WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

sobota, 20 czerwca 2015

3.31. Breaking Points (już cały rozdział)

Perspektywa Sophie

Wiedziałam, że jestem pijana. Mogę sobie przypomnieć to uczucie: napój dodający mi odwagi, płynął w moich żyłach. Gadałam bez sensu i śmiałam się z niczego. Ale to było trzy godziny temu. Trzy godziny temu, kiedy krzyczałam na Nialla. Teraz alkohol przemienił się w dudnienie w mojej głowie. Myślałam, że poczucie winy i strach miną do tej pory, ale żadne z nich tego nie zrobiło i nie mogę się zmusić do wypicia więcej procentów, więc trzymam się wody.
- Skarbie, wracajmy do hotelu - wymamrotał mi Harry do ucha, rękę miał na moim tyłku. Złapałam go za nią i przeniosłam ją na talię. Chłopak znów ją opuścił.
- Przestań mnie macać - powiedziałam.
- Dlaczego? - zapytał.
- Kiedy będziemy sami, okej? A nie w miejscu publicznym - powiedziałam i znów położyłam jego rękę na swojej talii - Wracajmy do hotelu - chłopak westchnął i złożył na moim policzku mokry pocałunek.
- Kocham cię - wymamrotał pijany. Pokiwałam głową i zaczęłam go ciągnąć w stronę wyjścia. - Spohie odpowiedz mi - domagał się, trzymając się mojego ramienia jak dziecko - Nie kochasz mnie? - zmarszczył brwi, w jego oczach pojawił się smutek.
- Bardzo - odpowiedziałam mu. Gdy zatrzymała się przed nami taksówka, pomogłam mu wejść do środka. Trochę się namęczyłam aby posadzić go prosto.
- Dokąd? - zapytał taksówkarz patrząc na nas w lusterku.
- Ehh... - zmarszczyłam brwi nie mogąć sobie przypomnieć nazwy hotelu. Obróciłam się do Harrego - Ej jak się nazywa nasz hotel? -  - zapytałam zapinając nasze pasy.
- Nie powiem ci - chłopak pokręcił głową i skrzyżował ręce na piersi - Nie powiem, dopóki nie usłyszę, że mnie kochasz.
- Kocham cię - westchnęłam. Zaczynała mnie boleć głowa.
- Nie tak od niechcenia, Soph - znów pokręcił głową.
- Harry Styles Kocham cię - powtórzyłam patrząc mu w oczy.
- To mnie pocałuj - zażądał.
- Proszę po prostu jechać do najlepszego hotelu w Los Angeles - powiedziałam kierowcy poddając się. Chłopcy na pewno wybrali taki typ hotelu. Mężczyzna pokiwał głową i ruszył.
- Dlaczego nie chcesz mnie pocałować? Dziwnie się zachowujesz - rzucił i spojrzał na mnie zmrużonymi oczami.
- To ty się dziwnie zachowujesz - zaprzeczyłam - Zazwyczaj nie jesteś taki wrażliwy...
Chłopak złapał mnie ręką za udo, a twarz schował w zagłębieniu mojej szyi.
- Jestem taki zmęczony tym, że muszę cię chować  - powiedział przerywając mi - Nie obchodzi mnie czy media się o tobie dowiedzą; chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że jesteś moja! - zadeklarował, opuszczając szybę. Zatrzymałam go zanim zdążył wystawić na zewnątrz głowę i wykrzyczeć to wszystkim. Sapnął - Jesteś dzisiaj nudna - stwierdził - Czemu nie chcesz mnie pocałować? Dlaczego nie mogę cię po prostu trzymać...? Chcę dotknąć i pocałować każdy centymetr twojego ciała - wymamrotał pijany, znów próbując mnie złapać.
- W hotelu Harry... Teraz to nie właściwe - wyszeptałam widząc, że kierowca obserwuje nas w tylnym lusterku. Chłopak znowu sapnął i oparł się o siedzenie patrząc przez okno. Po jakiś dziesięciu minutach nareszcie dojechaliśmy do hotelu. Nie mogłam powstrzymać westchnienia ulgi gdy zobaczyłam, że to ten właściwy. Pomogłam wysiąść zataczającemu się Harremu po czym wręczyłam kierowcy 30 dolarów pozwalając mu zatrzymać resztę.
- Proszę uważać panienko - powiedział mężczyzna patrząc na Harrego spod łebka - Jego intencle są trochę niejasne - dodał - Dobranoc.
Obserwowałam jak odjeżdża po czym zaprowadziłam Harrego do hotelowej windy.
- Soph jesteśmy teraz sami - zauważył uśmiechając się gdy jechaliśmy windą. Zablokował mnie w rogu.
- Prawie jesteśmy w pokoju - powiedziałam mu. Winda piknęła i drzwi się otworzyły - Widzisz? To już nasze piętro - uśmiechnęłam się wyprowadzając go z windy i ciągnąc korytarzem.
Gdy byliśmy przed drzwiami do pokoju, chłopak z łatwością otworzył drzwi. W chwili gdy weszliśmy do środka, zamknął drzwi i złapał moją twarz mocno mnie całując. Plecami uderzyłam o drzwi.
- Harry...
- Racja, nasz pokój - wymamrotał łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą. Zaczął się do mnie dobierać gdy tylko przekroczyliśmy próg. Zerknęłam na zegarek gdy ściągałam buty.
- Cholera Harry jest 3 rano - zauważyłam, odpowiadając bardziej lub mniej na jego pocałunki. Próbowałam się zmotywować do tego co zaraz miałam zrobić. Przypomniałam sobie o propozycji ojca. Zrobię to. Powiem mu nie, a on uszanuje moją decyzję. Nawet jeśli jest pijany, to wie w podświadomości, co jest właściwe.
- Harry jest naprawdę późno...
- No i? Chcę cię teraz. Jesteśmy sami. Pragnę cię - powtórzył. Jego spojrzenie było lekko nieobecne, włosy splątane a oddech niestabilny.
- Harry nie chcę tego dzisiaj robić - zatrzymałam go. Mój ból głowy się nasilał.
- Czego robić? Rozmawiać? Wiem. Gadanie jest do bani. Po prostu przejdźmy do seksu, co? - powiedział, desperacko próbując się do mnie zbliżyć. Jego słowa mnie rozdrażniły.
- Po prostu chcę iść spać - pokręciłam głową, znów go zatrzymując.
- Nie, nie możesz tego zrobić - teraz on pokręcił głową - Nie możesz pobudzać mnie całą noc, a później po prostu zostawić - powiedział, lekko się chwiejąc. Zatkało mnie gdy to usłyszałam.
- Harry...
- Nie Sophie. To jest wredne. Nie możesz tego zrobić - nalegał wskazując na mnie palcem - Nie możesz mówić "Nie w miejscu publicznym, gdy będziemy sami" a później po prostu odmówić gdy jesteśmy sami! - alkohol w jego żyłach nasilił gniew - Sophie jesteś moja. Mogę robić, co mi się podoba. Kocham cię, a ty kochasz mnie. Powinnaś to rozumieć! - powiedział ze złością, górując nade mną.
Więc to wszystko czym dla niego jestem? Rzeczą, której może używać kiedy mu się spodoba?  Od razu spuściłam wzrok na dłonie. Jego słowa zakłuły moje serce.
- Spójrz na mnie! - złapał moje ramiona bardzo mocno - Bardzo ładnie Soph...A teraz mnie pocałuj.
- Harry nie... - ścisnął moje ramię - Ała! To boli! - zaprotestowałam.
- Nie obchodzi mnie to! To za zwodzenie mnie!
Nie mogłam powstrzymać łez i wybuchnęłam płaczem.
Chłopak prychnął.
- Dlaczego płaczesz?! Nic ci jeszcze nie zrobiłem!
Uwolniłam się z jego uścisku.
- Nie rozumiesz prawda?! - szlochałam - Ja też jestem ważna! Nie zawsze chodzi tylko o to co ty chcesz! - rzuciłam po czym wybiegłam z pokoju.
- Wróć i do mnie dołącz jak przestaniesz się zachowywać jak suka! - zamilkł na chwilę - Potrzebuję kolejnego piwa - usłyszałam jak mówi z drugiej strony drzwi. Zamknęłam się w łazience, nie mogłam uspokoić płaczu. Tata miał rację. On mnie tak naprawdę nie kocha, Tylko mnie wykorzystuje! Opierając głowę na rękach, zwinęłam się w kulkę i wybuchłam jeszcze większym płaczem. Przygryzłam skórę na ręce aby trochę uciszyć szloch. Nie odpowiedziałam gdy Harry dobijał się po kilku minutach do drzwi. Mamrotał coś pijackiego. Opierając głowę na rękach położyłam się na podłodze i zamknęłam oczy, a łzy nadal spływały po moich policzkach.
○♥○
Dotyk zimnych kafelek na mojej skórze wyrwał mnie ze snu. Zmieszana usiadłam i rozmasowałam szyję. Rozejrzałam się dookoła. Racja. Spałam tutaj. Wstałam ostrożnie i umyłam twarz nad umywalką. Bolała mnie głowa. Nie wiedziałam czy po wczorajszym piciu, czy płaczu. Nawet nie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze wiedząc, że widok nie będzie zbyt ładny. Wyszłam z łazienki i wróciłam do sypialni Harrego aby poszukać jakiś ubrań na zmianę. Miałam nadzieję, że będzie jeszcze spał. Gdy weszłam zobaczyłam go jak siedzi na łóżku bez koszulki i trzyma się za głowę.
- Sophie? - powiedział zachrypniętym głosem - Skarbie gdzie byłaś rano? Gdzie spałaś? - zapytał gdy szukałam ciuchów w walizce. Jego pytanie mnie zaskoczyło.
- Nie pamiętasz co się wczoraj stało? - zapytałam spokojnie. Wzięłam koszulkę i dresy po czym spojrzałam na niego. Zmusiłam się do zachowania kamiennej twarzy, gdy wspomnienia wczorajszej nocy cały czas do mnie powracały. Chłopak złapał się za kark.
- Nie pamiętam zbyt wiele z wczorajszej nocy - powiedział - Chyba za dużo wypiłem - dodał, krzywiąc się - Mam jeden z tych kacy... Mogłabyś mi podać jakieś przeciwbólowe? Są w czerwonej kasetce, w przedniej kieszeni mojej walizki - dodał. Bez słowa zajrzałam do jego walizki i podałam mu czerwoną kasetkę oraz nalałam mu szklankę wody.
- Wszystko z tobą okej? - zapytał gdy już opróżnił szklankę i połknął tabletki - Nie jesteś zbyt rozmowna - zauważył.
- Boli mnie głowa - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Zatrzymał mnie gdy chciałam wyjść.
- Pamiętasz coś czego ja nie mogę sobie przypomnieć? - zapytał, patrząc na mnie zmartwiony.
- Harry, mogę iść się przebrać? Nie czuję się zbyt komfortowo. Możemy pogadać później - powiedziałam wskazując na moją sukienkę. Chłopak pokiwał głową. Weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam sukienkę i wślizgnęłam się w dresy. Miałam pustkę w umyśle. Gdy już miałam wrócić do pokoju usłyszałam jak Liam mówi do Harrego:
- Spójrz na to Harry. Sophie nie była wczoraj całkowicie szczera.
Nastąpiła wymowna cisza.
- Że. Co. Kurwa? - usłyszałam głos Harrego, a później szuranie nogami. Chyba powinnam stąd zniknąć. W momencie gdy miałam się obrócić, wzrok Harrego spotkał się z moim - Chodź tutaj - rozkazał, wciągając mnie do pokoju. Posadził mnie między sobą i Liamem - Możesz mi to jakoś wyjaśnić? - zapytał wskazując na telefon Liama. Spojrzałam na ekran, na którym był filmik. Zmrużyłam oczy patrząc uważniej na ekran. Moje serce przyspieszyło.
- Co to jest Soph?
- Filmik ze mną i Anne u Ellen - wymamrotałam.
- I co na nim robisz? 
- Rozmawiam z mężczyzną.
- Kim on jest?
- Ja em...Nie wiem? Jakiś gościu...
- Wiem kim on jest Sophie! - powiedział wkurzony, wstając - Rozpoznałem go! Nie mogę uwierzyć, że rozmawiałaś ze swoim ojcem! Bez mojej zgody!
- Mogę rozmawiać z kim mi się podoba! - warknęłam krzyżując ręce na piersi. Harry przeczesał włosy ręką i westchnął zirytowany.
- Wiem o tym okej?! Ale on jest w stanie zrobić ci pranie mózgu!
- Najwyraźniej nie on jedyny - wymamrotałam pod nosem.
- Co to ma znaczyć?
- Nic.
- Już nawet nie wiesz co jest dla ciebie dobre Soph - pokręcił głową. Jego komentarz mnie wkurzył i zaczęłam mówić bez zastanowienia.
- Masz rację. To właśnie dlatego sprawdzałam wczoraj sugestię taty - rzuciłam sarkastycznie po czym zszokowana zakryłam dłonią usta. Cholera. Harry zmrużył oczy.
- Wczoraj w nocy. To ty cały czas podawałaś mi alkohol - przypomniał sobie. Zaśmiał się oschle - Nie mogę uwierzyć, że to ty. Nie mogę sobie przypomnieć co się wczoraj działo, ale wątpię, że wyszło na moją korzyść, co? - pokręcił głową - Czemu mnie tak zmanipulowałaś?! I to za namową twojego ojca! Nic ci nie zrobiłem!
- Nie tylko ty tu jesteś ofiarą! - powiedziałam także wstając - Wczoraj pokazałes w końcu swoją prawdziwą twarz, a mi się to nie spodobało - powiedziałam łamiącym głosem.
- Nic co się wczoraj stało nie jest moją winą - rzucił - Byłem pijany!
- Nie byłeś aż tak pijany gdy praktycznie mnie zaatakowałeś! Upewniłam się, żebyś nie wypił zbyt dużo!
- No dzięki, nie ma co!
- To ty poszedłeś później po kilka kolejnych piw i pewnie odpłynąłeś! - krzyknęłam sfrustrowana - Nie wszystko jest zawsze moją winą!
- Czemu się tak drzecie?! - Louis wszedł do pokoju - Ja pierdole! - powiedziałam stając między mną a Harrym.
- Sophie ufałem ci - dodał Harry, już o wiele spokojniej. Całkowicie zignorował Louisa - A ty to zepsułaś.
- Ja też ci ufałam. Szkoda, że dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę z tego co tak naprawdę do mnie czujesz - syknęłam po czym wybiegłam z pokoju. Słyszałam jeszcze przez chwilę ich głosy, ale żaden nie próbował mnie zatrzymywać.
- Pierwsza kłótnia jako para?
- Zamknij się Lou. Sophie pocz...
Biegłam szybko przez pokój, byle do drzwi. Oślepiona przez łzy, wpadłam na Nialla.
- Soph...


- Chodź ze mną - powiedziałam i złapałam go za rękę - Potrzebuję trochę powietrza i najwyraźniej opiekuna - rzuciłam i wyciągnęłam go z apartamentu bez dalszych wyjaśnień.
__________________________________________

Dobra rozdział już jest cały :D
Jak byście zareagowali na miejscu Nialla, po tym co zrobiła Soph w klubie?
Już nie mogę się doczekać następnego :D
xx Annie

wtorek, 16 czerwca 2015

0.17. Nowy rozdział :D

Wow wow wow ale się te rozdziały teraz szybko pojawiają :D
31 już jest dostępny w angielskiej wersji, a przetłumaczę go na sobotę (wiecie, ostatni tydzień szkoły). Powinien się pojawić około 18 :D
Powodzenia wszystkim, którzy jeszcze nie mają wystawionych ocen ;*
Do kolejnego,
xx Annie <3

czwartek, 11 czerwca 2015

3.30. Napięcie

Nadal perspektywa Anne

Obudziłam się kilka godzin później. Cisnęło mnie do kibelka. Na szyi czułam oddech Louisa. Ostrożnie, tak, żeby go nie obudzić, zdjęłam z siebie jego rękę i wstałam z łóżka. Poruszył się, ale nie obudził. Z podłogi podniosłam jego koszulkę i założyłam ją, po czym ubrałam jeszcze majtki. Poruszając się jak najciszej, podeszłam na palcach do drzwi od pokoju i skierowałam się do łazienki. Dźwięk moich kroków na drewnianej podłodze rozbrzmiał echem po pogrążonym w ciszy apartamencie. Wytężyłam słuch gdy usłyszałam ciche pociąganie nosem i urywany oddech. Otworzyłam drzwi łazienki i zmarszczyłam brwi gdy zajrzałam do środka. Mój puls przyspieszył.
- Niall?! O kurwa, Niall! - podbiegłam do płaczącego chłopaka. Siedział na podłodze, koło toalety tylko w bokserkach i koszulce. Na jego koszulce i udach była krew.W dłoni ściskał żyletkę - Kurwa, kurwa, kurwa - mamrotałam pod nosem. Wzięłam ręcznik, pomoczyłam go wodą i przycisnęłam do jego pociętych ud. Zabrał mu żyletkę z ręki i wrzuciłam ją do umywalki.
- Idź stąd! - zaszlochał Niall, próbując się odsunąć - Potrzebuję tego, wiesz?! Potrzebuję pobyć sam! - rzucił, bezsilnie odpychając moje dłonie - Potrzebuję tego - powtórzył jakby sam chciał siebie przekonać.
- Nie, nie potrzebujesz! - powiedziałam stanowczo, zostając przy nim i pozwalając ręcznikowi na wchłonięcie jego krwi - Potrzebujesz opieki medycznej...
- Nie! - krzyknął po czym ugryzł się w rękę - Nie. Od razu pojawi się to w mediach, a Sophie może znów zacząć się ciąć! - zaczął płakać jeszcze bardziej, patrząc na mnie prosząco tymi załzawionymi oczami - Nie możesz nikomu powiedzieć! Nie możesz gadać!
Pokręciłam głową. Patrzyłam z niedowierzaniem to na jego pocięte uda, to na twarz.
- Więc ty powiedz. Co się stało, że się tak załatwiłeś?!
Chłopak skrzywił się słysząc to pytanie i zwinął się w kulkę.
- Niall... - powiedziałam łagodniejszym tonem i zaczęłam uspokajająco pocierać jego plecy - Hej, nie jestem tu aby na ciebie krzyczeć, chcę ci pomóc. Ale nie mogę dopóki nie zrozumiem sytuacji... - mówiłam, starając się brzmieć spokojnie i troskliwie.
- Czemu w ogóle próbujesz mi pomóc Anne? - szlochał - Ja. Cię. Kurwa. Zgwałciłem! - powiedział akcentując każde słowo.
- To o to w tym wszystkim chodzi? - zmarszczyłam brwi.
- Tak...i nie! Nie wiem, po prostu mam te powracające fale smutku i wszystko do mnie wraca i po prostu...
- Ćśś, uspokój się - powiedziałam mu, ściskając jego ramie i trzymając ręcznik na jego nogach. Mam nadzieję, że brał leki bo emocje mogą przejąć kontrole nad rozumem - Wszystko po kolei, okej? Po prostu oddychaj, nie spiesz się...
- A co jeśli Sophie i chłopcy wrócą? Niedługo przyjadą z baru i nie chcę, żeby mnie tak znaleźli...O Boże, znów wszystko spieprzyłem...
- Niall, oddychaj - rozkazałam mu - Teraz ich tu nie ma, okej? Nie znajdą cię tu, bo wrócisz do łóżka zanim wrócą - odetchnęłam głęboko - Kto tym razem pociągnął za spust (kto był przyczyną)? - zapytałam ostrożnie, wycierając reski krwi. Rany na jego udach nie były długie, ale za to głębokie.
- Sophie.
Pokiwałam głową. Wiadomo.
- Co z nią?
- Wcześniej, niedługo po tym jak ty i Lou wyszliście z klubu podszedłem do niej - zaczął - Dużo z Harrym wypili.
Kiwnęłam głową aby kontynuował, także przypominając sobie ile wypili przed moim wyjściem.
- A kiedy Harry wyszedł do łazienki, obróciła się do mnie i zaczęła ze mną gadać, łapać mnie za rękę i przytulać - mówił. Zauważyłam, że z każdym słowem jego emocje wzrastają, więc złapałam go za rękę i ścisnęłam ją uspokajająco - Zaczęła pijacko gadać, wypowiadając na głos wszystkie swoje myśli. Cały czas o tym mówiła...
- O czym? - zapytałam spokojnie.
- Powiedziała, że strasznie jej przykro, bo nigdy nie chciała mnie zranić. Że troszczy się o mnie tak samo jak o Harrego, a później złapała mnie za ramiona - zatrzymał się na chwilę, patrząc na swoje ręce - i pocałowała mnie! - krzyknął po czym znów zaczął płakać - Pocałowała mnie, a później odepchnęła mnie wkurzona, krzycząc na mnie jakby to była moja wina! - Niall nie przestawał płakać - I jest! To moje wina! Bo jeśli byłbym mężczyzną, nie pozwoliłbym reszcie kupić jej trzy lata temu! - powiedział - Kto w ogóle kupuje ludzi?! To nieludzkie! Chore jest to na co się zgodziłem i na co pozwoliłem!
- Ćśśś, ćśśś - próbowałam go uciszyć, aby Louis się nie obudził, oraz osoby w pokojach po nami. Złapałam za jego trzęsące się ręce - Niall, wiesz że każdy popełnia błędy - powiedziałam spokojnie. Spojrzał na mnie załzawionymi oczami - Nie mówię, że wszystko co zrobiłeś powinno ci ujść płazem, bo nie powinno, ale najważniejsze, to zrozumieć swoje błędy i naprawić je - dodałam - To - wskazałam na jego nogi - niczego nie zmieni. To tylko zadaje ci ból, i zapewne zada także ból Sophie jeśli się o tym dowie - wytłumaczyłam mu.
- Jestem taki samotny Anne...Pragnę towarzystwa. Potrzebuję go. Potrzebuję czuć, że żyję i że jestem dla kogoś ważny! - zaszlochał, sfrustrowany marszcząc brwi - Nie możesz tego zrozumieć!
- Ale rozumiem. Nawet bardziej niż sobie wyobrażasz - powiedziałam i poczułam ścisk w gardle na wspomnienie pobytu w sierocińcu - Ale musisz wiedzieć, że dla wielu osób jesteś ważny. Nie tylko masz wspaniałych fanów, ale także czterech przyjaciół, którzy by za ciebie skoczyli w ogień oraz kochającą rodzinę i dwie dziewczyny, które nie mogą patrzeć gdy cierpisz. Pewnie pominęłam jeszcze kilka osób - powiedziałam.
- Dlaczego nie lubisz widzieć mnie w takim stanie? - pociągnął nosem - Dlaczego się nie cieszysz widząc swojego gwałciciela zniszczonego i torturowanego? - zapytał ocierając łzy - Tak dużo zrobiłem aby cię zasmucić, zostawić ci psychiczne blizny. a ty nadal tu jesteś, uspokajając mnie i wycierając moją krew.
- Niall, spójrz na mnie - poprosiłam, wycierając pozostałości krwi. Spojrzał na mnie po chwili zawahania - Czy wyglądam jakbym cieszyła się z twojego cierpienia? - zapytałam. Opuścił wzrok, a ja wzięłam głęboki oddech - Niall, nie jestem sadystką. Nie czerpię przyjemności z czyjegoś cierpienia. Nigdy. Widziałam i przeżyłam wystarczająco dużo, że potrafię odróżnić zabawne rzeczy od tych nie zabawnych. Torturowany człowiek nie jest zbyt rozrywkowy - powiedziałam wstając. Wyciągnęłam rękę w jego stronę - Musisz zebrać się w sobie i uświadomić sobie, czy to czego chcesz i w co wierzysz jest dobre.
Blondyn złapał mnie za rękę i pomogłam mu wstać. Patrzyłam jak zmywa krew z dłoni. Zatrzymał wodę, podirytowany.
- Nawet nie wiem, nawet nie wiem od czego zacząć! Całe moje życie to burdel! - narzekał, łapiąc się za głowę. Zauważyłam, że jego włosy są teraz ciemniejsze niż wcześniej, miał brązowe odrosty.
- Zacznij od tego co najbardziej zaprząta ci głowę - zasugerowałam.
- Czyli od Sophie. Ale to praktycznie przegrana sprawa, wybrała już Harrego.
- Chłopak nie ściana, można przesunąć (^ ^). Nic nie jest niezmienne. Albo zawalcz o Sophie, albo rusz dalej. Ostatecznie sam kreujesz swoje szczęście - powiedziałam - Pomyśl o tym dzisiaj co? - dodałam, kładąc dłoń na jego ramieniu. Chłopak pokiwał głową, wytarł oczy z łez i spojrzał na mnie.
- Dziękuję - wymamrotał - za wyczyszczenie mnie.
- Nie ma problemu.
Pokiwał głową i przygryzł wargę, po czym wyszedł z łazienki. Stałam przez chwilę nad umywalką i patrzyłam się na swoje odbicie w lustrze. Czy w ogóle powinnam się tak zachowywać? Okazywać my współczucie? Potrząsnęłam głową i w końcu zrobiłam to po co tu przyszłam, czyli uwolniłam pęcherz z napięcia. Umyłam ręce, zgasiłam światło, zamknęłam drzwi i wróciłam do swojego pokoju. Zastałam tam na wpół śpiącego Louisa, który przecierał zaspane oczy.
- Co ci zajęło tyle czasu? - zapytał. Wślizgnęłam się na łóżko obok niego.
- Znalazłam w łazience płaczącego Nialla - powiedziałam i przykryłam się kołdrą.
- Wszystko z nim w porządku?
- Tak mi się wydaje - wymamrotałam ziewając i zamknęłam oczy. Louis zaczął lekko masować moje ramię, a ja przysunęłam się bliżej niego.
- Myślisz, że też będzie chciał ci pomóc uciec? - zapytał cicho chłopak - To by wszystko ułatwiło.
- Może - westchnęłam i zasnęłam. Byłam zbyt wyczerpana na jakiekolwiek rozmowy. Szczególnie, że była druga w nocy.
_________________________________________________________________________
Jak według was rozwinie się sytuacja między Lou i Anne oraz między Sophie, Niallem i Harrym? 

Do następnego 
xx Annie

środa, 10 czerwca 2015

0.16. Nowy rozdział ;)

Wiem, wiem, że autorka już go wstawiła. Pisałam wcześniej na twitterze, że wstawię go we wtorek lub środę, ale przeliczyłam swoje możliwości. Rozdział pojawi się w czwartek/jutro około 21. Przepraszam za to opóźnienie, ale w szkole zamieszane, bo wystawienie ocen, bo wszyscy zaliczają, albo niektórym nauczycielom się przypomniało, że mamy po 1 ocenie i jutro muszę napisać ważną klasówkę ;_;
Także jeszcze raz przepraszam i życzę wam miłego dnia <3,
do jutra
xx Annie

piątek, 5 czerwca 2015

3.29. Pokaż mi

*proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem :) *

Perspektywa Anne

Muzyka była tak głośna, że czułam bas pulsujący w moich żyłach. Z morderczym spojrzeniem i skrzyżowanymi na piersi rękoma usiadłam w loży VIP obok wstawionego Zayna.
- Skarbie, co z tobą? - szepnął mi do ucha, bawiąc się trzymaną w ręku szklanką.
- Muzyka jest zbyt głośna - odpowiedziałam przekrzykując muzykę. Nie spuszczałam wzroku z Louisa bawiącego się po drugiej stronie sali. Dokończyłam swój koktail i odłożyłam szklankę na stół.
- To nie to - zachichotał mulat i napił się piwa - Jesteś zła, że Louis nie chciał cię tu niańczyć! - stwierdził, także patrząc w stronę przyjaciela - Skarbie, nie bierz tego do siebie. Lou już dawno się nie ruchał i byłabyś dla niego tylko utrapieniem - dodał po chwili, przybliżając się do mnie. Wywróciłam oczami.
- A co z tobą?
- Co ze mną?
- Nie szukasz nikogo do zaliczenia na dzisiejszy wieczór, jubilacie? - zadrwiłam z niego, na co złapał mnie za udo.
- Myślę, że już kogoś znalazłem - wyszeptał zadziornie do mojego ucha.
- Nie sądzę - odpowiedziałam, na co sztucznie się zaśmiał.
- Mała, myślę, że potrzebujesz tylko więcej alkoholu. Jesteś zbyt spięta - powiedział podając mi swoje piwo. Rozejrzałam się dookoła zmartwiona, bo wiedziałam dokąd to wszystko zmierza. Moje spojrzenie wylądowało na Niallu siedzącym przy barze. Rozmawiał z jakimiś ludźmi.
- Idę do Nialla - powiedziałam wstając, ale Zayn złapał mnie za nadgarstek - Nie lubię piwa. Idę po coś innego - dodałam zanim zmusił mnie, żebym została. Puścił moją rękę.
- Dobra, ale i tak będę cię mieć na oku. Lepiej wróć tu za chwilę - ostrzegł. Pokiwałam głową i odeszłam. Poprawiłam włosy i zaczęłam przepychać się przez tłum  aby dotrzeć do Nialla. Usiadłam na stołku obok niego. Gdy mnie zobaczył, zmarszczył brwi, przerwał rozmowę i obrócił się w moją stronę.
- Zayn miał być za ciebie odpowiedzialny, co nie? - zapytał upijając łyk ze swojej szklanki.
- Dzięki, ale sama jestem za siebie odpowiedzialna - westchnęłam - Nie martw się, Zayn ma na mnie oko - dodałam patrząc na mulata siedzącego za nami. Spotkaliśmy się wzrokiem. Od razu się obróciłam wywracając oczami. Spojrzałam z powrotem na Nialla, który z zazdrością obserwował Sophie i Harrego tańczących na parkiecie.
- Nieźle spieprzyłem, co? - odezwał się zasmucony, nie odrywając wzroku od tamtej dwójki. Teraz ja zmarszczyłam brwi.
- W mojej sprawie, owszem spieprzyłeś, ale jeśli chodzi o nią, to nie jest źle - znów musiałam przekrzykiwać muzykę - Zawsze chciałeś dla niej tego, co najlepsze, prawda? Myślę, że to liczy się najbardziej - dodałam po czym zamówiłam pierwszy lepszy koktail. Kiedy dostałam już swojego drinka, zauważyłam, że Niall nadal na nich patrzy - Ty też powinieneś zatańczyć. Znajdź Louisa, znajdź jakąś dziewczynę. Wyrzuć to z głowy. To lepsze niż siedzenie tutaj - powiedziałam, poklepałam go pocieszająco po plecach, po czym wróciłam do Zayna. Gdy już usiadłam, jeszcze raz spojrzałam w stronę blondyna. Uśmiechnęłam się widząc, że wstał i idzie w stronę ludzi. Jednak skrzywiłam się po chwili widząc jak Sophie i Harry zajmują miejsce gdzie przed chwilą siedział Niall.
- Pij - rozkazał mi Zayn, zmuszając mnie do oderwania wzroku od baru, gdy znów złapał mnie za udo. Po raz kolejny odepchnęłam jego rękę i natychmiast opróżniłam swoją szklankę.
- Zadowolony? - zapytałam sarkastycznie.
- Bardzo.
- Muszę się napić wody - powiedziałam i chciałam wstać ale Zayn pociągnął mnie na kanapę.
- To może poczekać.
- Tak samo jak twoje hormony - warknęłam - Beznadziejnie tu, chcę potańczyć!
Zayn popatrzył na mnie chwilę, po czym się odezwał - Dobra. Możesz zatańczyć z Liamem - Już chciałam odejść ale znów mnie zatrzymał - Ale najpierw chcę żebyś zatańczyła na moich kolanach.
- Nie ma mowy. Wal się - syknęłam wkurzona. Chłopak złapał mnie za podbródek i zmusił abym na niego spojrzała - Albo zatańczysz albo będziesz piła dalej, kotku - powiedział z zaciśniętymi zębami. Mogłam wyczuć alkohol w jego oddechu - Jubilat chcę żebyś zatańczyła, więc zatańczysz - dodał.
- Znajdź sobie inną - rzuciłam.
- Zayn!
Krzyk Louisa sprawił, że oboje obróciliśmy się w jego kierunku. Zbliżał się do nas z dwoma blond laluniami, które obejmował ramionami.
- Zayn! To jest Tanya - wybełkotał wskazując na dziewczynę po swojej lewej stronie - A to jest... Sabrina! Tak, Sabrina! - powiedział wskazując na drugą. Zaśmiał się, tak samo jak obydwie hojnie obdarowane przez naturę blondynki - Myślisz że znajdzie się jeszcze miejsce dla naszej trójki? - zapytał Lou z pijanym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Nie czekał na odpowiedź, po prostu popchnął jedną blondynkę lekko w stronę Zayna, a drugą posadził koło siebie. Spojrzałam na niego. Był zajęty francuskim pocałunkiem z Tanyą. A Sabrina szybko przyssała się do mulata, który puścił moje udo aby złapać jej pełny biust. Wywróciłam oczami i spojrzałam przed siebie nie chcąc oglądać tej wymiany śliny. Zagapiłam się na Sophie i Harrego. Moja siostra chichotała podając chłopakowi kieliszek. Co ona robi?! Już pijany Harry opróżnił kieliszek za jednym razem, po czym ucieszony namiętnie pocałował moją siostrę  oplatając ręce wokół jej ciała, jakby był poważnie zdesperowany. Co oni robią?! Paparazzi mogą być wszędzie! Harry wie, że powinien uważać! Moje spojrzenie wylądowało na na kilku opróżnionych kieliszkach obok niego i dwóch obok Sophie. Oni w ogóle nie myślą. Zayn znów przerwał mi rozmyślenia, bo odsunął się od Sabriny i pociągnął mnie na swoje kolana.
- Dawaj skarbie. Nadal czekam, aż dla mnie zatańczysz - wymamrotał mi do ucha. Pisnęłam gdy mocno złapał mnie za tyłek.
- Anne zatańczmy! - rzucił Louis i pociągnął mnie za sobą, z łatwością uwalniając mnie od Zayna.
- Ale - zaczął mulat, ale Lou mu przerwał.
- Zaynie, ja ją teraz trochę poniańczę. Zajmij się dobrze Tanyą i Sabriną, okej? - powiedział i sam położył mi rękę na tyłku. Zayn pokręcił głową i wywrócił oczami, po czym zaśmiał się i zwrócił się do dwóch laluń. Skrzywiłam się widząc jak od razu łapie je za cycki. Żadnego wstydu. Pijany Louis zaciągnął mnie na parkiet, zatrzymując się pośrodku tłumu. Akurat puścili remix Chrisa Browna  "Show me".

Baby let me put your panties to the side (uh) /Skarbie pozwól mi ściągnąć twoje majteczki (uh)
Imma make you feel alright (right, right)/ Sprawię, że dobrze się poczujesz (tak, tak)
'Cause Imma give you what you need, yeah/ Bo dam ci to czego potrzebujesz, tak
Mami you remind me of something (uh)/ Mała przypominasz mi o czymś (uh)

Louis przyciągnął moje ciało do siebie, wzdychając głęboko. Przycisnął swoje krocze do mojego tyłka.
- Louis co..
- Nie opieraj się okej? - rzucił mi do ucha - Dzięki temu wrócimy szybciej do hotelu i obędzie się bez zbędnych pytań jutro rano.
- Co?! - krzyknęłam. W ogóle nie brzmi jakby był pijany. 
- Udawaj, że jesteś pijana i, że podoba ci się to co teraz robię. Zayn nie jest przekonany - dodał i zaczął kręcić biodrami - Nie możesz spalić mojej przykrywki. Jeśli chłopcy zaczną myśleć, że jestem dla ciebie miły...Nasz plan nie zadziała. To dlatego nie chciałem cię dzisiaj niańczyć.
Musiałam to przemyśleć, zanim wydało mi się sensowne. Pokiwałam głową, ukradkiem spoglądając na Zayna. Rzeczywiście, nie był pod wrażeniem.
- Jak chcesz, żebym udawała, że jestem pijana? Nigdy nie byłam pijana!
- Ćśśś! - Louis obrócił mnie i spojrzał mi w oczy - Ćśśś - powtórzył i odetchnął głęboko - Pomogę ci okej? Jednak wątpię, żeby ci się podobało.
- Nie szkodzi - rzuciłam - Dopóki jestem daleko od Zayna, wszystko mi pasuje.
- Okej - powiedział po czym złapał mnie za biodra - Musisz się rozluźnić - poinstruował mnie - Po prostu pozwól ciału poczuć muzykę.


Oh baby show me, show me something/ O skarbie, pokaż mi, pokaż mi coś
Tomorrow I might be hungover, but that don't mean nothing/ Jutro mogę mieć kaca ale to nic nie znaczy
You see all night long, I've been wrong/ Widzisz, całą noc myliłem się
Baby show me something/ Skarbie pokaż mi coś
She gon' let me do it/ Ona mi na to pozwoli

Powoli moje biodra zaczęły się ruszać i dopasowywać do rytmu jaki nadawał swoimi rękoma.
- Teraz obejmij moją szyję - wyszeptał i posłuchałam go od razu - Zamknij oczy i wczuj się w rytm.
Niechętnie zamknęłam oczy i pozwoliłam basom przejąć kontrolę nad moim ciałem. Louis sprawił, że nasze ciała poruszały się dopasowane do siebie. Tylko według mnie o wiele za często napierał kroczem na mój tyłek. Ale po kolejnej piosence poczułam, że moje ciało niesie muzyka. Alkohol uderzył we mnie i przy każdym ruchu lekko kręciło mi się w głowie. Zaśmiałam się gdy Louis ponownie mnie obrócił twarzą w swoją stronę. Złapał mnie za biodra a ja nadal chichotałam, prawie tracąc równowagę. Spojrzał na mnie zmartwiony.
- Naprawdę jesteś pijana?
Pokręciłam głową.
- Jak dużo wypiłaś przez Zayna?
Wzruszyłam ramionami.
- Niall! - Louis krzyknął do Nialla stojącego z dwa metry od nas. Irlandczyk obrócił się w naszą stronę - Wracam do hotelu z Anne! - dodał Lou, wskazując na mnie - Powiedz reszcie okej?!
- Wezwij taksówkę!
- No raczej!

Louis złapał mnie za rękę i wyprowadził z klubu.

○♥○

- Ej skarbie, ostrożnie - ostrzegł Louis, śmiejąc się gdy potknęłam się w drzwiach wejściowych. Pomógł mi wstać. Trzymałam go za ramiona aby znów nie upaść.
- Louisss - zaśmiałam się kręcąc głową. Chciałam iść sama ale nie udało mi się.
- Musisz usiąść - przytrzymał mnie mocno.
- Nie - znów pokręciłam głową i zarzuciłam mu ręce na szyję aby go przytulić. Także mnie objął, delikatnie klepiąc mnie ręką po plecach. Przycisnęłam twarz do jego klatki piersiowej i wzięłam głęboki oddech. Dobrze pachniał. Naprawdę dobrze.
- Dużo wypiłaś, co? - wyszeptał patrząc na mnie z góry.
- Nie, tylko troszeczkę - uśmiechnęłam się, nie odrywając twarzy od jego koszuli.
- Nie możesz nawet prosto chodzić.
- To dlatego, że te szpilki mi to utrudniają - powiedziałam i odsunęłam się od Lou, aby rzucić buty w róg pokoju - O wiele lepiej - westchnęłam i przeczesałam ręką włosy, wyjmując z nich wsuwki. Pozwoliłam im luźno opaść na ramiona - O tak, o wiele lepiej - dodałam - Bolały mnie włosy - powiedziałam ponownie przeczesując włosy ręką.
- Bolały cię włosy?
- Ty, jako facet z krótkimi włosami nie wiesz jak to jest - zachichotałam - Kiedy włosy są mocno zaczesane i spięte wsuwkami lub gumkami, to po jakimś czasie włosy przy głowie zaczynają boleć - wyjaśniłam - To właśnie ból włosów.
- Serio? - chłopak uniósł brew w niedowierzaniu i uśmiechnął się - Nie mówisz tego, bo jesteś pijana?
- Tak, serio - odpowiedziałam - Nie jestem pijana Tomlinson... Jestem tylko troszkę wstawiona - zaprzeczyłam pokazując mu jak mało pijana byłam za pomocą kciuka i palca wskazującego - Po prostu dobrze się teraz czuję - powiedziałam dumnie i rzuciłam się na kanapę - I wyjątkowo jestem wstawiona...Chcesz w coś zagrać? - zapytałam, wstając nagle. Chłopak patrzył na mnie lekko przechylając głowę w bok.
- Jasne, czemu nie - wzruszył ramionami.
- Ścigajmy się... Po korytarzu hotelowym! - zadecydowałam wesoła podchodząc do drzwi i otwierając je.
- Czekaj chwilę skarbie - Louis zatrzymał mnie zanim wyszłam z pokoju - Naprawdę chcesz to zrobić?
- Jasne! - warknęłam - Nie boję się konsekwencji jeśli to cię martwi, Tomlinson.
- Chodzi mi o to, czy naprawdę chcesz przegrać? - zaśmiał się i puścił się biegiem przez korytarz.
- Czekaj! Nie ustaliliśmy gdzie jest meta! - krzyknęłam śmiejąc się. Wywróciłam oczami i podążyłam za nim. Zatrzymaliśmy się przy windach, dwa skręty w lewo i jeden w prawo za naszym apartamentem.
- Więc jak, ścigamy się do apartamentu? - zapytał Lou uśmiechając się.
- Jasne - zgodziłam się.
- Zwycięzca zdobywa?
- Satysfakcję z wygranej - odpowiedziałam i puściłam mu oczko. Zaśmiał się i pokręcił głową.
- Musimy oboje dotykać windy zanim zaczniemy okej? - zaproponował wyciągając jedną stopę za siebie, tak aby dotykała windy. Zrobiłam to samo, nadal się uśmiechając.
- Dobra, gotowy?
- Do startu, start! - krzyknął i oboje wystartowaliśmy. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu gdy biegliśmy korytarzem, omijając rośliny i ludzi zupełnie niezdarnie. Przyspieszyłam pod koniec i zaśmiałam się gdy wyprzedziłam go i dotknęłam drzwi pokoju pierwsza.
- Wygrałam! - zaczęłam świętować wyrzucając ręce w górę - Aha! Oł yeah! - zaśmiałam się gdy Lou wyciągnął kartę hotelową i otworzył drzwi. Szłam od razu za nim. Zapomniałam o małym stopniu od razu przy wejściu. Oczywiście pisnęłam i potknęłam się o niego. Louis złapał mnie, a ja trzymałam się go jakby był moim kołem ratunkowym.
- Wszystko okej? - zapytał marszcząc brwi. Nasze spojrzenie się spotkały i nagle poczułam jakby wzniósł cały mój świat o kilka pięter wyżej, tylko dlatego, że mnie teraz podtrzymywał. Nie mogłam jasno myśleć i nie zawahałam się przy wypowiedzeniu tych słów:
- Louis, obiecasz mi, że nie ważne co się stanie, to pomożesz mi z tym całym bałaganem w moim życiu? - zapytałam patrząc na niego. Ręce miałam zaplecione na jego karku.
- Obiecuję - powiedział, jego oczy zatonęły w moich - Nie ważne co się stanie.
- To dobrze - rzuciłam, po czym przyciągnęłam go do siebie i mocno pocałowałam. Na początku był zaskoczony, ale szybko mi odpowiedział i oplótł ręce wokół mojego ciała. Lekko zacisnął palce na mojej skórze, po czym odsunął się ode mnie.
- Nie mogę... Cholera Anne, nie mogę. Nie zrobię tego gdy jesteś pijana... - powiedział.
- Nie jestem pijana Tomlinson! Jestem wystarczająco trzeźwa aby zapewnić cię, że chcę tego teraz! - nalegałam biorąc jego twarz w dłonie - Weź mnie - wyszeptałam mu do ucha - Proszę, błagam cię abyś mnie przeleciał - sapnęłam.
- Ja pierdole, Anne - jęknął - Co ty ze mną robisz - zamknął oczy, po czym z desperacją złączył nasze usta, przyciągając mnie jeszcze bliżej swojego ciała. Jęknął i przycisnął mnie do ściany - Anne - sapnął i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi - Kurwa.
- Louis  - powiedziałam odchylając głowę do tyłu. Nasz krocza napierały na siebie, Louis jeździł rękoma po całym moim ciele po czym złapał mnie za nogę i oplótł się nią w talii. Przyciągnęłam go do namiętnego pocałunku. Oczy same mi się zamknęły gdy chłopak ponownie całował mnie po szyi.
- Idź do naszego pokoju - pocałował mnie ponownie po czym się ode mnie odsunął - Zaraz wrócę - powiedział po czym wybiegł z apartamentu. Zmieszana, ale równocześnie podniecona, skierowałam się do pokoju gdzie wczoraj spaliśmy i usiadłam na łóżku. Louis wrócił po chwili z kubkiem lodu w ręce. Położył go na szafce nocnej po czym usiadł na mnie okrakiem i znów zaczęliśmy się całować.
- Po co ci lód? - zapytałam między pocałunkami. Popchnął mnie na materac. Jego zimne ręce sprawiły, że dostałam gęsiej skórki.
- Gra zmysłów - odpowiedział i wsunął ręce pod moją sukienkę aby dostać się do moich ud - Spodoba ci się to - rzucił, a następnie przycisnął usta tuż pod moim uchem.
- Louis - jęknęłam wplatając ręce w jego włosy i oplatając go nogami.
- Cholera, Anne - sapnął chłopak, napierając na mnie kroczem. Zaczął ocierać się o mnie. Schował głowę w zagłębieniu mojej szyi - Jesteś tak perfekcyjna - wymamrotał i lekko przygryzł moją skórę - Chyba cię kocham.
- Proszę, nie mów tego - pokręciłam głową, czując jak coś ściska mnie w brzuchu - Nie możesz tak mówić.
- Czemu nie? - zapytał i przerwał wszystko aby spojrzeć mi w oczy.
- Nie chcę się przywiązywać - wyszeptałam, biorąc jego twarz w dłonie - Nie mogę się przywiązać. Nie teraz - dodałam, prosząc w myślach aby zrozumiał dlaczego. Dostrzegłam, że się zasmucił. Aż poczułam ukłucie w klatce piersiowej.
- Lou...
- Wiem Anne - westchnął patrząc na mnie smutno - Wiem. Po prostu chciałbym, żebyśmy spotkali się w innych okolicznościach... Żeby to wszystko nie było problemem - wymamrotał. Złączyłam swoje palce z jego.
- Więc spraw, abym o wszystkim zapomniała. Nie obchodzi mnie, że to tylko chwilowe - powiedziałam - Proszę.
Chłopak pokiwał głową. Nadal jednak zaciskał zęby. Przyciągnęłam go do siebie i złączyłam nasze usta w żarliwym pocałunku. Jego zachowanie było bardziej obojętne. Odchyliłam głowę gdy dotknął mnie lewą dłonią. Nagle wydało mi się, że mamy na sobie za dużo ubrań. Czułam jakbym miała się w nich udusić. Od razu złapałam go za skrawek koszulki i podciągnęłam ją do góry.
- Koszulka, zdejmij ją - jęknęłam, czując ciepło bijące od mojej rozgrzanej skóry.
- Tylko jeśli mogę ściągnąć twoją sukienkę - odparł z chrypką w głosie.
- Proszę - sapnęłam. Szybko pozbył się naszych ciuchów i po chwili jego tors był dociśnięty do mojego. Mogłam praktycznie poczuć bicie jego serca.
- Jesteś zdenerwowany? - zapytałam ujmując jego twarz w dłonie.
- Oczywiście - odparł ponownie mnie całując - Nie chcę tego spieprzyć - zaczął całować mnie po szyi, palcem zaznaczał kontury mojego ciała - Jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał ponownie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Proszę - jęknęłam. Moje ciało tego pragnęło.
- A twoje kolano? Co z nim? - spojrzał na nie zmartwiony.
- Całe i zdrowe! - odpowiedziałam od razu i zajęłam się paskiem od jego spodni - Wszystko z nim okej - powtórzyłam po czym ściągnęłam z niego spodnie. Oboje byliśmy w samej bieliźnie - Pocałuj mnie - powiedziałam i natychmiast to wykonał.
- Znów - zażądałam.
- Jesteś nienasycona - zaśmiał się, jego twarz była kilka centymetrów od mojej.
- A ty za dużo myślisz.
Podniósł zaskoczony brew.
- Tylko dlatego, że wierzę, iż na ciebie nie zasługuję, a ty teraz jesteś tu i z własnej woli... - wymamrotał łagodnie - Właściwie, dlaczego chcesz to zrobić? - zapytał przejeżdżając dłońmi po moim ciele.
- Pokaż mi Lou, pokaż mi wszystko co potrafisz - powiedziałam - Ufam ci.
Chłopak pokiwał głową i sięgnął do nocnej szafki po szalik.
- Po co to tam trzymasz? - zmarszczyłam brwi ale uśmiechnęłam się.
- Zawsze jestem przygotowany - puścił mi oczki - Tym razem mam też gumki - dodał i pomachał mi przed oczami paczką kondomów.
- Super! A teraz jakbyśmy mogli kontynuować - powiedziałam przejeżdżając palcami po jego torsie, a następnie złapałam go za ramiona. Jego skóra była rozgrzana.
- Denerwujesz się? - zachichotał po czym zawiązał mi szalik na oczach, pozbawiając mnie tymczasowo wzroku.
- Nie.
- Anne - powiedział delikatnie, jego palce masowały moją skórę.
- No troszkę - przyznałam piskliwym głosem.
- A nie powinnaś - wymamrotał. Po raz kolejny poczułam jego usta na szyi - Powiedz mi kiedy doznania będą dla ciebie zbyt silne, okej?
Pokiwałam głową. Usłyszałam dźwięk poruszanych kostek lodu. Louis pocałował mnie w usta. Zachłysnęłam się gdy poczułam kostkę lodu w pępku.
- Zatrzymaj to tam, okej? - rzucił i zaczął całować moje ciało. Dostałam gęsiej skórki, gdy jego usta wędrowały coraz niżej mojego brzucha. Rękoma zaczęłam szukać jego twarzy, chciałam znów go pocałować. Chłopak złapał mnie za nadgarstki.
- Rąk też nie ruszaj - zaśmiał się i położył je po bokach mojego ciała. O wiele za wcześnie lód roztopił się i na mojej skórze została tylko woda.
- Lou - jęknęłam torturowana jego zachowaniem. Znów zatrzymał moje ręce gdy chciałam sięgnąć po jego twarz.
- Zamierzam ściągnąć twoją bieliznę, okej?
- Proszę - błagałam cała rozpalona. Ostrożnie zdjął moje majtki i rozpiął mi stanik. Leżałam przed nim naga. Czułam jak się czerwienie i skrzywiłam się. Usłyszałam, że znów sięga  kubka z lodem. Mój kręgosłup wygiął się nagle, gdy dotknął lodem mojego sutka.
- Skarbie, czemu się skrzywiłaś? - zapytał zataczając kostką lodu kółko wokół mojego sutka i prowadząc ją do drugiej piersi, powtarzając czynność.
- Jestem naga - wymamrotałam, lekko zachłysnęłam się powietrzem gdy lód dotknął drugiego sutka.
- No i?
- No i nie jestem do tego przyzwyczajona - odpowiedziałam. Kostka zsunęła się między moje piersi. Jęknęłam gdy gorące usta Louisa złączyły się z moim twardym sutkiem. Później pocałował drugiego sutka, a jego zimne palce zawędrowały pomiędzy moje nogi.
- O mój Boże Louis! - sapnęłam, wplatając palce w jego włosy. Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Po paru sekundach odsunął się ode mnie i zachichotał, po czym znów położył moje ręce wzdłuż mojego ciała. Lód znów zagrzechotał i poczułam usta lou na swoich. Tylko tym razem kostka lody znalazła się w mojej buzi. Drugą trzymał między zębami i zostawiał mokrą ścieżkę od mojej szyi, przez piersi i pępek aż do skóry na biodrze. Lód w moich ustach szybko się roztapiał. Zacisnęłam dłonie w pięści i sapnęłam czując jak pożądanie przepływa przez moje żyły.
- Lou proszę! Przestań się ze mną droczyć!
Brytyjczyk nie zwracał na mnie uwagi. Przycisnął swoje zimne usta do mojej cipki na co głośno jęknęłam. Topniejący lód skapnął na moje wrażliwe miejsce, sprawiając, że to wszystko było jeszcze bardziej podniecające.
- Kurwa - przeklnęłam głośno, zaciskając palce na prześcieradle. Chłopak nie przestawał, chcąc roztopić lód do końca. Zaczęłam się lekko szarpać. Znów wygięłam kręgosłup i jęknęłam głośno, gdy szybko przesunął językiem po tamtym miejscu. Byłam oszołomiona.
- Kurwa Lou! - jęknęłam po czym doszłam. Zaparło mi dech w piersiach, fajerwerki eksplodowały wokół mojej głowy gdy przyjemność ogarniała moje ciało. Mój mózg był kompletnie pusty, od tej przyjemności aż przeszły mnie ciarki.
- Wiedziałem, że ci się spodoba - zaśmiał się sam do siebie i odsunął się trochę. Wstałam, pozbyłam się szalika z oczu, złapałam go za ramię i przyciągnęłam do kolejnego pocałunku.
- Jeszcze raz - poprosiłam między pocałunkami - Proszę zrób to jeszcze raz.
Nawet nie czekałam na jego odpowiedź. Pozbyłam się jego bokserek. Już był gotowy do akcji.
- Chcesz powtórki? - zapytał zaskoczony, ledwie łapiąc oddech przez moje pocałunki. Szybko pokiwałam głową i w desperacji zacisnęłam palce na jego bicepsie.
- Proszę.
Chłopak nie marnował czasu. Od razu rozerwał srebrną paczuszkę i założył kondoma na swojego twardego członka. Jego zimne ręce po raz kolejny złapały moją twarz gdy złączył nasze usta na kilka sekund. Odsunął się troszkę i zawahał przed moim wejściem.
- Nadal jesteś pewna? - znów zapytał, nawet ogarnięty pożądaniem. Nie odpowiedziałam. Oplotłam ręce wokół jego szyi i przyciągnęłam go bliżej. Pisnęłam gdy wszedł w moją cisną cipkę. Oparłam głowę na jego obojczyku. Zaczęłam szukać jego ust i uspokoiłam się gdy tylko je znalazłam. Jego palce przeczesywały mi włosy. Po jakiejś minucie zaczęłam poruszać biodrami. Chłopak jęknął i zaczął się mocniej poruszać.
- Dawaj Tomlinson, potrafisz lepiej - drażniłam go. Jego potargane włosy wpadały mu prawie do oczy gdy spojrzał na mnie wyzywająco. Wyszedł, a później wszedł we mnie o wiele mocniej. Zachłysnęłam się i sapnęłam. Musiałam przytrzymać się jego ramienia.
- O to ci chodziło Anne? - zapytał powtarzając czynność.
- Właśnie tak - jęknęłam, czując jak mnie wypełnia. Czułam pulsowanie między nogami gdy Louis zaczął przyspieszać. Cienka warstwa potu pokryła nasze ciała. Po kilku kolejnych pchnięciach chłopak zaczął pieścić moją łechtaczkę. Czułam, że zaraz dojdę.
- Dawaj Anne - rozkazał dotykając mnie tam kciukiem. Sapnęłam i doszłam po raz kolejny. Byłam jeszcze bardziej wrażliwa niż poprzednio. Czułam jakbym unosiła się na chmurze, każdą komórką swojego ciała wołając Louisa.
- Anneeee - krzyknął Lou, także dochodząc. Opadł na łóżko obok mnie sapiąc. Leżeliśmy tak przez kilka minut, łapiąc oddech. Czułam się wyżuta ze wszelkiej energii.  Louis wstał, zgasił światło i znów opadł na łóżko. Zebrałam si,ę w sobie i obróciłam twarzą w jego stronę. Na mojej twarzy rysował się leniwy uśmiech.
- Dziękuję Lou - wymamrotałam, przytulając poduszkę. Chłopak uśmiechnął się łobuzersko.
- Naprawdę, nie ma problemu. To ja powinienem ci podziękować - rzucił. Zachichotałam. Zamknęłam oczy i ziewnęłam.
- Mogę cię przytulić? - zapytał po kilku sekundach. Wiedząc, ze to może się już nigdy nie powtórzyć, postanowiłam skorzystać.
- Jasne - wymamrotałam, wtulając się w niego. Kołysana do snu przez jego bicie serca, szybko zasnęłam.
_______________________________________________________________________________
Teraz szybkie ogłoszenia parafialne:
1. Nowe rozdziały powinny pojawiać się szybciej ;D

2. Ostatnio dzięki Karolci dowiedziałam się, o perfidnym plagiacie. Mianowicie dwie dziewczyny prowadzące bloga z imaginami o Big Bangu postanowiły skopiować to opowiadanie i tylko pozmieniać imiona bohaterów, (może też nazwy miast na koreańskie, nie wiem, nie czytałam wzystkiego). W związku z tym mam prośbę - jeżeli gdzieś jeszcze zobaczycie to opowiadanie, czy jego fragmenty na innych blogach, dajcie znać :D Byłabym bardzo wdzięczna <3

3. Jak wam się podobało? Co sądzicie o związku Louisa i Anne? 

Do następnego, 
xx Annie

ps. życzę miłego weekendu miśki ;*
pps. Opowiadanie ma już 850 tys. wyświetleń i 3,5 tys komentarzy. Jesteście niesamowite/niesamowici ^.^

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Info, info, nowy rozdział ;D

W ostatnim tygodniu bylam na wycieczce i dopiero dzisiaj ogarnęlam, że jest nowy rozdział dzięki waszym komentarzom ;* 
Niestety do środy jestem zawalona sprawdzianami i przetlumaczę dopiero na piątek (tak koło 20) :D 
Także do następnego
xx Annie

środa, 13 maja 2015

3.28. Jasne światła

Do moich uszu zaczęło docierać wiele głosów, gdy usiadłam nerwowo w studiu Ellen, obok mojej bliźniaczki. Na szczęście dla chłopców, Ellen miała dwa wolne miejsca. A na ich nieszczęście, siedziałyśmy z tyłu, co ułatwiało nam potencjalną wycieczkę, ponieważ prawie nie było nas widać z powodu słabego oświetlenia. Miałam z tego powodu złe przeczucia. Spojrzałam na siostrę. Rozglądała się dookoła, przestraszona.
- Anne? - wyszeptałam i podchwyciłam jej spojrzenie - Chyba nie będziesz próbowała uciec? - zapytałam - Pomyślą, że to moja wina.
- Nie, po prostu się rozglądam - odpowiedziała - Zawsze chciałam odwiedzić jej show i to trochę dziwne, że w końcu tu jestem.
- Naprawdę? - zmarszczyłam brwi, ale ona pokiwała głową.
- Ona jest przekomiczna.
Jej słowa trochę mnie uspokoiły. Jeśli nie ma zamiaru uciekać, to nie powinnam mieć żadnych problemów, a Harry nie będzie zły. Jednak cały czas miałam dziwne przeczucia. Program w końcu się zaczął i chłopcy zajęli swoje miejsca na kanapie, naprzeciwko Ellen. Harry od razu odszukał mnie wzrokiem. Tak samo Niall, Zayn, Liam i Louis. Chwilę potem wszyscy odwrócili się w stronę prowadzącej, która zaczęła pytać ich o trasę, rodziny i to jak mija im życie. Straciłam wątek w chwili gdy mężczyzna siedzący obok mnie złapał mnie za nogę. Gdy chciałam krzyknąć jego dłoń momentalnie wylądowała na moich ustach.
- Nie krzycz - syknął wkurzony. Ten głos... Już go słyszałam. Obróciłam się aby zobaczyć postać ubraną na czarno. Miał czapkę i okulary przeciwsłoneczne...To mój ojciec.
- Nawet nie myśl o tym, żeby mnie wsypać zrozumiałaś? - wyszeptał ostro - To ja tu będę mówił.
Obróciłam się w stronę siostry ale ojciec mnie powstrzymał.
- Tylko z tobą chcę gadać.
Ponownie spojrzałam na siostrę. Była zbyt zajęta tym co się dzieje na scenie aby zauważyć, że rozmawiam z naszym ojcem.
- Chyba oszalałeś? - spojrzałam na niego. Wywrócił tylko oczami.
- To nie ja oszalałem. Teraz przestań na mnie patrzeć, twoi chłopcy zaczną coś podejrzewać jeśli sie będziesz cały czas tu gapiła - ostrzegł i obrócił się w stronę sceny. Każda komórka mojego ciała chciała krzyczeć, powiedzieć Anne, dać znać chłopcom, ale tylko spojrzałam na niego niechętnie i obróciłam twarz w stronę Ellen, ignorując ostrzegawcze sygnały w mojej głowie.
- Czego chcesz? - syknęłam krzyżując ręce na piersi - Bo jeśli chcesz mnie zabrać, to przysięgam, że zrobię tu scenę - ostrzegłam patrząc na Harrego. W myślach błagałam go aby na mnie spojrzał, ale z zainteresowaniem słuchał Ellen.
- Jestem tu, aby zawrzeć z tobą układ - dodał mój ojciec, nadal szepcząc.
- Nie jestem zainteresowana. Nie ufam ci. Naćpałeś mnie i prawie kurwa zabiłeś - warknęłam gdy publiczność wraz z Anne wybuchła śmiechem po żarcie Ellen.
- Widzisz, masz dobre powodu aby mi nie ufać - pokiwał głową i spojrzał na mnie - A dlaczego Harry nie ufa tobie?
Serce mnie ścisnęło.
- Nie wiem.
- Hmm - ojciec znów pokiwał głową, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Zacisnęłam pięści.
- Wal się. Wiem co próbujesz zrobić ale to nie zadziała. Nie uda ci się mnie od nich odciągnąć - powiedziałam pewnie - Kochają mnie. Harry mnie kocha.
- Udowodnię ci, że tak naprawdę cię nie kochają - rzucił.
Harry spojrzał w moją stronę i posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Światło nie jest tu jednak zbyt dobre więc wątpię, że mnie zobaczył. Pewnie po prostu wie, że gdzieś tu jestem.
- Nie wiesz nic o miłości ani o tym jak mnie traktują - odpowiedziałam zirytowana.
- Wiem, że kilka razy byłaś związana za kulisami. Byłaś także zamknięta w ich busie i pokoju hotelowym. Powiedz mi Soph, podoba ci się to jak cię traktują?
- To wszystko przez Anne - odpowiedziałam, czując gromadzącą się złość - Cały czas daje im powody aby nam nie ufali. To jej wina - wymamrotałam patrząc na siostrę i upewniając się, że mnie nie usłyszała. Jej oczy były na szczęście cały czas wpatrzone w scenę.
- Jesteś pewna? A może to przez to, że Harry boi się ciebie stracić? Bio się, ze w końcu się ockniesz i zdasz sobie sprawę jakie to wszystko jest popieprzone.
- Boi się, że mnie straci przez kogoś takiego jak ty! - krzyknęłam. W tym samym czasie publiczność zaczęła klaskać i uciszyła mój krzyk. Jednak Anne odwróciła się w moją stronę.
- Mówiłaś coś? - zapytała zatroskana marszcząc brwi. Pokręciłam głową, zasłaniając ojca swoim ciałem.
- Mówiłam do siebie - zaśmiałam się i spojrzałam w stronę sceny. Siostra jeszcze chwilę na mnie patrzyła po czym znów zagapiła się na chłopców.
- Chcę, żebyś czegoś dzisiaj spróbowała Sophie - powiedział mój ojciec - Z tego co słyszałem wszyscy idziecie dzisiaj do klubu na urodziny Zayna, mam racje?
Kiwnęłam głową.
- Spij dzisiaj Harrego, tak, żeby się w miarę wstawił. A kiedy wrócicie do hotelu, załóż jakąś seksowną piżamę, ale nie pozwól żeby cię dotknął.
- Nie - pokręcił głową - Nie zrobię tego. Zajmij się swoimi sprawami.
- Przetestuj go - dodał - Jeśli naprawdę się o ciebie troszczy tak jak twierdzi, to nie zrobi nic czego byś nie chciała.
- To nie będzie fair! Będzie pijany - rzuciłam trochę za głośno.
- Dokładnie. Pijane osoby mówią to co myślą - dodał i wstał - Poczekam aż razem z siostrą wrócicie do swoich zmysłów - po tym wyszedł. Patrzyłam na jego plecy i gdy tylko zniknął mi z oczy, skupiłam się na chłopcach.
- Sophie wszystko w porządku? - zapytała Anne i rozejrzała się dookoła - Coś nie tak? Wyglądasz na wkurzoną.
- Nie, nic mi nie jest - rzuciłam próbując się trochę uspokoić. Propozycja mojego ojca nie chciała opuścić moich myśli - Muszę tylko iść do łazienki - skłamałam.
- To idź? Nikt cię nie zatrzymuje - zauważyła.
Chłopcy. Nie mogę wyjść, jeśli zobaczą, ze mnie nie ma - spanikują - rzuciłam. W mojej głowie od razu pojawiły się dwa słowa "brak zaufania".
- Nie możesz przetrzymać przez dwie minuty? To już prawie koniec.
Zgodziłam się. I tak nie chciałam iść do tej łazienki. Po prostu musze się gdzieś wyładować, bo ta cała sytuacja mnie gryzie. Po tym jak cała sala zaśpiewała Zaynowi "Sto lat", Ellen podziękowała chłopakom i życzyła im szczęścia w dalszej trasie. Liam przyszedł i zabrał nas za kulisy, gdzie czekała reszta zespołu.
- I? Jak wam się podobało? - zapytał gdy szliśmy.
- Fajnie było w końcu cieszyć się jako taką wolnością - powiedziała Anne - A Sophie musi iść do łazienki.
- Nie, już nie muszę...
- Nie gadaj bzdur. Czeka nas długa droga do hotelu, musisz iść teraz - Anne nie dała się przekonać.
- Zaprowadzę cię - zaproponował brunet.
- Ja też idę, ale nie widzę potrzeby abyś nam towarzyszył - rzuciła Anne.
- Anne to nie była propozycja. Idę z wami - odpowiedział jej oschle - Daję wam siedem minut. Czekam tutaj - powiedział pod drzwiami damskiej toalety. Anne uśmiechnęła się sarkastycznie po czym wepchnęła mnie do środka.
- Anne...
- Poczekaj - powiedziała podchodząc do umywalki i odkręcając wodę, aby zagłuszyć naszą rozmowę.
- Anne ale ja nie muszę...
- Wiem o tym... - odpowiedziała i oparła rękę na biodrze - Ale coś jest z tobą nie tak. Nie wiem co ci chodziło po głowie podczas programu Ellen ale nie wyglądasz na zadowoloną.
- Jest okej, po prostu się trochę wyłączyłam.
- Nie jest okej Soph - Anne pokręciła głową. Patrzyłam na nią bez słowa - Ale okej. Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to nie ma problemu. Po prostu wiedz, że zawsze tu dla ciebie będę okej? Jesteśmy po tez samej stronie.
Pokiwałam głową, a ona zakręciła wodę.
- I ja naprawdę musiałam isć do łazienki - zauważyła zamykając się w kabinie. Powinnam jej powiedzieć o rozmowie z ojcem? Nie. Przyzna mu rację. Ale co jeśli naprawdę jest po mojej stronie...
- Dziękuję - wymamrotałam gdy stała przy umywalce i myła ręce - Za to, że zauważyłaś.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała zakręcając kran i susząc ręce - Będę dla ciebie walczyć Soph. Jeszcze teraz się nie poddam.
Uśmiechnęłam się na co także odpowiedziała mi uśmiechem.
- Chodźmy, Liam na nas czeka - dodała, i ścisnęła moją dłoń zanim wyszłyśmy z łazienki.
- Skończyłyście? - zapytał Liam patrząc na nas przelotnie, po czym znów zapatrzył się w telefon - Kiedy wrócimy do hotelu, macie godzinę do wyjścia do klubu - powiedział i odepchnął się od ściany.
- A gdzie pozostała czwórka? - zapytał mój blond sobowtór.
- Już w busie.

○♥○

- Więc jakie mamy plany na wieczór? - zapytała Anne gdy tylko wróciliśmy do hotelu.
- Chcemy się upić i dobrze bawić - rzucił Zayn i opadł na kanapę.
- Wiesz, że Sophie i ja nie jesteśmy w stanach dorosłe? - zmarszczyła brwi.
- Serio myślisz, że bramkarze będą was sprawdzać, czy robić problemy? - powiedział Liam.
- A co z ubraniami? Mamy nosić dresy i koszulki?
- Mam coś dla was na wieczór - powiedział Harry - Sukienki. Mam dwie w walizce na specjalne okazje.
A w Atlancie kupiliśmy z Sophie bieliznę, więc dasz sobie radę - dodał Niall.
- Dobra to dajcie mi to bo muszę się naszykować - powiedziała Anne, zaskakując nas wszystkich. Coś w jej zachowaniu wydawało się dziwne. Następne słowa Harrego powiedziały mi, że też to zauważył.
- Co cię tak cieszy? - zmarszczył brwi - Wiesz, że przez cały czas ktoś będzie przy tobie? To, że nie uciekłaś u Ellen nie znaczy, że ci ufamy.
- Wiem o tym - rzuciła, a jej radosny humor znikł od razu - Po prostu cieszę się, że wychodzimy. Minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz tańczyłam - dodała - Teraz sukienki - zażądała wyciągając po nie rękę. Lokowaty westchnął i poszedł do naszego pokoju, po chwili wychodząc z niego z torbą, którą mi podał.
- Proszę. Powinno być tu wszystko czego potrzebujesz. Torba z Atlanty też tu jest.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Gdy Harry schylił się aby mnie pocałować, Anne się wtrąciła.
- Raz, raz Soph! - krzyknęła - Nie mamy teraz na to czasu - dodała biorąc torbę i zaciągnęła mnie do łazienki. Zamknęła drzwi. Prawie natychmiast ktoś do nich zastukał.
- Otwórzcie je natychmiast - zażądał Harry.
- Nie wejdziesz tu Styles!
- Okej, ale drzwi mają być otwarte!
Anne wywróciła oczami ale zrobiła to co jej kazał. Nie omieszkała jednak wystawić środkowego palca. Zaśmiałam się.
- Dziękuję - krzyknął Styles.
- Wal się - wymamrotała moja siostra po czym wyrzuciła zawartość torby na podłogę - Mamy nawet buty i biżuterię? Nieźle - powiedziała zdziwiona - Więc co chcesz założyć? - zapytała podnosząc dwie sukienki.
- Obojętnie mi.
- Po prostu wybierz jedną Soph.
- Ta ciemna - powiedziałam po chwili. Anne mi ją rzuciła. Patrzyłam na nią przez chwilę po czym się odezwałam - Nie wydawało ci się, że Harry dziwnie się zachowywał w busie? - zapytałam ją cicho, kładąc sukienkę naprzeciwko mnie.
- Nie bardziej niż zwykle, a co? - zapytała.
- Nie wiem...Przytulaliśmy się na kanapie i było jakoś dziwnie.
- No cóż, pomijając fakt, że tulisz się ze swoim porywaczem...Nie sądzę, żeby to było jakieś dziwne. To ty wydajesz się dzisiaj dziwna - zamilkła na chwilę - Teraz jak o tym myślę, to z Niallem też jest coś nie tak. Zauważyłaś jak się zachowywał u Ellen? - wyszeptała zmartwiona - Jemu najwyraźniej tez coś chodzi po głowie.
Teraz ja zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Noo. Cały czas miał taką twarz bez wyrazu. Louis czasem go szturchał, gdy miał odpowiadać, bo blondyn w ogóle nie przykładał do tego uwagi.
- Jak już mówimy o Louisie. Coś się między wami dzieje? Widzę trochę napięcia od wczorajszych planów na nocleg - powiedziałam chcąc zmienić temat.
- Absolutnie nic pomiędzy nami nie ma. Wczoraj ten chuj wepchnął mi kutasa do gardła - skrzywiła się - I nie ma żadnego napięcia. Postanowiłam, że będę się do niego odzywać tylko kiedy będzie to naprawdę konieczne - mówiła, zakładając kremową sukienkę. Aż zamrugałam z niedowierzania gdy na nią spojrzałam. Sukienka idealnie do niej pasowała, a złoty wzorek na przodzie delikatnie połyskiwał. Sukienka była krótka, ale nie na tyle krótka, aby odsłaniać za wiele.
- I jak wyglądam?
- Wow.
- Założę się, że ty w swojej także będziesz wyglądała wow - wskazała na materiał, który nadal trzymałam w dłoniach. Uśmiechnęłam się słabo - Chodź tu, pomogę ci.
Po około pół godzinie obie byłyśmy ubrane, uczesane, szpilki i kurtki trzymałyśmy w rękach. Harry zagwizdał gdy wyszłyśmy z łazienki. Chłopcy także się przebrali, w bardziej eleganckie ale nadal nadające się na imprezę ciuchy.
- Skarbie wyglądasz oszałamiająco - powiedział Harry podchodząc do mnie - Jesteś idealna - wymamrotał. Moje spojrzenie momentalnie powędrowało w stronę Nialla, który siedział na kanapie obok Zayna, pisząc coś na telefonie.
- Nieźle, nieźle - rzucił mulat - A czy jubilat otrzyma specjalny prezent? - dodał podchodząc do mojej siostry.
- Chyba śnisz - warknęła Anne, kładąc jedną rękę na biodrze. Harry złapał mnie za rękę.
- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha. W tym momencie postanowiłam, że nie będę przesadzać. Mój ojciec nie ma racji co do niego. Harry będzie mnie szanował, nieważne w jakim będzie stanie. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Też cię kocham - odpowiedziałam po czym pocałowałam go. Louis odkaszlnął więc się od siebie odsunęliśmy.
- Idziemy? 
- Jasne.
- To dobrze bo to wasze przesłodzone zachowanie zaczyna się robić nudne - rzucił Zayn i wstał - Czas się zabawić. Ostro - to zdanie znów zapaliło w moim mózgu lampkę ostrzegawczą, ale postanowiłam ją zignorować. Jasne światła i głośna muzyka powitał nas gdy przyjechaliśmy do klubu. Tak jak przewidywał Liam, razem z Anne ominęliśmy bramkarzy bez przeszkód.
- Chodźmy potańczyć! - powiedział do mnie Harry, mocno łapiąc mnie za rękę. Podążyłam za nim. Trzymałam się jego ręki jak kamizelki ratunkowej, ponieważ byłam oślepiona przez światła.
______________________________________________________________________
W końcu kolejny :D Przepraszam, że tak długo to zajęło, ale trochę późno zobaczyłam, ze jest ten nowy rozdział.
Autorka napisała, że na razie odkłada inne opowiadania na bok i ma zamiar skupić się na tym. Miejmy więc nadzieję, że kolejny pojawi się niedługo ^.^
Czy waszym zdaniem przewidywania ojca Sophie się spełnią? 
Do następnego,
xx Annie