WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

piątek, 27 marca 2015

3.27. Hot and Cold

Perspektywa Sophie
- Dzień dobry słońce - usłyszałam głos Harrego dobiegający zza moich pleców. Po chwili objął mnie ręką w pas przysunął bliżej.
- Hmmm, cześć - odpowiedziałam zaspana, na co zaczął zasypywać moją szyję pocałunkami.
- Kocham cię Sophie - wymamrotał.
- Ja ciebie też Harry - odpowiedziałam uśmiechając się. Obróciłam  się twarzą do niego, oparłam dłoń na jego torsie i złączyłam nasze usta. Jego wargi były miękkie. Harry podtrzymywał ręką tył mojej głowy. Obrócił się na plecy i pociągnął mnie na siebie. Moje włosy opadły w nieładzie na ramiona, a on zjeżdżał powoli ręką w dół moich pleców.
- Co dzisiaj robimy? - zapytałam, obrysowując palcem jego tatuaże.
- Na pewno mamy wieczorem koncert - odpowiedział zachrypniętym po śnie głosem - I jeszcze urodzinowe przyjęcie Zayna w klubie. Jutro mamy tutaj kolejny koncert, a później jedziemy do Arizony, a następnie wskakujemy w samolot do Filadelfii - wyjaśnił, odgarniając mi z twarzy pasmo włosów - Potem mamy małą przerwę.
- A co z tymczasowymi aktywnościami? - wyszeptałam.
- Myślałem o czymś związanym z tym - zaczął i przyciągnął mnie do pocałunku i przewrócił się tak, że był teraz nade mną - I też trochę tego - dodał całując mnie po szyi, a po chwili przeniósł usta na moje piersi - I trochę tego - rzucił i zaczął gładzić dłonią moje udo.
- Hmmm podoba mi się to o czym myślisz - uśmiechnęłam się i przyciągnęłam go do kolejnego pocałunku, na co szeroko się uśmiechnął.
- Więc...Delikatnie czy na ostro? - zapytał.
- Kochaj się ze mną - wymamrotałam patrząc prosto w jego zielone oczy.
- Pani życzenie jest dla mnie rozkazem panno Miller - odpowiedział i czule mnie pocałował. Rozpływałam się pod jego dotykiem, gdy jeździł palcami po całym moim ciele, po czym złapał za brzeg mojej koszulki i pomógł mi się jej pozbyć.
- Puk! Puk! - do pokoju wpadł Louis, zaskakując nas oboje. Szybko schowałam się pod kołdrą - I tak widziałem cię już nago, w sumie oboje z was - zauważył chłopak.
- To nie znaczy, że znów będziesz mnie mógł taką oglądać - odparłam.
- Co chcesz Lou? - westchnął Harry i osłonił mnie przed wzrokiem Louisa.
- Mamy dzisiaj wywiad z Ellen DeGeneres, kochasiu. Więc nie masz na to - wskazał na nas - czasu jeśli chcesz się umyć przed wyjściem. W każdym razie śniadanie zaraz tu będzie, a od razu po zjedzeniu wskakujemy do vana i jedziemy do Burbank do studia Ellen - dodał i rzucił nam jeszcze ostrzegawcze spojrzenie przed wyjściem.
- Tylko on potrafi tak zepsuć chwilę - rzucił pod nosem Hazza po czym chciał wstać z łóżka.
- Wiesz, zawsze możemy pooszczędzać razem wodę... - zaproponowałam niewinnie i zaczęłam kroczyć palcami po jego torsie.
- Podoba mi się twój sposób myślenia Soph - uśmiechnął się łobuzersko, dał mi szybkiego buziaka, po czym wstaliśmy z łóżka i skierowaliśmy się do łazienki. Szybko pozbyliśmy się reszty ubrać i weszliśmy pod prysznic. Harry odkręcił kurki i starał się dobrać odpowiednią temperaturę.
- Wystarczająco ciepła? - zapytał dotykając mokrą ręką mojego ramienia. Pokiwałam głową i weszłam pod strumień. Zamknęłam oczy i pozwoliłam ciepłej wodzie spływać po moim ciele.
- Więc będziemy kontynuować to, co robiliśmy zanim nam chamsko przerwano? - wymamrotał Harry w moją szyję po czym naprał na mnie swoim ciałem. Jego mokre dłonie sunęły po konturach mojego ciała.
- Proszę - wyszeptałam i obróciłam się twarzą do niego. Z uśmiechem oplotłam jego szyję rękoma i przyciągnęłam go do siebie, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Wplotłam palce w jego mokre loki, gdy przycisnął mnie plecami do ściany. Sapnęłam gdy nagle oderwał się od moich ust i zaczął z pośpiechem całować mnie po szyi. Lewą rękę przeniosłam na jego plecy i wbiłam się palcami w jego skórę. Jęknął i oplótł się jedną z moich nóg w pasie.
- Myślałem, że chciałaś delikatną wersję - rzucił pomiędzy pocałunkami.
- Połączenie obu opcji będzie super - odparłam bez tchu.
- Z przyjemnością - powiedział. Prawą ręką podtrzymywał moją głowę abym się nie ruszała gdy jego usta zaznaczały mokrą ścieżkę kierując się w górę mojej szyi. Zamknęłam oczy. Jęknęłam gdy lekko przygryzł moją skórę i odchylił moja głowę do tyłu, tak, że opierałam ją na marmurowej ścianie prysznica. Wolną ręką złapał mnie za tyłek, masując palcami skórę w tamtym miejscu. Ponownie złapałam jego głowę i przyciągnęłam go do pocałunku.
- Kocham cię - powiedziałam delikatnie i przycisnęłam swoje czoło do jego.
- Ja też cię kocham - odpowiedział szeptem i przejechał prawą ręką po moim ciele aby w końcu złapać mnie za pierś. Jego dotyk zostawiał palącą ścieżkę na moim ciele, wypełniając je pożądaniem.
- Harry - sapnęłam. Mój oddech przyspieszył, gdy jego twardniejący członek wsunął się lekko pomiędzy moje uda, prowokując mnie.
- Kurwa Soph - przeklął Hazz i przyciągnął mnie do kolejnego pocałunku. Przejechał palcem z mojej klatki piersiowej do pępka. Patrzył mi prosto włosy gdy ponownie zjeżdżał palcem w dół. Zadrżałam, gdy w końcu dotknął mnie tam, gdzie najbardziej go pragnęłam. Jęknęłam głośno trzymając się jego barków i pocałowałam go. Położył rękę na mojej cipce po czym wsunął we mnie palec. Dodał kolejny. Po raz kolejny położył głowę w zagłębieniu mojej szyi i zaczął całować moją skórę.
- Harry - błagałam łapiąc go mocno za ramiona.
- Cierpliwości - wyszeptał i powoli zaczął poruszać palcami, dodatkowo masując kciukiem moją łechtaczkę. Dodał trzeci palec i zgiął lekko palce sprawiając, że głośno jęknęłam.
- Harry proszę - powtórzyłam trzymając się go mocno, gdy wsunął we mnie czwarty palec. Odrzuciłam głowę do tyłu gdy zataczał kciukiem kółka na mojej łechtaczce. Z każdą chwilą moje pożądanie rosło i mocniej zacisnęłam dłonie na jego ramionach.
- Jesteś na mnie gotowa? - zapytał. Pokiwałam głową, cicho sapiąc. Przyciągnął mnie do pocałunku i wyjął ze mnie palce. Lekko zmienił nasze pozycje po czym wziął w rękę swojego członka aby włożyć go we mnie bardzo powoli. Chwilowo zapominałam jak się oddycha gdy wchodził we mnie do samego końca. Patrzył mi prosto w oczy, nasze ciała były blisko siebie, a woda spływała po nas kaskadami. Złapał mnie za tyłek obiema rękami gdy mocno go pocałowałam. Podniósł mnie i przycisnął do ściany prysznica. Zaczął się we mnie poruszać. Przeklął pod nosem i zamknął oczy. Podążyłam jego śladem i też zamknęłam oczy gdy całował mnie po szyi, kierując się do podbródka i znów na dół.
- Chcę czegoś spróbować - powiedział pomiędzy pocałunkami, przelotnie spojrzał się na słuchawkę prysznicową. Wyszedł ze mnie aby wejść jeszcze szybciej i mocniej niż poprzednio - Pozwolisz mi coś spróbować? - dodał patrząc mi w oczy. Odsunął z mojej twarzy mokry kosmyk włosów. pokiwałam głową, niezdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania. Uśmiechnął się i sięgnął po słuchawkę prysznicową.
- Co..
- Ćśśś, spodoba ci się - rzucił i dał mi szybkiego całusa. Byłam zmieszana patrząc jak zmienia ustawienia słuchawki i zamiast kilku strumieni wody wybiera jeden i zmniejsza ciśnienie wody, aby powoli spływała.
- Harry? - zapytałam na co odpowiedział mi tylko uśmieszkiem i umieścił słuchawkę pomiędzy naszymi ciałami,trochę ponad miejscem gdzie się stykały.
- Gotowa?
- Na c...- nawet nie zdążyłam dokończyć pytania, gdy skierował słuchawkę prosto przed moją łechtaczkę i zwiększył ciśnienie wody - O Boże Harry! - pisnęłam zwijając się z rozkoszy gdy woda uderzyła w moje wrażliwe miejsce - Harry - jęknęłam.
- O tak skarbie - jęknął, poruszając się we mnie stałym rytmem. Cały czas trzymał przy mojej łechtaczce słuchawkę od prysznica. To było tak przyjemne, że prawie bolesne.
- O Boże Harry - jęknęłam głośno i oparłam głowę w zagłębieniu jego szyi. Z każdym kolejnym, szybkim ruchem, moje ciało zbliżało się do orgazmu. Mój oddech przyspieszył, tak samo jak jego - Harry - sapnęłam czując zbliżające się spełnienie.
- Dawaj skarbie. Dojdź dla mnie - powiedział i zrobiłam jak mi kazał. Nagle wszystko we mnie eksplodowało. Zamknęłam oczy i odrzuciłam głowę do tyłu. Cicho krzyknęłam. Zacisnęłam ręce w pięści, przyjemność ogarniała całe moje ciało - Harry - jęknęłam głośno. Byłam bez tchu i czułam wszystko wyraźniej - Za dużo - wymamrotałam i odepchnęłam słuchawkę od prysznica od mojego ciała. Harry przywrócił wcześniejsze ustawienia i odwiesił ja na swoje miejsce. Cały czas trzymał mnie w ramionach.
- A ty? Nie do...
- Też doszedłem Soph. Po prostu byłaś zbyt oszołomiona żeby zauważyć - zaśmiał się, lekko głaszcząc mnie po plecach - Jak ci się podobało? - zapytał i odsunął się trochę aby spojrzeć mi w oczy.
- To było odurzające - powiedziałam nadal odzyskując oddech. Woda spływała po jego włosach na twarz, sunąc dalej po linii jego szczęki. Ten widok zapierał dech w piersiach. Przeniosłam wzrok na swoje ciało i momentalnie posmutniałam.
- Hej - wymamrotał Hazza - Nie rób tego.
- Czego?
- Nie zastanawiaj się cały czas jak wyglądasz.
- Ja...
- Widziałem skarbie - rzucił i oparł się swoim czołem o moje - I nie chcę abyś czuła się niepewna jeśli chodzi o twój wygląd, okej? Jesteś cudowna taka jaka jesteś, nic bym w tobie nie zmienił - dodał patrząc na mnie z uwielbieniem. Odgłos spadającej na podłogę wody odbijała się echem po łazience gdy nie odzywaliśmy się - Kocham cię - powiedział i ujął moją twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się i złączyłam nasze usta.
- Mógłbym się do tego przyzwyczaić - wymamrotał, nasze ciała nadal były przyciśnięte do siebie - Brać z tobą prysznic każdego ranka do końca życia...
Usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi.
- Skończyliście już?! Jubilat też chce się wykąpać! - usłyszeliśmy krzyk Zayna zza drzwi.
- Daj nam pięć minut! - odkrzyknął Harry.
- Dwie! Mogliście się skupić na myciu - usłyszeliśmy mulata. Harry zaśmiał się i pokręcił głową.
- Zgaduję, że zabawa skończona - powiedział i podniósł hotelowy żel pod prysznic. Wycisnął sporą ilość na dłoń i zaczął mnie myć.
○♥○

- Co zrobimy z dziewczynami na czas wizyty u Ellen? - zapytał zayn gdy wszyscy usiedliśmy przy wyśmienitym śniadaniu - Nie możemy ich tu samych zostawić, ani pozwolić aby przegrzały się w vanie - zauważył biorąc kawałek bekonu.
- A zabranie ich do studia także narobiłoby nam kłopotów - zauważył Zayn.
- A nie mogłybyśmy się same powałęsać po L.A? To byłoby cudowne - zaproponowała niewinnie moja siostra, bawiąc się jajkami na talerzu. Żaden z chłopaków nie zwrócił nawet uwagi na jej sugestię.
- A co jeśli pojechalibyśmy do Burbank tour busem zamiast vanem? Tam będzie im wygodniej - zaproponował Niall.
- A jak wyjaśnimy to Paulowi? Powiemy mu, że wolimy jechać busem, bo ....? - zauważył Harry.
- Możemy powiedzieć, że Zayn chce złapać trochę snu? Przecież są tam łóżka więc może by wypaliło - zaproponował Louis - Powiemy mu, że Zayn prawie nie spał w nocy i tyle.
- Bus tu nie zdąży - Zayn pokręcił głową - Z Atlanty do L.A jest co najmniej 30 min jazdy. A on jest jeszcze w drodze.
- Więc co robimy? - westchnął Harry - Dzwonimy do Ellen i odwołujemy?
- Paul nie pozwoli nam tego zrobić - Liam pokręcił głową.
- Jej program nie idzie na żywo, co nie? - zaczął Niall - Co jeśli pojedziemy tam z dziewczynami, a jak coś nie wypali to po prostu...Zmyślimy coś i zaczniemy wywiad jeszcze raz? - zaproponował Niall wgryzając się w tosta.
- A publiczność? Co sobie pomyślą? - zapytał Harry.
- Możemy zostać z Anne za kulisami...
- Żeby Anne mogła wszystkim rozgadać swoją historię? Nie sądzę - przerwał mi Harry.
- Nic nie powiem - moja siostra pokręciła głową.
- Jakbyśmy ci mieli uwierzyć.
- Jakbym naprawdę chciała was wydać to zrobiłabym to już na lotnisku - zauważyła moja bliźniaczka.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że możecie mi zaufać z tym, że nic nie powiem, okej? Chcę iść do Ellen.
- Nie, nie pozwolimy ci iść do Ellen - zaprotestował Liam.
- To nie możemy zostać w hotelu? - zapytałam.
- Ostatnio gdy zostawiliśmy was same w hotelu, to Anne próbowała uciec i prawie złamała nogę - przypomniał nam Niall, rzucając zabójcze spojrzenie w kierunku mojej siostry. 
- Ale tym razem jedyne okno jakie mamy prowadzi na pewną śmierć! - dodałam.
- A ja nie jestem jeszcze fizycznie zdolna do skakania po balkonach - wymamrotała Anne - Nadal jestem obolała.
- Chłopaki nie mamy zbyt dużego wyboru - westchnął Louis, kończąc zawartość swojego talerza - Albo zostają, albo jadą z nami do Ellen.
- Nie ma mowy, żebyśmy je tu zostawili - powiedział Harry.
- Więc zabierzmy je do Ellen.
- Możemy być na widowni? - zapytała moja siostra - Będziecie wtedy w stanie nas obserwować.
- To jest najlepszy pomysł jaki do tej pory miałaś, Anne - pochwalił ją Hazza - Musimy zadzwonić do Ellen i zapytać czy ma dwa wolne miejsca.
- Ja to zrobię - rzucił Liam i wstał od stołu wyciągając telefon.
- A co jeśli nie ma już wolnych miejsc? - zmartwił się Zayn - Co wtedy zrobimy?
- Po prosto trzymajmy na razie kciuki, co? - odpowiedział Harry kończąc swojego tosta.
___________________________________________________________________________
Szczerze, to ten rozdział zbytnio mnie nie zadowolił ;c
A co wy o nim sądzicie?

I przepraszam, że dopiero teraz dodaję tłumaczenie ale złapała mnie grypa i nie byłam zdolna normalnie funkcjonować ;/

Autorka w notce pod rozdziałem napisała, że przewiduje jeszcze około 11 rozdziałów do końca opowiadania i epilog ;c

Także do kolejnego i dajcie znać co myślicie o tym :D
Ciekawi mnie czy Anne będzie czegoś próbowała u Ellen :)

xx Annie

poniedziałek, 16 lutego 2015

3.26. Silny



I'm sorry if I say, "I need you."/ Przepraszam, jeśli powiem "Potrzebuję cię"
But I don't care./ Ale już się tym nie przejmuję
I'm not scared of love./ Nie boję się miłości
'Cause when I'm not with you I'm weaker./ Bo kiedy nie jestem przy tobie, jestem słabszy
Is that so wrong?/ Czy to takie złe?
Is it so wrong?/ Czy to tak źle?

-Strong, One Direction
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ 
Perspektywa Anne

Kiedy w końcu przyjechaliśmy do L.A. zostaliśmy przeeskortowani do hotelu i naszego apartamentu. Z tylko trzema podwójnymi łóżkami.
- Biorę kanapę - wymamrotałam, rzucając się na nią i przykładając woreczek z lodem do kolana.
- Nie bądź głupia - odezwał się Liam - Masz chorą nogę.
- A ty jesteś celebrytą. Musisz się wysypiać dla urody - powiedziałam nieco sarkastycznie.
- Anne, jednak nalegam.
Spojrzałam na niego zakłopotana. Co mu się nagle stało?
- Ale ja chcę spać na kanapie. To jedyne miejsce, gdzie mam pewność, że będę sama - uzasadniłam.
- Cóż, ja jestem potwornie zmęczony. Nie będę się kłócił z waszą dwójką - mruknął Zayn, ziewając - Śpisz ze mną Nialler?
- Jasne, poczekaj sekundę - pokiwał głową blondyn i spojrzał na telefon - I jest! Północ - oznajmił - Wygraliśmy z Sophie zakład Haroldzie, więc dziewczyny mogą przyjść na koncert.
- Tak! - wykrzyknęła moja siostra i zbiła z Niallem piąteczkę.
- No kurwa zajebiście - rzucił sarkastycznie Harry.
- Jeśli to cię pocieszy to możesz potraktować to jako prezent urodzinowy? - zaproponowałam - Poza tym to dopiero za tydzień, więc masz czas zaplanować system ochrony - rzuciłam z przekąsem.
- Przysięgam, że jesteś najgorszą z rzeczy, które nam się przytrafiły - warknął Loczek.
- Nawet nie masz pojęcia....
- Starczy. Kładźmy się już spać, okej? - wtrącił się Louis - Jutro to obmyślimy, gdy będziemy wypoczęci i będziemy racjonalnie myśleć. Anne śpisz ze mną. Koniec dyskusji.
- Nie chcę z tobą spać: śpię sama na kanapie - odparłam.
- Sorki Anne, ale ja zajmuję kanapę - wtrącił Liam i rzucił na nią swój bagaż. Westchnęłam i zaczęłam masować sobie skronie. Nie chcę tego teraz robić. Zanim zdążyłam się ponownie odezwać, Louis wziął mnie na ręce.
- Louis, odstaw mnie! - zaczęłam go odpychać.
- Nie przyjmuję "nie" jako odpowiedzi skarbie - westchnął, niosąc mnie do jednego z pokoi. Westchnęłam głośno gdy postawił mnie koło łóżka i skrzyżowałam ręce na piersiach, gdy poszedł zamknąć drzwi.
- Oczywiście moje zdanie się nie liczy co? - posłałam mu zabójcze spojrzenie - Nikogo nie obchodzi co myśli lub chce Anne, bo to jej siostra jest tu najważniesza...
- Skończyłaś już? - przerwał mi Louis, jego głos był odrobinę głośniejszy od szeptu - Mamy ważniejsze sprawy do obgadania.
- O serio? Znów wsadzisz mi w usta swojego kutasa, żeby mnie uciszyć, kiedy będziesz mówił? - warknęłam wkurzona.
- Przepraszam Anne, okej? Nie wiedziałem co zrobić ani jak zareagować, a chłopaki i tak chcieli zrobić coś gorszego więc po prostu wyłączyłem się i zrobiłem co było trzeba zrobić - wyszeptał wkurzony podnosząc ton głosu.
- Beznadziejna wymówka.
- Wiem, ale nie mam pojęcia co mam teraz mówić czy robić, wiesz? - westchnął, usiadł obok mnie i oparł głowę na rękach - Po prostu czuję się zagubiony od kiedy pojawiłaś się w moim życiu - dodał z nutką smutku w głosie. Zmarszczyłam brwi i obróciłam głowę aby na niego spojrzeć. Miał szkliste oczy, urywany oddech.
- Louis...
- Wiem, że to wszystko jest strasznie złe. Wiem o tym. I widząc cię taką nieszczęśliwą sprawia mi jeszcze większy ból z upływem czasu - powiedział, nadal po cichu. Bawiłam się palcami, skupiając się na oddychaniu.
- Nie jestem nieszczęśliwa, raczej się buntuję - powiedziałam - To wszystko co dzieje się wokół mojej siostry jest po prostu chore. Zdajesz sobie sprawę jak bardzo jest w to wciągnięta? Myśli, że wszystko co robi dla niej Harry jest dobre, a to z pewnością nieprawda.
- Harremu zależy na jej bezpieczeństwie...
- Wiem,  oczywiste jest to, że zakochał się w niej tak samo jak ona w nim. Ale ona także jest człowiekiem i ma prawo wyrażać swoje myśli i robić to na co ma ochotę. Nawet nie może sama za siebie myśleć - powiedziałam. 
- Wiem... Ale widzisz, Harry potrzebuje jej jak powietrza. Był załamany po tym jak ty i twój tata ją zabraliście miesiąc temu. Był po prostu wrakiem człowieka. Już nigdy więcej nie chciałbym go zobaczyć w takim stanie, Anne - wzdrygnął się i pokręcił głową- To przerażające. Ale masz absolutną rację, taki sposób życia nie jest zdrowy - Lou zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Minęła chwila ciszy, zanim odezwał się ponownie - Myślałem o tym co powiedziałaś wcześniej rano. Cały dzień. O zgłoszeniu nas do władz. Tego ranka byłam wkurzony i zraniony, ale im więcej o tym myślałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę ile masz racji. Więc wtedy, na lotnisku, gdy cię obudziłem, przygotowywałem się w myślach na zakucie w kajdanki i możliwość trafienia do więzienia. I nagle zaskoczyłaś mnie gdy nas nie wydałaś. Od tej pory zacząłem się zastanawiać: czy stajesz się jak Sophie? Czy złamaliśmy cię jak Sophie?  I to mnie przeraziło - westchnął, tracił nad sobą kontrolę - Anne, nie mogłem znieść myśli o psuciu twojego żywiołowego charakteru - powiedział patrząc mi w oczy, a po jego policzku stoczyła się łza- Bo ty czynisz mnie silnym. Jesteś taka prawdziwa i wojownicza, nie pozwalasz nikomu aby ci ubliżał, walczysz o swoje i uwielbiam cię za to, bo ja tak nie potrafię. Pozwalam chłopakom aby mną sterowali, aby ich opinie przerodziły się w moje bo się boję. Bardzo się boję - zaczął cicho szlochać, a jego oczy były intensywnie niebieskie - Ale mój strach nie jest wart twojego smutku - dodaje - Więc kiedy byliśmy w samolocie, postanowiłem patrząc na ciebie i twoją siostrę, że nie będę samolubny, że bardziej muszę ci pomóc niż potrzebuję cię abyś ze mną była.
Mrugnęłam zaskoczona.
- Mówisz, że pomożesz mi uciec? Naprawdę? - wyszeptałam podekscytowana - Louis... - nie wiedziałam co powiedzieć. On mi pomoże. Naprawdę będę miała szansę, żeby uciec.
- Naprawdę - pokiwał głową - Bo nie sądzę, że będę w stanie wytrzymać tego mieszania ci w głowie. Nie wytrzymam też widoku ciebie śpiącej z Zaynem - dodał, marszcząc brwi - Ten szybki numerem w autobusie był niespodziewany.
- To było tylko jednorazowe. Już więcej tego nie powtórzymy, obiecuję - powiedziałam mu - Oboje popełniliśmy wtedy błąd.
- Hmm... - pokiwał głową, nie do końca przekonany - W każdym razie prześpię się na podłodzę, jeśli naprawdę chcesz spać sama - westchnął, otarł oczy z łez po czym wstał i przeczesał włosy ręką. Spojrzałam na niego.
- Myślę, że wygodniej ci będzie na łóżku - wymamrotałam, zakładając pasmo włosów za ucho. Pokiwał głową.
- Raczej tak.
- To śpij ze mną na łóżku - zaproponowałam.
- Jesteś pewna?
- Louisie Tomlinsonie, prawie zawsze mówię to co myślę - powiedziałam lekko się uśmiechając - I tym razem też tak jest.
Pokiwał głową i także się uśmiechnął. Chwilę później oboje przebraliśmy się w wygodniejsze ciuchy do spania. Weszłam pod kołdrę w bawełnianych spodenkach i t-shircie gdy Lou gasił światło. Zacisnęłam dłonie na brzegu kołdry gdy kładł się obok mnie. Miał na sobie tylko spodnie od dresu. Przygryzłam wargę, słysząc jego płytki oddech.
- Wiesz, powinieneś porozmawiać z Sophie - powiedziałam łagodnie, obracając się twarzą do niego - Porozmawiaj z nią o czymś innym niż głupich zakładach, czy zwykłych, codziennych sprawach, tak głęboko nadal kryje się prawdziwa ona. Tak naprawdę do końca jej nie złamaliście - wyjaśniłam - Byłeś jej najlepszym przyjacielem Lou.
- Skąd wiesz? - wymamrotał, także obracając się twarzą w moją stronę. Jego postać była niewyraźna w ciemnościach.
- Mówiła o tobie gdy ją zabraliśmy. Kiedy czuła się przygnębiona, przez cały czas mamrotała coś o twoich głupich żartach czy żywiołowej osobowości. Tęskniła za tobą i tym, że potrafiłeś ją rozbawić - odnalazłam wzrokiem jego oczy, gdy już przyzwyczaiłam się do ciemności - Tak w zasadzie, to wspomniała o każdym z was co najmniej raz, w zależności od humoru. Wiele razy płakała mówiąc o Harrym czy Niallu, w zasadzie nie dałoby się tego zliczyć - przypomniałam sobie - Kiedy popadała w depresje, pytała o Zayna, mówiąc przy tym coś o tym, że nie jest wystarczająco dobra. I jeszcze ten cholerny pluszak, o którym nie przestawała mówić. Chciała, żeby Liam przyszedł i jej go dał - westchnęłam - Jesteście zarazem najlepszą i najgorszą rzeczą jaka jej się przytrafiła - rzuciłam - Mam na myśli to, że oprócz was nikt nie traktował jej tak, jakby się dla nich liczyła.
- A co z tobą? - zapytał, opierając się na łokciu.
- Co ze mną?
- Czy ty byłaś traktowana jakbyś się liczyła?
- Tak, gdy byłam z tatą - pokiwałam głową, ostrożnie dobierając słowa.
- Jaka jest twoja relacja z ojcem? I jak to z tobą było?
Spięłam się, czując się nieswojo.
- Nie musisz o tym mówić, jeśli nie chcesz - dodał szybko Lou.
- Nie, nie mam nic przeciwko... Po prostu nigdy z nikim oprócz taty nie rozmawiałam o swoich uczuciach... - westchnęłam cicho - Niedługo po tym jak się urodziłam, zostałam adoptowana, ale po dwóch latach ta para niespodziewanie umarła i zostałam sierotą - zaczęłam - Przez całe dzieciństwo byłam odsyłana z jednego domu dziecka do kolejnego. To tam nauczyłam się, że świat jest brutalny i każdy musi myśleć o sobie jeśli chce przetrwać. Tam nabrałam wstrętu do nagości i narażenia na wystawienie - kontynuowałam - Przez cały tamten okres walczyłam o siebie, próbując stać się kimś, kogo chciano by zaadoptować. Byłam tak zmęczona życiem w złych warunkach, że byłam w stanie zrobić wszystko, żeby się wydostać.
- Podpaliłaś sierociniec, tak?
- Tak. Chyba miałam wtedy dziewięć lat. Ale po tym wydarzeniu nikt nie chciał adoptować takiej dziewczynki. Miałam około dwunastu lat, gdy mój tata przyjechał mnie szukać. Ulżyło mi, że ktoś mi w końcu pomoże. Ktoś się mną po prostu zaopiekuje. Nie było mi ciężko przywiązać się do taty, bo nie miałam nikogo innego. Z radością powitałam jego troskę i miłość - wzięłam głęboki oddech - Myślę, że po części dlatego rozumiem Sophie. To dlatego się nie poddałam w jej przypadku. Bo dokładnie wiem jak się czuje. A jeśli chodzi o mojego tatę, zrobił kilka złych rzeczy. Bardzo złych, ale i tak zostałam przy nim bo nie miałam dokąd pójść. Nie miałam innego wyboru niż zostać i go wspierać - dokończyłam - Nawet kiedy wiele razy torturował moją siostrę aby udowodnić, że ma rację - dodałam cicho. Lou pokiwał głową, na chwilę zapadła cisza.
- Życie jest powalone, co nie? - wyszeptał - Ciągnie cię w tyle różnych kierunków. Nic dziwnego, że ludzie czasem szaleją - westchnął - Nie żeby to była dla nich wymówka, bo wierzę, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, ale niektórzy mają gorzej od innych.
- Tak - wymamrotałam. Przez pokój zawiało zimne powietrze i mocniej otuliłam się kołdrą.
- Anne? - zapytał Louis po chwili milczenia.
- Hmm?
- Jeśli spotkalibyśmy się w innych okolicznościach, to myślisz, że moglibyśmy...no nie wiem...być przyjaciółmi...lub może, może czymś więcej? - zapytał, gubiąc się we własnej wypowiedzi - Bo oczywiście to nigdy się nie stanie, bo gdy ci pomogę to zrobisz jedyną słuszną rzecz i na nas doniesiesz, ale jeśli spotkalibyśmy się w kawiarni czy parku?
Dłużej zastanowiłam się nad jego pytaniem po czym odpowiedziałam:
- Cóż to zależałoby od tego czy próbowałbyś po prostu dobrać mi się do majtek czy chciałbyś mnie poznać, tak jak teraz - odparłam uśmiechając się - I prawdopodobnie po jednej, dwóch, może trzech lub nawet czterech randkach pozwoliłabym ci się dobrać do moich majtek, bo seks z tobą jest ożywczo destabilizujący. I nie mówię tego, aby podbudować twoje ego - powiedziałam poważnie.
- Nie możesz zaprzeczyć, co? - odparł z uśmiechem.
- Nie ekscytuj się tak Tomlinson - wywróciłam oczami - Mogę cię tylko porównać z twoimi kolegami, a Niall i Liam nawet nie starali się mnie zadowolić.
- A co z Zaynem?
- To było mokre. Zbyt mokre. I bez jakichkolwiek uczuć - powiedziałam kręcąc głową - Ale starczy już tego gadania na jedną noc okej? Jestem padnięta - ziewnęłam. Louis zachichotał:
- Też jestem zmęczony. Dobranoc Anne. Słodkich snów.
- Dobranoc Lou.
○♥○

Obudziłam się o świcie. Leżałam w łózku gdy słońce powoli oświetlało pokój. Myślałam o tym co Louis powiedział mi wczoraj. Spojrzałam na jego śpiącą postać. Dlaczego chce mi pomóc skoro tak bardzo boi się iść do więzienia? Czemu się tak poświęca, dla mnie? Nie zrobiłam niczego, oprócz utrudniania mu życia... Obróciłam głowę w jego stronę. Byłam zmieszana.
- Jesteś naprawdę skomplikowany - wymamrotałam, kręcąc głową.
- Ty także nie jesteś łatwa do zrozumienia - wymamrotał, uśmiechając się lekko. cały czas miał zamknięte oczy - Dzień dobry - zaśmiał się, nadal nie otwierając oczu.
- Odnośnie mojej ucieczki...
- Pozwól mi się tym zając, dobrze? Będę miał gotowy plan działania w noc twoich urodzin - westchnął w końcu otwierając oczy - Dopóki będziesz mi ufała, wszystko powinno się udać.
- Ufam ci - pokiwałam głową - Bardzo ci dziękuję - dodałam.
- Przynajmniej to mogę zrobić.
- Ale możesz stracić wszystko. Narażasz swoją karierę, tą więź, którą macie z chłopakami. To naprawdę wiele dla mnie znaczy - powiedziałam.
- Anne, to naprawdę nic wielkiego...
- Louis - uciszyłam go, kładąc mu palec na ustach - To jest coś wielkiego - wyszeptałam, przez chwilę patrząc się na jego usta. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, pokiwał głową.

- Przestańmy o tym gadać, okej? - zaproponował, siadając na łóżku, a następnie z niego wstając - Zamówmy jakieś śniadanie zanim wstanie cała reszta - dodał ubierając koszulkę - Może uda nam się dostać coś specjalnego na urodziny Zayna - rzucił wychodząc z pokoju. Racja. Urodziny Zayna. Idziemy wieczorem do klubu.
___________________________________________________________________
Dobra mamy kolejny rozdział :D

Nie mogę się doczekać tego jak Louis zaplanuje tą całą wycieczkę xD
Do następnego,
xx Annie

piątek, 6 lutego 2015

0.13. Nie wiem jakim cudem....

Nie wiem jakim cudem niektórzy z was do tej pory nie rozumieją, że to tylko tłumaczenie i ja nie piszę tych rozdziałów. Więc jeszcze raz, tak, żeby do wszystkich niewiedzących dotarła ta informacja:
1. Blog jest tylko tłumaczeniem (co jest chociażby zawarte w nazwie).
2. Jesteśmy na bieżąco z rozdziałami, co oznacza, że muszę poczekać, aż autorka (sosodesj) doda nowe rozdziały zanim będę mogła cokolwiek zacząć tłumaczyć.
3. Jeśli pojawia się nowy rozdział w oryginale, to piszę wam o tym na bolgu.
4. Kiedy ktoś zauważy nowy (oryginalny) rozdział, a na blogu nie będzie o tym notki, to piszcie do mnie, bo czasami zdarza się, że nie sprawdzę tego na 1dff albo powiadomienie z wattpada nie przyjdzie. Jestem jak każdy z nas człowiekiem i czasem zapomnę sprawdzić czy jest już nowy rozdział.
5. Chciałam tu jeszcze coś dodać ale zapomniałam podczas pisania ;c
6. Komentarze typu "kiedy nowy rozdział", "jak nie będziesz dodawać rozdziałów to stracisz czytelników", irytują mnie w nadmiernej ilości i te spod poprzedniego rozdziału zostaną usunięte.
7. Odnośnie komentarzy mówiących o tym, że stracę czytelników. Już to parę razy zawierałam w swoich wypowiedziach, ale jeszcze raz: Nie robię tego dla tego, aby podbijać sobie wyświetlenia bloga, liczbę obserwujących czy cokolwiek w tym stylu. Tłumaczę to opowiadanie, ponieważ spodobało mi się od przeczytania kilku pierwszych rozdziałów. Chciałam się nim podzielić z innymi, którzy mają problemy z czytaniem po angielsku, lub też po prostu wolą czytać w ojczystym języku, no i oczywiście chciałam się sprawdzić w roli tłumacza i podszkolić swój angielski.

W razie pytań odnośnie tego co napisałam, proszę zadawać je pod tym postem.
xx Annie

ps. Nowego rozdziału jeszcze nie ma.
pps. Też na niego czekam z niecierpliwością ;D

piątek, 16 stycznia 2015

3.25. Napięcie

Prywatny samolot
                                       (http://s7.postimg.org/ef2876hor/Private_Planes.jpg)

Perspektywa Sophie
- Dziękujemy Memphis! Byliście niesamowici!
Do moich uszu doszedł głos oklasków i podekscytowanych krzyków, gdy tylko się obudziłam. Zmarszczyłam brwi i powoli usiadłam. Rozejrzałam się i zauważyłam, że jestem w garderobie. Wow. Deja vu.
 Zamrugałam oczami, zrobiłam głęboki wdech i wstałam. Mój wzrok powędrował do mojej śpiącej siostry. Leżała na kanapie, a na jej ustach widniał lekki uśmiech. Zauważyłam, że nie jest przywiązana do kanapy ani nic. Mogła uciec. Podeszłam do niej i już miałam ją obudzić gdy w mojej głowie zawitała pewna myśl. Założę się, że Harry mnie sprawdza. Chce zobaczyć, czy można mi zaufać, czy nie. Znów będzie zaborczy i nadopiekuńczy gdy Anne zwieje. Westchnęłam i usiadłam na poprzednim miejscu. Skupiłam się na zegarku wiszącym naprzeciw. Minęła minuta, dwie, trzy, dziesięć. Próbowałam przekonać samą siebie, że postępuję właściwie, ale od poczucia winy aż ściskał mnie brzuch. Muszę pokazać Harremu, że nie ma się o co martwić. Mój wzrok wędrował od zegara do śpiącej siostry. Poczucie winy stawało się coraz silniejsze. Mogła uciec gdybym ją obudziła. Powinnam ją obudzić, może jeszcze zdąży...
Do garderoby weszli chłopcy w chwili gdy wstałam aby obudzić Anne.
...uciec.
- Soph! Obudziłaś się! - uśmiechnął się Harry. Był cały spocony od skakania po scenie - Nie sądziliśmy, że chciałybyście być obudzone gdy bus...
- Ale śmierdzicie - zapach 5 spoconych chłopaków uderzył we mnie. Skrzywiłam się i wyciągnęłam przed siebie rękę, aby powstrzymać go przed przytuleniem mnie. Posłał mi smutne spojrzenie.
- Chłopcy wiecie co to znaczy? - zawołał Louis podnosząc do góry brew. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech - Grupowy uścisk! - wykrzyknął.
- Co? Nie! Bleee! - krzyczałam gdy podbiegli do mnie z wyciągniętymi ramionami - Ewww, leee ochyda! - protestowałam gdy mnie tulili - Nie mogę oddychać! - prosiłam, jednocześnie śmiejąc się gdy Harry przejechał nosem po mojej szyi - Litości! - zachichotałam, odpychając ich jak najdalej. Nagłe pukanie do drzwi sprawiło, że wszyscy zastygli bez ruchu.
- Ej chłopcy! Nie ma czasu na wygłupy! Musimy złapać samolot! - zawołał ktoś wkurzonym głosem.
- Będziemy gotowi za pięć minut! - odkrzyknął Liam.
- Pięć minut? Liam...
- Słyszałeś, macie pięć minut, żeby zabrać swoje rzeczy - Liam uciął narzekania Louisa - Raz, raz! - jak na zawołanie, wszyscy mnie puścili (wszyscy oprócz Harrego) i poszli spakować swoje rzeczy.
- Co z Anne? - zapytał Louis patrząc na moją siostrę - Budzimy ją? - zapytał lekko głaszcząc ją po policzku.
- Nie.
- Tak.
Harry i Niall odezwali się w tym samym czasie.
- Nie powinniśmy jej budzić - nalegał Niall - Wydaje mi się, że o wiele łatwiej będzie przejść z  nią przez lotnisko gdy śpi - dodał zakładając snapbacka - Chodzi mi o to, że gdy ją obudzimy to zrobi tam scenę i zacznie wszystkim rozgadywać prawdę.
- Do tego gdy sobie pośpi, będzie mniej irytująca - zauważył Louis - Obudziliśmy ją dzisiaj bardzo wcześnie.
- A co jeśli będzie spała aż do jutrzejszego ranka? - Harry pokręcił głową.
- No i co wtedy?
- Wtedy przegram zakład.
- I zbyt długie spanie też nie jest dobre - zauważył Zayn.
- Serio Harry? Zależy ci tylko na tym, zakładzie? - wywróciłam oczami.
- Nie... Zbyt długie spanie też nie jest dobre, słyszałaś chyba Zayna - wzruszył ramionami i zaczął pakować swoje rzeczy.
- Proponuję obudzić ją gdy już będziemy w samolocie - zaproponował mulat - Zobaczcie na nią, jest wykończona. Tak głośno się zachowujemy a ona nadal śpi. Jeśli obudzimy ją po całym zamieszaniu na lotnisku, wszystko powinno być okej - dodał zarzucając sobie na ramie swoją torbę.
- Może być - zgodził się Harry.
- Pięć minut minęło! - krzyknął Liam - Wszyscy wychodzą!
Chwilę później szliśmy do limuzyny, Louis trzymał śpiącą Anne. Usiadłam na tyłach z Harrym i Liamem. Obserwowałam jak Louis patrzy na moją siostrę, gdy ta śpi. Ostrożnie wsiadł do auta, aby jej nie obudzić, a oparł jej głowę na swojej piersi i mocno ją objął. Bał się poruszyć. Ostrożnie oderwał od niej spojrzenie, tak jakby miała się obudzić, gdy tylko spojrzy gdzie indziej. Ciekawe czy Harry tak na mnie patrzy gdy śpię... Rzuciłam okiem na resztę pasażerów. Liam patrzył przez okno, Zayn i Niall pisali coś na telefonach, a Harry z zaciekawieniem obserwował moją siostrę.
Westchnęłam cicho i oparłam głowę na jego ramieniu. Od razu objął mnie ramieniem po czym lekko mnie przytulił.
- Coś nie tak? - zapytał cicho. Gdy na niego spojrzałam, miał zmartwiony wyraz twarzy.
- Wszystko okej - pokiwałam głową.
- Stresujesz się lotem? - zapytał, zataczając na moim ramieniu małe kółka. Zmarszczyłam brwi.
- Jak teraz o tym myślę, to Padgett i Fate są w waszym busie. Czy...
- Bus będzie z nami w L.A. - rzucił Niall podnosząc wzrok znad telefonu - Lecimy tylko dlatego, że jutro wieczorem mamy koncert i podróż busem trwałaby zbyt długo. Niedługo ich odzyskasz - dodał, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia.
- Co do Padgetta - wtrącił się Liam - Myślisz, że Anne spodobałaby się podobna rzecz? - zapytał nadal patrząc przez okno - Może gdyby...
- Liam, nie chcę ci przerywać, ale po pierwsze Anne nie jest taka... - zamilkłam próbując dobrać odpowiednie słowa. Jasne, że kocham swojego Padgeta, ale w ciągu ostatniego miesiąca zauważyłam, ze Anne nie przywiązuje się do rzeczy tak jak ja. Nie miałoby to dla niej takiego znaczenia jak dla mnie dwa lata temu. - Myślę, że sierocińce zrujnowały jej dzieciństwo i zabawkowe zwierzątko może jej się nie spodobać, a po drugie, daliście mi go, gdy miałam 16 lat. Po prostu ze mną został. Gdybym dostała go teraz, patrzyłabym na was co najmniej dziwnie - wyjaśniłam.
- Tylko pytałem - sapnął - Po prostu czuję się...
- Winny? - zapytał Zayn.
- Tak, nieważne - odparł chłopak - Przejdzie mi.
Gdy przyjechaliśmy na lotnisko, postępowaliśmy zgodnie z zaleceniami ochrony w odosobnionej części, aby uniknąć fanów. Gdy zobaczyli Anne zaczęły się pytania.
- Ile ma lat?
- Osiemnaście - odpowiedział Louis.
- Dlaczego śpi?
- Miała długi dzień i zasnęła w samochodzie...
- Jest pod wpływem narkotyków?
- Oczywiście, że nie - odpowiedział chłopak, wywracając oczami.
- Wie o tym, że ma lecieć samolotem?
- Tak do jasnej cholery - zirytował się Lou, tracąc cierpliwość - Przecież nie zmusiliśmy jej żeby tu z nami przyjechała...
- Przykro mi, ale niedawno zdarzyło się to parę razy - odpowiedziała oschle kobieta - Musimy przestrzegać nowych zasad. Musicie ją obudzić, abym mógł ją sam przepytać i upewnić się, że wchodzi na pokład i jest tego świadoma.
- Nie mogłaby pani...
- Proszę ją obudzić - zażądała, przerywając Zaynowi. Wymieniliśmy zmartwione spojrzenia. Wszyscy myśleliśmy o jednym: teraz wszystko się wyda. Louis powoli posadził Anne na krześle i zaczął nią potrząsać.
- Hej Anne? Obudź się skarbie - mówił delikatnie, kucając przed nią. Złapałam Harrego za rękę i nerwowo ją ścisnęłam gdy się obudziła. Zamrugała kilkakrotnie i rozejrzała się dookoła. W jej oczach pojawiło się zagubienie.
- Gdzie jestem? - powiedziała zaspanym głosem. Wszyscy wstrzymaliśmy oddech.
- A gdzie myślisz, że jesteś? - zapytała pani ochroniarz. Anne zmarszczyła brwi i rozejrzała się dookoła.
- Na lotnisku? Nie wiem, mieliśmy lecieć samolotem - zaczęła niepewnie. Obróciła się i spojrzała na mnie i chłopaków - Nie wybieramy się do L.A.? - dodała, zaskakując nas wszystkich - Mieliśmy odlecieć po dzisiejszym koncercie - dodała krzywiąc się - Dlaczego mnie obudziliście?
- Ja ich o to poprosiłam. Musiałam się upewnić, że jesteś świadoma tego, że wchodzisz na pokład z własnej woli - kobieta się uśmiechnęła - Dzisiaj rano otrzymaliśmy telefon, że któryś z dzisiejszych pasażerów może tu być nie z własnej woli. Zostaliśmy poproszeni o sprawdzenie każdej sytuacji, w której pasażer jest wnoszony na pokład podczas snu lub wygląda na chorego.
Telefon? Kto by dzwonił aby o czymś takim opowiadać. Tata. Musiał śledzić plan chłopaków.
Najwyraźniej Anne doszła do tego samego wniosku co ja, wyglądałyśmy na kompletnie zszokowane. Kobieta z ochrony obróciła się w naszą stronę i powiedziała:
- Przepraszam, za utrudnienia, ale przestrzegam tutejszych zasad. Możecie już iść w kierunku samolotu. Życzę bezpiecznej podróży - po tych słowach obróciła się i odeszła. Nikt się nie odezwał dopóki nie znaleźliśmy się w prywatnym, małym odrzutowcu.
- Co to było?! - zapytałam Anne.
- Powinnaś mi dziękować. Wszyscy powinniście mi dziękować - rzuciła siadając w fotelu - Uratowałam wam kurwa tyłki.
- Anne...
- Słyszałeś mnie?! Uratowałam was. Nawet nie próbuj mnie teraz karać za przeklinanie - warknęła i skrzyżowała ramiona na piersi. Zayn tylko wywrócił oczami i mruknął coś pod nosem po czym zajął swoje miejsce.
- Dziękuję - powiedział Niall przejeżdżając ręką po włosach - Nie zasłużyliśmy na to co dla nas własnie zrobiłaś.
- Wiem - odparła Anne. Patrzyłam z otwartą buzią jak Liam siada koło niej i ją przytula. Naprawdę ją przytula.
- Dziękuję - powiedział. Była tak samo zaskoczona jak cała reszta, niezręcznie odwzajemniła uścisk i spojrzała na mnie pytająco. Wzruszyłam ramionami.
Poczucie winu powiedziałam bezgłośnie. Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Dlaczego? - zapytał Louis marszcząc brwi - Dlaczego nas uratowałaś? Uwierzyliby ci gdybyś im o wszystkim powiedziała.
Moja siostra otworzyła usta ale po chwili je zamknęła. Wzruszyła ramionami, jednocześnie odsuwając Liama od siebie.
- Soph myślisz, że jest tutaj jakiś lód? Chyba zbyt długo chodziłam bo kolano znów daje o sobie znać - powiedziała ignorując Louisa i pomasowała chore kolano.
- Przyniosę - powiedział Lou i poszedł na drugi koniec. Przez chwilę panowała cisza.
- Louis zadał ci pytanie, nie zamierzasz odpowiedzieć? - warknął w końcu Harry.
- Nie, nie rozmawiam z nim.
- To trochę brak szacunku dla drugiej osoby, nie uważasz?
- Harry...
- Według mnie brakiem szacunku jest to jak traktujesz Sophie - jej odpowiedź mnie zaskoczyła. Harry spiął się. Nadal trzymaliśmy się za ręce. Próbowałam go trochę uspokoić.
- Traktuję ją z respektem, dzięki wielkie - rzucił z grymasem.
- Więc najwidoczniej nasza definicja słowa "respekt" bardzo się od siebie różni - odpowiedziała Anna. Harry zacisnął zęby i mocniej złapał mnie za rękę. Lou przyniósł jej torebkę z lodem i usiadł naprzeciw niej, obok Zayna. Wszyscy obserwowaliśmy ich w kompletnej ciszy. Atmosfera była napięta. Przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Obserwowałam jak Anne położyła woreczek na swoim kolanie. Dźwięk jej czynności według mnie był o wiele za głośny.
- Toleruję to tylko dlatego - odezwał się w końcu Harry - ponieważ "uratowałaś nam kurwa tyłki" jak to ładnie ujęłaś.
W kabinie rozległo się pikanie.
- Proszę zająć miejsca i zapiąć pasy, zaraz startujemy - usłyszeliśmy głos pilota. Westchnęłam i poszłam zająć swoje miejsce z Harrym podążającym za mną. Reszta także usiadła i zapięła pasy.
Spojrzałam na Harrego. Był blady, jego usta zaciśnięte były w cienką linię, patrzył się prosto przed siebie.
- Harry - wymamrotałam lekko go szturchając. W końcu na mnie spojrzał.
- Hmm?
- Kocham cię, wiesz o tym, prawda?
Pokiwał głową, nic nie mówiąc. Gdy tylko mogliśmy odpiąć pasy, wstałam i podeszłam do swojej siostry i usiadłam obok niej.
- Hej - zaczęłam.
- Hej.
- Więc dlaczego to zrobiłaś? - zapytałam cicho. Rozejrzała się dookoła. Chłopcy patrzyli albo przez okna albo bawili się telefonami. Wszyscy oprócz Louisa. On patrzył się prosto na nas.
- Może nie zasługują na więzienie - odpowiedziała cicho, tak, że tylko ja mogłam ją usłyszeć - Może zasługują na coś gorszego.
________________________________________________________________________
Szkoda, ze taki krótki bo po takiej przerwie miałam ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o losach dziewczyn :D
Miejmy nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny ;3

xx Annie

ps. jak myślicie co miała na myśli Anne mówiąc, że zasłużyli na coś gorszego?  

czwartek, 15 stycznia 2015

0.12. Kolejny rozdział!

Sosodesj dodała już nowy rozdział ;D Wstawię go dopiero jutro około 17, bo dzisiaj czeka mnie jeszcze nauka na fizykę ;_;
Jeśli ktoś baaardo chce go przeczytać, to opowoadanie znajdziecie na onedirectionfanfiction.com ; wattpadzie ; instagram.com/sosodesj i na stronie autorki na weebly (niestety nie pamiętam adresu).

xx Annie

Ps. Notkę pisałam na telefonie więc przepraszam za wszystkie błędy ;D

czwartek, 18 grudnia 2014

3.24. Cisza

Perspektywa Anne
 
Obserwowałam Zayna gdy wstał z łóżka, wziął kilka czystych ciuchów z małej szafy i je założył.
- Cóż, miło mi się z tobą współpracowało - powiedział patrząc na mnie i zapiął spodnie. Zmarszczyłam brwi.
- Współpracowało? - powtórzyłam powoli, nie rozumiejąc. Teraz to on zmarszczył brwi.
- Tak... - przejechał po mnie wzrokiem - Chwila, chwila...Chyba nie myślisz, że to coś znaczyło, co? - zapytał zmartwiony.
- Nie, coś ty - szybko pokręciłam głową - Oczywiście, że nie - zbyt szybko.
- O Anne - chłopak jęknął i zaczął masować sobie skronie - Myślałem, że ten twój nagły wybuch był po to, żeby dać nam powód do "ukarania cię" i że chciałaś, aby Louis był zazdrosny czy coś...Myślałem, że wykorzystujemy siebie nawzajem.
Pokiwałam głową biorąc swoje rzeczy.
- Musisz zrozumieć, że jeszcze nie zapomniałem o Perrie i...
- Więc to automatycznie pozwala ci na wykorzystywanie mnie? - warknęłam na niego i założyłam koszulkę - Cała wasza piątka jest taka sama: piątka niewyżytych seksualnie dupków! - krzyknęłam, przesuwając się do wyjścia.
- Co proszę?! - krzyknął Zayn łapiąc mnie za rękę - To ty mnie pierwsza pocałowałaś na dworze! - zaprotestował wciągając mnie z powrotem do sypialni.
- Tak?! A kto mnie kurwa pierwszy pocałował pod prysznicem?! - odpowiedziałam wściekła.
- Przestań przeklinać. W tej chwili - powiedział powoli.
- Pierdol. Się - syknęłam. Zostałam odciągnięta do tyłu. Zayn miał wściekłą minę, uniósł pięść w powietrze.
- Naprawdę chcesz umrzeć? - wyszeptał zirytowany Harry do mojego ucha gdy wyciągał mnie z pokoju. Louis przytrzymywał Zayna - Nie możesz aż tak z nim zadzierać, to niezdrowe - dodał, idąc ze mną do saloniku.
- Chcesz wiedzieć, co jest niezdrowe?! - odparłam zdenerwowana - Ta rzecz, przez którą moja siostra jest teraz chora na umyśle! - warknęłam, odsuwając się od niego.
- Ja...
- Harry, nie przejmuj się - Sophie pokręciła głową. Skrzywiłam się i poszłam w najdalszy kąt busa. Usiadłam na podłodze przez wyjściem. Podskoczyłam gdy silnik nagle zaczął chodzić. Życie jest do bani.
- Hej - po kilku sekundach dołączyła do mnie siostra - Mogę cię o coś zapytać?
- Zależy o co - westchnęła - Nie mam na razie nastroju na wyświadczanie przysług.    
- Możesz nie rozmawiać z Louisem do końca dnia? 
- Planowałam się do niego nie odzywać przez resztę życia - odpowiedziałam.
- Tak myślałam, ale nie możesz się do niego odezwać przez resztę dnia, nawet słówkiem, okej? Obiecuję ci, że się opłaci. On oczywiście będzie chciał cię nakłonić do odezwania się do niego, ale musisz go ignorować.
- Dlaczego? - zmarszczyłam brwi.
- Bo...
- Oszukujesz Soph - zwrócił jej uwagę Harry, przyłączając się do nas. Lokowaty skrzyżował ramiona na piersi i oparł się o ścianę - Nie możesz jej powiedzieć. To zrujnowałoby całą grę - uśmiechnął się przebiegle, po czym ukucnął i oparł dłonie na ramionach mojej bliźniaczki - Jesteś oszustką - wymamrotał opierając się czołem o jej czoło, kiedy ona zarzuciła mu ręce na szyję - Śliczną, małą oszustką.
- Jezu zaraz się porzygam - wymamrotałam, patrząc na ich wymienianie czułości. Wstałam i wróciłam do saloniku. Po kilku chwilach Louis i Zayn wyszli z sypialni. Zayn najwidoczniej już ochłonął, spojrzał na mnie przelotnie po czym usiadł koło Nialla. Louis usiadł obok mnie.
- Skarbie, możemy pogadać? - zaczął. Wszyscy nagle spojrzeli na nas zaciekawieni. Sophie intensywnie się we mnie wpatrywała. Pokręciłam głową i odsunęłam się od niego. Chłopak złapał mnie w talii i spróbował do siebie przyciągnąć, ale wstałam i usiadłam obok Liama. Obróciłam się twarzą do okna.
- Anne.
Zatrzymałam odpowiedź dla siebie.
- Anne.
- Sophie, czy mogłabyś powiedzieć Louisowi, że na razie go nienawidzę i nie mam ochoty z nim rozmawiać? - odezwałam się w końcu. Wzdrygnęłam się gdy dotknął mojego ramienia.
- Proszę skarbie...
- Niall mogę spać na twoim łóżku? Proszę? - zapytałam, kompletnie ignorując starszego chłopaka. Blondyn pokiwał głową.
- Jasne - wzruszył ramionami.
- Anne, zachowujesz się jak dziecko - dodał Louis idąc za mną w stronę ich pokoju - Anne proszę, chcę tylko pogadać - dodał gdy wdrapywałam się na najwyższe łóżko. Odgrodziłam się od niego zasłonką i zakryłam głowę poduszką, próbując wyciszyć jego głos. Chłopak głośno westchnął.
- Dobra, jeśli naprawdę nie chcesz ze mną rozmawiać, to niech ci będzie.
Nasłuchiwałam gdy wychodził.
- Poddajesz się? Tak po prostu? - zganił go Harry.
- Ziomek, ona nie chce ze mną gadać. I w sumie to jej nie winię.
- A co z zakładem?
Zakładem? Jakim zakładem?
- Pozwolę wygrać Niallowi i Sophie...Co się takiego stanie jak pojawią się na koncercie? Nie widze w tym dużego problemu.
- Tak! - ucieszyła się Sophie.
- A ja widzę! - nie zgodził się Harry - Po pierwsze Anne będzie zbyt dużym problemem, po drugie: fani juz zaczęli zauważać Sophie
 u naszego boku więc zaczną gadać. I po trzecie, chyba cię powaliło!
- Oj Harry, naucz się przegrywać - rzuciła Sophie.
- Soph spójrzmy prawdzie w oczy... To może być ryzykowne.
- Nie Harry, zaczynasz świrować. To tylko koncert. Nic złego się nie stanie - zauważył Louis.
- Harry ma rację co do Anne, nie można jej ufać - wtrącił się Zayn.
- Zakład jeszcze się nie skończył. W końcu przed nami cały wieczór. Tych dwoje się do siebie odezwie i zrobię wszystko aby im w tym pomóc.
- Harry nie grasz fair - westchnęła Sophie.
- A ty nie myślisz jasno.
- Myślę jasno Haroldzie - zauważyłam, że jej głos się zmienił, był poważniejszy. Ból pomieszany z frustracją - To ty jesteś spięty i nieufny. Znowu. Ja też idę spać. Obudźcie mnie, gdy będziecie musieli mnie związać za kulisami w Mephis - dodała.
- Sophie poczekaj...
- Nie.
Zdziwiłam się gdy zasłonka się odsunęła.
- Hey - wymamrotała Sophie - Zrobisz mi trochę miejsca? - zapytała. Patrzyłam na nią zdumiona. W końcu pokiwałam głową i przesunęłam się na koniec łóżka.
- Dziękuję - wyszeptała kładą się obok mnie, po czym zasłoniła za sobą zasłonkę.
- Kobiety - usłyszałam mruknięcie Harrego z drugiego pokoju.
- Mężczyźni - odpowiedziałyśmy z Sophie w tym samym czasie. Przez chwilę panowała cisza.
- Co to za zakład, o którym mówiliście? - zapytałam cicho, patrząc na nią.
- Louis i Harry byli pewni, że Louisowi uda się cię przekonać abyś się do niego odezwała. Niall i ja mieliśmy inne zdanie. Jeśli Niall i ja wygramy, będziemy mogły iść na ich koncert, a jeśli przegramy, to będę musiała zgodzić się na wszystkie "środki bezpieczeństwa" Harrego - opowiedziała spokojnie.
Koncert, tak? Przez chwilę nad tym rozmyślałam. To będzie idealny moment na zabranie Sophie i ucieczkę...Albo samą ucieczkę, jeśli Sophie będzie chciała zostać z tymi psychopatami... Sophie i Niall muszą wygrać ten zakład. Nie mogę odezwać się do Louisa.
- Harry tak się boi, że mnie straci, że robi się zbyt zaborczy - dodała o wiele ciszej - Chciałabym, żeby w końcu zrozumiał jakie to dla mnie bolesne... - uścisnęłam jej dłoń. Może jednak będzie chciała ze mną uciec... 
____________________________________________________________________________
Ojj zacieśnianie siostrzanych więzi...Jak ja to lubię :D

więc znów jesteśmy na bieżąco z rozdziałami :D
Miejmy nadzieję, że na święta pojawi się coś nowego :p
Jeśli ktoś zauważy że dodany jest nowy rozdział, to piszcie, od razu wezmę się za tłumaczenie :D

Teraz czeka na mnie jeszcze praca semestralna z woku ;/

Udanych wigilii klasowych! 
xx Annie

niedziela, 14 grudnia 2014

3.23. Dobro i zło

Perspektywa Sophie

Harry i ja siedzieliśmy w taksówce wiozącej nas do hotelu. Trzymaliśmy się za ręce, a moja głowa spoczywała na jego ramieniu. Skrzywiłam się gdy przypomniałam sobie słowa doktora.
- O czym myślisz? - zapytał chłopak całując mnie w czoło.
- O tacie - odpowiedziałam wzdychając.
- czemu o niem? - Harry zesztywniał.
- Nie wiem... Chciał mnie skrzywdzić, żebym zrozumiała jak mocno cię kocham. Kto robi coś takiego własnej córce? Kto krzywdzi osobę którą kocha aby udowodnić swoje racje? - zmarszczyłam brwi. Harry milczał przez kilka sekund, po czym powiedział:
- Ludzie mają różne wyobrażenie tego co jest dobre i tego co jest złe...Może myślał, że robi dobrze, nawet jeśli tak nie było
- Czy ty go bronisz?
- Nie, nienawidzę go. Nie tylko sprawił, że przez miesiąc czułem się jak śmieć, to jeszcze  skrzywdzil ciebie - odpowiedział szybko, marszcząc przy tym brwi - Ale ludzie zachowują się ekstremalnie gdy myślą, że postępują właściwie... Na przykład Islamscy ekstermiści czy nawet chrześcijańscy; są gotowi zabić wiele osób w imię swojego boga. My uważamy to za szaleństwo, a dla nich to właściwa rzecz.
Pokiwałam głową.
- Czemu w ogóle wspominasz o ekstermistach? Znaczy, czy nie mogliby zachowywać się jak zwykli muzłumanie i chrześcijanie i próbować żyć z innymi w pokoju, bez względu na czyjąś religię? Niby dlaczego mój tata musi zachowywać się tak ekstremalnie?
- Nie mam pojęcia.
- Razem będzie 20.75 - powiedział kierowca zatrzymując auto. Harry założył okulary przeciw słoneczne i wręczył mu 30 dolców.
- Zatrzymaj resztę - rzucił zanim wyszliśmy z auta. Hazz narzucił na głowę kaptur i objął mnie ramieniem - Po prostu patrz się na chodnik okej? Nie chcę, żeby ktokolwiek nas rozpoznał - poinstruował mnie i zsunął dłoń na moje biodro. Pokiwałam głową i opuściłam głowę śledząc nasze stopy gdy szliśmy do hotelu. Harry był cały spięty gdy przechodziliśmy przez lobby. Dużo ludzi na nas patrzyło.
- Nie podnoś głowy - wymamrotał prowadząc nas do windy. Gdy tylko weszliśmy do środka chłopak wyraźnie się rozluźnił, zdjął kaptur i okulary. Obserwowałam go, gdy patrzył na migające cyfry mijanych pięter, jego ciemne nieułożone włosy, wysoką sylwetkę i perfekcyjną twarz. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się, a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
- Na co patrzysz? - zapytał posyłając mi szeroki uśmiech.
- Na ciebie - odpowiedziałam, także uśmiechnięta.
- Dlaczego?
- Bo moim oczom podoba się to co widzę.
- Cóż panno Miller, moje też nie narzekają - wyszeptał przybliżając się do mnie. Ujął moją twarz w swoje duże dłonie - Jest mi naprawdę przykro z powodu ostatniej nocy.
- To mój mózg jest temu winny - wzruszyłam ramionami - To nie twoja wina - dodałam, a mój wzrok powędrował na jego usta. Chłopak zaśmiał się po czym delikatnie mnie pocałował.
- Kocham się - wyszeptał.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam i znów go pocałowałam. Gdy tylko nasze usta się spotkały, drzwi windy otworzyły się.
- O mój Boże.
Harry zasłonił mnie swoim ciałem gdy mała grupka nastolatek weszła do windy.
- Harry Styles?! - usłyszeliśmy podekscytowane piski w małej windzie.
- Dziewczęta proszę zachowujcie się spokojnie... Podpiszę co tylko chcecie, zrobię sobie z wami zdjęcia, ale nie chcę żebyście ześwirowały - powiedział spokojnie Harry, cały czas stojąc przede mną. Dziewczyny zaczęły wyciągać z kieszeni różne przedmioty, a Harry wyjął z płaszcza marker.
- Ta dziewczyna... Widziałam ją już wcześniej - zauważyła jedna z nich, podczas podpisywania.
- Gdzie ją widziałaś? - zapytał Harry marszcząc brwi.
- Na twitterze...Jakaś grupka dziewcząt stąd wstawiła zdjęcia kilka godzin temu...Były zamazane ale to na pewno była ona.
- Kim ona jest? - zapytała kolejna. Harry spojrzał na mnie przelotnie. Powie im prawdę czy nie?
- Jest moją dobrą przyjaciółką - skłamał.
- Na zdjęciu była z Niallem.
- Bo z resztą też się przyjaźni - poprawił się Hazza.
- To dlaczego całowaliście się, gdy weszłyśmy?
- Jest Francuską. To jedna z ich starych tradycji...Całują się na przywitanie - rzucił chłopak zmyślając coś na prędko.
- Nie wiedziałam o tym.
- Tylko w niektórych rejonach Francji jest to popularne - odezwałam się, udając, że słabo mówię po angielsku.
- Oh - dziewczyna posłała mi dziwne spojrzenie - Przypomnij mi, żebym nigdy nie wybrała się do Francji - wyszeptała do koleżanki. Druga pokiwała głową. W końcu winda zatrzymała się na ich piętrze.
- Miło było was poznać - pomachał im Harry - Mogłybyście zachować to w sekrecie? Nie chcemy tu żadnej dramy... - dodał. Wszystkie pokiwały głowami i zachichotały trzymając świeżo podpisane przedmioty w dłoniach.
- Dziękuję - Harry posłał im uśmiech, znów pomachał i wcisnął guzik zamykający drzwi.
- Serio? - zaśmiałam się gdy winda znów ruszyła - Francuska tradycja? To najbardziej niedorzeczna rzecz jaką kiedykolwiek słyszałam.
- One to kupiły - odpowiedział mi uśmiechem i zaciągnął mnie w róg. Wcisnął guzik 15 piętra - Nie jesteś zła, że nie powiedziałem, że jesteś moją dziewczyną?
- Nie, bo jakbyś to powiedział, to na pewno by to ogłosiły całemu światu...A wtedy przyciągnęlibyśmy zbyt dużą uwagę mediów i mój tata mógłby mnie znów znaleźć. Im mniej osób o mnie wie tym lepiej - westchnęłam.
- Ale denerwuje cię to?
Moje serce podskoczyło gdy winda się zatrzymała. Drzwi piknęły oznajmiając nam, że już jesteśmy.
- Trochę. Chodzi o to, że jesteś mój. I jeśli sytuacja by na to pozwalała, to owszem chciałabym abyś powiedział każdemu, że jestem twoja a ty mój - dodałam gdy szliśmy korytarzem.
- Kiedy przyjdzie na to czas, cały świat się o nas dowie - obiecał pukając w drzwi z numerem 1567.
Otworzył nam Niall wcinający bekon.
- Idealnie na czas - powiedział - Śniadanie jeszcze nie wystygło - rzucił, wpuszczając nas do dużego apartamentu, po czym bez słowa  udał się do małej jadalnie gdzie cała reszta jadła naleśniki, francuskie tosty, bekon, jajka i owoce.
- Hejka Soph! - przywitał mnie Zayn wgryzając się w kawałek owocu - Jak tam?
- Lepiej niż wczoraj - rzuciłam.
- No mam nadzieję. Co tak w ogóle się stało?
- Ta rzecz, którą mój tata we mnie wmusił - wyjaśniłam - Miałam koszmar i w tym samym czasie moje ciało próbowało się tego pozbyć, mój mózg nie wytrzymał i krew zaczęła mi lecieć z uszu.
Wszyscy przestali jeść.
- Co?
- No, ale już jest dobrze.
- Twoje rzeczy zaczęły krwawić...przez lek?! - krzyknął oszołomiony Louis - Mógł być śmiertelny! Czy twój tata w ogóle wiedział o efektach ubocznych?!
- Nie mam pojęcia.
- Chyba o tym nie wiedział - wtrąciła się moja siostra - Nie zaryzykowałby jej życiem.
- Ty tak myślisz.
- Nie, ja to wiem - warknęła na Liama - Zawsze chciał dla nas tego co najlepsze!
- Oczywiście... Najlepiej jest zostawić jedną córkę z matką alkoholiczką, a drugą oddać do sierocińca na drugim końcu świata. A później próbować odzyskać tą drugą, szukając jej po drugiej stronie globu tylko po to, aby zabrać ją na wycieczkę dookoła świata, chcąc odebrać pierwszą córkę ludziom, którzy się o nią troszczą bardziej niż rodzina i o nią dbają. Oczywiście, zrobiła dla was to co najlepsze - odciął się sarkastycznie Liam. Niall przytrzymał Anne zanim rzuciła się na Liama.
- Nie masz o niczym pojęcia! - krzyknęła próbując wyrwać się Niallowi - Ty piep....
Niall zasłonił jej usta dłonią, zatrzymując obelgę.
- No weź Anne, uspokój się - powiedział.
- Nie! Ten pieprz...
- Jeśli chcesz poprzeklinać, to nie rób tego tutaj - poradził jej blondyn, wyciągając ją z pokoju.
- Chyba nigdy nie nauczy się zamykać w odpowiednim momencie - Zayn pokręcił głową gdy tylko wyszli z pokoju.
- Nauczy się - westchnął Louis.
- Tak poza tematem, pójdę przygotować kąpiel dla Sophie - zaproponował Harry zgarniając ze stołu kilka owoców.
- Tylko się streszczać - uprzedził mulat wyciągając telefon - Wyjeżdżamy za dwie godziny.
- Jasne - Harry złapał mnie za rękę i zaprowadził do dużej łazienki. Położył owoce na umywalce i odkręcił ciepłą wodę - Z bąbelkami? - zapytał podnosząc płyn do kąpieli. Pokiwałam głową.
- Zaraz wrócę - powiedział gdy wanna była pełna - Przyniosę czyste ubrania - obserwowałam jak wychodzi, zdjęłam koszulkę, spodnie i bieliznę gdy tylko zamknął za sobą drzwi. Odetchnęłam z ulgą gdy zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o krawędź wanny. Chciałam oczyścić umysł z ponurych myśli. Wyobraziłam sobie, że leżę na chmurze i dryfuję w powietrzu.
- Wyglądasz na zadowoloną - zauważył Harry wyrywając mnie z zamyślenia.
- Bo jestem - odpowiedziałam - Nie pamiętam kiedy ostatni raz brałam kąpiel - dodałam wzdychając - Chyba miałam z 15 lub 14 lat.
- Hmm - uśmiechnął się siadając na małym taborecie - Chcesz owocka? - zapytał wskazując na maliny.
- Po kąpieli - odpowiedziałam. Na chwilę zapadła cisza - Chcesz do mnie dołączyć? - w końcu zapytałam.
- No raczej - ucieszył się i zaczął się rozbierać. Przesunęłam się do przodu, żeby mógł za mną usiąść. Westchnął gdy jego ciało zanurzyło się w ciepłej wodzie. Oparłam głowę na jego torsie gdy chłopak wyciągnął nogi przed siebie, tak, ze znajdowałam się pomiędzy nimi. Pocałował mnie w ramię.
- Jesteś idealna, wiesz o tym? - zapytał przejeżdżając dłońmi po moich ramionach. Zamknęłam oczy i jęknęłam cicho gdy zaczął całować mnie po karku - Pamiętasz tą wycieczkę, która planowałem dwa miesiące temu? - zaczął, powoli masując mi plecy - Tą świąteczną. Cóż chciałem zabrać cię na Malediwy, taka mała grupka wysp koło Indii, gdzie są podwodne hotele i gdzie nikt nas nie zna. Bez paparazzi, fanów. Tylko ty, ja i reszta zespołu. Byłoby super. Na pewno często bralibyśmy kąpiele z bąbelkami, pływali z żółwiami i wylegiwali się na plaży.
Uśmiechnęłam się i znów zamknęłam oczy, pozwalając Harremu trzymać mnie w ramionach.
- Później polecielibyśmy do Australii i podwójnie świętowalibyśmy Nowy Rok, w dwóch miastach o różnej strefie czasowej - dodał.
- Jakie były twoje postanowienia noworoczne? - zapytałam zaciekawiona.
- Troszczenie się o ludzi, których kocham - odpowiedział cicho, mocniej mnie przytulając - A twoje?
- Nie miałam żadnych... Nie obchodziliśmy nowego roku. Tak samo jak Bożego Narodzenia - wymamrotałam. Spojrzałam na niego - Beznadziejnie jest być przywiązanym do krzesła i patrzeć jak twój ojciec i twoja siostra dają sobie prezenty - zasmuciłam się.
- Na pewno - pokiwał głową - Mam nadzieję, że próbowałaś uciec od ojca?
- Więcej niż raz - zaśmiałam się - Był wściekły. Coraz mocniej przywiązywał mnie do krzesła, aż ledwo co oddychałam. A później, po paru tygodniach trochę mi odpuścił, bo w miarę dobrze się zachowywałam. Mimo to, cały czas pragnęłam znaleźć się w twoich ramionach - westchnęłam, przyciskając głowę do jego torsu i obejmując go ramionami. Harry podniósł mój podbródek i musiałam na niego spojrzeć.
- Obiecuję, że nie pozwolę aby coś takiego wydarzyło się ponownie - wyszeptał i nachylił się aby mnie pocałować. Westchnęłam, zamknęłam oczy i chciałam aby trzymał mnie tak już na zawsze - Chcesz, żebym cię umył? - zapytał po paru minutach.
- Tylko jeśli ja będę mogła umyć ciebie - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Zgoda. Ty myjesz mi włosy, a ja tobie ciało a później się zamieniamy? - zaproponował trzymając już gąbkę. Pokiwałam głową i przesunęłam się aby usiąść na jego udach. Sięgnęłam po szampon. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu gdy Harry namydlił dłonie i zaczął masować moje ramiona, przesuwając się w stronę ramion, a później wracając do szyi. Był skupiony. Wycisnęłam szampon na ręce i wmasowałam go w jego loki. Myłam mu głowę jak najdokładniej. Nagle sapnęłam gdy ścisnął moje piersi.
- Co? - uśmiechnął się łobuzersko, powtarzając czynność.
- Harry - jęknęłam cicho, łapiąc go za rękę i przyciskając ją do moich piersi.
- Nie będziemy tego robić podczas kąpieli, wszędzie nachlapiemy - ostrzegł unosząc jedną brew.
- Lubię, gdy mnie dotykasz - wymamrotałam - Ale nie znaczy to, że chcę się cały czas pieprzyć.
- Wiem, po prostu cię drażniłem - uśmiechnął się, składając długi pocałunek na moim obojczyku, łapiąc mnie za piersi. Złapałam go za twarz i przyciągnęłam ją do swoich ust. Objął mnie ramionami w talii i przyciągnął do siebie, zamykając nas w intymnym uścisku - Kocham cię - wyszeptał. Zgarnęłam trochę piany i rozsmarowałam mu ja na nosie.
- Ja ciebie też kocham - odpowiedziałam. Zaczęliśmy się opłukiwać z piany. Gdy już skończyliśmy, zamieniliśmy się rolami. Teraz on mył mi włosy, a ja jego ciało. Ścisnęłam gąbkę w ręce, po czym przyłożyłam ją do jego torsu i zaczęłam zataczać kółka.
- Jesteś idealna - powiedział, masując mi głowę.
- Jestem daleka od ideału Harry - wymamrotałam, myjąc jego kark i ramiona.
- Dla mnie jesteś idealna. I tylko to się liczy - odpowiedział patrząc mi prosto w oczy.
○♥○

Padało jak z cebra gdy jechaliśmy w przytulnym tour busie. Louis i ja siedzieliśmy naprzeciwko siebie w małym saloniku, w tle grała muzyka, a ja głaskałam Fate. Niall był w kuchni z słuchawkami na uszach i gitarę w ręce. Harry uciął sobie drzemkę. Po przejściach ostatniej nocy był bardzo zmęczony. Liam siedział na twitterze, w sypialni. Anne i Zayn siedzieli w dużej sypialni i poważnie o czymś dyskutowali. Oderwałam wzrok od kota gdy Louis usiadł obok mnie.
- Co tam Sophieboo? - westchnął.
- Co z tobą? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego zaniepokojona.
- Co masz na myśli?
- Louis umiem stwierdzić, kiedy jesteś przybity: wyglądasz właśnie tak - rzuciłam - Nieszczęśliwie.
- Twoja siostra. To przez nią - powiedział, zamykając oczy i masując skronie - Nie rozumiem jej - dodał i ciężko westchnął.
- Ja też nie zawszę ja rozumiem - rzuciłam po chwili zastanowienia - Może spróbuj postawić się w jej sytuacji?
- Staram się jak mogę, żeby być dla niej miły, a ona nadal chce mnie wsadzić za kratki...Nie chcę isć do więzienia Soph - powiedział ze smutkiem w głosie - Ona nie chce się przystosować tak jak ty...Dlaczego?
- Ona ma kogoś kto czeka na jej powrót, a ja nie miałam nikogo. I ja chyba jestem bardziej zboczona niż ona, więc - wskazałam dookoła - Było mi łatwiej z tym żyć - zachichotałam. Na jego ustach pojawił się słaby uśmiech.
- Coś mi się nie wydaje, że jesteś bardziej zboczona, skarbie...Anne może i nie lubi nagości, ale na pewno lubi seks w ubraniach tak samo jak zasłonięte oczy i założę się, że spodobałoby jej się lekkie BDSM. Może ma nawet kompleks ojca - Lou pokręcił głową i wyszczerzył zęby. 
- Może i bdsm by polubiła, ale kompleks ojca? Nie ma mowy - zdziwiłam się.
- Mogę się o to założyć.
- Serio? Ile dajesz? - zapytałam dla zabawy.
- Stawiam 10 tysięcy funtów na to, że by jej się spodobało.
- Stawiam wszystkie swoje ubrania, że tego nie polubi.
- Więc jeśli wygram, będziesz chodziła naga, a jeśli przegram, dam ci 10 tysięcy, okej? - zaproponował wyciągając w moją stronę rękę.
- Okej - wzruszyłam ramionami i uścisnęłam jego dłoń - Czemu nie?
- To chyba najgłupszy zakład, o którym słyszałem - wtrącił się Niall wkładając słuchawki do kieszeni - I uwierzcie mi, słyszałem ich dużo - westchnął, przysiadając się do nas na kanapie - Ona nawet nie chce z tobą rozmawiać Lou - westchnął blondyn. Nasze spojrzenie powędrowały w stronę telewizora gdy Niall go włączył i otworzył sobie paczkę czipsów.
- Nie potrwa to długo. Nikt nie jest w stanie gniewać się na mnie dłużej niż przez kilka godzin - powiedział Louis - Odezwie się do mnie wieczorem.
- Chcesz się założyć? - zapytał Irlandczyk.
- Jasne.
- Dlaczego nie chce z tobą rozmawiać? - zmarszczyłam brwi.
- Tak jakby wepchnąłem jej rano do gardła swojego kutasa i...
- Starczy, Niall jestem po twojej stronie. Nie odezwie się do ciebie, Lou - rzuciłam szybko. Nie ma mowy, że tak łatwo mu wybaczy.
- A ja jestem po stronie Louisa - rzucił Harry przeciągając się - Myślę, że może być bardzo przekonujący gdy się postara.
- Ale Anne jest nieokiełznana. Naprawdę - zauważyłam.
- O co się zakładacie? - Liam wszedł do pokoju. Spojrzałam na Nialla.
- Zakładamy się o...
- Zakładamy się o wolność Sophie - powiedział Niall. Aż się zachłysnęłam. Co?!
- Super. My przeciw wam - Harry pokiwał głową - Jeśli Anne odezwie się do Louisa przed północą, nie będziesz narzekała przy związywaniu cię przed koncertem - powiedział patrząc na mnie.
- A jeśli my wygramy, pozwolimy jej wziąć udział w naszym koncercie - zaczął Niall - W pierwszym rzędzie, z siostrą.
- I tak wygramy - lokowaty pokręcił głową.
- A co ja z tego będę miał? - jęknął Louis.
- Satysfakcję z tego, że Anne się do ciebie odezwała.
Umilkliśmy gdy autobus się zatrzymał. Wyjrzałam na zewnątrz.
- Jesteśmy po środku niczego - zmarszczyłam brwi patrząc na deszcz - Dlaczego się zatrzymujemy?
- To dziwne - Liam pokiwał głową i sprawdził telefon - Zapytam kierowcy.
Wszyscy siedzieliśmy cicho czekając na powrót Liama. Harry wcisnął się pomiędzy Nialla i mnie na kanapę. Chciał mnie przytulić ale się odsunęłam.
- Dlaczego? - posmutniał - Pozwól mi się kochać.
- Założyliśmy się przeciwko sobie Harry... Nie będę bratać się z wrogiem - powiedziałam drażniąc go i wstałam aby znów usiąść obok Nialla. Liam wrócił w chwili gdy Harry chciał mi się odgryźć.
- Jest jakiś wyciek benzyny. Kierowca wezwał mechanika z niedaleka. Naprawię to w jakieś piętnaście minut - powiedział brunet - Będziemy spóźnieni tylko około pół godziny. Dam znać Paulowi, jeśli jeszcze o tym nie wie - dodał wstukując numer i przykładając telefon do ucha.
- Pójdę powiedzieć Zaynowi co się stało - powiedział Harry. Wstał i ziewnął przeciągle.
- Louis nagle złapał moją kotkę, która miałknęła zaskoczona.
- Oddaj mi Fate, przestraszyłeś ją - rzuciłam.
- Fate jest po naszej stronie - odparł głaszcząc ją po łebku - Ona też nie chce bratać się z wrogiem, jak to ładnie ujęłaś.
- Ona nie jest po twojej stronie.
- Jest.
Kłóciliśmy się przez chwilę zanim Harry wszedł wkurzony do pokoju.
- Twoja siostra jest irytująca - westchnął i opadł na sofę.
- Mi to mówisz? - odezwał się Louis.
- Jakby nie mogła podporządkować się zasadom. Toczyli z Zaynem zażartą dyskusję gdy wszedłem i...
Harremu przerwała Anne wpadająca do salony z Zaynem za sobą. Louis, Niall i ja podbiegliśmy do okna obserwując jak Anne idzie przez mokrą łąkę.
- Anne wracaj tutaj! - rozkazał jej Zayn. Moja bliźniaczka coś odpowiedziała ale uciszył ją deszcz bębniący o szyby. Mulat wyszedł w deszcz po Anne.
- Przeziębi się - powiedział Niall po czym z Louisem wrócili na kanapę. Ja, zaciekawiona nadal patrzyłam na sytuację za oknem.  Moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia gdy zobaczyłam jak Zayn całuje Anne, a ona mu odpowiada tym samym. Nadal zszokowana wróciłam na miejsce. Zayn?! Dlaczego pocałowała Zayna?! On nawet nie starał się być dla niej miły! Drzwi autokary otworzyły się po paru minutach.
- Zayn zła...
Louis zatrzymał się w połowie zdania, obserwując jak przemoknięty Zayn trzyma Anne za rękę i prowadzi ją do sypialni, oboje byli widocznie podnieceni. Zauważyłam, że Lu mocniej zacisnął ręce na oparciu kanapy.
- Może powinniśmy...
- Nie, dajmy im spokój. Chociaż raz nie protestuje - przerwał Niallowi Harry.
- Co jeśli będzie tego żałowała? - zapytał Louis po chwili zastanowienia - Powinniśmy ich powstrzymać. Anne nie jest zbyt stabilna jeśli chodzi o związek z nami. Tak nie naprawimy relacji.
- Może właśnie tego potrzebuje. Bez zobowiązań - odparł zielonooki.
- Skąd wiesz, że to bez zobowiązań? - zapytałam.
- Bo to Zayn. Trochę zajmie mu zapomnienie o byłej...I z jakiegoś powodu pomaga mu seks z wieloma laskami. To jego sposób na poradzenie sobie z zerwaniem - wyjaśniał Liam, wsuwając telefon do kieszeni - Lepiej niż inni wiesz, że każdy z nas ma swoje sposoby na radzenie sobie z bólem.
Mój wzrok od razu powędrował do blizn na nadgarstkach i poczułam jak Niall obok mnie się spina.
- Nie martw się tym, to tylko taka faza.
Mam nadzieję, że masz rację Liam, bo wszystko mogłoby się popsuć jeśli się mylisz.
________________________________________________________________________________
Przepraszam, że z opóźnieniem ale klawiatura zaczęła mi szwankować...Chyba czas wymienić baterie.

Kolejny rozdział w czwartek (jeśli uda mi się przetłumaczyć wcześniej to od razu dodam i was powiadomię na tt) :D

Powodzenia w ostatnim tygodniu szkoły!

xx Annie