opierałam głowę na ręce i słuchałam bez zainteresowania rozmów wokół mnie. Cała nasza siódemka siedziała w prywatnym pokoju w restauracji, której nazwy nawet nie pamiętam. Zaśpiewali nam  Sto lat po czym od razu pojawiło się ciasto. Ciasto, na które nie miałam ochoty po tym jak zjadłam burgera.
- Dlaczego nie jesz? - zapytał mnie po cichu Niall.
- Nie jestem już głodna - wymamrotałam - Mój burger był za duży.
- Totalnie cię rozumiem - zaśmiał się i zjadł ostatni kęs swojej porcji. Obserwowałam Sophie gdy mówiła. Automatycznie zauważyłam, że pomiędzy nią a Harrym znów jest napięta atmosfera.
- Anne.
Wzdrygnęłam się gdy usłyszałam jego głos. Nawet nie musiałam spoglądać w górę żeby wiedzieć, że to on.
- Chcę wiedzieć dlaczego nie otworzyłaś mojego prezentu - zapytał powoli mulat. Sztućce brzdęknęły o talerze po czym zapadła nieprzyjemna cisza.
- No nie wiem, spróbuj zgadnąć - rzuciłam oschle skupiając wzrok na widelcu. Usłuszałam dźwięk odsuwanego krzesła i kolejna sztućce uderzające o talerz.
- Chyba nie jesteś ciągle wkurzona za ostatni mały incydent? - zapytał rozbawionym tonem.
- Nie mogę sobie wyobrazić dlaczego miałabym się gniewać co? -powiedziałam sarkastycznie.
- Jeśli Louis miałby jaja... 
- Wtedy zniszczyłby ci tą ładną buźkę do reszty. Ale tego nie zrobił. Bo z jakiś powalonych powodów woli mieć twoje zaufanie niż moje. Zazdroszczę - powiedziałam wkurzona nadal wpatrując się w talerz.
- Poczekaj chwilę...
- Zamknij się Zayn. Odpuść jej - przerwał mu oschle Liam - Chyba już wystarczająco ją zraniłeś. Wszyscy wiemy, że istniałyby inne sposoby na udowodnienie Louisowi po czyjej jest stronie ale ty wybrałeś ten mentalnie najtrudniejszy dla nich obojga. Daruj. Sobie - dodał ostrzegawczo.
Wtedy podniosłam głowę i zauważyłam nieobecność Louisa. Prawie od razu, wierzyłam, że wiem gdzie jest.
- Pójdę po niego...
- Nie, ja pójdę - przerwałam Harremu - Wyciąganie ludzi z łazienek to moja robota - wstałam i odsunęłam krzesło. Bez kolejnego słowa wyszłam z pokoju i skierowałam się do męskiej toalety.
Popchnęłam drzwi i weszłam do środka bez zawahania. Zobaczyłam Louisa pochylającego się nad umywalką. Woda kapała z jego twarzy. Zamarł zszokowany gdy mnie zobaczył ale ja nie zatrzymałam się.
- Co tu....
Moja dłoń zderzyła się z jego policzkiem zanim mogłam się powstrzymać. Złapałam się za szczypiącą po uderzeniu rękę i spojrzałam mu w oczy. Powoli wciągnęłam powietrze.
- Dlaczego?- zapytałam.
- Co dlaczego? - wymamrotał nie robiąc nic z swoim czerwieniejącym po uderzeniu policzkiem.
- Dlaczego sprawiasz, że tak się czuję? - odpowiedziałam.
- Jak...
Przerwałam mu przyciągając go do siebie i namiętnie całując. Był przepełniony złością, pożądaniem i miłością w tym samym momencie. To było destrukcyjne. Złamałam się po paru sekundach.
- Właśnie tak. Jestem na ciebie zła i kocham cię w tym samym czasie. Nie możesz tego robić. Nie masz prawa aby tak się bawić moimi uczuciami - dodałam coraz bardziej się załamując.Wyrzuciłam ręce w powietrze i obróciłam się wokół własnej osi gdy łzy zaczęły płynąc mi po policzkach. Zatrzymałam się twarzą do niego - Mogłeś chociaż w końcu stanąć w swojej obronie! Spróbuj wyrazić swoje zdanie! Daj powód dla swoich zachowań!
- Nie mam dobrego powodu! - odparł - Nic nie może wytłumaczyć tego co zrobiłem. Nic!
- Więc po prostu pozwolisz Zaynowi aby cię zdeptał?! Czemu nie możesz wydorośleć i stanąć w swojej obronie Louisie Tomlinsonie?!
- Bo nie jestem tak silny jak ty - wyszeptał łapiąc mnie za rękę. Moja prawa dłoń nadal bolała po tym jak go uderzyłam - Bo nie jesteś jeszcze bezpieczna. Za żadne skarby nie mogę teraz narażać na szwank twojego bezpieczeństwa - powiedział, delikatnie pocierając kciukiem moją dłoń.
Wyrwałam ręce z jego uścisku. W tym momencie mój świat się zawalił. Poczułam jak cały opór boleśnie opuszcza moje ciało.
- Nie. Proszę Louis. Nie mogę już tego znieść - płakałam ukrywając twarz w dłoniach - Pozwalam ci wygrać. Już nie obchodzi mnie moja wolność. Jestem zmęczona byciem zagubioną. Nie obchodzi mnie, że mnie zgwałciłeś. Nie obchodzi mnie co czuję - zaszlochałam - Ja tylko...potrzebuję, żeby ktoś mnie kochał. Potrzebuję twojej miłości.
- Nie. Nie zasługuję na ciebie. Nie możesz się poddać. Nie teraz.Nie kiedy jesteś już tak blisko swojego celu - powiedział od razu.
- Louis nie mam nawet na co oczekiwać. Nie jestem teraz niczym więcej jak zepsutą zabawką. Jestem jak Sophie.
- Ale Sophie znalazła coś o co walczy. Musisz jej pomóc Anne. Ona cię potrzebuje. A ty potrzebujesz jej. Dziecko potrzebuje was obu - wyszeptał splatając palce z moimi. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Nie możesz się teraz poddać. Zawalcz o nich. Proszę. Błagam cię abyś jeszcze trochę dłużej pozostała silna. Nie będę w stanie żyć sam ze sobą jeśli dzisiaj nie opuścisz nas dobrowolnie.
- Jestem już zmęczona ciągłą walką - pokręciłam głową.
- Nie możesz pozwolić nam wygrać. Nie możesz dać Zaynowi tej satysfakcji - nalegał - Proszę - spojrzałam na niego ze łzami w oczach. Nastąpiła chwila ciszy.
- Dla dziecka. Robię to dla dziecka - wymamrotałam w końcu - Nie dla mnie, nie dla ciebie, nie dla Sophie, ale dla dziecka.
- To jedyna rzecz jaką chciałem usłyszeć - westchnął. Wypuściłam powietrze po czym przytuliłam się to niego zaskakując tym nas oboje.
- Jestem zmęczona Louis. Bardzo, bardzo zmęczona - powiedziałam. On także lekko mnie przytulił.
- Ja też - odpowiedział cicho - Ale to wszystko się dzisiaj skończy okej?
Pokiwałam głową z twarzą nadal wtuloną w zagłębienie jego szyi.
Chwilę później usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Odsunęłam się od Louisa gdy pojawił się Harry.
- Przepraszam, że eee ... przeszkadzam? Ale wychodzimy - powiedział i potarł ręką kark. Pokiwałam głową, otarłam łzy i wyszłam z łazienki nie patrząc się na żadnego z nich.
○♥○

Nigdy nie byłam bardziej zdenerwowana niż w chwili gdy wysiadaliśmy z vana chłopaków przed stadionem w Filadelfii.
 Mój odtwarzacz mp3 i słuchawki znajdowały się w kieszeni spodni tak samo jak pudełko z kolczykami, które dostałam od Harrego. Bransoletka Nialla oplatała mój nadgarstek a naszyjnik od Liama zawieszony był wokół mojej szyi.
- Na czas występu Mark się wami zaopiekuje okej? - zapytał Harry wskazując potężnego mężczyznę wykrzykującego zadania do ekipy.
- Wygląda trochę strasznie ale jest mega miły - dorzucił Niall widząc moje zmarszczone brwi - Pójdzie dla was po wszystko co chcecie.
Pokiwałam powoli głową.
- Czas na sound check! - zawołał ktoś z ekipy.
Louis minął mnie złączył na chwile nasze palce po czym wszedł z resztą chłopaków na scenę. Sophie i ja usiadłyśmy na pierwszych lepszych siedzeniach i patrzyłyśmy jak chłopcy sprawdzają mikrofony i instrumenty.
- Wszystko okej? - zapytała mnie Sophie gdy zaczęli ćwiczyć piosenkę.
- Tak jasne - powiedziałam przełykając ślinę - Trochę się denerwuję. Po prostu chcę, żeby to zadziałało. Pewnie nie będzie już kolejnej takiej szansy - dodałam cicho gdy moje spojrzenie spotkało się na chwilę ze spojrzeniem Louisa.
Sophie złapała mnie za rękę i ścisnęła ją uspokajająco, ale nic nie powiedziała. Pół godziny później sound check się skończył i dostaliśmy ostrzeżenie, że widownia w każdej chwili będzie wpuszczona do budynku.
Liam pokazał nam gdzie mamy być przez cały czas dodając, że bliskość głośników może potem skutkować dzwonieniem w uszach.
- Ale możemy wam załatwić jakieś zatyczki do uszu jeśli chcecie? - zasugerował - Ale zazwyczaj dzwonienie ustaje jak się dobrze wyśpicie. Upewnimy się, że nie będzie zbyt głośno.
- Poradzimy sobie - Sophie pokręciła głową. Harry westchnął i wziął ją za rękę po czym odeszli kawałek dalej aby porozmawiać. Obserwowałam ich z zainteresowaniem widząc jak bardzo zmartwiony jest Harry i jak Sophie stara się kontrolować swoje emocje. Było oczywiste, że powoli zdaje sobie sprawę, że to może być ostatnia noc kiedy z nim rozmawia.
Oderwałam od nich wzrok chcąc zobaczyć co z Louisem ale już był za kulisami.  Zayna także nie było. Posłałam szybkie spojrzenie Niallowi obserwując jak z Liamem patrzą się zadziwieni na stadion. Spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami i uśmiechnął się po czym kiwnął mi raz głową i się odwrócił. Moje spojrzenie znów powędrowało w stronę mojej siostry.
Harry w końcu schylił się i pocałował ją w głowę a Sophie go przytuliła.
- Chłopaki wszyscy musicie iść teraz za kulisy! - powiedział Mark - Zajmę się dziewczynami, nie martw się Harry.
Harry i Sophie odsunęli się o siebie i pocałowali się jeszcze raz  po czym Harry poszedł  za Liamem i Niallem.
- Tędy drogie panie - powiedział Mark gdy chłopcy zniknęli nam z zasięgu wzroku. Zaprowadził nas do miejsca o którym wspominał Liam w momencie gdy tłumy dziewczyn zaczęły wchodzić na stadion. Miejsca szybko się wypełniły i niedługo po tym bolały mnie uszy od gwaru rozmów między fankami wokół nas.
- Może powinnyśmy poprosić o te zatyczki - powiedziałam Sophie.
Pokiwała mi głową ale widać, że myślała o czyn innym.
- O czym myślisz? - zapytałam.
- Tak to się zaczęło. Występ One Direction z biletami VIP. Mam problem z uświadomieniem sobie że tak samo się to skończy - powiedziała patrząc na mnie poważnie - A także fakt, że byłam przy nich przez trzy ważne lata. Więc nie miałam nawet szansy aby ukończyć szkołę, czy zrobić prawko... Nie wiem jak mam zacząć znów żyć jak normalna osoba - powiedziała.
- Poradzimy sobie z tym jak już uciekniemy... - próbowałam ją uspokoić. Ale miała rację, ja także nie miałam pojęcia jak to zrobimy. Szczególnie gdy urodzi dziecko.
Straciłam poczucie czasu i nagle chłopcy weszli na scenę. Zaczęły mnie boleć uszy gdy rozbrzmiały krzyki a oni zaczęli pierwszą piosenkę. Głos Nialla rozbrzmiał na stadionie.



"Counted all my mistakes and there's only one
Standing up on a list of the things I've done
All the rest of my crimes don't come close
To the look on your face when I let you go

So I built you a house from a broken home
Then I wrote you a song with the words you spoke
Yeah, it took me some time but I figured out
How to fix up a heart that I let down."
(tytuł: Where do broken hearts go) (kliknijcie na tytuł jeśli chcecie zobaczyć tłumaczenie)

Zayn i Harry także się włączyli a po nich zaczęli śpiewać Louis i Liam. Zwrotka rozbrzmiewała w głośnikach sprawiając, że krzyki dziewczyn stały się głośniejsze. Patrzyłam jak chodzą po scenie machając do publiczności i uśmiechając się.Piosenka się skończyła.
- Czeeeeść Philly! - krzyknął Niall gdy krzyki trochę osłabły - Jak się bawicie?
Tym razem zatkałam uszy palcami bo krzyk był ogłuszający.
- Wow! - dodał Liam - Niesamowite! Jesteście genialni! Dobrze być tu z powrotem!
Znów wszyscy zaczęli krzyczeć. Harry przeszedł niedaleko nas i posłał całusa w kierunku Sophie po czym poszedł dalej machając i uśmiechając się do fanek. Prawie od razu zaczął kolejną piosenkę.


"I've got fire for a heart
I'm not scared of the dark
You've never seen it look so easy
I got a river for a soul
And baby you're a boat
Baby you're my only reason."


Patrzyłam jak Louis zmierza w naszym kierunku. Nasze spojrzenia się spotkały gdy zaczął swoje solo. Nagle poczułam sie jakby śpiewał tylko dla mnie.


"If I didn't have you there would be nothing left
The shell of a man who could never be his best
If I didn't have you, I'd never see the sun
You taught me how to be someone, yeah."

Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie przez kolejną chwilę po czym obrócił się i poszedł w drugą stronę sceny nie patrząc na mnie ponownie. Poczułam uścisk w żołądku. Spojrzałam na Sophie aby sprawdzić czy widziała co się właśnie wydarzyło ale zobaczyłam tylko jak tańczy i śpiewa jakby była kolejną fanką.
Mój umysł był gdzieś indziej przez całą resztę koncertu. Bolała mnie głowa, mózg groził wybuchem.
- Dziękujemy za fantastyczną noc! - powiedział Louis.
- Jesteście najlepszymi fanami na świecie! Wiem, ze mówimy to za każdym razem ale taka jest prawda! - dodał Niall. Krzyki znów przybrały na sile.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że koncert zbliża się do końca.
- To była wspaniała noc! Zakończmy ją z Steal my girl!
Tym razem Zayn zaczął śpiewać.


"She's been my queen since we were sixteen
We want the same things, we dream the same dreams, alright, alright
I got it all cause she is the one
Her mom calls me love, her dad calls me son, alright, alright
I know, I know, I know for sure"

"Everybody wanna steal my girl
Everybody wanna take her heart away
Couple billion in the whole wide world
Find another one cause she belongs to me."

Dotknęłam ramienia Sophie, ostrzegając ją wzrokiem że już prawie czas biec. Zdeterminowana pokiwała głową ale nadal śpiewała z chłopcami, tańcząc i wyrzucając ramiona w powietrze. Fajerwerki zaczęły wystrzeliwać w powietrze sprawiając, że dziewczyny zaczęły krzyczeć głośniej. Mark złapał moje ramię a ja złapałam Sophie.
- Chodźcie - pospieszał nas gdy wszyscy patrzyli w górę a chłopcy znikali ze sceny. Ochroniarz zaprowadził nas w odległy koniec sceny. Wyciągnął swój zestaw kluczy i otworzył drzwi.
Za nimi rozciągał się przyćmiony korytarz. Kilka świateł wisiało rozstawionych daleko od siebie co jakiś czas mrugając. Podłoga to czysty beton a powietrze jest wilgotne ze względu na przeciekające gdzieniegdzie rury.Widocznie ta część jest zarezerwowana dla elektryków, hydraulików i innych pracowników.
- Na końcu tego przejścia skręćcie w prawo, a później w lewo w drugi korytarz. Znajdują się tam duże czarne drzwi. Prowadzą na zewnątrz. Proszę - ochroniarz wyciągnął dwie koperty - Louis chciał ci to dać - podał większą z nich Sophie - i to - dodał podając mi drugą - Prosił także żebyście nie otwierały ich dopóki nie będziecie bezpieczne w taksówce - dodał - Teraz szybko albo ktoś was zobaczy - dokończył pospieszając nas. Zamknął za nami drzwi. Dziwnie się wtedy poczułam.
-Teraz co? - zapytała Sophie patrząc na mnie.
-Teraz biegniemy.
- Chodźmy - westchnęła. Zaczęłyśmy biec wąskim korytarzem. Dźwięk naszych kroków odbijał się od ścian.
Na końcu korytarza skręciłyśmy w prawo tak jak nam powiedziano. Tutaj już więcej świateł oświetlało naszą drogę. Moje uszy nadal dzwoniły po koncercie.
- Hej! Ty! Nie może cię tu być! - zawołał ktoś za nami. Obróciłam się. Patrzył na mnie wyraźnie wkurzony ochroniarz - Będziesz miała kłopoty jeśli cię dopadnę!
- Uciekaj Soph! Zaraz cię dogonię okej?! - powiedziałam jej gdy dobiegła do czarnych drzwi - On cię nie widział!
- Ale..
- Idź!
Pokiwała głową i otworzyła drzwi wpuszczając do środka powiew świeżego powietrza. Obróciłam się twarzą do ochroniarza.Złapał mnie mocno za ramię odciągając mnie od drzwi i ciągnąc skąd przyszłam.
- Zgaduję, że to tu jesteś tym śmieszkiem co? Tą która wszczęła alarm? - rzucił wkurzony.
Zmieszana zmarszczyłam brwi.
- Jaki alarm? Nie wiem o czym mówisz. Po prostu szukałam łazienki...
- Nie udawaj głupiej panienko! Będziesz miała kłopoty! Tylko upoważnione osoby mają tu wstęp! A ty wszczęłaś alarm i próbowałaś uciec!
Usłyszałam czyjeś kroki zanim ujrzałam właściciela. Podniosłam głowę i ujrzałam Louisa biegnącego w moim kierunku.
- Steeve w porządku! Puść ją! Znaleźli sprawcę! Jest na górze!  - powiedział - Wyprowadzę ją stąd! - mówił z zadyszką. Zobaczyłam krople potu na jego czole - Mark przez przypadek ją tu wpuścił. Moja wina. Wyprowadzę ją - powtórzył podchodząc do nas. Widać, że naprawdę się tu spieszył. Steeve posłał mi groźne spojrzenie po czym mnie puścił.
- Przepraszam za nieporozumienie - wymamrotał posyłając mi kolejne ostre spojrzenie po czym potruchtał w drugą stronę.
- Chodź Anne - powiedział chłopak gdy ochroniarz zniknął z pola widzenia - Musisz stąd wyjść. Reszta zaraz nas znajdzie - rzucił prowadząc mnie do wyjścia - Będą wiedzieć, że uruchomiłem alarm od razu - powiedział pospiesznie po czym złapał mnie za rękę i przyspieszył - Dzięki Bogu za szybką reakcję Nialla.
Podążyłam za nim do drzwi.
- Gdzie Soph? - zapytał mnie zdając sobie sprawę z jej nieobecności. Jego klata nadal szybko podnosiła się i opadała gdy oddychał.
- Już wyszła - powiedziałam drżącym głosem. Spojrzałam w jego niebieskie oczy - Lou dziękuję za wszystko.
- Nie dziękuj mi. Jeszcze nie. Jeszcze nie jesteś bezpieczna - pokręcił głową. Popchnął drzwi aby je otworzyć ale ja z powrotem je zamknęłam.
- Wiem, ale tak wiele zrobiłeś. Nraziłeś całą swoją karierę dla nas. Jak będę w stanie odpowiednio ci podziękować? - rzuciłam czując nagły przypływ miłości do niego. 
- Zgłoś nas władzom gdy tylko będziesz wolna okej? - poprosił łapiąc mnie za ramiona - Zrobię to sam jeśli ty tego nie zrobisz ale masz wszystkie potrzebne dowody...
- Nie, nie mogę...
- Możesz i musisz to zrobić. Nasza piątka musi się zastanowić nas swoimi czynami. Musisz powiedzieć o tym światu.
Moje usta same się otworzyły a moje uczucia dały o sobie znać.
- Nie, wybaczam ci, zmieniłeś się - złapał mnie za rękę gdy moje oczy zaczęły wypełniać się łzami.
- Nie Anne - pokręcił głową - Masz iść  powiedzieć o tym światu. Ciebie też dopadł syndrom sztockholmski. Nie jestem dobrym facetem. Zrobiłem wiele złych rzeczy -musisz o tym pamiętać - powiedział trzymając moją twarz w swoich dłoniach - To będzie ostatnia rzecz jaką od ciebie wezmę okej? - powiedział po czym nagle mnie pocałował - Kocham cię - powiedział patrząc mi w oczy - A teraz idź! Taksówka powinna czekać na was na zewnątrz! - pospieszył mnie otwierając drzwi i lekko popychając mnie na świeże powietrze. 
Moje serce biło szybko gdy biegłam przez noc. Otarłam oczy z łez gdy adrenalina we mnie uderzyła.
- Prawie ci się udało Anne - powiedziałam do siebie - Prawie jesteś wolna - przekonywałam siebie używając całej siły woli aby nie odwrócić się i nie zostać z Louisem.
- Anne?! - głos Sophie zawołał w ciemności. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam jak przestraszona czeka na mnie na światłach. Podbiegłam do niej w momencie gdy taksówka zatrzymała się na ulicy. Kierowca opuścił szybę.
- Taksówka na lotnisko dla bliźniaczek Miller? - pochylił się i zapytał przez okno.
Pokiwałam szybko głową i usiadłyśmy z Sophie na tylnych siedzeniach. Gdy już siedziałyśmy z zapiętymi pasami zdałam sobie sprawę z tego, że Sophie płacze.
- Wiesz, że tak będzie lepiej prawda? - wymamrotałam do niej na co pokiwała głową.
- Ale z jakiegoś powodu to nadal boli. "Troszczyli" się o mnie przez długi czas... Nie chcę skończyć samotnie.
- Teraz my będziemy się o siebie wzajemnie troszczyły okej? Od teraz będzie tak: bliźniaczki Miller kontra cały świat - powiedziałam obejmując ją ramieniem - Tylko my i twoje dziecko - Soph pociągnęła nosem i kiwnęła głową. Nastąpiła krótka chwila ciszy.
- Myślisz, że możemy otworzyć koperty? - zapytała. Rozejrzałam się. Stadion już znikł nam z pola widzenia.
- Tak. Ty pierwsza?
Zgodziła się i otworzyła kopertę. Zajrzała do niej.
- O mój boże, Anne - wyszeptała wyciągając z niej dwa paszporty, garść pieniędzy i kartkę.
- Co jest tam napisane? - zapytałam patrząc zdumiona na paszporty. Jakim cudem udało mu się zabrać nasze paszporty Harremu?

"To twoja szansa aby zacząć od nowa Spoph. Możesz lecieć w każde miejsce na ziemi. Jest tu 10 tysięcy funtów i zasługujesz na nie wszystkie ponieważ przegrałem zakład dotyczący tego, że Anne ma kompleks tatusia. Jestem pewien, że jednak go nie ma. Dorzuciłem jeszcze 100 tysiaków żeby wasza trójka mogła pozwolić sobie na dom i jedzenie przez jakiś czas. Możecie także sprzedać prezenty od Nialla: sam chciał, żebyście ich w ten sposób użyły. Trzymajcie się. Buziaki, Louis."

- Oszalał - powiedziałam delikatnie, patrząc na pieniądze.
- Oszalał z miłości do ciebie - rzuciła Sophie także zaskoczona ilością pieniędzy - Co jest w twojej kopercie? Powiedział, że to będzie coś co ceni najbardziej.
Zmarszczyłam brwi wyciągając swoją kopertę. ostrożnie ją otworzyłam i zdumiałam się widząc w środku małe lusterko. Spojrzałam na swoje odbicie.
- C-co? - zająknęłam się zszokowana.
- Coś jest napisane z tyłu - zauważyła Sophie.
Odwróciłam lusterko i przeczytałam jego niechlujne pismo: Bądź silna skarbie. Proszę. Xxx 
- To ja jestem tym co najbardziej sobie ceni - wymamrotałam z niedowierzaniem patrząc na Sophie. Kilka minut później taksówka się zatrzymała.
- Przyjechaliśmy - powiedział kierowca wyłączając silnik.
- Ile płacimy? - zapytałam.
- Rachunek już został uregulowany - powiedział.
- Dziękujemy -  powiedziała Sophie. Nadal zaskoczona wysiadłam z taksówki razem z Sophie. Podeszłyśmy do kasy na lotnisku.
- Tak? W czym mogę wam pomóc? - zapytała nas pracownica mało nami zainteresowana.
- Poprosimy dwa bilety - powiedziałam - Proszę - dodałam wsuwając przez otwór nasze paszporty. To przykuło jej uwagę.
- Dokąd? - zmarszczyła brwi, patrząc na nas i nasz brak bagażu.
Obróciłam się do siostry.
- Dokąd siostrzyczko?
- Lećmy do domu.
____________________________________________________________________________
I za nami ostatni rozdział :D Zostały tylko epilogi i mały dodatek.
Są trzy epilogi - jeden z perspektywy Anne i dwa z Sophie z czego jeden z nią i Niallem a drugi z nią i Harrym dlatego wstawię je wszystkie w następną niedzielę :D

Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał :D Sama jeszcze nie czytałam epilogów więc nie mogę wam nic zdradzić na ich temat xD

Udanego rozpoczęcia roku ♥

xx Annie

środa, 12 sierpnia 2015

3.34. Mdłości

Perspektywa Sophie

Skrzywiłam się i pomasowałam się po brzuchu. Źle się czułam po locie samolotem.
- Harry, chyba zaraz zwymiotuję - wymamrotałam patrząc ze zmartwieniem na zielonookiego. Chłopak zmarszczył brwi i rozejrzał się dookoła. Otaczał nas tłum ludzi, którzy lecieli z nami.
- Zgaduję, że nie chcesz zwracać na oczach wszystkich, co? - zapytał, próbując dodać do sytuacji trochę humoru, ale bez powodzenia. Pokręciłam głową.
- Mogę iść do łazienki? - poprosiłam nadal trzymając się za brzuch.
- Jeśli pójdziesz, nie będę mógł iść z tobą - sprzeciwił się.
- To stań przed drzwiami... proszę Harry - powiedziałam wiedząc, że dłużej już nie wytrzymam. Harry pokiwał głową i złapał mnie za rękę zauważając, że muszę się pospieszyć.
- Zaraz wrócimy - powiedział reszcie po czym szybko zaprowadził mnie do najbliższej damskiej toalety. Puścił moją rękę gdy byliśmy pod drzwiami. Szybko wbiegłam do środka i znalazłam pierwszą wolną kabinę. Opadłam na kolana i złapałam się krawędzi toalety czując jak mi się wszystko cofa. Schyliłam się i opróżniłam żołądek. Nie mogłam powstrzymać łez spływających mi po twarzy.
Nagle ktoś odgarnął mi włosy z twarzy i przytrzymał je dla mnie. Cholera. Co Harry tu robi?!
- Harry idź... - kolejna fala mdłości nie pozwoliła mi dokończyć.
- Błąd. Nie jestem twoim czarującym księciem. Ale jesteś blisko - usłyszałam głos Anne. Zdziwiłam się na jej widok. Po tym jak nie powiedziałam jej o sekretnej rozmowie z naszym ojcem, ojcem któremu ufała i myślała, że ją stąd wydostanie gdy tylko będzie mógł, nie sądziłam, że będzie chciała jeszcze na  mnie patrzeć. I nie winiłam jej za to. Lepiej byś samemu niż z ludźmi, którzy nie zawahają się wbić ci noża w plecy gdy tylko będą mieli na to ochotę. Zwymiotowałam po raz kolejny po czym zaczęłam płakać zwinięta w kulkę na ohydnej podłodze publicznej łazienki. Anne od razu mnie podniosła i wyciągnęła z kabiny spuszczając stopą wodę.
- Przestań Soph, ogarnij się. Płaczesz bo wymiotowałaś? - zapytała zmartwiona, patrząc mi w oczy. Pokiwałam głową i wytarłam oczy ręką.
- Nic mi nie jest - wymamrotałam - Tak po prostu mam gdy wymiotuję. Nie mogę powstrzymać płaczu - dodałam i zaśmiałam się żałośnie - Jestem w rozsypce - pokręciłam głową patrząc na swoje odbicie w lustrze. Inne kobiety myjące ręce posyłały mi dziwne spojrzenia ale ignorowałam je.
- Jak się teraz czujesz? - zapytała Anne nie zwracając uwagi na moje słowa.
- Jest okej - powiedziałam nie czując już mdłości, które męczyły mnie chwilę temu.
- Naprawdę? - moja siostra zmarszczyła brwi posyłając mi szybkie, wątpliwe spojrzenie.
- Tak, czuję się dużo lepiej - powiedziałam także zdziwiona.
- Proszę - wyciągnęła z kieszeni paczkę gum i podała mi jedną. Wypłukałam usta wodą i wzięłam gumę. Smak mięty wypełnił moje usta.
Czułam jak Anne przewierca mnie wzrokiem gdy się do niej obróciłam.
- Nie masz choroby lokomocyjnej co? Robi ci się zazwyczaj niedobrze po podróży autem czy samolotem? - zapytała jeszcze bardziej marszcząc brwi.
- Nie... Pierwszy raz tak mam - przyznałam. Nastąpiła długa cisza.
- Sophie, naprawdę nie chcę się tu teraz mieszać w twoje sprawy, ale byłaś ostrożna z chłopakami? - zapytała zmartwiona. Tym razem to ja zmarszczyłam brwi.
- Ostrożna...
- Chodzi mi o kondomy Sophie - powiedziała lekko przygnębiona.
Poczułam się jakby uderzył we mnie pociąg. Zachwiałam się. Anne szybko mnie złapała ale czułam, że mam zamglony umysł. Spojrzałam na swój brzuch a potem na twarz siostry.
- Myślisz...
- To tylko taka teoria Soph - szybko mnie pocieszyła - Pewnie się mylę prawda? Ale to..
- Możliwe - dokończyłam. Coś w końcu zaświtało mi w głowie. Uprawiałam seks bez zabezpieczeń i z Harrym i z Niallem. O Boże. - Cholera! Cholera, cholera, cholera....
- Hej, nie ma sensu teraz panikować - Anne szybko mi przerwała - Nie jesteśmy jeszcze pewne. Jak powiedziałam, pewnie się mylę. Może po prostu coś cię złapało albo po prostu źle się poczułam, ale nie możemy być pewne, że jesteś w ciąży.
Łazienka była już prawie pusta, większość wyszła po tym jak wymiotowałam.
- Jedyny sposób aby to potwierdzić to kupić test ciążowy. Ale nie możemy tego zrobić bo chłopcy zbyt nas obserwują - dodała - Chyba, że chcesz poprosić któregoś aby go kupił...
- W życiu. Nie ma mowy. Nie ma co ich tym martwić skoro to tylko podejrzenie.
- Więc co? Będziesz czekać i trzymać kciuki żeby nic się nie stało? Mając nadzieję, że nie urośnie ci ogromny brzuch? Sophie...
- Nie mam innego rozwiązania! - powiedziałam zmartwiona. Anne patrzyła na mnie przygryzając nerwowo wargę.
- A ja mam - westchnęła - Poproś o to Louisa. Pójdzie ci po niego.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Chcesz żebym spytała Louisa?
- On jako jedyny by właściwie zareagował na tą prośbę. Poza tym musi z kimś porozmawiać. Wie, że nikt z zespołu nie podziela jego zdania więc ich rozmowy są napięte - zauważyłam, że stara się utrzymać opanowany głos - Stracił tą braterską więź, która go ożywiała. A ja, cóż j-ja nie potrafię się zmusić do rozmowy z nim - poczułam ukłucie w sercu gdy patrzyłam jak moja siostra się załamuje naprzeciwko mnie - Nie mogę już nawet na niego patrzeć Soph. Gdy na niego patrzę widzę gwałciciela i czuję do niego wstręt. Nadal mogę poczuć jego ręcę na moim ciele i na samą myśl mnie mdli - pociągnęła nosem a po jej policzkach zaczęły spływać łzy - Mdli mnie, bo poprzedniej nocy wydawało mi się, że jego ręce nie są w stanie mnie skrzywdzić - płakała trzęsąc się.
Patrzyłam bezsilnie na konsekwencje rozkazów Zayna. Wiedząc, że nic co bym powiedziała nie wymaże z jej pamięci jeszcze żywych obrazów, które na pewno nawiedzały jej myśli, podeszłam do niej i mocno  ją przytuliłam. Włożyłam w to całą miłość jaką posiadałam. Anne także mnie przytuliła chowając twarz  w zagłębieniu mojej szyi. Zaczęłam ponownie płakać wczuwając się w jej sytuację.
 - Wiem, że Zayn chciał abyś czuła się samotna ale nie jest z tobą okej?
- Tata mnie zostawił. Ty mnie zostawiłaś. Louis zrobił coś jeszcze gorszego... - jej załzawione oczy spojrzały w moje - Jestem sama.
- Przykro mi za twojego ojca - wymamrotałam smutno - Jeśli przyszedłby po ciebie do Ellen to pozwoliłabym ci z nim odejść. Ale to dupek, Anne. Nie zasługuje na to abyś go cały czas broniła. A ty nie zasługujesz aby nadal wierzyć w kogoś kto najwyraźniej ma inne niż ty priorytety - dodałam ściskając ją. Po chwili odsunęłyśmy się od siebie i zaczęłyśmy ocierać rękoma łzy - On teraz jesteś moim priorytetem rozumiesz? Pomogę ci stąd uciec - postanowiłam - Zawsze byłaś po mojej stronie. Teraz moja kolej aby być po twojej, okej?
- Sophie - Anne przerwała w połowie zdania kierując spojrzenie za mnie. Obróciłam się i zobaczyłam, że Harry zajrzał do łazienki. Nasze spojrzenia od razu się spotkały.
- Kończycie już? Paul jest strasznie wkurzony: Samochody czekają na nas od dwudziestu minut i zebrał się wokół nich niezły tłum.
Posłałam Anne szybkie spojrzenie.
- Już wychodzimy - powiedziała. Nie było po niej widać, że płakała - Sekunda - dodała.
- Wszystko w porządku? - zapytał Harry obejmując mnie jedną ręką wokół ramion gdy wychodziliśmy z łazienki a drugą dotknął mojego brzucha. Wzdrygnęłam się. Odruchowo odepchnęłam jego rękę. Spojrzałam na niego z przerażeniem. Słyszał nas? Wie, że mogę być w ciąży?!
- Sophie? - chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zmartwiony. Nie wie.
- Nie wiem dlaczego ale trochę mnie boli - skłamałam zdając sobie sprawę, że panikowałam bez powodu - Ale już jest o wiele lepiej.
- Jedźmy do hotelu i poszukajmy jakiś środków przeciwbólowych - westchnął i pocałował mnie w czoło.
○♥○

Było już po 23 gdy w końcu wszyscy znaleźliśmy się z bagażami w kolejnym hotelowym apartamencie. Przez niewygodne okoliczności Louis skończył śpiąc na kanapie w salonie, Liam spał w śpiworze przy łóżku Anne, Niall i Zayn byli sami, a ja z Harrym dzieliliśmy łóżko.
Tego popołudnia Harry udowodnił jak opiekuńczym partnerem potrafi być. Zrobił mi herbatę, przyniósł leki przeciwbólowe, nawet zaproponował żebyśmy poprzytulali się przed telewizorem. Zachowywaliśmy się tak jak to ustaliliśmy, jakby przed paroma dniami nic się nie wydarzyło. Unikaliśmy wspominania o tym jak się upił i chcieliśmy to zaliczyć już do przeszłości. Ja także nie opowiedziałam mu szczegółowo o moim dniu z Niallem wiedząc, że by się wkurzył bardziej niż kiedykolwiek.
Kiedy Harry w końcu zasnął, wyślizgnęłam się z łóżka. Chciałam pogadać z Louisem. Musiałam z nim pogadać. Nie ma mowy żebym mogła spać spokojnie jeśli nie jestem na 100% pewna, że nie jestem w ciąży.
- Lou - wymamrotałam potrząsając go za ramię gdy chłopak cicho chrapał na kanapie - Lou obudź się - potrząsnęłam nim trochę mocniej. Powoli wracał z krainy snów. Zamrugał oczami parę razy.
- Soph? - powiedział zachrypniętym od snu głosem - Czemu nie śpisz? -ostrożnie usiadł i potarł oczy zanim spojrzał na mnie.
- C-cóz...j-ja... - moja prośba nie chciała mi przejść przez gardło. Nie byłam już taka pewna czy powinnam go prosić o kupienie testu ciążowego. Co jeśli źle zareaguje?
- Wszystko okej? - zapytał.
- Tak - pokiwałam głową bawiąc się palcami - Chciałam cię prosić o przysługę.
- Chciałaś jakbyś już miała nie pytać albo chcesz jakbyś nadal miała o nią prosić? - zapytał podkreślając wszystkie "chciałaś".
- Chcę.
- Okej... o co chodzi? - zapytał marszcząc brwi.
- M-muszę się dowiedzieć jak bardzo spieprzyłam Lou - zaczęłam, niezręcznie rozglądając się dookoła.
- Z czym?
Nerwowo przygryzłam wargę. Co jeśli powie o tym innym chłopakom? Co oni wtedy powiedzą?
- Soph - powiedział łapiąc mnie za rękę - Nie potrafię oceniać innych po tym co zrobiłem Anne...Więc proszę, jeśli mogę coś zrobić aby polepszyć twoje życie to mi powiedz - zapytał. Wzięłam głęboki oddech.
- Potrzebuję testu ciążowego - wyszeptałam zamykając oczy.
- Co?
Zaczęłam płakać. Nie mogłam nic na to poradzić.
- Wiem, że to źle brzmi...
- Ćśśśś skarbie - powiedział przytulając mnie - Nie, nie, nie to wcale nie brzmi źle - dodał - Już myślałem, że chcesz mnie poprosić ukryć martwe ciało czy coś - pocieszył mnie chichocząc. Pociągnęłam nosem i także go przytuliłam - Ale dlaczego płaczesz?
- Nie wiem, bo jestem przestraszona i zawstydzona, że muszę cię o to pytać...
- Nie powinnaś się bać ani wstydzić; to nie tylko twoja wina. Harry nigdy nie był wystarczająco ostrożny - powiedział spokojnie, pocierając swój kark - Pójdę ci po niego, okej? - postanowił odsuwając się ode mnie - Pójdę po niego teraz dzięki czemu będziesz mogła dzisiaj spokojnie spać wiedząc, że niepotrzebnie się martwiłaś. Wszystko będzie dobrze.
Patrzyłam jak zakłada buty i bierze kluczyki z półki.
- Wrócę za 15 minut okej? Zostań tutaj - powiedział posyłając mi uśmiech po czym wyszedł.
- Mówiłam, że ci pomoże - westchnęła Anne wyłaniając się z cienia w swojej pidżamie.
- Skąd wiedziałaś?
- Dzisiaj w samolocie mi to podrzucił - dodała podając mi złożoną kartkę. Usiadła na sofie naprzeciwko mnie, a ja rozłożyłam kartkę.

Najdroższa Anne,
To już jakaś setna kopia tego listu, który próbowałem napisać przez ostatnie kilka dni i mam nadzieję, że tym razem zabrzmi to odpowiednio.
Wiem, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. Huh, to cud, że czytasz te słowa zamiast gnieść tą kartkę i spalić ją. Nie winiłbym cię gdybyś tak postąpiła. Ale jeśli mam szczęście i naprawdę masz siłę woli aby przeczytać ten list do końca to przysięgam, że wykonam każdą twoją prośbę do dnia w którym umrę. Nie ważne jak będzie brzmiała, ani kiedy mnie o to poprosisz. Nie mówię, że zabiłbym dla ciebie, bo wtedy byłbym jeszcze bardziej psychiczny niż jestem teraz, ale spróbuję przesunąć góry jeśli będziesz tego chciała. Opuszczę zespół. Nie będę ci się pokazywał na oczy. Zrobię wszystko. Dla ciebie i twojej siostry. To jedyne co mogę zrobić po narażeniu was na psychiczne i fizyczne rany, które zadaliśmy wam obydwu. 
Skoro już to powiedziałem to chciałem ci jeszcze napisać jak będzie wyglądać jutro; twoje urodziny, a przede wszystkim twoja ucieczka. Powiedziałbym ci twarzą w twarz ale każdy wie, że nie chcesz mnie wysłuchać.I znów cię o to nie winię.Więc plan wygląda tak: Nie mam pojęcia co ma się jutro zdarzyć na urodziny twoje i Soph, ale COŚ ma się wydarzyć.Wczoraj usłyszałem urywek od Harrego. Ale jutro wieczorem oby dwie będziecie na naszym show. Macie bilety w pierwszym rzędzie zgodnie z poleceniem Harrego. Jedyne na co musisz uważać to sygnał: fajerwerki na koniec koncertu. Kiedy się zaczną - chcę żebyś była przygotowana. Poprosiłem jednego z ochroniarzy aby zabrał cię do specjalnego miejsca obok sceny i blisko wyjścia. On da ci kopertę. Nie otwieraj jej dopóki nie opuścisz stadionu. Niall i ja rozproszymy resztę kiedy będziesz biegła.
Na koniec chcę tylko żebyś wiedziała, że nienawidzę siebie za zadanie ci takich ran. Ale proszę wiedz, że to był ostatni raz kiedy dotknąłem cię czy spojrzałem na ciebie bez twojej zgody. Zasługujesz na kogoś kto bardziej będzie troszczył się o ciebie niż o siebie, a ja wiele razy udowodniłem, że nie jestem taką osobą. Że nie mogę nią być przez resztę chłopaków.
Naprawdę mi przykro,
Louis

PS: Rzecz, którą najbardziej sobie cenię jest w kopercie, którą dostaniesz od ochroniarza. Proszę zajmij się nią dobrze, bo ja nie umiem tego zrobić.

Podniosłam wzrok znad kartki i przeniosłam go na siostrę.
- Pomaga ci uciec? - wymamrotałam, przetwarzając to sobie w myślach.
- W L.A obiecał, że mi pomoże - powiedziała Anne gdy oddawałam jej list. Wsunęła go do tylnej kieszeni - Chcesz żebym z tobą została dopóki nie upewnimy się, że moja teoria była fałszywa?
- Poproszę - powiedziałam.
Czekałyśmy na powrót Louisa w ciszy.
- Jak myślisz, co jest w tej kopercie którą ci da? - zapytałam po paru minutach.
- Nie wiem. Pewnie pieniądze - wzruszyła ramionami, ale wiedziałam że w to nie wierzy. Wie, że Louis nie ceni sobie najbardziej pieniędzy.
Louis wrócił jakąś minutę później niosąc w ręce małe pudełeczko, które mnie martwiło.
- Proszę - powiedział podając mi je. Unikał przy tym patrzenia w stronę Anne.
- Dziękuję - wyszeptałam i wzięłam je. Trzęsły mi się ręce - Nie powiesz nic reszcie?
- Jeśli nie chcesz, żebym im to mówił to się nie odezwę - chłopak zgodził się bez problemu.
Poszłam do łazienki. Anne była tuż za mną. Przeczytałam instrukcję: Próbka moczu. Poczekać 5 minut. Dwie kreski - jestem w ciąży, jedna - nie jestem. Wystarczająco proste.
Pięć minut później nerwowo chodziłam po łazience czekając na wyniki. Anne była obok mnie, próbując uspokoić moje nerwy. Wiedziałam, że Louis jest po drugiej stronie drzwi czekając aż obydwie wrócimy do swoich pokoi, aby mógł się z powrotem położyć spać. Zaciskałam i rozluźniałam pięści modląc się aby teoria Anne się nie sprawdziła. Żeby moje mdłości z wcześniaj nie okazały się niczym poważniejszym.
Minęło pięć minut.
- Ty to sprawdź - powiedziałam szybko Anne - Nie mogę tego zrobić.
Pokiwała głową.
- Soph, nieważne jaki będzie wynik, wszystko będzie okej - pocieszyła mnie sięgając po test - Obiecaj mi, że się nie załamiesz, jeśli okaże się pozytywny - poprosiła.
- Nie załamię się - powiedziałam.
- Wiem, ale obiecaj mi. Proszę.
- Obiecuję - odparłam.
Anne spojrzała na test i przygryzła wargę.
- Jesteś w ciąży - wymamrotała patrząc mi w oczy.
- Nie. Nie może tak być - pokręciłam głową - Kłamiesz - ręce mi się trzęsły, gdy brałam od niej test. Dwie kreski były wyraźnie widoczne - O mój Boże - W ciąży. Moje serce biło jak szalone. Spojrzałam w dół na swój brzuch. Teraz jest we mnie życie. I na mnie spoczywa odpowiedzialność za nie. To życie jest w moich rękach. Intensywność tej wiadomości powaliła mnie z nóg.Upadłam na podłogę i przyciągnęłam kolana do siebie. Zaczęłam płakać.
- Soph będzie dobrze - Anne próbowała mnie uspokoić, ale z moich ust wydobywała się czkawka.
- Jestem w ciąży Anne. Nic nie będzie dobrze - pociągnęłam nosem - Wiesz dlaczego? Bo we mnie jest dziecko a ja nie wiem kto jest ojcem! To może być i Niall i Harry!
- Ćśśś - powiedziała delikatnie siadając obok mnie. Zaczęłam sobie wyobrażać życie z dzieckiem. Moim dzieckiem. Moje serce przyspieszyło.
- Nie tylko o to chodzi, nie mogę wychowywać go albo jej - zdałam sobie sprawę kładąc rękę na brzuchu - Nie mogę wychowywać tego dziecka. Nie kiedy jestem przy chłopakach - zaczęłam płakać - Wyobrażasz sobie wychowywanie dziecka w naszej pojebanej sytuacji?! O Boże - złapałam się za głowę - Muszę uciec jutro z tobą. Muszę. Dla dobra dziecka.
- I dla twojego - westchnął Louis wchodząc do łazienki - Przepraszam, ale usłyszałem wszystko - dodał patrząc na mnie - Sophie musisz się znaleźć z dala od nas - powiedział kucając przy mnie i Anne.
- Możesz to zrobić? Możesz jej też zapewnić ucieczkę? - moja bliźniaczka zapytała Louisa. Odezwała się do niego po raz pierwszy od czterech dni.
- Zobaczę co da się zrobić okej? To komplikuję sprawę ale może uda mi się coś załatwić z pomocą Nialla - pokiwał głową patrząc przelotnie na Anne po czym znów spojrzał na mnie.
- I nie powiesz nikomu o mojej ciąży? Nigdy? - zapytałam wciąż trzęsącym od płaczu głosem.
- Nie powiem dopóki mnie o to nie poprosisz - powiedział.
Pokiwałam głową i złapałam się za brzuch patrząc na niego. Ogarnęła mnie miłość do tego nienarodzonego dziecka i mimowolnie zaczęłam gładzić się po brzuchu.
- Nie martw się maluchu. Upewnię się, że jesteś bezpieczny - wymamrotałam
___________________________________________________________________________
Tego się nie spodziewałam o.0

Przepraszam, że tak długo czekaliście :D
Mam nadzieję, że wakacje dobrze wam mijają i wypoczywacie przed szkołą ^.^
Tutaj macie mojego wattpada https://www.wattpad.com/user/Annie374 jeśli zacznę pisać coś nowego to na pewno będę to tam publikować :D

Tak więc do następnego,
xx Annie 

poniedziałek, 27 lipca 2015

3.33. Samotna

Perspektywa Anne
Przechadzałam się po hotelowym apartamencie, co chwilę nerwowo spoglądając na drzwi. Zayn i Louis siedzieli na kanapie i oglądali telewizję. A Harry i Liam nie wyszli z pokoju tego pierwszego od czasu gdy Sophie wybiegła z Niallem.
- Będziesz tak chodziła dopóki nie wrócą? - odezwał się Zayn posyłając mi zirytowane spojrzenie - Tylko pogarszasz mój ból głowy.
Zignorowałam go.
- Anne usiądź - powiedział już ostrzejszym tonem.
- Nie patrz się na mnie jeśli cię to tak bardzo wkurza - rzuciłam - I nie bolała by cię głowa gdybyś się wczoraj nie upił jak idiota - dodałam.
- Anne mogłabyś usiąść? Twoje zachowanie jest co najmniej irytujące - westchnął Louis. Wyczułam ostrzeżenie w jego głosie. Zrobiłam nadąsaną minę.
Drzwi otworzyły się w momencie gdy miałam usiąść. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam na ich wejście: rozczochrane włosy, przemoczone ubrania i melancholijny wyraz twarzy. Bez żadnego słowa czy spojrzenia w naszą stronę oboje poszli w swoją stronę - Niall do swojego pokoju, a Sophie do łazienki.
- Myślicie, że oni...
- Jestem pewny, że to zrobili - zaśmiał się Zayn przerywając Louisowi - Deszcz może być bardzo podniecający...Mam rację Sophie? - mulat posłał mi łobuzerski uśmiech i mrugnął do mnie.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz - powiedziałam wywracając oczami.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Chcesz, żebym ci w takim razie odświeżył wspomnienia? - jego ton głosu nie był już żartobiliwy. Udawałam, że zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Raczej zrezygnuję.
Doskoczył do mnie w momencie. Moje  serce przyspieszyło zaskoczone. Jego ciało górowało nad moim. Jego spojrzenie przeszywało mnie na wylot.
- Skarbie, jeśli myślisz, że twoje pyskówki są słodkie to śmiertelnie się mylisz - wymamrotał groźnie. Odepchnęłam go ale złapał mnie za nadgarstki - Twoje zachowanie jest cholernie wkurwiające. Radzę ci je zmienić zanim zrobię coś zbyt ostrego - zagroził. Jego twarz znajdowała się kilkanaście centymetrów od mojej - Tak sobie właśnie pomyślałem, że wczoraj w nocy nie dostałem od ciebie urodzinowego prezentu - dodał.
- Zayn...
- Louis nie chce mi się tego słuchać - warknął mulat.
- Wiesz, że droga do serca dziewczyny nie prowadzi przez łóżko co? - zapytałam chłopaka patrząc na niego bez strachu.
- A czemu w ogóle pomyślałaś, że chcę trafić do twojego serca skarbie?
- Bo chcesz, żeby ktoś się o ciebie troszczył. Teraz, gdy Perrie już nie ma, czujesz jakby czegoś brakowało - powiedziałam - A ponieważ wiesz, że Sophie i ja nigdy cię nie pokochamy, celujesz w inny rodzaj miłości. Ten fizyczny. W końcu lepsze to niż nic, co?
- Gadasz bzdury Anne - pokręcił głową, ale wiedziałam, że moje słowa wywołały zamierzony efekt. Wiedziałam, że powtarza sobie w myślach to co właśnie powiedziałam.
- Czyżby?
Zayn odsunął się i zmarszczył brwi.
- Louis - powiedział nagle. Na jego ustach malował się przebiegły uśmiech.
- Co?
- Co czujesz do Anne?
Zamrugałam oczami nie rozumiejąc.
- Co masz na myśli? - odpowiedział powoli Louis, ostrożnie patrząc to na mnie, to na Zayna.
- Zaczynam się zastanawiać po czyjej stronie jesteś. Wszyscy zauważyliśmy, że twoje uczucia się rozwinęły ale jestem ciekaw do jakiego stopnia. Powiedzmy, że Anne by uciekła... Pozwoliłbyś jej odejść i na nas donieść czy złapałbyś ją i zatrzymał dla siebie?
- Złapałbym ją - odpowiedział Lou. Nasze spojrzenia się spotkały. Wiem, że kłamie. Musi kłamać. Musi dobrze rozegrać swoje karty jeśli chce pomóc mi w ucieczce.
- Jesteś  tego pewien?
- Tak.
- W takim razie chcę, żebyś to udowodnił.
Przeszły mnie dreszcze.
- Jeśli myślisz, że to coś zmieni...
- Tak właśnie myślę - przerwał oschle Zayn - Musimy wiedzieć na czym stoimy. Wszyscy z nas. Niall! Harry! Liam! Sophie! - zawołał wszystkich. Liam i Harry wyszli po paru sekundach z pokoju marszcząc brwi. Niall i Sophie także się pojawili. Już w suchych ubraniach i z znakami zapytania malującymi się na ich twarzach. Stanęli wokół Louisa, Zayna i mnie ale nikt nie usiadł na kanapach.
- Zayn nie mam pojęcia w jaką chorą grę grasz...
- Po prostu upewnię się na czym wszyscy stoimy okej? W ten sposób nie będzie żadnych wycieków czy czegokolwiek innego co mogłoby zaszkodzić naszej karierze - powiedział patrząc na wszystkich po kolei, a na końcu wracając spojrzeniem do mnie - Ty. Od kiedy postawiłaś stopę w naszym busie byłaś tylko kłopotem.
- Nie moja wina, że Niall mnie do niego zaciągnął! - zaprotestowałam - Gdyby nie on, nie byłoby mnie tu teraz! - czułam się źle zrzucając na niego winę ale w tym samym czasie czułam, że powinien mieć poczucie winy. Chociaż lekkie.
- Ale sama odpowiadasz za swoje czyny. Więc jeśli dobrze pamiętam, to gdybyś nie poszła po leki po które wysłał cię ojciec, to też by cię tu nie było.
- Ale...
- Harry, skończ - mulat spojrzał ostrzegawczo na młodszego kolegę - W ogóle nie byliście z Sophie ostrożni. Może i byłem wczoraj pijany ale pamiętam dobrze, że wasza dwójka migdaliła się przy barze. Bez wątpienia inni was zauważyli. Ludzie zaczną układać to wszystko w całość i pojawią się pytania. Niepotrzebne pytania.
Harry nic nie powiedział tylko pokiwał głową.
- Zayn wiem, że jesteś teraz wkurzony ale...
- Louis bądź cierpliwy zaraz dojdziemy do ciebie - Zayn uciszył przyjaciela - Niall. Wiem, że nie możesz nic poradzić na zmiany humoru ale błagam cię, specjalnie próbujesz rozdzielić nasz zespół? Ten trójkąt między tobą Sophie a Harrym...To się musi skończyć.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Zauważyłam, że Niall zareagował tak samo, ale nic nie powiedział. Po chwili zawstydzony opuścił wzrok.
- Sophie, testowałaś nasze limity. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę ale powoli niszczysz Harrego, Nialla, siebie, a nawet swoją siostrę.
- Co to w ogóle znaczy?! Czy ty w ogóle się słyszysz Zayn?! - powiedziałam wstając. Liam od razu zmusił mnie żebym z powrotem usiadła. Nie wierzę. Nie wierzę, że wszyscy akceptują uwagi Zayna bez najmniejszego protestu - Co do cholery jest z wami nie tak?! On bawi się waszymi słabymi punktami i dobrze o tym wiecie! - krzyknęłam ze złością patrząc na nich wszystkich - Będziecie tak stać i się ze wszystkim zgadzać?! - dodałam z niedowierzaniem.
- Anne nie próbuj ich nastawiać przeciw mnie: jesteś sama - powiedział Zayn - Do tego stopnia, że wczoraj gdy twój tata przyszedł do studia Ellen, nie przyszedł do ciebie - poczułam ukłucie w klatce piersiowej, ale nie pozwoliłam sobie na pokazanie, że mnie to ruszyło.
- Gówno prawda! - warknęłam i tylko fakt, że Liam trzymał mnie za ramiona powstrzymał mnie przed skoczeniem na mulata.
- Mam rację, prawda Soph? - Zayn zaśmiał się. Spojrzałam na siostrę ale ona odwróciła wzrok - Ona z nim rozmawiała. Był tylko dwa siedzenia od ciebie, a Sophie nic nie powiedziała ani nie zrobiła żeby ci pomóc.
- Starczy już tych twoich kłamstw! - próbowałam wstać ale Liam trzymał mnie zbyt mocno.
- Sorki ale to prawda. Liam pokaż jej.
Tym razem Harry przytrzymywał mnie na moim miejscu, a Liam wyciągnął swój telefon i puścił wideo na ekranie po czym mi go pokazał. Zobaczyłam Sophie i siebie siedzące na końcowych siedzeniach u Ellen. Jakiś mężczyzna usiadł obok Sophie. Jego przebranie było zbyt łatwe do rozpoznania: kupiliśmy je razem jako plan B w zeszłym roku. To mój ojciec.
Myślałam, że zaraz zwymiotuję. Moje wnętrzności zacisnęły się gdy zobaczyłam jak mój ojciec rozmawia z moją siostrą. Żadne z nich nie spojrzało na mnie w ciągu pięciu minut pogaduszki. A ja byłam zbyt skupiona na patrzeniu na scenę żeby zauważyć co dzieje się obok mnie.
- Jakie to uczucie gdy ktoś, komu ufałaś i myślałaś, że się o ciebie troszczy wbija ci nóż w plecy? - zapytał sarkastycznie Zayn. Posłałam mu groźne spojrzenie.
- Pierdol się!
- Taaa gówniane uczucie! - powiedział niewzruszony moim przeklinaniem - Teraz wiesz jak się czułem przez ostatnie kilka dni. Teraz wiesz dlaczego szybko tracę cierpliwość i dlaczego używam seksu do ochłonięcia.
- Zayn zachowujesz się teraz jak chuj - warknął Louis wstając ze swojego miejsca - Co jest z tobą nie tak?
- A tak, najważniejsza część lekcji Louis - chłopak zaśmiał się do siebie, przeczesując ręką włosy - Upierasz się, że nie pozwoliłbyś odejść Anne jeśli jakimś cudem udałoby jej się uciec. Udowodnisz to teraz, przed nami wszystkimi. Ona najwyraźniej musi się uspokoić a ty musisz pamiętać jaki był cel wciągania tych dwóch w nasze życie - mulat wziął głęboki oddech - Wyruchasz ją - powiedział wskazując na mnie palcem - Przed nami wszystkimi. A później zajmiesz się jej zgrabnym tyłkiem.
Poczułam jakby moje serce się zatrzymało. Za to w pokoju zrobiło się głośno.
- Nie zrobię tego! - syknął oburzony Lou - Naszą główną zasadą od początku było, że mamy nie powodować u nich "blizn" na stałe! One też mają swoje limity, a my ich nie przekraczamy!
Nie byłam w stanie się ruszyć. Mogłam tylko słuchać jak o mnie mówią.
- Wiedziałem! Wiedziałem, że będziesz po jej stronie!
- Tu już nie chodzi o branie czyjejś strony! Teraz chodzi o człowieczeństwo i współczucie! - wtrącił się zdeterminowany Niall.
- Mówi facet, który pierwszy zgwałcił Anne! - rzucił Liam.
- Sophie była w stanie to przyjąć gdy ją po raz pierwszy...
- Sophie nie jest Anne! - zaprotestował głośnio Louis patrząc na Harrego - I vice-versa!
- Jak ją dobrze przygotujesz to nie będzie tak bardzo bolało - powiedział Zayn nie wzruszony krzykami Louisa.
- Nawet jeśli ją przygotuję to zbyt wielu ludzi będzie to oglądało! Ona nie lubi takiego oglądania! To poniżające i upadlające!
- Taaa, dokładnie coś takiego będziemy czuli gdy wyśle nas do więzienia! Więc albo nic nie zrobisz i potwierdzisz nasze obawy co do twoich uczuć do Anne albo zrobisz to co musisz zrobić, żebyśmy nie skończyli w więzieniu i będziesz mógł zatrzymać Anne.
- To daleko przekracza moją moralność ! Nawet Harry nie zaserwowałby Sophie takiej kary! - zaprotestował niebieskooki.
- Bo Sophie nigdy nie spowodowała takich problemów!
- Nie zrobię tego!
- Dobra. Jeśli nie ty to ja to zrobię. Wiemy czego się po tobie spodziewać Lou - westchnął Zayn wyraźnie rozczarowany.
- Widać, że jesteś nieźle zdesperowany... - Czułam jak mój brzuch się zaciska gdy podszedł do mnie. Pokręciłam głową i próbowałam ponownie wstać, lecz i tym razem mi się nie udało. Byłam przerażona.
- Nie możesz tego zrobić! - zaprotestowała moja siostra. Harry szybko ją przytrzymał - Harry nie możesz na to pozwolić!
- No to patrz.
- Zayn jeśli mnie kurwa dotkniesz to przysięgam, że zacznę krzyczeć tak głośno, że cały hotel mnie usłyszy - powiedziałam ale nie brzmiałam zbyt przekonująco.
- W takim razie musimy cię zakneblować, co?
- Poczekaj! - wtrącił się Louis - Pozwól mi wynegocjować warunki i ja to zrobię! - poddał się załamany. Mój żołądek ponownie się zacisnął.
- Nie, Louis proszę!
- O jakich negocjacjach mówisz? - zapytał Zayn.
-  Nie robię nic z jej tyłkiem. Pierwszy anal boli, nie ważne jak dobrze ktoś jej przygotowany i sądzę, że to ona powinna zdecydować kiedy chcę to zrobić i czy w ogóle ego chce.
- I tu jest problem. Myślę, że anal to dokładnie to czego jej teraz potrzeba aby zrozumiała, że nie może sama podejmować decyzji. I że musi się podporządkować.
Wydałam z siebie zirytowany pisk.
- A co powiesz na to, że zapomnimy o ruchaniu jej przed wszystkimi i będziesz mógł użyć swojego łóżka zamiast kanapy. Ale masz ją wziąć od tyłu ja będę stał obok aby się upewnić, że to zrobisz - zasugerował Zayn - Musisz w niej też dojść.
Louis zacisnął ręce w pięści.
- Masz 30 sekund aby się zgodzić albo wracamy do pierwszej opcji i nie przyjmuję żadnych negocjacji - powiedział mulat - Nie możemy się o to kłócić przez cały dzień. Za niecałą godzinę musimy wsiąść do busa i jechać do Arizony.
Gdy Louis na mnie spojrzał pokręciłam głową.
Nie wybaczę ci powiedziałam bezgłośnie. Chłopak tylko opuścił głowę.
Wiem odpowiedział mi po chwili także tylko poruszając ustami.
- 15 sekund.
- Okej, zgadzam się - powiedział Lou - Zabieram ją do swojego pokoju z całym nawilżaczem jaki znajdę. I nie chcę słyszeć żadnego słowa z twojej strony gdy będziesz oglądał - ostrzegł.
- Nie, nie, nie! Proszę! - błagałam. Załamałam się. Nie byłam w stanie podnieść się ze swojego miejsca. Chciałam spojrzeć chłopakowi w oczy ale patrzył się w podłogę specjalnie unikając mojego spojrzenia. Patrzyłam jak Harry wyprowadza Sophie z pokoju. Niall wyszedł chwilę po nich.
- Umowa stoi - zgodził się Zayn z triumfującym uśmiechem na twarzy.
Liam mnie puścił ale nawet się nie ruszyłam. Czułam jakbym była przyklejona do kanapy. Louis podszedł do mnie nadal nie patrząc na moją twarz. Wyciągnął w moją stronę rękę abym ją złapała.
- Nie, nie robię tego z własnej woli Lou - powiedziałam, nadal mając nadzieję, że go zniechęcę.
Chłopak westchnął i potarł ręką twarz. W końcu spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczami. Były wypełnione cichymi łzami. Tak jak moje. Mrugnął kilka razy i nagle jego twarz była pusta, bez żadnych emocji.
- Louis nie wybaczę ci tym razem! - powiedziałam mając nadzieję, że się wycofa - Nie możesz udawać, że cię to nie obchodzi!
Brązowowłosy schylił się aby mnie podnieść. Przerzucił mnie sobie przez ramię i poszedł do swojego pokoju. Naszego pokoju. Rzucił mnie na łóżko. Próbowałam z nim walczyć, ale moje oczy wypełnione były łzami i prawie nic nie widziałam. Złapał mnie za nadgarstki. Skrzywiłam się gdy zauważyłam jak coś metalowego ląduję za moją głową. Kajdanki.
- Mogą ci się przydać - powiedział Zayn zamykając za sobą drzwi - Wiesz aby się upewnić, że nie będzie się zbytnio ruszała.
Louis się nie odezwał. Wziął kajdanki, przełożył je przez dziurę w oparciu łóżka i zapiął kajdanki na moich nadgarstkach. Następnie zszedł z łóżka. Od razu podniosłam się i zbliżyłam do oparcia ciągnąc kajdanki z całej siły.
Louis nie zwracał na mnie uwagi zajęty przeszukiwaniem walizki leżącej obok łóżka.
Bolały mnie nadgarstki gdy metal wbijał mi się w skórę ale nie przestawałam. Obróciłam się tak, żeby stopami zaprzeć się o oparcie łóżka. Z całej siły próbowałam się wyrwać. Usłyszałam jak drewno pęka.
- Louis - ostrzegł Zayn.
- Zamknij się Zayn! Nie chcę słyszeć z twojej strony żadnego dźwięku. Dokładnie wiem co teraz robi i nie dziwię się - odpowiedział oschle Lou, nadal przekopując się przez swoją walizkę. Mulat tylko pokręcił głową i powrócił wzrokiem do mnie. Zignorowałam go. Łzy płynęły mi po policzkach gdy próbowałam złamać oparcie łóżka aby się uwolnić. Po chwili Louis wszedł na łóżko. Złapał mnie za kostki i pociągnął w dół. Leżałam teraz na brzuchu. Mój płacz wypełnił pokój gdy zdjął ze mnie spodnie. Obróciłam się, kopiąc i wiercąc się na łóżku. Chłopak usiadł na moim brzuchu.
- Chcesz, żebym zasłonił ci oczy? - zapytał tak spokojnym głosem, że aż się przestraszyłam - Może wtedy byłoby to dla ciebie bardziej znośne.
Mój strach i rozpacz zastąpił gniew.
- Nie. Nie chcę abyś próbował mi sprawić przyjemność czy udawać, że to nie ty masz mnie za chwilę zgwałcić. Chcę pamiętać, że to ty to zrobiłeś. W ten sposób oboje to zapamiętamy! - powiedziałam gwałtownie, po moich policzkach płynęło więcej łez.
- Okej - obrócił mnie z powrotem na brzuch i położył rękę na moich plecach. Przycisnął mnie do łóżka abym się nie ruszała. Sięgnął ręką do nocnego stolika i wziął to, co przed chwilą wyciągnął z walizki - środek nawilżający. Kolejne minuty ciągnęły się w nieskończoność gdy Lou zdjął mi majtki i zaczął rozprowadzać tam zimną substancję. Tam gdzie w życiu nie pomyślałabym, że mężczyzna będzie mnie dotykał.
Zadrżałam i zaczęłam się wiercić gdy poczułam jak jego palec próbuje się dostać do środka. Drugą ręką mocniej przycisnął mnie do łóżka abym się nie wierciła. Próbowałam obrócić się i na niego spojrzeć aby poczuł się winny  czy coś, ale nie byłam w stanie zrobić nic oprócz oddychania i kręcenia głową w prawo i w lewo. Już jeden palec bolał gdy wszedł we mnie próbując rozciągnąć te mięśnie. Chłopak użył więcej żelu.  Po jakiejś minucie bólu dodał kolejny palec. Wsunął i wysunął je bardzo ostrożnie. Jęknęłam z bólu. Moje ciało nie chciało poddać się tym dziwnym ćwiczeniom. Pisnęłam i zamknęłam oczy gdy chłopak zwinął we mnie palce.
Znów zaczęłam płakać. Schowałam głowę w poduszce przede mną. Po moim tyłku rozsmarowane zostało jeszcze więcej zimnej substancji. Zakrztusiłam się płaczek gdy boleśnie wszedł we mnie trzecim palcem.. Krzycząc przyciągnęłam się bliżej oparcia łóżka. Zaskoczony Louis wyciągnął ze mnie palce.
- Stop! - czknęłam - To nigdy nie zadziała! - błagałam patrząc w jego kierunku. Jego oczy znów wypełniły się łzami. Pokręcił głową i przyciągnął mnie z powrotem w dół łóżka, pomiędzy swoje nogi. Moje całe ciało spięło się gdy jeszcze raz wsunął we mnie trzy palce. Tym razem poczekał chwilę dłużej zanim zaczął nimi poruszać i rozszerzać je. Czułam jakbym miała zaraz zwymiotować.
Zdałam sobie sprawę, że zamknęłam oczy i wyłączyłam się gdy poczułam jak wyciąga palce i dodaje więcej żelu. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk rozpinania rozporka, a później dźwięk uderzania skóry o skórę. Obróciłam się i zobaczyłam jak wali sobie konia. Zdałam sobie sprawę, że go to nie podnieca. Ale już po paru minutach trzymał mnie za biodra unosząc je lekko do góry, tak, że byłam teraz na kolanach. Czułam się gorsza od psa. Poduszka przede mną była cała we łzach.
- Zayn nigdy ci tego nie wybaczę - powiedział Louis. Jego uda napierały na moje - To ty jesteś za to odpowiedzialny, tak samo jak za to, że zgwałciłeś Sophie. Skończysz w samotności bo jesteś pieprzonym chujem.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Mów co chcesz ziomek. I tak cały zespół jest winny jeżeli ktoś dowie się, że je porwaliśmy - mulat wzruszył ramionami - Ja chociaż się tutaj bawię. Ty też byś mógł gdybyś nie dawał się uczuciom.
- Nie jestem już twoim ziomkiem. Jesteś dla mnie jedynie członkiem zespołu.
Po tych słowach poczułam jak napiera na mnie  od tyłu. Ból przeszył moje ciało gdy próbował we mnie wejść. Krzyknęłam i zacisnęłam ręce w pięści. Próbowałam go zrzucić ale jego uścisk na moich biodrach nie słabł gdy wchodził we mnie głębiej.
Sapnęłam i pociągnęłam za kajdanki. Jego penis był zbyt duży. Mój oddech był urywany. Przygryzłam wargę aby powstrzymać krzyki bólu i gniewu. Przez dłuższą chwilę nie ruszał się pozwalając mi pulsować wokół niego. Jęknęłam gdy wyszedł ze mnie a po chwili wszedł z powrotem.
- To nie jest najszybsza droga aby dojść Louis...
-  Wiem o tym! - warknął - Ale ją to boli! Odbywa karę na jaką nie zasłużyła! - dodał wkurzony - Więc pozwól mi działać tak jak ja chcę!
- I pomyśleć, że kiedyś uwielbiałeś anal...
- Zamknij. Się. Kurwa - uciszył go Louis śmiertelnie poważnym tonem. Wyciągnął ze mnie penisa i wsunął go z powrotem sprawiając, że pisnęłam. Rozprowadził więcej żelu, który lekko zmniejszył ból.
- Louis przestań próbować być miły - błagałam płacząc - Po prostu przedłużasz to wszystko! Zgwałciłeś mnie, teraz po prostu dojdź i skończmy z tym! - zażądałam wiedząc, że tylko w ten sposób szybciej pozbędę się bólu. Chłopak odetchnął głęboko po czym zaczął się szybciej poruszać. Ból był gorszy, moje ciało nie potrafiło tego zaakceptować. Łzy znów zaczęły napływać mi do oczu gdy poczułam, że chłopak niedługo dojdzie. Przyspieszył ponownie, używał mnie jak zabawki. Miałam mdłości z obrzydzenia gdy w końcu doszedł. Od razu ze mnie wyszedł i przykrył mnie kołdrą.
- Zayn wyłaź! Widziałeś co chciałeś zobaczyć i nie mam ci nic więcej do udowodnienia - rozkazał Louis.
- Pewnego dnia mi podziękujesz Lou. Podziękujesz mi gdy zdasz sobie sprawę, że możesz ją mieć przez resztę swojego życia.
- WYŁAŻ! - krzyknął Louis łamiącym się głosem.
Słyszałam tylko odgłos zamykanych drzwi gdy chłopak opuszczał pokój.
- Anne, Anne, Anne - powtarzał szybko Louis podchodząc do mnie. Od razu odpiął kajdanki - Przepraszam, tak bardzo przepraszam...
- Czemu?! Dlaczego to zrobiłeś?! - szlochałam trzymając zranione nadgarstki blisko ciała - Dlaczego się na to zgodziłeś?!
- Bo jeśli bym tego nie zrobił to miałbym szans na wydostanie cię stąd. Żadnej szansy. Obserwowali i pilnowali by cię dwa razy bardziej - powiedział Louis trzęsącym się głosem - Jeśli ja bym tego nie zrobił, to Zayn czy Liam by mnie zastąpili.
- Nie! Zayn by tego nie zrobił, bo tak jak wcześniej wspomniałam on chce być znów kochany! Nie zrobiłby tego! Chciał abym poczuła się samotna, a jedynym sposobem aby to zrobić było sprawienie abym straciła i ciebie po tym jak dowiedziałam się, że Sophie i mój ojciec najwyraźniej nie są po mojej stronie! Znaleźlibyśmy inny sposób abym uciekła!
- Ale to zajęłoby więcej czasu...
- Wolałabym poczekać trzy miesiące dłużej niż znosić ten psychiczny i fizyczny ból sprzed chwili!
Nastąpiła chwila ciszy.
- Może tak jest lepiej Anne - powiedział załamanym głosem i ze łzami w oczach - W ten sposób łatwiej nam będzie odejść.
- WYJDŹ! - tym razem ja krzyknęłam po czym schowałam twarz w poduszce.
-Przepraszam...
- Nie mogę teraz z tobą rozmawiać! Wyjdź! - zaszlochałam. Płakałam dopóki moje oczy nie były już w stanie produkować łez. Później już bez łez wstrząsały mną spazmy płaczu. Nie byłam w stanie zrobić nic innego oprócz kurczowego trzymania się poduszki. Ogarnęła mnie samotność gdy zdałam sobie sprawę, że nie mam nikogo. Nikogo kto troszczyłby się o mnie tak jak ja troszczę się o innych. Mój ojciec woli Sophie, Sophie nie chce mi pomóc, nawet mi nie ufa i Louis... Louis właśnie wyrwał mi serce z piersi i porozrywał je na małe kawałki po czym z powrotem je we mnie wepchnął. Pół godziny później ktoś lekko zapukał w drzwi.
- Odejdź! - krzyknęłam - Proszę - dodałam zdesperowana.
- Musimy iść do busa - poinformował mnie Niall zza drzwi.
- Idźcie beze mnie.
Usłyszałam jak otwiera i zamyka drzwi, a następnie idzie w moim kierunku. Usiadł na łóżku.
- Nie dotykaj mnie - powiedziałam czy chciał poklepać mnie po plecach.
- Anne... Wiem, że możesz teraz nienawidzić Louisa...
- Gardzę nim. Już drugi raz musiał mnie ukarać! Dlaczego?! Dlaczego nie może pozwolić aby ktoś inny to zrobił? Wtedy nienawidziłabym ich! Albo dlaczego nie może się wam postawić?!
- Sprawiasz, że to brzmi tak łatwo...
- Bo to jest łatwe! Po prostu mówisz innym, żeby się odpieprzyli!
- Anne to jest o wiele bardziej skomplikowane - westchnął blondyn - Wierz mi wiem o tym. Byłem w jego sytuacji. To jest ciągły wybór między tym co jest moralnie właściwe, a tym  co w dłuższym czasie przyniesie zysk. Na przykład, on cię ukarał bo wie, że inni zrobiliby o wiele gorsze rzeczy. Woli abyś go nienawidziła niż była mocno zraniona przez innych.
- Przyniesie zysk w dłuższym czasie?! Powiedz mi jak gwałcenie mnie ma przynieść zysk w dłuższym czasie?!
- Jesteś o krok bliżej do bycia wolną. Obawy Zayna są rozwiane a reszta chłopaków nie jest już tak sceptycznie nastawiona jak wcześniej.
Wstałam patrząc na niego zaniepokojona. Skąd wie, że Louis miał pomóc mi w ucieczce?!
- Słyszałem jak rozmawialiście wczoraj w nocy - powiedział zawstydzony - Pomogę ci okej? Pomogę mu pomóc ci w ucieczce.
- Nie chcę już jego pomocy. Nie dało mi to nic oprócz fałszywej nadziei i przemocy.
- Jak do tej pory. Jego plan wypali. Wydostaniesz się w swoje urodziny, obiecuję - zadeklarował poważnie - Musisz być cierpliwa i nie wychylać się - sięgnął po coś - Proszę. Przyniosłem ci ciuchy na zmianę - dodał podając mi je.
Podziękowałam mu i wzięłam je.
○♥○

Następne cztery dni spędziłam odcinając się od wszystkich. Zostawałam sama w busie, hotelach czy nawet za kulisami. Skupiłam się na obserwowaniu. Cokolwiek zdarzyło się między Niallem i Sophie w L.A. zniknęło. Sophie spędzała czas próbując wybaczyć Harremu i prosząc go o wybaczenie nie tylko za to, że rozmawiała z naszym ojcem ale też za to, że spiła go na urodzinach Zayna. Przez większość czasu Sophie kończyła z płaczem, a Harry był sfrustrowany, ale po dwóch dniach w końcu sobie wybaczyli. Nawet zauważyłam, że Sophie wpycha kolejne kartki papieru do swojego żółwia.
Niall nie zwracał już uwagi na ich związek. Wyglądało to tak jakby jakimś cudem zaakceptował odmowę Sophie. Nadal było widoczne, że ją kocha, ale jego akcje z kilkoma fankami pokazały, że może jest już gotowy przewrócić tą stronę.
Wszyscy czuliśmy narastające napięcie między członkami zespołu, szczególnie między Louisem i Zaynem. Parę razy Liam musiał doprowadzać ich do porządku. Jednak nie mogłoby mnie to mniej obchodzić.
Towarzystwa dotrzymywała mi Fate. Kotka chyba mnie polubiła po naszej 10 godzinnej jeździe do Arizony. Chodziła za mną od tamtego czasu i zgadywałam, że wolała ciszę, która wokół mnie panowała.
Louis nic nie wspominał o mojej ucieczce. Ani słowa od incydentu z Zaynem. Byłam prawie pewna, że o tym zapomniał, dopóki nie przyjechaliśmy do Filadelfii. W noc przed moimi urodzinami.
___________________________________________________________________________
I kolejny rozdział za nami :D
co o nim sądzicie? i jak myślicie, na jaki pomysł ucieczki wpadł Louis i Niall?

Do następnego,
xx Annie

sobota, 25 lipca 2015

0.19. Informacje

Nowy rozdział pojawi się w poniedziałek (27.07) około godziny 18 :D
Jeszcze nawet nie miałam go czasu przeczytać więc nic wam na jego temat nie zdradzę, ale już nie mogę się doczekać ^_^
Do następnego,
xx Annie

czwartek, 9 lipca 2015

3.32. Normal

*przepraszam za literówki itp. ale klawiatura mi świruje ostatnio i mogłam nie wyłapać niektórych* 


Łzy spływały mi po policzkach gdy ciągnęłam Nialla w dół schodów, a później poza hotel, na ulice L.A. Nic nie mówił gdy prowadziłam go ulicą. Pozwolił mi płakać i ocierać łzy grzbietem dłoni.
- Wiesz czemu on taki jest? - zapytałam Nialla trzęsącym głosem i puściłam jego rękaw - Wiesz dlaczego musi mnie tak kontrolować? Czemu czuję się jak zabawka, którą można kochać i się nią bawić? - blondyn nie odpowiadał. Szedł obok mnie milcząc. Złapałam się za głowę - Byłam pewna, że naprawdę mnie kocha. Że pod tymi wszystkimi zasadami i ostrożnością nadal znajdę chłopaka, który troszczy się o to czego pragnę i który mnie kocha - zachłysnęłam się. Gdy przypomniałam sobie wydarzenia wczorajszej nocy, zaczęłam płakać nawet bardziej - Myślisz, że może się zmienić? Czy jestem głupia mając na to nadzieję? - zatrzymałam się aby spojrzeć na Irlandczyka. Widząc z jaką uwagą mnie słucha poczułam się jakbym dostała kopa w brzuch - Czemu mnie w ogóle słuchasz? Byłam dla ciebie okropna - dodałam, gestykulując rękoma - Byłam taka okropna... -po moich policzkach spływało więcej łez. Przygryzłam wargę i przeczesałam rękę włosy. Usiadłam na ławce. Chłopak usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
- Słucham cię, bo sądzę, że zasługujesz na to aby być wysłuchana - odpowiedział, ściskając moje ramię - A jako odpowiedź na twoje pytania, no cóż widziałaś w Harrym coś co sprawiło, że go wybrałaś. Myślę, że sama możesz zdecydować czy to coś nadal w nim jest i czy jest warte czekania. Harry się o ciebie troszczy. Wszyscy się o ciebie troszczymy. Ale może dla twojego dobra troszczy się o ciebie za bardzo.
Pokręciłam głową.
- Niall, wybrałam Harrego ponieważ na niego zasługuję! Bo nie zasługuję na ciebie - powiedziałam żałośnie - Złamałam cię - wskazałam na jego nadgarstki - Wykorzystałam. Oszukałam cię i zignorowałam twoje uczucia. Nie zasługuję na ciebie - powiedziałam.
- Ale Soph, ja też cię złamałem. Też cię wykorzystałem. Stałem obok gdy przechodziłaś przez piekło. Nie mam pojęcia jak mnie sobie wyobrażasz ale daleko mi do ideału - odparł i ujął moją twarz w dłonie - Myślę, że nawzajem się złamaliśmy, ale dwie złamane połówki mogą stworzyć całość.
- Niall - pokręciłam głową - Zasługujesz na kogoś lepszego ode m nie - upierałam się. Ten chłopak jest wyjątkowy. Byłam dla niego okropna, a on nadal przy mnie jest. Nadal wierzy, że go wybiorę.
- Ale jesteś wszystkim czego pragnę - przyznał - Wiem, że to może wyglądać jakbym chciał wykorzystać fakt, że parę minut temu pokłóciłaś się z Harrym, ale to nie tak. Anne i ja, rozmawialiśmy zeszłej nocy i zrozumiałem, że nie chcę patrzeć na ciebie z daleka i mieć nadzieję, że mnie zauważysz. Chcę żebyś już teraz mnie zauważyła - wymamrotał. Jego wzrok powędrował w kierunku moich ust. Gdy się nachylił szybko obróciłam głowę, podstawiając mu policzek. Nie czułam się warta jego ust. Pokręcił głową.
- Więc daj mi dzisiaj. Daj mi 24 godziny tak jak zrobiłaś to dla Harrego. Chcę dzisiaj - zadecydował niewzruszony moją wcześniejszą akcją - Dam ci przedsmak tego jak mógłby wyglądać dzień ze mną. Możesz doświadczyć dzisiaj Horana - zażartował.
- Niall, nie mogę. Nie mogę udawać, że nic się nie stało i że nie obchodzi mnie czy zranię Harrego, bo nie chcę go ranić. Jestem już zmęczona ranieniem siebie i wszystkich wokół - powiedziałam, znów zalewając się łzami - Jestem taka zmęczona - powtórzyłam trzęsąc się.
- Rozumiem - odpowiedział po czym wstał z ławki i ukucnął naprzeciwko mnie - Ja też jestem zmęczony. Moje życie jest wyczerpujące. Ale na dzisiaj wciśnijmy pauzę. Zatrzymajmy wszystkie nasze problemy i życie.
- Niall...
- Wiem, że to nie jest łatwe - rzucił szybko - Ale Harry będzie na ciebie wkurzony niezależnie od tego czy wrócimy do hotelu teraz czy później. Może nawet będzie mniej zły wieczorem bo damy mu szansę ochłonąć.
- Albo będzie jeszcze bardziej wkurzony bo cały dzień spędziłam z tobą.
- Pozwól mu na to. Najgorsze zdarzyło się wczoraj w nocy - przekonywał mnie. Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce - Potrzebuję tego. Muszę ci pokazać co cię omija.
Wiszę mu to. Jestem mu winna ten dzisiejszy dzień. I muszę go przeprosić - zdałam sobie sprawę, przywołując swoje pijackie wyczyny. Byłam szorstka. Może nawet za bardzo...
- Powiedzmy, że spędzę z tobą cały dzień - zaczęłam - Co będą robić inni? - zapytałam - I co jeśli macie coś dzisiaj zaplanowane?
- Nic na dzisiaj nie mamy - odpowiedział wyciągając z kieszeni telefon i szybko coś pisząc - A Zayn, Liam i Harry cierpią z powodu kaca. I przed chwilą napisałem do Liama, że nie wrócimy do późnego wieczora - uśmiechnął się i schował telefon z powrotem do kieszeni.
- A co z rezerwacjami lub...
- Serio aż tak bardzo pragniesz znaleźć powód aby nie spędzić ze mną tego dnia? - zaśmiał się - To nie będzie zbyt wymyślne. Wykorzystam to co będzie dostępne. Myślisz, że jesteś na to gotowa? - zapytał i wyciągnął rękę w moim kierunku. Spojrzałam na niego i utonęłam w tym proszącym spojrzeniu. Po chwili złapałam go za rękę.
- Tak.
- To dobrze - pociągnął mnie lekko, tak żebym wstała.
- Gdzie najpierw?
- Nie wie...A tak, wiem gdzie idziemy - postanowił. Włożył ręce do kieszeni i zaczął iść.
- Nie powiesz mi? - podniosłam jedną brew.
- Nie, to ma być niespodzianka - zaśmiał się.
Szliśmy ulicami Los Angeles. Nie mówiliśmy wiele. Próbowałam poukładać sobie myśli odnośnie ostatnich wydarzeń i rozdzielić je na te dobre i złe.
- Daj mi dwie minuty - powiedział. Pokiwałam głową, a blondyn podszedł do starszej pani w kiosku. Moje myśli powędrowały do wczorajszej popołudniowej rozmowy z Anne gdy blondyn rozmawiał z tamtą kobietą. Powiedziała, że Niall dziwnie się zachowywał u Ellen, tak jakby był nieobecny. Obserwowałam jak mówi. Mój wzrok momentalnie skupił się na jego nadgarstkach gdy czekałam. Ogarnęła mnie ulga gdy nie odkryłam żadnych nowych blizn. Może Anne przesadza? Albo Niall w ogóle się już nie tnie?
- Tu jest plan skarbie - powiedział chłopak  wyrywając mnie z zamyślenia gdy pomachał mi mapą przed nosem - Po środku i na końcu miasta są takie same postoje jak tutaj. Ta pani powiedziała mi, że nie musimy wracać tutaj z rowerami i możemy je zwrócić w którymkolwiek z tych miejsc - wyjaśniał wskazując różne miejsca na mapie - Pomyślałem, że pojedziemy tą trasą - pociągnął palcem wzdłuż pomarańczowej linii przecinającej miasto - I zatrzymamy się przy parku aby coś zjeść. Stojak na te rowery znajduję się tuż przy parku.
- Brzmi nieźle - rzuciłam.
- To super! - złożył mapę i wsunął ją do kieszeni po czym podszedł do rowerów. Pokazał bilet facetowi, który się tym zajmował. Gościu pokiwał głową i wskazał na rząd czerwonych rowerów. Zmarszczyłam brwi gdy Niall wyciągnął jeden z nich ze stojaka. Był dwuosobowy - Będziemy kierować na zmianę - wyszczerzył zęby w uśmiechu i poklepał drugie siedzenie. Zdjął kaski zaczepione o kierownicę i podał mi jeden.
- Ja? Mam tym kierować? To zły pomysł - powiedziałam zaciskając palce na kasku.
- Czemu niby? - jego uśmiech trochę przygasł.
- Po pierwsze się zgubię, po drugie na pewno się zgubię.
- A gdzie twoja chęć przygody? Kogo obchodzi czy się zgubimy? - westchnął.
- A co jeśli ludzie nas zobaczą? Fani? Reporterzy? Za chwilę wszędzie o tym napiszą.
Niall odstawił rower i z niedowierzaniem na twarzy zaczął przeczesywać włosy. Po chwili podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzał mi głęboko w oczy.
- Mnie to nie obchodzi, tylko Harrego. Słuchaj - westchnął - Czy dzisiejszy dzień może być grą? Czy możemy po prostu udawać, że jestem normalnym chłopakiem, który próbuje sprawić aby dzisiejszy dzień był wart Padgetta i chcę to zrobić dla dziewczyny, którą tak bardzo kocha, że to czasem jest bolesne? - powiedział i odgarnął mi z twarzy kosmyk włosów - Jeśli naprawdę nie chcesz to spoko. Rozumiem. Zabiorę cię z powrotem do hotelu i będziesz znosiła marudzenie Harrego. Próbuję to zrobić dla nas obojga - dodał - I...
- Niall - uciszyłam go kładąc mu na ustach palec - Nie chcę wracać do hotelu, okej? Przepraszam, że tak się dzisiaj zachowuję. Harry praktycznie doprowadził mnie wczoraj do krytycznego stanu i nadal próbuję to sobie ułożyć - westchnęłam patrząc na kask, który trzymałam w rękach - Też chcę, żeby dzisiejszy dzień  był warty Padgetta - dodałam bawiąc się kaskiem.
- Naprawdę?
- Tak - pokiwałam głową i znów spojrzałam mu w oczy.
- Dobra, zróbmy to - uśmiechnął się i złapał rower - Ja kieruję najpierw i zmieniamy się w połowie drogi?
- Okej - uśmiechnęłam się i strzeliłam palcami. Blondyn wyszczerzył zęby, usiadł na przednim siedzeniu i założył kask. Usiadłam na drugim miejscu, jedną nogę kładąc na pedale, a drugą na ziemi.
- Gotowa? Na trzy - powiedział przygotowując się do startu - Raz, dwa, trzy!
Próbowałam popchnąć pedał i położyć drugą stopę na drugim, ale miałam problemy z utrzymaniem równowagi. Nie mogłam powstrzymać śmiechu gdy zobaczyłam jak Niall męczy się z kierownicą, obracając ją to w prawo, to w lewo i próbując pedałować.
- Nigdy tego nie robiłeś, co? - zaśmiałam się próbując pedałować. Moje stopy co chwile lądowały na ziemi gdy męczyliśmy się, żeby jechać prosto. W końcu blondyn odzyskał równowagę i udało mu się trzymać kierownicę prosto. Pedałowaliśmy śmiejąc się.
- Założę się, że nie pójdzie ci lepiej - zażartował gdy już jechaliśmy normalnie. Skierował rower na pas dla rowerów z boku drogi. Specjalnie przechyliłam się na lewo i stracił na chwilę panowanie nad kierownicą - Ej!
Ponownie się zaśmiałam i przestałam w ogóle pedałować. Niall nawet nie zauważył braku mojej współpracy dopóki nie dojechaliśmy do małego wzgórza.
- Albo jesteś mega ciężka albo mi w ogóle nie pomagasz - powiedział, próbując wjechać na wzgórze. Spojrzał na mnie szybko - Boże, Sophie! - krzyknął, ale jego oczy i tak się śmiały.
- Sorki, sorki - zaśmiałam się i pomogłam mu.
- Pfff, odwdzięczę ci się - odpowiedział rozbawiony.
- Jasne - rzuciłam wywracając oczami. Zatrzymał rower.
- Jesteśmy w połowie drogi. Twoja kolej - powiedział zsiadając.
- Okkkkej - zmarszczyłam brwi i mocno złapałam kierownicę gdy usiadłam na przodzie. Po chwili chłopak też siedział na swoim miejscu - Gdzie tak dokładnie mam jechać? - zapytałam.
- Powiem ci kiedy i gdzie masz skręcić więc nie martw się o to - odpowiedział.
- I właśnie dlatego się martwię. Nie sądzę, że wiesz gdzie jedziemy - drażniłam go. Obróciłam się w jego stronę, ale on tylko wzruszył ramionami i się uśmiechnął. Pokręciłam głową i spojrzałam na drogę przede mną. Wzięłam głęboki oddech. Zacisnęłam dłonie wokół kierownicy i odepchnęłam się od ziemi, próbując położyć nogę na pedale, utrzymać równowagę i prostą kierownicę. Po chwili straciłam równowagę. Spróbowałam ponownie nie dając Niallowi szansy na komentarz. Skupiłam się na utrzymaniu prostej kierownicy i odepchnęłam się od ziemi.
- Ha, druga próba i się udało - rzuciłam zadowolona w stronę Nialla gdy zaczęliśmy jechać normalnie.
- Widziałaś jak to robię, więc już rozkminiłaś jak prawidłowo jechać! Ja nie miałem podpowiedzi! - zaprotestował.
- Wmawiaj sobie - zaśmiałam się - Oboje wiemy jaka jest prawda.
Nie odpowiedział mi, ale byłam pewna że pokręcił głową i uśmiechnął się pod nosem. Wiedziałam, że raczej skłamałby aby mnie uszczęśliwić niż powiedział prawdę dla własnego dobra. Bo taki właśnie jest przy mnie. Moje szczęście stawia zawsze przed swoim. Poczułam uścisk w żołądku gdy zdałam sobie z tego sprawę.
- Zatrzymajmy się tam! - zawołał głośno po paru minutach.
- Gdzie? Nie wiem za bardzo gdzie teraz wskazujesz! - odpowiedziałam, koncentrując się na kierowaniu.
- Przy stoliku niedaleko fontanny! - sprecyzował. Rozejrzałam się ostrożnie i zobaczyłam o które miejsce mu chodziło. Stolik pośrodku parku.
- Czemu?
- A czemu nie?
Zmarszczyłam brwi i pokierowałam rower przez mało zatłoczony park, aż do drewnianego stolika znajdującego się zaraz za fontanną. Zatrzymałam rower i obróciłam się w kierunku chłopaka, który już zdejmował kask i schodził z roweru.
- Gdzie idziesz?
- Gorąco mi, idę po lody - powiedział wieszając kask na kierownicy - Idziesz ze mną?
- Nie, zostanę tu i popilnuję roweru - odparłam zdejmując swój kask i siadając na stoliku - I tak nie jestem głodna - skłamałam.
Chłopak uniósł jedną brew z niedowierzaniem ale nic nie powiedział.
- Tylko nie tęsknij za mną za mocno - dodał.
- To się raczej nie zdarzy - odpowiedziałam z uśmiechem i wywróciłam oczami. Blondyn tez się uśmiechnął i poszedł w kierunku sklepiku. Patrzyłam jak się oddalał. Wyciągnął telefon z kieszeni, napisał coś po czym przystawił go do ucha. Z kim może rozmawiać? Stał w trzy osobowej kolejce kontynuując rozmowę. Kręcił głową i przenosił ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Pewnie sprawdza co z chłopakami. Stwierdziłam i położyłam się na stole aby złapać trochę słońca. Mój umysł był pusty. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłem na mojej twarzy. Nawet nie zauważyłam, że zasnęłam dopóki głos Nialla nie wyrwał mnie ze snu.
- Wiesz, że takie leżenie na słońcu bez kremu przeciwsłonecznego to proszenie się o raka skóry? - zapytał gdy usiadłam.
- Przez 10 minut nic mi się nie stanie - rzuciłam patrząc na niego. W każdej ręce trzymał zimną przekąskę.
- Prawdopodobnie nie, ale lepiej nie ryzykować, słońce jest teraz najmocniejsze - dodał wręczając mi jedną z nich.
- Nie wiedziałam, że ukończyłeś liceum, z tym całym twoim byciem w One Direction - powiedziałam, unosząc brew.
- Serio Soph? Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że słońce jest najmocniejsze od 12 do 15 - zaśmiał się - Uczysz się tego w podstawówce, I dla twojej informacji, prawie ukończyłem. Opuściłem końcowe egzaminy dla rozdania nagród, ale jestem pewny, że zdałbym.
- Ale "prawie" zdałeś - zauważyłam.
- Ha, Ha - powiedział, nadal trzymając wyciągniętą w moją stronę przekąskę.
- Ja nie ....
- Sophie, przestań... Wiem, że jesteś głodna - westchnął. Wywróciłam oczami, kąciki moich ust lekko uniosły się w uśmiechu.
- Okej - zgodziłam. Irlandczyk usiadł obok mnie i przeciągnął językiem po swoich waniliowych lodach, ja zrobiłam to samo, jedząc swoje - czekoladowe.
- Co się mówi? - zapytał jedząc.
- Dzięki Niall.
- Nie. Poprawna odpowiedź brzmi: Dziękuję Niall za to, że wiedziałeś, że "nie" tak naprawdę znaczy "umieram z głody, weź mi trzy" - powiedział. Żartobliwie klepłam go w ramię.
- Jesteś irytujący, wiesz? - powiedziałam wgryzając się w czekoladowe niebo.
- A ty jesteś totalnie nieznośna.
Zaśmiałam się i rozsmarowałam resztę swojego loda na jego twarzy, upewniając się, że jest na całej twarzy. Nie mogłam się powstrzymać. Upuściłam pusty wafelek i szybko wstałam gdy Niall próbował mi oddać. Zaczęłam uciekać a on wymachiwał swoim lodem w moim kierunku.
- Zamierzam cię dopaść Sophie Miller! - krzyknął biegnąc zaraz za mną. Śmiałam się tak bardzo, że nie byłam w stanie biec, więc blondyn szybko mnie dogonił. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Straciłam równowagę i upadłam na trawę ciągnąc go ze sobą. Leżałam pod nim, więc Niall wykorzystał okazję i rozsmarował mi na twarzy swoje waniliowe lody.
- Przestań! - zaśmiałam się gdy przeciągnął lodem po moim policzku i szyi - Niall, to mi spływa pod koszulkę! - krzyknęłam próbując uciec. Mój oddech był krótki ze zmęczenia gdy w końcu wyrzucił wafelek. Przytrzymał moje ręce na ziemi. Jego oddech także był szybki i urywany a nasze twarze dzieliło kilkanaście centymetrów. Zbliżył się powoli do mojej twarzy, nasze oczy były w siebie wpatrzone, nasze ciała dość spięte. Blondyn zbliżył swoją twarz tak abym miała wybór czy chcę skrócić ten dystans czy nie. Moje serce przyspieszyło gdy otworzyłam usta.
Nagle podniosłam głowę i zlizałam lód z jego nosa. Zaskoczony, odsunął się. Wstałam szybko śmiejąc się z jego reakcji i pobiegłam do roweru. Schyliłam się nad fontanną aby umyć twarz, po czym wytarłam ją koszulką. Założyłam kask i wsiadłam na rower gdy Niall szedł w moją stronę kręcąc z niedowierzania głową.
- Umyj się i jedziemy dalej - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się, że ci się podoba - blondyn odpowiedział uśmiechnięty - Dobrze cię taką widzieć - dodał gdy juz umył twarz i wsiadł na rower.
Poczułam ukłucie w sercu. Wiedziałam, że to o wiele lepsze niż siedzenie w vanie czy w hotelu. A poza tym jeśli byłabym tu z Harrym zamiast Niallem, to zaborczość mojego chłopaka nie pozwoliłaby mi na bycie szczęśliwą.
- Dokąd? - zapytałam ignorując jego ostatni komentarz.
- Ścieżka idzie dalej przy tym pomarańczowym budynku naprzeciwko - odpowiedział siadając za mną. Pokiwałam głową i odepchnęłam się od ziemi, tym razem nie tracąc równowagi.
○♥○

- Niall jestem całkiem pewna, że się zgubiliśmy - powiedziałam gdy minęliśmy kolejne drzewa. Ścieżka zmieniła się z chodnika w żwirówkę pełną gałęzi i kamieni.
- Dobrze odczytałem mapę Soph, nie zgubiliśmy się - upierał się chłopak.
- Wydaje mi się, że gdy nie wyjeżdżamy z lasu przez 15 minut to znaczy, że się zgubiliśmy - rozejrzałam się wokół. Wszędzie były tylko i wyłącznie drzewa. Słońce zniknęło parę minut temu za chmurami, które groziły deszczem za jakieś pół godziny. Naprawdę nie chciałam skończyć zmarznięta w mokrych ubraniach i wszystkie te złe kierunki, które podawał mi Niall tylko bardziej mnie irytowały.
- Chcesz żebym ja teraz kierował?
- Proszę - westchnęłam naciskając hamulce i zatrzymując rower. Zmieniliśmy się miejscami i Niall od razu nas zawrócił.
- Nie mogłeś mi po prostu powiedzieć gdzie mam jechać? - zmarszczyłam brwi.
- Tylko próbuję czegoś innego okej? - zaśmiał się.
- Nie możesz po prostu przyznać, że się zgubiliśmy? - powiedziałam, pedałując za nim.
- Nie.
Wywróciłam oczami. Pedałowaliśmy przez jakieś trzy minuty zanim zobaczyłam, że drzew przed nami się przerzedzają.
- Widzisz? Nie zgubiliśmy się - zauważył Niall.  
- Po prostu miałeś szczęście - powiedziałam gdy po obu stronach ścieżki zaczęły pojawiać się drewniane chaty. Przyjrzałam się dokładniej i zdałam sobie z czegoś sprawę - Niall chyba wjechaliśmy na teren campingowy - sekundę później jechaliśmy po drewnianej keji - Niall! - krzyknęłam gdy blondyn zaczął przyspieszać gdy zbliżaliśmy się do wody.
- Mówiłem ci, że się zemszczę! - krzyknął śmiejąc się, po czym rozpędzeni zjechaliśmy z keji. Krzyknęłam będąc w powietrzu przez sekundę po czym wpadłam do wody. Moje stopy dotykały piaszczystego podłoża jeziora i szybko wynurzyłam głowę, kaszląc rozejrzałam się wokół.
- Co to ma być! - rzuciłam chlapiąc wodą na śmiejącego się przede mną idiotę.
- Sophie to było genialne! - odparł uderzając ręką w wodę.
- Zdajesz sobie sprawę z tego jakie to było niebezpieczne? Mogłam utonąć pod ciężarem roweru.
- Ale nie utonęłaś!
- Bo wystarczająco szybko zareagowałam!
- Przesadzasz skarbie. Nie pozwoliłbym ci utonąć gdyby ten rower cię przygniótł.  
- A co z tym zrobimy?! - zapytałam wskazując na zatonięty rower - O Boże, przecież zardzewieje i nie będzie prawidłowo działać.
- Wyschnie na słońcu - blondyn tylko machnął ręką i poprawił włosy.
- Jakim słońcu? - zapytałam wskazując na ciemne niebo.
Jak na zawołanie usłyszeliśmy grzmot a z chmur zaczęło mżyć.
- Super! Po prostu super!  - powiedziałam sarkastycznie. Niall zaśmiał się i płynąc sobie wkoło mnie.
- Jesteś szczęśliwy? - warknęłam na niego.
- A ty? - zapytał nadal pływając wokół mnie. Tak.
- Nie pływaj tak wokół mnie bo zaraz obojgu z nas zakręci się w głowie - rzuciłam.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Idę do jednego z domków Niall. Pada - powiedziałam idąc w kierunku brzegu. Zatrzymał mnie gdy woda sięgała mi do obojczyków.
- I tak jesteś przemoknięta! Zostań tu ze mną! - poprosił lekko ciągnąc mnie za ramię. Woda skapywała z jego włosów na twarz. Nie myśląc dużo złapałam go i przyciągnęłam do siebie, łącząc nasze usta i pośpiesznym pocałunku. Niepewna spojrzałam na niego trzymając palce mocno zaciśnięte na jego koszulce.
- Ja pierdole Soph - wziął oddech. Nie tracąc czasu także mnie pocałował, wplatając rękę w moje włosy i bawiąc się kosmykami. Rozkoszowałam się uczuciem bezpieczeństwa i miłości jakie zapewniało mi jego ciało.
- Jesteś kurwa taki wkurzający Niall - powiedziałam między pocałunkami - Jesteś tak wkurzająco uroczy - znów go pocałowałam, nie mogąc się powstrzymać.
- Przepraszam - wymamrotał wdychając powietrze. Wtedy zdałam sobie sprawę, że na dzisiaj gra się już skończyła. Nie jesteśmy normalną dziewczyną i chłopakiem, którzy się w sobie zakochują. Odepchnęłam go od siebie, mącąc wodę wokół nas.
- Nie! - pokręciłam szybko głową wyrzucając ręce w powietrze - Nie możesz mnie kurwa  przepraszać! Ja powinnam to zrobić! To ja zachowywałam się jak suka wiedząc o uczuciach jakie do mnie żywisz i jakie ja niezaprzeczalnie żywię do ciebie! -  powiedziałam ze złością. Wokół nas deszcz przybrał na sile. Padało na nas gdy spojrzałam ze smutkiem na blondyna - Przepraszam, że nie jestem ciebie warta...
- Już mi to powiedziałaś, ale nie obchodzi mnie to - wymamrotał biorąc moją twarz w dłonie.
- Ale mnie obchodzi!
Chciał mnie znów pocałować ale go zatrzymałam.
- Nie Niall, nie mogę tego z tobą robić bo nie mogę znieść myśli, że znów cię zranię...
- Rań mnie ile chcesz Sophie. Zawsze byłem twój abyś mogła mnie ranić - przerwał mi delikatnie - Ja tylko...- spojrzał na mnie zagubionym wzrokiem - Potrzebuję tego. Po tym przewrócę stronę, zacznę nowy rozdział i pozwolę tobie i Harremu zadbać o wasze sprawy bez wtrącania się jeśli naprawdę nie możesz znieść myśli o byciu ze mną... Ale potrzebuję tego - prosił - Potrzebuję żebyś mnie kochała tak jak to było we wrześniu. Potrzebuję żebyś uleczyła tą ogromną ranę, którą uczyniłaś decydując się wybrać Harrego zanim nawet dałaś mi szansę - nalegał.
Jego słowa odegnały mój poprzedni opór. Złapałam go za kark i pocałowałam po czym objęłam go nogami w pasie.
- Nie możemy tu tego zrobić - powiedział pomiędzy pocałunkami. Przestał na chwilę i szybko się rozejrzał - Pod keją.
Chwilę później byliśmy już pod drewnianym pomostem i zdejmowałam z niego przemoczoną koszulkę wyrzucając ją do jeziora. Było akurat tyle światła, że mogliśmy się nawzajem widzieć, a deszcz był w większości zatrzymany przez drewniane belki nad nami.
Gdy chłopak całował mnie po szyi zamknęłam oczy. Jego dotyk był boski. Trzymał mnie blisko siebie. Jedną rękę wsunął pod koszulkę aby złapać mnie za pierś. Zadrżałam gdy letnia woda spłynęła po moich sutkach.Po kolejnym pocałunku Niall pomógł mi ściągnąć przemoczone dresy. Rzucił je za siebie, pozwalając im zniknąć w wodzie razem z jego koszulką. Objęłam  go wokół szyi przysuwając się do niego w samej koszulce i majtkach.
- Dlaczego jesteś taki idealny? - wyszeptałam.
- Mógłbym cię zapytać o to samo - odpowiedział po czym schylił się aby znów namiętnie mnie pocałować. Złapał za krawędź mojej koszulki i po chwili już jej na sobie nie miałam. Byliśmy do siebie przyciśnięci, skóra do skóry. Trzymał mnie ponad powierzchnią. Woda sięgała mu do klatki piersiowej a mi do połowy pleców.
- Niall - jęknęłam czułam jak jego członek lekko na mnie napiera pod wodą. Mocniej złapałam go za ramiona, postanowiłam na chwilę przejąć kontrolę. Patrzyłam jak woda spływa po jego brwiach i policzkach. Uniosłam biodra i po chwili opuściłam się na jego penisa.
Jęknął i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi gdy moje ciepło rozprzestrzeniało się wokół niego. Zadrżałam gdy moje piersi były przyciśnięte do jego klaty pod wodą, nie byłam przyzwyczajona do tego uczucia. Chłopak poczekał chwilę zanim zaczął się poruszać. Przyjemne uczucie rozprzestrzeniało się po moim ciele, sprawiając że aż dźwięczało mi w uszach. Byłam oszołomiona. Złączyłam nasze usta w pełnym pożądania pocałunku, a chłopak masował palcami moją skórę.
- Kurwa, Sophie - przeklnął. Jego ruchy były wolne ale pełne pasji. Moja skóra płonęła za każdym razem gdy mnie dotykał. Byłam cała rozgrzana. Nasze oddechy były coraz krótsze i chłopak zaczął masować moją łechtaczkę.
- Chcę żebyś dla mnie doszła - poprosił patrząc mi głęboko w oczy.
Odrzuciłam głowę do tyłu gdy wszedł głęboko we mnie. Doszłam, a przyjemność rozlała się po moim ciele falami.
Przygryzłam jego ramię aby stłumić krzyk i oparłam czoło na jego obojczyku gdy zobaczyłam gwiazdki. Chłopak jęknął i zatrzymał się, także ogarnięty rozkoszą. Spojrzałam na niego zamglonymi oczami, czując się odrętwiała. Schylił się i delikatnie mnie pocałował po czym pomógł mi z siebie zejść i przytrzymał mnie w swoich ramionach. Serce mi przyspieszyło gdy otarłam się nogami o te aż nazbyt znajome cięcia na jego nogach. Zdałam sobie sprawę, że Anne miała rację: z Niallem nie jest dobrze. A ja aż do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zaczęłam się trząść trzymając się go mocno.
- Kocham cię - wymamrotał Niall, zdając sobie sprawę dlaczego zaczęłam się trząść. Pocałował mnie w czoło i przytrzymał mocniej. Też chciałam mu powiedzieć, że go kocham, ale nie mogłam się na to zdobyć rozdarta między tym czego pragnie mój umysł, a tym czego potrzebuję. Rozdarta między tym czego Niall naprawdę potrzebuję, a czego pragnie. Blondyn zobaczył moje wahanie - Udawaj, że nadal gramy. Jestem tylko normalnym chłopakiem Sophie a ty jesteś dziewczyną, w której ten chłopak jest zakochany do szaleństwa.
Poczułam ucisk w sercu i nie mogłam powstrzymać łez.
- Też cię kocham Niall - powiedziałam płacząc.
- Skarbie, czemu płaczesz? - zapytał zaskoczony.
- Bo ta gra nie jest prawdziwa. Bo nie mogę żyć rzeczywistością i tą grą w tym samym czasie. Bo życie wokół mnie ciągle się pieprzy - mówiłam nadal oparta o jego ramię - Bo znów się zraniłeś przez moje głupie akcje.
- Sophie zeszłej nocy popełniłem błąd. Bo nie wziąłem leków i uległem impulsowi. Ale polepsza mi się, wiesz? - wyjaśnił nerwowo pocierając kark.
- Cięcie się po udach zamiast po nadgarstkach nic nie polepsza. Zdajesz sobie z tego sprawę? - pokręciłam głową i złapałam pływające ubrania.
- Wiem - wymamrotał sięgając po swoje ciuchy - Ale sprawianie abym źle się czuł z tego powodu także tego nie polepsza.
Ubraliśmy się i wyciągnęliśmy rower z wody w milczeniu. Pedałowaliśmy przez jakieś dziesięć minut zanim dotarliśmy do stojaka z rowerami. Niall wyciągnął z kieszeni swój portfel który był w wodoodpornej torebce i podał obsługującej kobiecie pieniądze za zniszczony rower. Następnie wyciągnął swój telefon z innej torebeczki i zadzwonił po taksówkę, aby zabrała nas do hotelu.
- Dziękuję ci - powiedziałam gdy czekaliśmy w deszczu przemoczeni do suchej nitki.
- Za co?
- Za to, że dzięki tobie byłam dzisiaj naprawdę szczęśliwa - odpowiedziałam - Za to, że czułam się normalna, ale nadal bardzo ważna.
- Szkoda, że to tylko na dzisiaj - powiedział, patrząc na mnie ponurym wzrokiem - Zasługujesz na to aby się tak czuć w każdej minucie swojego życia.
Po tych słowach znów poczułam ucisk w piersi.
__________________________________________________________________________
I jak wam się podoba rozdział? 
Ciekawi mnie co się stanie gdy wrócą do hotelu. Jaka będzie reakcja Harrego?
Do końca zostały jakieś trzy rozdziały o.0 
Jestem ciekawa jak zakończą się losy Sophie, Anne i 1D.

Do następnego,
xx Annie

*edit* Chciałabym wam wszystkim z całego serduszka podziękować za to, że ze mną jesteście. Po wstawieniu tego rozdziału dopadła mnie trochę melancholia związana z tym blogiem. Uświadomiłam sobie, że niedługo opowiadanie się skończy ;_; Spojrzałam na rozdziały i wyświetlenia. Blog ma aż 889tys. wyświetleń, 163 posty, 224 obserwatorów i 3644 komentarze. W życiu nie pomyślałam, że moja praca zostanie tak doceniona :D Chciałabym wam bardzo gorąco podziękować za te wszystkie komentarze wsparcia i aprobaty, za to, że często stawałyście w mojej obronie czy za pomoc z informowaniem mnie gdy pojawił się nowy rozdział. Jesteście niesamowite ♥ 
Nie mogę też uwierzyć w to, że blog ma już ponad 2 lata.

Tak mnie trochę dopadło z tą notką. Naprawdę chciałam wam przekazać, że jestem wdzięczna za to, że tu jesteście i lubicie tą historię.
Ehhhh, dobra starczy tego xD

Jeśli ktoś dotarł do końca mojej notki - Ciekawa jestem ile jest osób, które powiedzmy od 1,5 roku czytają to opowiadanie :D Wiecie, chodzi mi o początki xD