WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

wtorek, 12 sierpnia 2014

Niall - one shoot (2)

- Więc co chcesz dzisiaj robić? - zapytał Niall, sięgając po kolejny kawałek pizzy.
- Nie wiem... A co? - zapytałam kończąc swoją porcję.
- Pomyślałem, że skoro jest piątek, a chłopaki wyszli załatwić swoje sprawy to moglibyśmy obejrzeć razem film - odpowiedział.
- Brzmi nieźle... Jaki film chcesz obejrzeć?
- Jeszcze nie wiem, po prostu rzuciłem propozycję.
Zmarszczyłam brwi.
- Mam nadzieję, że to nie będzie coś erotycznego. Takich rzeczy spodziewałabym się po louisie, a nie po tobie.
- Nie, nie Sophie - zaśmiał się, rozbawiony moimi obawami - Nic erotycznego. Czuję się nieswojo gdy oglądam....em...porno.. z kimś innym.
- Więc już oglądałeś porno z kimś innym?
- Nie Sophie - westchnął głośno, a na policzkach pojawił mu się rumieniec - Ale to byłoby dziwne... Ale nie o tym mówiliśmy. Chciałem obejrzeć z tobą horror.
Zdecydowanie zaprzeczyłam.
- Nigdy w życiu.
- Czemu? - jęknął.
- Nie będę mogła zasnąć, dlatego!
- Ale czemu nie będziesz mogła zasnąć? Oglądałem już wiele horrorów, a śpię spokojnie jak dziecko - zauważył.
- Nie jestem tobą. Boję się wszystkiego gdy robi się ciemno. Czasem nawet mój własny cień mnie przeraża.
- A tak w ogóle, ile strasznych filmów oglądałaś?
Spuściłam wzrok lekko zawstydzona.
- Emm cóż był...emm... Taki przerażający z duchami i ....
- Nie kłam.
- No dobra, nie oglądałam żadnego. I nie zamierzam - powiedziała stanowczo.

- Niall proszę nie....
- Sophie to nawet nie jest straszne - zaśmiał się blondyn siadając obok mnie gdy zaczęły lecieć napisy. Byliśmy w pokoju kinowym i siedziałam na sofie otoczona poduszkami. Chłopak zaciągnął mnie tu siłą. Jakoś mogłabym się obyć bez tego filmu.
- W ogólne nie straszny, a nazywa się "Nie bój się ciemności" - wymamrotałam sarkastycznie - Niall otacza nas ciemność! Chyba umrę ze strachu gdy coś nagle wyskoczy na ekranie!
- Nie bój się Soph...Będę tu, żeby w razie czego cię ochronić - wyszeptał Niall, obejmując mnie ramieniem.
- Nie będę tego oglądać. Po prostu będę siedziała z zakrytą twarzą - powiedziałam biorąc poduszkę i schowałam w niej twarz. Ale niestety nie udało mi się unikać ekranu przez cały czas. Właściwie po kilku minutach mnie to znudziło i spojrzałam akurat gdy w filmie pokazano straszne małe potwory, które wychodzą z ciemności. Do tego Niall nastraszył mnie dwa razy. Gdy film się skończył cała się trzęsłam. Głos macochy Sally, małej dziewczynki, zmroził mi krew w żyłach.
- Dlaczego nie było szczęśliwego zakończenia? - jęknęłam, gdy pojawiły się napisy końcowe.
- Szczerze, to było jedno z najszczęśliwszych zakończeń wśród horrorów jakie widziałem. Zazwyczaj główna postać umiera. Albo większość z ważnych postaci. Tym razem zmarła tylko jej macocha. A gdy już zmarła to i tak nie była martwa, bo przemieniła się w jednego z tych małych potworków - Niall wzruszył ramionami - Mogło byś gorzej.
- To było straszne.
Blondyn zaśmiał się, ziewnął i wstał. Pstryknął palcami i zapaliło się światło.
- Idziesz na górę do łóżka? - zapytał.
- Nie. Nie mam nawet zamiaru schodzić z sofy. Jeśli postawię stopę na podłodze to te potworki złapią mnie za nią i zabiorą ze sobą - wyszeptałam przytulając poduszkę do piersi.
- Naprawdę Soph?
- Tak Niall. Mówiłam ci, że łatwo mnie przestraszyć. Nie będę mogła spokojnie spać w nocy. Wielkie dzięki - powiedziałam oschle.
- Więc zamierzasz spać tu, na sofie, bo boisz się, że coś złapie cię za stopę i zabierze? - chłopak zmarszczył brwi - Ja jakoś stoję i nic mnie jeszcze nie wciągnęło do żadnej dziury...
- Nie słuchałeś? Atakują dzieci. Jestem większym dzieckiem niż ty. Mam osiemnaście lat, a ty dwadzieścia, więc zaatakują mnie.
- Sophie to niedorzeczne. Jestem zmęczony, chodź albo zgaszę światło i zostawię cię tu samą.
- Nie! - w połowie krzyknęłam, w połowie wyszeptałam - Mógłbyś może...? Nie wiem hmm...Zanieść mnie na górę? - zapytałam luźno.
- Taaa dobra ale...Idę prosto do swojego pokoju. Nie będę cię niósł do łóżka - powiedział ostrożnie.
- Dobra, to będę spać z tobą - odpowiedziałam szybko.
- Okej - westchnął i wziął mnie na ręce. Mocno się do niego przytuliłam. Bałam się, że upadnę na podłogę i zostanę porwana przez brzydkie, czarne, jedzące kości stwory.
- Zapal tyle świateł ile będziesz mógł okej? I proszę nie upuść mnie - błagałam. Chwilę później krzyknęłam bo byłam pewna, że spadam, lecz po chwili zostałam złapana. A to dupek.
- Wal się! - jęknęłam, trzymając się go mocniej niż poprzednio.
- Jesteś przezabawna - zaśmiał się.
- Dla mnie to nie jest zabawne.
- Uspokój się skarbie. Jesteśmy w moim pokoju. Jesteśmy "bezpieczni" - rzucił kładąc mnie na łóżku. Od razu okryłam się kołdrą i zrelaksowałam czując znajomy zapach blondyna.
- Nie przebierasz się w coś wygodniejszego?
- Wyglądam jakbym chciała umrzeć za pidżamę? Nie.
- Okej, żadnych więcej horrorów z tobą. Jesteś psychiczna - chłopak pokręcił głową, zdjął koszulkę i spodnie po czym zgasił światło.
- Niall? - zapytałam wystraszona. Podskoczyłam gdy poczułam jak ktoś siada na łóżku.
- Ćśśś to tylko ja - wymamrotał chłopak i mnie objął - Obronię cię kochanie....A teraz idź spać - wyszeptał.
Cały czas przewracałam się z boku na bok. Nie mogłam na dłuższy czas zamknąć oczu. Cały czas widziałam obraz tych potworków z matowymi oczami
- Soopieeee proszę cię - westchnął Niall gdy znów zmieniłam bok. Przyciągnął mnie bliżej siebie - Mam cię i przysięgam, że nie pozwolę im cię skrzywdzić - wyszeptał mi do ucha.
- Niall jest mi gorąco, boję się i jestem zbyt nabuzowana, żeby pójść spać - powiedziałam próbując się uspokoić.
- Dlatego, że poszłaś spać w ciuchach... Po prostu je zdejmij i będzie ci chłodniej - powiedział zmęczony.
- Niall boję się nawet poruszyć.
Irlandczyk westchnął zirytowany i wstał z łóżka.
- Nie proszę zostań! 
- Sprawię, że zapomnisz o  filmie, dobra? - wyjaśnił, włączając lekkie, przyćmione światło. Mogłam zobaczyć jego twarz, i tylko kawałek pokoju. Patrzyłam jak wraca do łóżka i nachyla się nade mną.
- Po pierwsze zajmiemy się twoimi ubraniami - powiedział cicho, przejeżdżając palcem po moim ciele - Chcę, żebyś skupiła się tylko na mnie okej? I nie rozmawiajmy - Niall ostrożnie zdjął moją koszulkę i rzucił ją w głąb pokoju. Po chwili to samo zrobił z dżinsami - Jest ci teraz chłodniej?
Pokiwałam głową czując jak owiewa mnie chłodne powietrze.
- To dobrze.
Schylił się i zaczął całować mnie po szyi.
- Niall co robisz? - zapytałam delikatnie, czując jak podniecenie powoli zastępuje strach.
- Przepraszam, że przeze mnie się bałaś okej? Teraz chcę cię za to odpowiednio przeprosić. Chcę, żebyś o wszystkim zapomniała - powiedział pomiędzy pocałunkami. podniósł głowę i nieśmiało złączył nasz usta. Od razu odpowiedziałam na pocałunek. Wolałam być podniecona niż przestraszona. Wplotłam palce w jego blond włosy i przyciągnęłam go bliżej chcąc zredukować jakikolwiek dystans między nami.
- Kocham cię - wymamrotał w moje usta, kciukiem zataczając małe kółka na moim brzuchu. Zadrżałam gdy zaczął zjeżdżać coraz niżej - Zapomniałaś już o filmie? - zapytał, trzymając dłoń na mojej bieliźnie. Pokręciłam głową i poczułam jak powraca strach.
- Nie martw się, za chwilę zapomnisz. 
Zamknęłam oczy i jęknęłam cicho gdy odsunął na bok moje majtki i włożył we mnie palec. Drugą ręką złapał mnie za pierś i jeszcze raz złączył nasze usta. Poczułam ciepło rozchodzące się po całym ciele, a pożądanie przyćmiło mój umysł.
- Podoba ci się Soph? - zapytał wolno poruszając palcem w powolnym rytmie - Oczywiście, że tak...Już jesteś mokra  - wymamrotał i  nie marnując czasu dodał dwa kolejne palce, sprawiając, że głośno sapnęłam. Twarz nachylił nad moją szyją, a wolną ręką ścisnął mój tyłek. Poruszał palcami coraz szybciej. Otarł się o mnie biodrami i jęknął cicho.
- Niall proszę... - powiedziałam drżącym głosem - Spraw, żebym zapomniała. Teraz - błagałam chcąc poczuć go całego. Gdy wyjmował swojego przyjaciela miałam zamknięte oczy, ale otworzyłam je gdy usłyszałam jak wzdycha.
- Może ten pomysł z horrorem nie był taki zły - powiedział ściągając bokserki. Zobaczyłam jego łobuzerski uśmiech i pokręciłam głową.
- To był okrooopny pomysł - sapnęłam gdy włożył we mnie sam czubek.
- Chyba genialny - rzucił, wchodząc we mnie całym penisem.
- O mój Boże Niall - jęknęłam wbijając mu paznokcie w plecy. Chłopak mocno we mnie wszedł.
- Jezu jak ja cię kocham - powiedział ustalając rytm.
- Mocniej Niall. Potrzebuję cię - wyszeptałam. To go ruszyło. Zaczął poruszać się we mnie szybciej, mocniej, kciukiem pocierał moją łechtaczkę.
- Niallll - jęknęłam, oplatając go nogami w pasie. Podniósł lekko mój tyłek i trafił w punkt G. Przyjemność zaczęła narastać coraz szybciej a po chwili doszłam.
- NIALLLL! - krzyknęłam ogarnięta przyjemnością.
- o Boże Sophie! - chłopak doszedł zaraz po mnie. Zostaliśmy w takiej samej pozycji przez jakiś czas - Zapomniałaś o tym?
- Nie do końca - pokręciłam głową mocno go przytulając. Nadal czułam go w sobie - Obiecaj, że nie wyjdziesz? Nadal trochę się boję.
- Obiecuję, że zostanę w tobie do jutrzejszego ranka - powiedział słodkim głosem i przekręcił nas tak, że leżeliśmy twarzami do siebie.
- Dziękuję Niall - wymamrotałam zmęczona wtulając się w jego tors. Pocałował mnie w czoło i opiekuńczo objął ramieniem.
- Zawszę będę przy tobie aby bronić cię przed potworami spod łóżka. 
__________________________________________________________________________
No cóż teraz pozostaje nam czekać aż autorka doda nowy rozdział.
Nie ma nigdzie informacji kiedy się pojawi ale myślę, że nie szybciej niż we wrześniu ;c
xx Annie


ps. jeśli chcecie to możecie wpaść na mojego aska http://ask.fm/AnnieOffcial

czwartek, 7 sierpnia 2014

3.17. Nieszczęśliwi

Perspektywa Sophie

Atmosfera była napięta. Dość mocno.
Objęłam się ramionami gdy opuściliśmy stadion w Atlancie. Nagle mnie, Nialla i Harrego powitała bryza zimnego powietrza. Zadrżałam.
- Proszę - powiedział Niall i przykrył moje ramiona swoją kurtką.
- Dzięki - wymamrotałam wsuwając ręce w rękawy i wtulając się w materiał. Złapałam się na wąchaniu chłopięcego teraz dojrzałego zapachu płynącego z kurtki Nialla, ale to "zaklęcie" przestało działać gdy Harry złapał mnie za rękę.
- Nie słuchaj siostry dobrze? - powiedział do mnie zielonooki gdy przechodziliśmy przez bramę - Ona nie miała tego na myśli...
- A co jeśli właśnie o to jej chodziło? - sprzeczałam się, emocje znów brały nade mną górę - Nie winię jej za chęć zobaczenia mnie martwej; to moja wina że jest zamieszana w całe to bagno!
- To bagno? - Harry zmarszczył brwi.
- Tak, to bagno! Harry nie możesz zaprzeczyć, że ta relacja... pomiędzy mną, a waszym zespołem... nie była zbyt normalna. A dodanie do tego Anne tylko pogarsza sprawę! - poczułam gulę w gardle - Zawszę sprawiam, że ludzie są nieszczęśliwi - łzy napłynęły mi do oczu.
- To nie prawda...
- To prawda Niall! - zaprzeczyłam głośno - Jeśli nie jestem osobą która najbardziej cię zraniła, to dlaczego masz te blizny na nadgarstkach? Gdy wybrałam Harrego sam mi powiedziałeś, że mnie nienawidzisz. Boże zgwałciłeś Anne bo myślałeś, że to ja...
Niall zatrzymał mnie i zmusił, żebym spojrzała mu w oczy.
- Soph nie możesz obwiniać się za wszystko co robię - powiedział z bólem w oczach - Większość z rzeczy, które wymieniłaś to była tylko i wyłącznie moja wina. Oczywiście twoja decyzja złamała mi serce ale musiałaś wybrać. Po prostu niezbyt dobrze zareagowałem.
- Bo twoje emocje były zrujnowane po tym jak mój ojciec potrącił cię autem bo chciał mnie odzyskać! Jeśli nie byłoby mnie z wami - słowa same wymsknęły mi się z ust, ale blondyn mi przerwał.
- Nie! - krzyknęli obaj chłopcy w tym samym czasie.
- Nie mów tak - Harry pokręcił głową. Teraz to on zmusił mnie, żebym na niego spojrzała - Proszę Sophie. Nawet nie myśl o zakańczaniu swojego życia. To zmusza mnie do myślenia, że odeszłabyś na zawsze A tej myśli nie mogę znieść.
- O mój Boże to Harry i Niall!
Cała nasz trójka podskoczyła słysząc pisk. Obróciliśmy się i zauważyliśmy tłum dziewczyn z telefonami i plakatami w rękach i z podekscytowanymi uśmiechami na twarzach. Szeptały coś między sobą, żadna jeszcze nie odważyła się do nas podejść. Poczułam się jak ofiara na którą ktoś zaraz ma zapolować.
- Kurde już się wydało - wymamrotał Harry.
- Co robimy? - wyszeptałam i mocniej wtuliłam się w kurtkę Nialla. Poczułam jak blondyn kładzie mi rękę na plecach.
- Pomacham do nich...Czasem tylko to wystarczy by je uszczęśliwić - powiedział Brytyjczyk. Gdy tylko puścił moją rękę i do nich pomachał, wybuchł chaos.
- Kurwa - przeklnął Niall stojący obok mnie i złapał mnie za rękę gdy zaczęły się do nas zbliżać dziewczyny - Za mną! - powiedział odciągając mnie od Harrego i tłumu fanek. Serce waliło mi w piersi.
- A co z Harrym? - zapytałam obracając się przez ramię i patrząc na lokowatego. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę po czym obrócił się do fanek.
- Poradzi sobie! - uspokajał mnie Niall i pociągnął za sobą w przeciwnym kierunku. Jeszcze raz spojrzałam na Harrego i zauważyłam, że zatrzymał większą cześć dziewczyn, podnosząc obie ręce do góry w geście poddania się.
- Dziewczęta proszę uspokójcie się! Podpiszę tyle rzeczy ile zdołam ale musicie się uspokoić! - usłyszałam jak krzyczy. Lecz niektóre fanki pobiegły za mną i Niallem.
- Niall poczekaj! Proszę?
- Niall! Niall!
- Kim jest ta dziewczyna Niall? Proszę poczekaj! Niall!
Niall mimo tego nadal biegł mocno trzymając mnie za rękę. Biegliśmy zatłoczonym chodnikiem przepychając się przez ludzi. Niall nagle skręcił ostro w lewo. Pobiegliśmy w dół ulicy i skręciliśmy w prawo po czym chłopak wepchnął mnie do pierwszego lepszego sklepu. Dzwonek przy drzwiach odezwał się gdy wlecieliśmy do środka. Blondyn ciągnął mnie za rękę w głąb sklepu.
- Niall już nas nie znajdą...
- Oj znajdą.  Mogą nas zobaczyć przez okna wystawy - pokręcił głową. Podszedł szybko do kobiety układającej ubrania na półkach.
- Dzień dobry, jak mogę....
- Gdzie są przebieralnie? - przerwał jej chłopak i obejrzał się zmartwiony przez ramię.
- Emm tam ale...
- Dziękuję - westchnął Niall i poprowadził nas do wskazanego miejsca. Zatrzymał się zanim otworzył przebieralnie i powiedział do sprzedawczyni - Jeśli jakiekolwiek dziewczyny będą się o nas pytały, to nas tu nie ma dobrze? - zapytał ją.
- Jasne - pokiwała głową lekko zmieszana - Ale chyba nie zamierzacie....
- Nie - pokręciłam głową znając końcówkę pytania - Tylko się chowamy.
Kobieta pokiwała głową i weszliśmy do kabiny zamykając za sobą drzwi. Niall od razu wyciągnął telefon i zaczął coś pisać po czym przyłożył telefon do ucha. Usiadł na małej ławeczce w kabinie.
- Paul! Tak musisz wysłać Andyego i paru innych do Harrego. Kilka fanek dostało jakiś cynk. Byliśmy tuż przed wyjściem ze stadionu - mówił pośpiesznie  - Ja niedługo też wrócę. Tak, jestem bezpieczny. Nie martw się. Pośpieszcie się! - Niall zakończył rozmowę i zamknął oczy. Oparł głowę o ścianę za sobą i przejechał ręką po włosach. Obserwowałam go w ciszy. Moje serce przyspieszyło gdy otworzył oczy i mogłam zobaczyć te piękne błękitne tęczówki. Poczułam motylki w brzuchu i nagle cała się spięłam. Dlaczego się przy nim denerwuję?! Zmusiłam się aby spojrzeć w drugą stronę.
- Jak się czujesz Soph? - zapytał spokojnie.
- W porządku - odpowiedziałam odgarniając pasmo włosów z twarzy. Boże Harry. Musze myśleć o Harrym.
- Coś nie tak? - blondyn zmarszczył brwi - Harry sobie poradzi jeśli to cie martwi. Ochrona pewnie już dawno jest przy nim.
Pokiwałam głową.
- To dobrze.
Przez chwilę milczeliśmy.
- To nie tylko o Harrego chodzi, prawda?
Pokręciłam głową.
- Więc o co?
- Przy tobie się denerwuję - przyznałam biorąc głęboki oddech.
- Dlaczego?
- Nie mam pojęcia.
Pokiwał zamyślony głowa. Dziwne. Zaczęłam bawić się palcami, myślami krążyłam wokół kłótni z busa. Dlaczego znów to rozpamiętuję? Jestem głupia. Anne naprawdę musi mnie nienawidzić. A Harry jest pewnie zawiedziony, że poszłam z Niallem. I sam Niall musi być na mnie wściekły... Odsunęłam się trochę gdy blondyn wstał. Nie mogę pozwolić mu się zbytnio zbliżyć. Zranię go gdy go odrzucę...Albo zranię Harrego gdy go zaakceptuję. Bez względu jaką decyzję podejmę i tak kogoś zranię.
- Chyba się mnie nie boisz? - Niall zmarszczył brwi.
- Nie, boję się żebym nie zraniła większej liczby osób - powiedziałam ostrożnie obserwując każdy jego ruch. Westchnął i do mnie podszedł. Cofałam się dopóki nie uderzyłam plecami w ścianę.
- Sophie - wyszeptał patrząc mi w oczy - Jeśli mógłbym cofnąć czas i wrócić do dnia w którym cię zabraliśmy... - przygryzł wargę kładąc dłonie na mojej szyi a kciukami jeździł po moich policzkach - Zrobiłbym to bez zawahania. I powstrzymałbym chłopaków przed zrujnowaniem ci życia i naznaczeniem cię jako ich własności.
Moje oczy wypełniły się łzami. Przeze mnie musiałeś tyle wycierpieć. Zasługujesz na szczęście Niall. Moja obecność nie zrobiła dla ciebie nic dobrego.
- Wiem, przepraszam, że sprawiam tyle bólu...
- Nie Sophie - uciszył mnie przykładając mi palec do ust - Nie dlatego, że mnie unieszczęśliwiłaś i dlatego, że myślisz, że wolałbym cię nie spotkać... Ty po prostu zasługujesz na coś lepszego. Tej nieszczęsnej nocy gdy twoja matka pokazała nam twoje zdjęcie, coś ukuło mnie w sercu.
- Niall nie mów tego - prosiłam. Położyłam mu rękę na torsie blokując mu bliższy kontakt - Niall...
Nie chcę nikogo zranić!
- posłuchaj mnie Sophie Miller. Jesteś rodzajem dziewczyny, którą zauważyłbym w tłumie. Nie mogę tego wyjaśnić...ale promieniejesz. Jeśli posłuchałbym serca, nie byłabyś naszą własnością. Nie pozwoliłbym reszcie kupić cię tamtej nocy. Owszem dostałabyś wejściówki za kulisy ale raczej próbowałbym cię oczarować a nie wziąć siłą. A wtedy nalegałbym na wzięcie cię do domu - zamilkł i starł łzę, która spływała mi po policzku - Sprawiłbym, że zakochałabyś się we mnie jak księżniczka w każdej bajce. Każdego dnia kupowałbym ci kwiaty. Wysyłałbym ci je kurierem lub przynosił osobiście. Boże Soph, zabrałbym cię na tyle randek i cały czas powtarzałbym ci, że cię kocham - mówił dalej - Dzwoniłbym każdej nocy gdy byłbym w trasie, a gdy tylko dostałbym wolne, przyjechałbym cię zobaczyć. A przede wszystkim chroniłbym cię od tych wszystkich negatywnych myśli, które jak widać cały czas cię dręczą. Przed tymi, które każą ci sądzić, że wszyscy są przez ciebie nieszczęśliwi.
Patrzyłam na niego niezdolna do odezwania się. po moich policzkach płynęły łzy.
- Niall...
- Nadal staram się zrozumieć dlaczego wybrałaś Harrego. Wiem, że się zmienił i ja także bym chciał ale taka zmiana nie byłaby dla mnie możliwa bo pożądanie nigdy nie zmieniłoby się u mnie w miłość. Nigdy nie pożądałem cie tak jak on. Od samego początku cię kochałem i z każdym dniem ta miłość rosła w siłę. I wiedziałem, że wybierzesz Harrego... Gdy mi o tym powiedziałaś moja reakcja była nie do wybaczenia... Ale nadal cię kocham Sophie. Przysięgam, poruszyłbym dla ciebie niebo i ziemię. Nawet pomógłbym ci od nas uciec gdybyś naprawdę tego chciała - dodał, głos miał troszkę głośniejszy od szeptu - Naprawdę Sophie, chce tylko twojego szczęścia. Jeśli Harry cię uszczęśliwia to bądź z Harrym. Chce tylko żebyś wiedziała, że zawsze to dla ciebie będę nie ważne jak bardzo mnie rozzłościsz - dokończył. Zamrugałam parę razy oczami po czym mocno go przytuliłam. Blondyn tez mnie objął.
- Jest mi tak przykro, że wciągnąłem w to bagno twoją siostrę - wyszeptał.
- Więc zgodzisz się ze mną, że to wszystko to jedno wielkie bagno? - spojrzałam na niego.
- Całym sobą - pokiwał głową - Szczerze wątpię, że tylko ja jestem na skraju załamania.
Pokiwałam głową i kichnęłam. Jego spojrzenie powędrowało na moje usta ale po chwili musiał odebrać telefon. Z jednej strony byłam ucieszona, że mnie nie pocałował a z drugiej trochę zła. Ucieszona, bo nie będę miała poczucia winy, że zrobiłam coś za plecami Harrego a zła bo dobrze byłoby znów poczuć jego miękkie wargi na swoich i wpleść palce w jego blond włosy...
- Więc Harry jest z powrotem w busie...Bezpieczny. Więc to my musimy iść do apteki. Dla ciebie i twojej siostry - powiedział, przerywając moje myśli. Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Wiedziałam, że ja muszę iść po tabletki ale że dla mojej siostry?!
- Co?!
- Wygląda na to, ze Anne i Louis nieźle się bez nas bawili - potwierdził blondyn pisząc coś na swoim telefonie.
- Super. Moja mega nieśmiała siostra ze zboczonym i mającym wiele fetyszy Louisem - jęknęłam masując skronie gdy wychodziliśmy z przymierzalni. To na pewno nie jedyna skomplikowana rzecz jaką nasza grupa stworzy.
- Bardzo dziękuję, że pozwoliła nam pani się tu schować - powiedział Niall do sprzedawczyni na co się uśmiechnęła.
- Naprawdę nie ma problemu. Jeśli jeszcze czegoś potrzebujecie - dodała pokazując mały sklep odzieżowy. Moje spojrzenie padło na bieliznę.
- Tak! - zszokowałam i Nialla i  tę kobietę nagłym wybuchem. Obróciłam się do Irlandczyka - Mogę wziąć trochę bielizny? Anne i ja nie mamy staników i musimy chodzić w waszych rzeczach... - wyszeptałam do niego.
- Jasne, wybierz co będziesz chciała - powiedział - Ja poszukam jakiś bluz z kapturem...Może fani nas tak łatwo nie odkryją w drodze do apteki - dodał. Podziękowałam mu po czym skierowałam się do półek z bielizną. Zgadywałam, że Anne nosi ten sam rozmiar co ja wybrałam dla nas parę rzeczy od seksownych po zwykłe wygodne. Poszłam też po kilka koszulek i spodenek. Niall położył bluzy i moje rzeczy na ladzie po czym za nie zapłacił.
- Dziękuję! - powiedziałam do sprzedawczyni gdy w końcu wychodziliśmy - I tobie Niall też dziękuję - dodałam patrząc na blondyna.
- Przynajmniej to mogłem dla ciebie zrobić. A teraz gdzie jest najbliższa apteka?
- Sprzedawczyni mówiła, że w dół ulicy i po prawo - odpowiedziałam trzymając torby z ubraniami. Otworzyłam je i wyciągnęłam dwie bluzy. Założyliśmy je i założyliśmy kaptury.
- Chodźmy - westchnął łapiąc mnie za rękę. Nie mogłam ukryć małego uśmiechu który sam rozświetlił mi  twarz.
________________________________________________________________________________
Jeszcze tylko jeden one shoot i będziemy zupełnie na bieżąco o.0
Nie mogę uwierzyć, ten blog ma już rok i 3 miesiące :D

Shoota dodam w niedzielę.
xx Annie

sobota, 2 sierpnia 2014

3.16. Dwie prawdy i kłamstwo

Wyprostowałam się gdy Louis zaczął mówić.
- Mam siedmioro rodzeństwa, przefarbowałem włosy na niebiesko dla celów charytatywnych a mój pierwszy zwierzak był psem i nazywał się Ted - uśmiechnął się i wygodnie rozłożył na kanapie - Która z tych trzech rzeczy jest kłamstwem skarbie?
Zmarszczyłam brwi.
- Skąd mam wiedzieć takie rzeczy?
- Masz ich nie wiedzieć. A i zapomniałem dodać, że jeśli źle zgadniesz to zdejmujesz z siebie jakąś część ubrania - dodał z łobuzerskim uśmiechem.
- Grasz nie fair!
- Sprawiam, że będzie bardziej interesująco. A teraz powiedz mi która rzecz nie jest prawdą?
Zamknęłam oczy i zaczęłam się zastanawiać. Nie mam pojęcia o zwierzaku, ale jestem pewna że Louis jest na tyle odważny, żeby przefarbować włosy na niebiesko... Nie może mieć siedmioro rodzeństwa, w tych czasach to nierealne...
- Nie masz siedmiorga rodzeństwa? - zapytałam niepewnie. Uśmiechnął się promiennie.
- Właściwie to mam. Zdejmuj koszulkę mała - zaśmiał się.
- Co?!
- No.
- Więc co było kłamstwem?!
- Przefarbowałem włosy ale na czerwono, a nie na niebiesko.
- To nawet w połowie nie było kłamstwem!
- To było kłamstwem...No dawaj Anne zdejmuj koszulkę...
- Nie, ja wybieram którą część ubrania zdejmuję - warknęłam schylając się. Zdjęłam skarpetkę.
- Serio?
- Dałeś mi gówniane kłamstwo więc ja ci daję beznadziejnego ciucha - usprawiedliwiłam się.
- Może być..I tak cię w końcu rozbiorę. Twoja kolej - westchnął. Pomyślałam przez chwilę nad odpowiedzią.
- Nie umiem surfować, gdy miałam osiem lat podpaliłam sierociniec, raz upiłam się tak bardzo, że wzięłam jakiegoś mężczyznę za swojego tatę i przytulałam się do niego przez kilka minut - powiedziałam. Louis podniósł brew do góry.
- Jestem pewien, że nie kłamiesz mówiąc, że nie umiesz surfować, ale nie wierzę, że podpaliłaś sierociniec.
- No cóż mylisz się - rzuciłam z uśmiechem - Zdejmuj skarpetę.
- Nie, ja zdejmę koszulkę. W przeciwieństwie do ciebie nie mam nic przeciwko rozbieraniu się - powiedział ściągając t-shirt - Dlaczego podpaliłaś sierociniec? To jest...okrutne - zapytał marszcząc brwi
- Nikomu nic się nie stało - odpowiedziałam, mój wzrok powędrował na jego wytatuowany tors.
- Ale dlaczego?
- Nienawidziłam go...Czułam się tam jakbym się nie liczyła. Więc pewnego dnia gdy wszyscy byli na południowej przerwie, podpaliłam zapałkę i rzuciłam ją na swoje łóżko. Uciekłam gdy tylko upewniłam się, że każde łóżko się paliło - powiedziałam bawiąc się palcami. Nie byłam dumna z tej części mojej przeszłości...jednak gdy myślę o tym teraz, cieszę się, że to zrobiłam. Odesłali mnie do o wiele lepszego sierocińca. Nie jedliśmy tam na podłodze, a w umywali nie pełzały przez cały czas karaluchy.
- Wow, nagle wydajesz mi się bardziej przerażająca... - zauważył chłopak lekko się odsuwając - Cóż skoro podpaliłaś sierociniec to co było twoim kłamstwem?
- Nigdy się nie upiłam, więc nigdy też nie przytulałam się z nieznajomym - wzruszyłam ramionami.
- Mówisz serio? Nigdy się nie upiłaś?
- Nigdy nie piłam alkoholu - pokiwałam głową. Louis otworzył buzię ze zdziwienia.
- Jesteś dziwna Anne - wymamrotał prawie oniemiały.
- Pff a ty niby nie jesteś? - warknęłam - Twoje imię to moja definicja dziwności, tak samo jak zboczone, pewne siebie i niedojrzałe zachowanie.
- Cóż uznam to za komplement - mrugnął do mnie - Ale zapomniałaś o moim uroku osobistym, atrakcyjności i dobroduszności w swojej definicji.
- Chciałbyś.
- Ja wiem jak jest - zaśmiał się - Nadal uważam, ze jesteś dziwniejsza ode mnie. A wracając do naszej gdy moje trzy stwierdzenia to; Australia jest jednym z moich 5 ulubionych krajów jak dotąd, grałem w filmie i pomogłem napisać 5 piosenek na nasz ostatni album.
Spojrzałam na niego szukając jakiejś podpowiedzi ale miał minę pokerzysty, mimo tego wydawało mi się że Australia nie może być w 5 jego ulubionych krajów.
- Odwiedziłeś tyle miejsc, że Australia nie może być w 5 twoich ulubionych - westchnęłam.
- A jednak jest. Właściwie jest jednym z moich 3 ulubionych krajów. Kłamstwem było to, że pomogłem napisać 5 piosenek na ostatni album, a pomogłem przy 10 - dodał uśmiechając się przebiegle.
- Twoje kłamstwa są niesprawiedliwe! - westchnęłam krzyżując ramiona na piersiach.
- Nikt cię nie zatrzymuje przed mówieniem czegoś w tym samym stylu... - zauważył podśmiewając się ze mnie - Dobra Anne, czas zdjąć drugą skarpetę.
Zrobiłam to co powiedział i wróciliśmy do gry.
- Nienawidzę ananasów, kocham mango i gardzę miodem spadziowym. Które z tych stwierdzeń jest kłamstwem Tomlinson? - warknęłam.
- Wyglądasz na osobę, która lubi miód. Więc to jest twoim kłamstwem - powiedział bez zawahania. Kurwa moja twarz pewnie mnie zdradziła  - Mam rację, prawda? - uśmiechnął się z wyższością.
- Nie.
- Kłamiesz.
- A nawet jeśli...? Chyba na tym polega ta gra, co?
- Nie bądź taka skarbie, robimy to dla rozrywki...
- Mów do siebie.
Sapnęłam gdy nagle jego ciało znalazło się nad moim.
- Nie dajesz sobie nawet szansy na dobrą zabawę Anne - wymamrotał cicho wpatrując mi się w oczy.  Jego bicie serca przyspieszyło i przełknęłam głośno ślinę - Załóżmy się... Jeśli w następnej kolejce zgadniesz, która rzecz jest kłamstwem będziemy robić to co ty chcesz, a jeśli się pomylisz to zdejmujesz wszystkie ubrania - powiedział z uśmiechem - I poznamy się od trochę bardziej intymnej strony...
- Nie zaryzykuję tego. Co jeśli mnie oszukasz? - skrzywiłam się.
- Skarbie na tym ta gra polega.
- A co jeśli skłamiesz na temat kłamstwa! - warknęłam wywracając oczami.
- Wybiorę więc takie rzeczy, które będę w stanie udowodnić.
- A co jeśli nie chcę się zakładać? - zapytałam krzyżując ręce na piersiach.
- Wtedy nie będziesz mogła zadzwonić.
- Mogę zadzwonić? - zmarszczyłam brwi.
- O nie powiedziałem ci? Możesz wykonać dwu minutowe połączenie o swojego ojca i upewnić się, że jest cały - powiedział szybko chłopak. Moje serce przyspieszyło.
- Naprawdę? - wyszeptałam.
- Tak, w tamtym roku Sophie też miała taką szansę, więc nie widzę powodu abyśmy mieli ciebie jej pozbawić - wyjaśnił - Ale musisz podjąć wyzwanie mała albo nie będzie telefonu - dodał.
Porozmawiać z tatą...Upewnić się, że jest cały i zdrowy...Jestem pewna, że to będzie warte tego zakładu. Będę miała szansę powiedzieć mu gdzie dokładnie jestem. Ale jeśli nie zgadnę dobrze...cholera Louis pewnie będzie chciał więcej niż tylko się całować.
- Zgoda - westchnęłam - Ale lepiej żebyś był w stanie wszystko udowodnić.
- Nie martw się - uśmiechnął się - Więc; mam na sobie szare bokserki, mam ponad 25 tatuaży ale mniej niż 30 i mam bliznę na biodrze po wypadku na nartach sprzed kilku lat w którym brał udział też mój kolega Stan. Co z tego nie jest prawdą Anne?
- Naprawdę? To są twoje trzy stwierdzenia?
- Tak.
Spojrzałam na jego tors. Widać było około 15 tatuaży ale może mieć ich więcej na nogach lub stopach...Jeśli zdjąłby spodnie mogłabym zobaczyć więcej i sprawdzić kolor jego bokserek i czy ma bliznę na biodrze...
- Możesz zdjąć spodnie?
Louis się zaśmiał.
- To byłoby o wiele za łatwe skarbie...
Zmarszczyłam brwi.
- Ale jeśli naprawdę tego chcesz to sama będziesz musiała je ze mnie zdjąć - powiedział śmiało i położył się na sofie patrząc na mnie wyzywająco.
Pieprz. Się. Louis.
- Zrobiłabym to ale nie mogę wstać - odpowiedziałam nonszalancko  i wskazałam na kolano mając nadzieję, że sam je z siebie zdejmie.
- Udowodnij - powiedział i wstał. Patrzyłam jak idzie w moją stronę i staje pomiędzy moimi nogami - Zdejmij mi spodnie - wyzwał mnie. Przełknęłam nerwowo ślinę i spojrzałam się na niego.
- Wiedziałem że blefujesz - rzucił od niechcenia - Nie jesteś na tyle odważna żeby kogoś rozebrać...
Zatrzymał się w połowie zdania bo ściągnęłam z niego spodnie ujawniając szare bokserki i kilka kolejnych tatuaży.
- Mówiłeś coś? - zapytałam patrząc na niego zwycięsko - Więc na pewno nie kłamałeś co do bokserek...
- Najwyraźniej ale nie wiesz czy blizna jest kłamstwem bo nie policzyłaś wszystkich tatuaży...
- Nie widzę blizny - zauważyłam.
- Może ale nie musi być pod bokserkami...W końcu miała być na biodrze - rzucił Louis puszczając mi oczko. Nie ma mowy abym z własnej woli zdjęła mu bokserki więc zaczęłam liczyć po kolei tatuaże.
- Ten liczy się jako jeden czy dwa? - zapytałam wskazując na ludzika i deskorolkę.
- Jeden.
- A jeleń i serce? - zapytałam wskazując na prawe ramię.
- Też jeden.
- Odwróć się - poprosiłam gdy skończyłam liczyć wszystkie tatuaże jakie mogłam zobaczyć z przodu. Zrobił to o co prosiłam. Uśmiechnęłam się gdy skończyłam. Naliczyłam dokładnie 25 nic nie miał na plecach - To twoje kłamstwo Louis...Powiedziałeś ponad 25 a masz ich dokładnie 25 - powiedziałam dumna z siebie. Ha. Myślał, że znów mnie nabierze z tymi sprytnymi zdaniami.
- Źle zgadłaś słońce.
- Co? - musiałam jeszcze raz powtórzyć sobie w głowie jego zdanie.
- Mam 28 tatuaży skarbie - uśmiechnął się. Schylił się i zrolował skarpetki ukazując trzy kolejne tatuaże; krzyżyk, klucz i napis The Rouge - Wygrałem. Zdejmuj ubrania Anne - powiedział ze zwycięskim uśmieszkiem na twarzy. Przeraziłam się gdy zdałam sobie z tego sprawę.
- Ale...
- Zawarliśmy umowę...znów chcesz do tego wracać?
- Louis ja tego nie lubię! Mogę...
- Obiecuję, ze po tym będziesz mogła zadzwonić, okej? I obiecuję, że nie zrobię ci celowo krzywdy... Chcę po prostu żeby twój drugi raz był lepszy niż pierwszy - powiedział nagle klękając przede mną - Prosze, naprawdę robię to tylko dlatego, żebyś zobaczyła, że to nie jest takie złe.
- Louis mam obolałe kolano. Uprawianie seksu przy tym byłoby niezręczne! - zaprotestowałam.
- Zaufaj mi - wyszeptał zbliżając się do mnie.
- Nie.
- Anne...Zaufaj mi.
- Nieee...
Jęknęłam i zamknęłam oczy w połowie zdania gdy przejechał dłonią po mojej kobiecości.
- Zaufaj mi i rozbierz się - nalegał nadal trzymając rękę na mojej cipce a jego nagi tors znalazł się nad moim. Umieścił się między moimi nogami - No chyba że wolisz seks w ubraniu... - zaproponował niewinnie. Podświadomie wyobraziłam sobie jak próbuje we mnie z trudem wejść wraz ze wszystkimi ubraniami. Ale nie zobaczyłby całej mnie... Dostałam gęsiej skórki i poczułam podniecenie na samą myśl o tym.
- Louis - jęknęłam nieświadomie, zamykając oczy.
- Kurwa, chyba znalazłem twój kolejny fetysz Anne - jęknął chłopak przyciskając swoje krocze do mojego - Myślę że podnieca cię seks w ciuchach. I założę się że polubiłabyś gierki...Jesteś idealna - pocałował mnie namiętnie. Poczułam że moje usta same odpowiadają na pocałunek. Złapałam go za biceps.
- Jesteś jak nieśmiała dziewczyna z porno...
- Nie, ja nie lubię seksu - zaprzeczyłam, sapiąc po przerwanym pocałunku. Muszę to zatrzymać...
- Jeszcze zobaczymy.
Jęknęłam głośno gdy Louis zaczął całować mnie po szyi, jego ręka wślizgnęła się pod moją bluzkę i złapał mnie za prawą pierś, kciukiem pocierając sutek. Odchyliłam głowę do tyłu dając mu więcej miejsca do całowania. Zdziwiłam się gdy nagle złapał mnie za tyłek i mocno ścisnął.
- Kurwa, Anne jesteś moja - sapnął i jeszcze raz mnie pocałował. Pasja z jaką to zrobił sprawiła, że zaszumiło mi w głowie z podniecenia - Powiedz to Anne - rozkazał łapiąc mnie za lewą pierś.  Zamrugałam parę razy zaskoczona jego rozkazem.
- Powiedz to Anne! - powtórzył, powoli zaczynając się o mnie ocierać - Powiedz, że jesteś moja! - powtórzył i włożył rękę w moje spodnie, zaczął pocierać moją łechtaczkę.
- Kurwa Louis - jęknęłam podnosząc biodra zeby dać mu lepszy dostęp.
- Anne! - włożył we mnie palec i sapnęłam.
- Jestem twoja Louis! Tylko twoja! - powiedziałam, przyjemność rozpływała się po całym moim ciele i zapomniałam już jak złe było nasze zachowanie.
- Tak, jesteś moja - powiedział trochę się rozluźniając. Znów mnie pocałował, lekko wsuwając język do moich ust. Z łatwością włożył we mnie drugi palec - Jezus Anne..Jesteś taka mokra... Dla mnie - jęknął, mając wyraźny problem z mówieniem - Podoba ci się, prawda? - zapytał, zataczając kciukiem powolne kółka. Gdy pokiwałam głową on przestał. Jęknęłam w proście.
- Mów do mnie Anne.
- Tak, kocham to - wyjęczałam.
- Dobra dziewczynka - pochwalił mnie i powrócił do przerwanej czynności. Jedną ręką przyciągnęłam go z powrotem do pocałunku a drugą zjechałam w dół jego torsu. Nie mogłam oderwać się od jego kuszących ust. Poczułam jak wyjmuje ze mnie palce, żeby mógł delikatnie jeździć dłonią po moim udzie.
- Jesteś piękna - Louis wyjął rękę z moich dresów aby po chwili uwolnić swojego penisa z bokserek. Zlękniona odwróciłam głowę i zamknęłam oczy.
- Skarbie spójrz na mnie - poprosił Brytyjczyk zbliżając swoją twarz do mojej - Pamiętasz co robiliśmy w busie dwa dni temu?
Pokiwałam głową przywołując wspomnienia gdy zawiązał mi oczy.
- O wiele bardziej podniecająco jest gdy patrzysz i mniej boleśnie - wyjaśnił, pożądanie pojawiło się w jego niebieskich tęczówkach. Uśmiechnął się lekko - Pocałuj mnie - poprosił nagle przyciskając swoje czoło do mojego - Proszę.
Podniosłam głowę i złączyłam nasze usta, wplotłam palce w jego brązowe włosy i przyciągnęłam go bliżej. Nadal mnie całując Louis nas obrócił. Poczułam jego rękę na moim biodrze zsuwającą się w dół. Po chwili odciągnął moje dresy wraz z bielizną.
- Gotowa? - zapytał z ustami tuż przy moich.
- Gotowa... - wymamrotałam z zawahaniem w głosie. Louis mnie pocałował, trzymając lewą ręką tył mojej głowy, a prawą pomógł sobie wejść we mnie swoim członkiem. Po chwili prawą ręką złapał mnie za tyłek. Wszedł we mnie i czekał aż się do niego przyzwyczaję.
- Opleć nogi wokół mojej talii - poinstruował po jakiejś minucie gdy poczuł ze się poruszyłam.
- Nie mogę, boli mnie lewa noga, pamiętasz? - jęknęłam.
- Więc zrób to tylko prawą - odpowiedział i zrobił to za mnie. Poruszył się we mnie. Pozycja pozwalała wchodzić mu głębiej niż myślałam. Jęknęłam głośno. Louis poruszał się we mnie mocno trzymając moją nogę. Jęczałam cicho za każdym razem gdy dotykał mojego punktu G. Poczułam, ze zaczyna zbliżać się do końca.
- Anne kurwa! - jęknął mocno we mnie wchodząc.
- Louisssss! - pisnęłam gdy zaczął pocierać moją łechtaczkę.
- O Boże!
Miałam zamazane spojrzenie gdy doszłam. Ogarnęło mnie totalne spełnienie. Louis wszedł we mnie jeszcze kilka razy i doszedł we mnie.
- O kurwa Anne!
Gdy tylko mogłam trzeźwo myśleć zepchnęłam go z siebie uświadamiając sobie coś.
- No weź Anne było fanie....
- Louis nie użyłeś żadnego zabezpieczenia co nie? - przerwałam mu na co zmarszczył brwi.
- Zgaduję, że nie bierzesz tabletek? - zapytał. Pokręciłam głową na  co chłopak zszedł ze mnie i wyciągnął telefon ze spodni.
- Napisze do Harrego, żeby kupili w aptece pigułkę na dzień po - westchnął zmęczony, wystukując wiadomość na telefonie.
- Oby - odpowiedziałam. Utkwiłam spojrzenie w jego telefonie - I będę mogła zadzwonić prawda?
- Tak - pokiwał głową i podał mi telefon jakby od niechcenia. Wyglądał jakby nadal był pod wpływem orgazmu - Twoje dwie minuty zaczynają się gdy zaczniesz wpisywać numer i musisz włączyć głośnik - dodał.
- Ale...
- Żadnych ale Anne...Nie muszę przecież pozwalać ci dzwonić.
- Grr dobra - wymamrotałam po czym wybrałam numer taty.
__________________________________________________________________________
Kolejny w środę ! 
xx Annie

sobota, 26 lipca 2014

3.15. Słabość w kolanach

Perspektywa Anne

- Wstańcie i zabłyśnijcie śpiące królewny! - wykrzyknął Louis wchodząc do sypialni - Za niecałe pół godziny będziemy na stadionie w Atlancie! - dodał, a po chwili zdarł kołdrę z mojego ciała i jęknęłam, tak samo jak osoba obok mnie. Sophie.
- Wal się Louis - warknęła Sophie, poruszając się na łóżku aby znaleźć wygodniejszą pozycję. Spojrzałam na Louisa, żeby zobaczyć jego reakcję. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam jak usiadł na mojej siostrze.
- Uważaj Soph... Oboje wiemy jakie to może być podniecające - wyszeptał na tyle głośno, żebym ja też usłyszała. Sophie bez skutku próbowała go z siebie zepchnąć.
- Boże, Louis - westchnęła zirytowana. Zauważyłam, że się uśmiecha zanim z powrotem  położyła głowę na poduszce.
- Teraz Soph, albo zacznę cię gilgotać!
- Louis nie hahaha proszę przestań! O mój Boże, Louis hahaha - śmiała się i wierciła żeby uciec przed jego dłońmi.
- Wyjdź z łóżka zażądał chłopak, także się śmiejąc.
- Dobra, dobra! Wyjdę - poddała się i pp chwili wstała. Wywróciłam oczami i pozwoliłam sobie na ponowne wtulenie się w poduszkę.
- Anne ty też musisz wstać - powiedział Brytyjczyk.
- Jasne - wymamrotałam, nie poruszając się. Louis usiadł na łóżku. Od razu przesunęłam się na sam brzeg.
- Więc ciebie też czekają łaskotki - szepnął mi do ucha.
- Nie mam łaskotek - odpowiedziałam oschle.
- Ale jesteś wrażliwa na dotyk - odpowiedział, a po chwili poczułam jak wsadził mi rękę w spodnie i zaczął mnie głaskać po udzie. Odskoczyłam przed jego dotykiem przez co spadłam z łóżka.
- Co do cholery?! - zaprotestowałam patrząc na jego wyszczerzoną w uśmiechu twarz - Za co to było?
- Za niechęć wstawania? - droczył się, chichocząc - Chodźcie, mamy dla was śniadanie - dodał wyciągając rękę w moją stronę. Pokręciłam głową i próbowałam wstać sama ale odezwało się obite kolano.
- Nie bądź taka Anne. Jestem tu aby ci pomóc - westchnął chłopak.
- No tak, spychanie kogoś z łóżka to zdecydowanie najlepsza pomoc jaką kiedykolwiek otrzymałam - mruknęłam pod nosem.
- Sama spadłaś z łóżka. Nie robiłem ci żadnej krzywdy gdy lekko dotknąłem twojej nogi...
- Zacząłeś głaskać mnie po udzie! - powiedziałam stanowczo.
- To to samo - wzruszył ramionami - więc pozwolisz abym ci pomógł czy nie? - westchnął nadal trzymając wyciągniętą przed siebie rękę. Z grymasem na twarzy złapałam go za nią i po chwili stałam obok niego. Oboje spojrzeliśmy na moje nogi. Dresy, które nosiłam miały podwinięte nogawki i mogliśmy zobaczyć efekt wczorajszego wypadku. Lewe kolano było spuchnięte i przybrało zielono-fioletowy kolor, a prawe miało ranę na kilkanaście centymetrów.
- To nie był twój najlepszy pomysł - rzucił Louis.
- Zamknij się- warknęłam.
- Tylko mówię to co oczywiste skarbie - odpowiedział uchylając się. Po chwili wziął mnie na ręce jak pannę młodą. Mimowolnie objęłam rękoma jego szyję przez co nasze twarze znalazły się kilka centymetrów od siebie.
- Co za piękne niebieski oczy - westchnął zdumiony chłopak wpatrując się w moje oczy. Zmusiłam się aby odwrócić wzrok.
- Nie ważne iloma komplementami mnie zasypiesz, i tak nie zacznę cię lubić - powiedziałam gdy wychodziliśmy z pokoju.
- Mam swoje sposoby Anne - powiedział sadzając mnie obok Sophie przy małym stole. Chwilę później Harry podał mi talerz z jajkami i tostem. Niepewnie patrzyłam na jedzenie. Co jeśli  dodali do tego jakieś tabletki gwałtu lub jakąś truciznę?
- Nie otrujesz się tym jeśli to cię trapi - powiedziała Sophie jedząc swoją porcję. Zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego mielibyśmy cię otruć? - zapytał Zań siadając na kuchennym blacie obok Louisa.
- Nie przydasz nam się martwa - powiedział Liam, leniwie kładąc się na kanapie obok nas.
- Liam nie mów tego od tak sobie - Niall pokręcił głową i też usiadł przy stole - On miał na myśli, że twoje towarzystwo jest bardziej wartościowe gdy jesteś żywa.
- Nie myślałam, że to zatruliście, tylko że wrzuciliście tam jakieś środki odurzające.
-Anne, nie chcemy ci zrobić krzywdy - powiedział Niall.
- i mówi to osoba, która zgwałciła mnie pierwszej nocy - warknęłam. Przez kilka chwil w pokoju panowała cisza. Wszyscy czekali na odpowiedź blondyna.
- Nie zawsze biorę leki, okej? - syknął jadowicie - Na twoje nieszczęście, wtedy w piątek ich nie wziąłem czego konsekwencją było, że prawie w ogóle nad sobą nie panowałem. Gdy cię zobaczyłem, zaślepiła mnie zemsta, bo Soph kilka miesięcy wcześniej złamała mi serce - wyjaśniał - Nie panowałem nad sobą gdy cię zabrałem tamtej nocy.
- Bierzesz jakieś leki? - zmarszczyłam brwi, a Sophie poruszyła się niespokojnie.
- Tak,żeby mieć kontrolę nad emocjami.
- Coś jak tabletki na bipolarność? - zapytałam zaciekawiona.
- Bardzo podobne - pokiwał głową. To wyjaśnia jego wahania nastroju.
- Anne, mam do ciebie pytanie - powiedziała nagle Sophie. Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku niej - Byłaś w Irlandii w tym samym czasie co twój tata? - zapytała brunetka.
- Tak...a co?
- Przypominasz sobie jakieś wydarzenie, które mogłoby być przyczyną zaburzeń Nialla? - dopytywała się.
- Czyli to trwa już od kilku lat? - zmieszana zmarszczyłam brwi -Może jakaś depresja lub...
- Zostałem potrącony przez samochód - zaprzeczył blondyn patrząc się dziwnie to na mnie, to na Sophie.
- Anne? - naciskała Sophie.
- O co ci tak właściwie chodzi? - zapytałam ostrożnie.
- Sophie oświeć nas wszystkich? - powiedział Zayn patrząc się na mnie intensywnie. Moja bliźniaczka też na mnie patrzyła.
- Cokolwiek Anne?
Przez chwilę szukałam czegokolwiek w pamięci.

[Wspomnienie]
- Miło było cię poznać Ashley! Obiecuję, że Sophie będzie bezpieczna! Do widzenia i jeszcze raz dziękuje za współpracę!
Uśmiechnęłam się i rozłączyłam, po czym wróciłam do laptopa i dodałam jeszcze parę szczegółów do artykułu. Tata wrócił do domu w chwili gdy skończyłam. Miał na twarzy dumny uśmiech.
- I co?
- Powiedzmy, że mała Sophie już niedługo do nas wróci - westchnął chowając kluczyki auta do kieszeni.
- Jak to?
- Mogłem zepsuć coś, co w szczególności ją tam trzymało...- zaczął tajemniczo - Skończyłaś już artykuł z informacjami od Ashley? - kontynuował zmieniając temat.
- Wszystko gotowe - powiedziałam wstając.
- Dobrze. Hej a mogłabyś zrobić mi coś do jedzenia? - zapytał tata siadając przed moim laptopem - Sam bym sobie zrobił ale wpadłem właśnie na pomysł kolejnego artykułu i chcę go napisać póki myśli są świeże.
[Koniec wspomnienia]

Jeżeli dobrze pamiętam, to następnego dnia w gazetach pojawiło się coś o tym, że Niall wylądował w szpitalu...O Boże. Tata powiedział, że zepsuł coś co trzyma z nimi Sophie... Niall. O nie.
- Wypadek samochodowy - wyszeptałam przerażona. To mój tata potrącił go autem.
- Wiedziałaś? - zapytała Sophie, jej rysy złagodniały gdy uświadomiła sobie,że nie miałam o tym pojęcia.
- Nie wiedziałam...aż do teraz.
Więc jeśli tata nie potrąciłby go, jego emocje nie byłyby w rozsypce i by mnie nie zgwałcił.
- Czego wy dwie nam nie mówicie? - warknął Harry. Podłapałam zmieszane spojrzenie Nialla. Za to Liam szybko połączył że sobą fakty.
- To wasz ojciec potrącił Nialla?!
- I to on jest odpowiedzialny za ten magazyn. To on zmieniał wasze życie w piekło żebym do niego wróciła - Sophie pokiwała głową.
Jak mogła?! To wszystko było dla jej dobra!
Krew zmroziła mi się w żyłach a potem eksplodowała. Wszyscy zaczęli na wszystkich krzyczeć; Harry rzucił się na Liama, który zbliżał się do mnie i Sophie, Zayn próbował uspokoić Nialla, a Louis trzymał mnie żebym nie oderwała głowy siostrze.
- Jak mogłaś?! - krzyknęłam na nią próbując jednocześnie odepchnąć Louisa z linii wzroku aby zabić ją spojrzeniem.
- Dziewczyny.
- Mieli prawo wiedzieć!
- Ale nie musieli!
- Anne uspokój się...
- Nie Louis, nie uspokoję się do jasnej cholery! Liam chce mnie zabić za coś czego nie zrobiłam!
- Ty mała zdziro! Zrujnowałaś mi życie! - wtrącił się Liam, próbując odepchnąć Harrego.
- Liam nie...
- To nie byłam ja - zaprzeczyłam stanowczo przerywając Harremu.
- Kurwa założę się, że pomagałaś w tworzeniu tego cholernego artykułu o Sophie!
- Widzisz?! - krzyknęłam do siostry - Jest wkurwiony!
- I ma rację!
- Ja tylko chciałam ci pomóc!
- To wszystko jej wina... - powiedział do siebie Niall zaciskając dłonie w pięści.
- Ale zupełnie ci nie wyszło! - odkrzyknęła Sophie.
- WYSTARCZY! - uciszył nas Zayn - Wszyscy się zamknijcie! - powiedział masując skronie. Krzyki ustały - Na miłość boską Liam, musisz w końcu pogodzić się z przeszłością, jasne? Albo cały czas będziesz chodził smutny. I Sophie, naprawdę? Musiałaś to mówić to akurat teraz?

- Zayn ja...
- Nie przerywaj mi - zwrócił mi ostro uwagę - Oboje musicie się nawzajem wysłuchać - dodał mając na myśli m nie i Sophie.
- No cóż chciałabym nigdy jej nie poznać - mruknęłam pod nosem - Miałabym wtedy o wiele łatwiejsze życie. Gdyby nie ona, nadal żylibyśmy szczęśliwie z tatą w Australii.
- Cofnij to - zażądała Sophie drżącym głosem. Prawą ręką zaczęła pocierać lewy nadgarstek.
- Nie. To prawda - obstawałam przy swoim - Miałabym lepsze życie jeślibyś się w nim nie pojawiła!
Patrzyłam jak brunetka zaczyna płakać jeszcze mocniej pocierając nadgarstek.
- Anne cofnij to - wtrącił się Zayn, mówił morderczym tonem.
- Wal. Się.
Jego ręka nagle złapała mnie za ramię. Zayn zepchnął mnie z krzesła. Upadłam na podłogę a przez obolałe kolana nie mogłam wstać. Mulat zaciągnął mnie do salony i przełożył przez kolano. Wierciłam się gdy zdjął mi dresy.
- Nie, nie, nie! Puść mnie!
Przeraziłam się gdy po chwili zdjął mi też majtki. Spojrzałam na Louisa, Harrego i Liama, którzy mnie obserwowali. Niall i Sophie byli poza zasięgiem mojego wzroku.
- Zayn nie! Bolą mnie kolana! - prosiłam. I to była prawda. Pozycja nie była bezbolesna.
- Chciałem to zrobić już od dwóch dni - pokręcił głową po czym szybko opuścił rękę.
Klaps!
Skrzywiłam się i krzyknęłam gdy poczułam pieczenie na pośladku.
- To za te przekleństwa, które powiedziałaś przed chwilą - znów uderzył.
Klaps!
- Nie! - krzyknęłam.
- To za bycie jędzą dla wszystkich.
Klaps! Klaps! Klaps!
Krzyknęłam. Drugie i trzecie uderzenie mnie zaskoczyło.
- To za bycie wredną dla Sophie.
Klaps! Klaps! Klaps! Klaps! Klaps! 
- Przestań Zayn, proszę! - błagałam. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Pośladki paliły żywym ogniem.
- To było za sytuację z hotelu.
Klaps! Klaps! Klaps! Klaps! Klaps! 
Zaczęłam płakać chowając głowę. Byłam upokorzona. Bus się zatrzymał i Zayn szybko założył mi majtki i spodnie. Nadal byłam zwinięta w kulkę. Tyłek piekł jak diabli.
- Nie zapomnij przyłożyć lodu do kolana - zakończył mulat zostawiając mnie na kanapie. Ogarnęła mnie cisza i myślałam, że jestem sama a oni wszyscy poszli sprawdzić co z moją biedną siostrą.
- Anne...
- Nie Lou, odejdź - pokręciłam głowa, nadal płacząc. Super, Louis tu jest...
- Anne wiem że jest ci trudno się dostosować...
- Powiedziałam, żebyś odszedł!
- Ale będzie łatwiej okej? Jeśli będziesz słuchać zasad...
- Będzie łatwiej? Jak to może być choć trochę łatwiejsze?! - zapytałam nadal na niego nie patrząc. Poczułam jak siada na kanapie, niedaleko moich nóg.
- Anne jeśli zaczniesz się dobrze zachowywać...
- Nie opowiadaj bzdur. Kiedy Sophie zaczęła się dobrze zachowywać hę? - zapytałam i spojrzałam na niego groźnie.
- Cóż hmmm...Ona tak jakby...Widzisz miała okres i nie chcieliśmy jej zbyt męczyć... - zaczął Louis wykręcając się - A potem złamała rękę...
- Widzisz? To wy byliście delikatniejsi! Może gdy zaczniecie mnie traktować jak człowieka, to zdobędę się na szacunek do was.
Oboje spojrzeliśmy na drzwi do sypialni które zostały nagle otwarte.
- Lou, Niall i ja zabieramy Sophie, Zayn idzie do Perrie a Liam musi się przewietrzyć - powiedział Harry i zobaczyliśmy całą piątkę. Zayn i Liam szybko wyszli, za nimi był Niall i Sophie. Moja siostra miała całą czerwoną twarz, na pewno płakała - Przypilnujesz Anne? - zapytał loczek idąc do wyjścia.
- I tak nie mogłabym nigdzie pójść - wymamrotałam nadal trzymając twarz schowaną w dłoniach. Skrzywiłam się gdy Louis ostrzegawczo ścisnął moje udo.
- Bez problemu - odpowiedział.
- Może nas nie być aż do popołudnia...Więc nie wiem czy nie wychodzisz na lunch czy coś...
- Spokojnie, poradzę sobie Haz. Ty zajmij się Sophie, dobra?
- Jasne.
Później usłyszeliśmy odgłos zamykanych drzwi. Od razu poczułam się spokojniejsza, ale obecność Louisa nadal mnie denerwowała.
- Ostatni komentarz nie był potrzebny Anne.
- Jasne.
Westchnął z niedowierzaniem, po czym wstał nie mówiąc ani słowa. Obserwowałam go czujnie gdy szedł do zamrażalki i wyciągnął z niej paczkę lodu. Nic nie mówiąc wrócił i położył ją na moim spuchniętym kolanie. Wzdrygnęłam się bo uczucie nie było przyjemne.
- Dzięki - wymamrotałam przesuwając lód centralnie na kolano. Chłopak nie odzywał się, tylko na mnie patrzył.
- Co ja mam z tobą zrobić? - powiedział sam do siebie.
- Nic.
- Więc nic nie będziemy robić gdy będziemy sami?! Nie znasz mnie Anne - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Masz rację. A ty nie znasz mnie.
- Świetnie! Podsunęłaś mi własnie pomysł - klasnął zadowolony - Wiem jaka gra może nas do siebie zbliżyć i sprawić, że się lepiej poznamy.
- O nieee.
- Zagramy w dwie prawdy i kłamstwo.
Brzmi na szczęście niewinnie.
- Znasz zasady prawda? Gramy po rundzie. Każdy z nas mówi trzy rzeczy. Dwie z nich to prawda a jedna to kłamstwo. Jeśli zgadniemy, która z nich to kłamstwo to osoba która została przejrzana musi zdjąć jakąś część garderoby - wyjaśnił z uśmiechem.
- Zmieniłeś zasady! - zauważyłam. Wiedziałam, że to byłoby zbyt niewinne.
- Upewniam się, że przyłożysz się do zabawy - rzucił. Skrzywiłam się i odwróciłam wzrok.
- Dobra - zgodziłam się strzelając palcami - Zagrajmy Tomlinson. Ty zaczynasz.
- Oczywiście.
_______________________________________________________________________
Ciekawe czy Tommo będzie z Anne?
A kolejny rozdział w kolejną sobotę ;d
xx Annie

sobota, 19 lipca 2014

3.14. Wątpliwości

Perspektywa Sophie

Niall szybko opowiedział reszcie o wypadku Anne gdy zobaczyli ratowników wychodzących z jego pokoju.
- Jak mogłaś pozwolić jej odejść od tak sobie?! - powiedział Harry gdy wróciliśmy do jego pokoju.
- Ej, to nie moja wina! Próbowałam ją powstrzymać! - zaprotestowałam.
- Cóż, mogłaś próbować bardziej - westchnął, siadając na łóżku i łapiąc się za głowę - Boże, mogłaby wpakować nas w niezłe kłopoty gdyby uciekła...
- Ale nie uciekła...
- Była blisko! - przerwał mi szybko - Bardzo blisko! I jeszcze prawie się połamała! Co jesli musielibyśmy wziąć ja do cholernego szpitala?! Wszystko by kurwa o nas wygadała!
- Proszę przestań na mnie krzyczeć - powiedziałam z prośbą w oczach - Też się martwiłam, tak? Nie chcę żeby wam coś zrobili - dodałam. Chłopak wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie spod masy loków.
- Masz rację, przepraszam - mówi a po paru sekundach wstaje i mocno mnie przytula - Naprawdę nie chcę cię stracić z powodu twojej siostry... W ogóle nie chcę cię stracić - mamrocze po czym całuje mnie w czoło. Patrze na niego po czym łączę nasze usta w czułym pocałunku.
- Nie zostawię cię Harry - mamroczę opierając głowę na jego ramieniu i oddychając lekko.
- Nie wiadomo...Może znów będziesz zmuszona, aby odejść - mówi i od razu mocniej mnie przytula.
- To się nie zdarzy.
- Tego nie wiesz.
- Nie myśl o tym co? - kończę temat. Chłopak wzdycha i odsuwa się ode mnie.
- Tak cóż, łatwiej powiedzieć niż zrobić - mówi pod nosem - Tak się boję, że któregoś dnia wrócę i odkryję że odeszłaś...na dobre.
- Harry...
W połowie zdania Liam wpada do pokoju.
- Dlaczego kurwa myślałaś, że odwiązanie Anne to będzie dobry pomysł? - pyta wkurzony podchodząc do mnie.
- J-j-ja....
- Prawie uciekła! I to kurwa przez ciebie! Założę się, że nawet nie próbowałaś jej powstrzymać!
- Liam uspokój się do cholery - zainterweniował Harry gdy już miałam odpowiedzieć - Przecież ją powstrzymaliśmy.
- Cudem! Jeśli Niall nie nalegałby żeby przyjechać wcześniej bo bolała go głowa, nie dotarlibyśmy na czas! Musimy jechać na dzisiejszy występ, jak myślisz, co się wtedy wydarzy?! - mówił rozzłoszczony Liam. Oboje spojrzeli na mnie po ostatniej sugesti.
- Nie mam żadnego powodu, żeby od was uciekać - zmarszczyłam brwi.
- Ale Anne ma. Ona jest tu głównym problemem, a ty nie wybierasz żadnej ze stron - odparł zmęczony Harry, odgarniając włosy z twarzy.
- Wybieram jakąś stronę? Harry przecież nie powstrzymam jej przed zrobieniem tego co będzie chciała...Może się uczyć na własnych błędach, co mnie to obchodzi - powiedziałam, kładąc ręce na biodrach.
- Jej zachowanie przypomina mi twoje wcześniejsze Soph... Może z nią porozmawiasz o tym jak powinna się zachowywać? - proponuje Haz - To może zaoszczędzić jej kilku kłopotów.
- Ostatnim razem gdy próbowałam to wyskoczyła przez balkon - wywróciłam oczami.
- Więc lepiej się postaraj jeszcze raz bo mam mało cierpliwości do twojej siostry - warknął Liam i obrócił się aby wyjść - Masz 45 minut zanim będziemy musieli iść Haz, więc lepiej znajdź sposób aby coś z nimi zrobić - dodał po czym wyszedł. Harry westchnął głośno i rzucił się plecami na łóżko. Był wyczerpany. Zamknął oczy.
- I co zrobimy? - rzucił pod nosem pocierając skronie - Może gdybyście obie były unieruchomione...
- Chyba nie chcesz mnie związać, co? - warknęłam.
- Nie wiem...Nie chcę tego ale nie mam wyboru.
- Harry możesz mi ufać.
- Anne jest problemem Soph...A ty jesteś pod jej wpływem. Kiedy byliśmy jeszcze w busie, mówiłaś coś o tym, ze tylko jej ufasz. Nie sądzę, że zawsze postępujesz zgodnie z własną wolą.
- Postępuje, przysięgam.
- Więc dlaczego ją wcześniej odwiązałaś? - zapytał, podnosząc do góry jedną brew.
- Bo mnie poprosiła - odpowiedziałam z lekkim grymasem na twarzy. Patrząc na to teraz, wydawało mi się dziwne, ze tak łatwo zgodziłam się spełnić jej żądanie...To chyba przed te lekarstwa taty. Wspominał coś o ufaniu rodzinie...
- Widzisz?
- Harry musisz przestać się zamartwiać - powiedziałam w końcu, chcąc skończyć mój temat.
- Próbuję Soph, ale nie mogę wykluczyć takiej możliwości - wymamrotał, zamykając oczy. Ostrożnie weszłam na łóżko i usiadłam na nim okrakiem.
- Harry te leki już na mnie nie działają - rękoma wolno przejechałam po jego torsie, zahaczając na dole o jego członka. Otworzył oczy i spojrzał na mnie zaskoczony. Po chwili obrócił nas.
- Kocham cię, wiesz o tym prawda? - wyszeptał. Pokiwałam głową i przygryzłam wargę. Chłopak jęknął i złączył nasze usta. Objął mnie i mocno przytulił. Wplątałam palce w jego włosy. Westchnęłam i przerwałam pocałunek. Wtuliłam się w zagłębienie jego szyi i rozkoszowałam się ciepłem jego ciała. Harry zaczął składać na moim dekolcie małe pocałunki. Zachichotałam.
Nagle przestał.
- Chyba wiem co zrobimy z tobą i Anne wieczorem - rzucił.
○♥○

Byłam wściekła. Jak mogli?! Nie dość że zaprowadzili mnie i Anne do tour busa i zostawili z nami ochroniarza, to jeszcze przykuli mi stopę do nogi kanapy. naprawdę?! Nie mogę nawet dosięgnąć lodówki! Minęły juz jakieś dwie godziny i leżałam na podłodze busa, strasznie z nudzona. Mówiłam jakieś bezsensowne rzeczy do Fate, która leżała na moim brzuchu. Przed wyjściem na występ Niall położył Anne w dużej sypialni, jeśli można nazwać ją dużą, i zamknął drzwi na klucz. Zdążyłam na szczęście zabrać stamtąd Fate, żeby dostarczyła mi rozrywki. 
- Czy nie należy mi się już nawet chwila wolności? - powiedziałam głaszcząc ją po głowie. Nie poruszyła się. Spojrzałam na nią i zdałam sobie sprawę z tego, że śpi. Nie winię jej, była już prawie północ a oni nadal nie wracali - Ja pierdole Harry, nie możesz mi choć trochę ufać? - przeklęłam zirytowana. Moja kotka obudziła się i odskoczyła ode mnie, siadając na parapecie - O no weź - jęknęłam patrząc na nią. Nawet nie rzuciła na mnie okiem. Byłam zła - Ach te koty.
Podskoczyłam gdy drzwi nagle się otworzyły.
- No w końcu kurwa wróciliście - westchnęłam głośno, wstając z podłogi.
- Uważaj na słowa Soph - warknął Zayn, wchodząc jako pierwszy.
- Zayn moja noga - przypomniałam mu, posyłając mu mordercze spojrzenie. 
- Ktoś tu jest wkurzony - droczył się Louis, siadając na kanapie.
- No cóż ktoś się tu zanudził na śmierć - odpowiedziałam oschle, patrząc jak Zayn odpina kajdanki z mojej kostki.
- Boże ten występ to było coś - powiedział zmęczony Lou, przeczesując ręką włosy gdy Harry, Liam i Niall wchodzili do busu.
- O nie, nie ma mowy że cię przytulę - pokręciłam głową gdy zobaczyłam jak Harry podchodzi do mnie z otwartymi ramionami. Zamiast tego wkurzona usiadłam na sofie obok Louisa.
- Oj Sophie nie gniewaj się - powiedział słodkim głosem pochodząc do mnie - To było dla twojego własnego bezpieczeństwa - powiedział, podnosząc do góry mój podbródek. Odwróciłam wzrok.
- Ale czy kajdanki były konieczne? I ochroniarz na zewnątrz? Nie - warknęłam krzyżując ręce na piersiach.
- A czego od nas oczekiwałaś? - wtrącił się Liam siadając na krześle obok Nialla, który grzebał w lodówce - Hmm? Myślałaś, ze co się stanie gdy do nas wrócisz?
- Trochę zaufania by wam nie zaszkodziło. Rozumiem, że nie możecie ufać mojej siostrze, ale możecie ufać mi. Jakoś ufaliście mi gdy byliśmy w Irlandii...
- Skarbie gdy byliśmy w Irlandii nie grasowało tam na nas stado fanek gotowych w każdej sekundzie się do nas dobrać, nie było też ani kierownictwa, ani hoteli ani tour busów. Byliśmy tylko my, dom i jedna przyjaciółka w szkole, która o tobie wiedziała - powiedział spokojnie Harry - Oczekujesz od nas za dużo po tak krótkim okresie, który tu spędziłaś... Proszę daj nam trochę czasu żeby do tego przywyknąć i wtedy...
- Harry - powiedziałam prosząco robiąc spojrzenie a la kot ze shrecka. Czułam, ze cała piątka się na mnie patrzy - Nie możesz mnie tu cały czas zamykać... - naciskałam.
- Tylko gdy to będzie konieczne, okej? - westchnął, wyraźnie zmęczony - Słuchaj Soph nie chcę się z tobą teraz kłócić...Możemy po prostu iść do łóżka, proszę?
- W busie? Myślałam, że mamy pokój w hotelu...
- Anne przyciągnęła zbyt dużo uwagi w hotelu...Uwagi, której nie potrzebujemy - odpowiedział Zayn - Więc gadaliśmy z Paulem i zapytaliśmy czy możemy jechać nocą i mieć jutro więcej czasu w Atlancie, żeby pozwiedzać. Zgodził się. Więc dziewięciogodzinna podróż odbędzie się głównie podczas naszego snu. Super co nie? - uśmiechnął się.
- Już się nie mogę doczekać - powiedziałam bez emocji.
- Super! A teraz wszyscy do łóżek. Jestem strasznie padnięty - ogłosił Louis wstając z kanapy. Moje spojrzenie powędrowało do Fate gdy chłopcy zdejmowali koszulki.
- Tak się zastanawiam...co się stało z kaczkami? - zapytałam nagle.
- Sprzedaliśmy je - odparł Liam - Z resztą domu.
- Oh - zasmuciłam się, przypominając sobie małą Karmę. Będę za nią tęskniła...
- Idziesz ze mną do łóżka? - wymamrotał Harry w moją szyję, przytulając mnie od tyłu.
- Właściwie to położę się z Anne - odpowiedziałam i poczułam że chłopak się spina.
- Jesteś na mnie zła - powiedział, jakby to nie było oczywiste.
- Jestem zraniona Harry - rzuciłam, obracając się aby spojrzeć mu w oczy - To nie to samo.
- Prawda, bo w tym drugim przypadku uprawialibyśmy właśnie seks z nienawiścią - mrugnął do mnie, zrelaksowany. Wywróciłam oczami i lekko się uśmiechnęłam.
- Spoważniej Harry.
- Ej, znam cię mała - wymamrotał - Lubisz seks tak samo jak ja.
- Może, ale to nie zawsze jest rozwiązaniem Haroldzie - droczyłam się z nim.
- Rozmowa też nie - cmoknął z niezadowoleniem.
- Już gołąbeczki koniec kłótni i kłaść się spać! - krzyknął Louis z wnętrza. Gdy byliśmy w drugim końcu busa, ktoś zapukał do drzwi.
- Otworzę - ziewnął Niall, po czym zwlekł się z górnego łóżka i założył koszulkę. Od razu spojrzałam na jego nadgarstki ale po chwili zniknął mi z oczu.
- Tak? o Cześć Paul.
- Jesteście pewni, że chcecie dzisiaj jechać? W hotelu jeszcze macie zarezerwowane pokoje...
- Tak.
- Na 100% pewni? - powtórzył Paul.
- Będziemy mieć więcej czasu na pochodzenie po Atlancie. Będzie fajnie. Poza tym Louis już pada i wszyscy kładziemy się spać - odpowiedział blondyn.
- Dobranoc Paul! - krzyknął Louis ze swojego łóżka.
- Kolorowych Lou! - mężczyzna zaśmiał się głośno - Jak chcecie. Widać, że zależy wam żeby tu spać. Kierowca powinien zaraz przyjść...Do zobaczenia rano chłopaki! - krzyknął Paul i wszyscy mu odpowiedzieli.
- Dobranoc Soph - wyszeptał Harry schylając się aby mnie pocałować. Oddałam pocałunek, opierając ręce na jego ciepłym torsie.
- Dobranoc Harry - westchnęłam, przerywając pocałunek. Pocałował mnie po raz ostatni i pozwolił mi odejść, a sam skierował się do swojego łóżka. Ostrożnie spojrzałam na moją śpiącą siostrę. Dlaczego znów jest w to zamieszana? A tak, Niall pomylił ją ze mną a teraz nie mogą pozwolić jej odejść. Kręcąc głową, zdjęłam spodnie i wślizgnęłam się pod kołdrę obok niej, zachowując dystans między naszymi ciałami. Kierowca odpalił silnik, a ja zamknęłam oczy. Zrezygnowana myślałam o nadchodzących dniach.

___________________________________________________________________

Przyznaje bez bicia, złapałam lenia od początku wakacji. 

Kolejny rozdział za tydzień w sobotę.

czwartek, 3 lipca 2014

3.13. Żałuję tego

Żeby potem nie było niedomówień - mówiłam, że rozdział będzie około niedzieli, ale przyznaję się bez bicia, że taki leń mnie złapał, że jak wracałam z dworu to nie miałam na nic siły ;/ A teraz po długiej przerwie - zapraszam do czytania.
________________________________________________________________________________
- Nie, nie, nie! Nie dotykaj mnie! - zaprotestowałam gdy złapał mnie pod pachami - Nie znam go! - powiedziałam z desperacją kobiecie.
- Nie rób scen - wyszeptał wściekły do mojego ucha, stawiając mnie do pionu. Sapnęłam głośno. Nie mogłam ustać, czułam promieniujący ból w lewej nodze. Musiałam się go przytrzymać.
- Panie Horan naprawdę powinniśmy wezwać pomoc medy....
- Nie trzeba, wszystko będzie dobrze proszę pani - przerwał jej blondyn, kręcąc głową.
- Nie znam go! - powtórzyłam głośniej, a chłopak wbił mi palce w ręce - Proszę mi pomóc!
- Panie Horan, panienka raczej pana nie zna i widać, że naprawdę zrobiła sobie krzywdę...
- Zna mnie - Niall znów jej przerwał - Musiała uderzyć się w głowę gdy upadła.
- Nawet jeśli pana zna, to zrobiła sobie krzywdę. Nalegam, abyśmy wezwali lekarza.
- Nie, proszę zabierzcie mnie do szpitala! - pokręciłam głową.
- No dobrze - zgodził się chłopa. Co?! - Przyślij ich do mojego pokoju, 578. Zadbam o nią do przyjazdu lekarzy - dodał. Nie! Chce iść do szpitala! - A i czy mogłaby pani przekazać reszcie zespołu, że Anne jest ze mną? - zapytał, przyciągając mnie bliżej siebie - Powinni zaraz się zjawić.
- Niell proszę, puść mnie! - krzyknęłam cicho, zaciskając pięść na jego skórzanej kurtce.
- Oczywiście  panie Horan - recepcjonistka pokiwała głową, nie zauważając mojej błagającej miny.
- Dziękuję.
- Nie! Niall!
- Zamknij się - powiedział przez zaciśnięte zęby, wychodząc z lobby. Nie odezwał się ani słowem gdy weszliśmy do windy jadącej na jego piętro. Byłam roztrzęsiona. Ból i strach zaczęły przejmować kontrolę nad moim umysłem. Byłam tak blisko. Prawie mi się udało! Ale on musiał akurat przyjechać! Dlaczego?! Doszliśmy pod jego pokój i puścił mnie aby znaleźć klucze. Upadłam na podłogę, nie byłam w stanie stać.
- Niall, jestem ranna, nie rób tego - prosiłam gdy znów złapał mnie za ramię i zaprowadził do swojego pokoju. Rzucił mnie na łóżko.
- Ściągaj spodnie - powiedział pozbywając się swojego podkoszulka.
- Niall, proszę! Proszę nie!
- Anne ściągaj je - powtórzył wściekły, podkreślając każde słowo.
Po moich policzkach od razu spłynęły łzy gdy wykonywałam jego polecenie. Skrzywiłam się gdy zobaczyłam w jakim stanie jest moje kolano. Gdy tylko zdjęłam dresy Louisa, blondyn wyszedł z pokoju, by po chwili wrócić z torebką kruszonego lodu. Podszedł do lewej strony łózka.
- Co to kurwa miało być?! - krzyknął na mnie w końcu i mocno przycisnął worek z lodem do mojego kolana. Jęknęłam z bólu. Złapałam poduszkę i krzyknęłam w nią z całej siły. Po moich policzkach spływało coraz więcej łez. Co z nim nie tak?! 
- Co z tobą nie tak?! - kontynuował Irlandczyk, jeszcze mocniej przyciskając woreczek - Masz myśli samobójcze Anne?!
- Nie, czemu?
- Chcesz umrzeć?!
- Nie ja...
- To dlaczego skakałaś po balkonach?! - krzyczał patrząc na mnie intensywnie.
- Ja, ja, ja - zająknęłam się ale mi przerwał.
- Widziałem cię! Nawet się poślizgnęłaś! Mogłaś się zabić!
- No cóż.
- Pomyślałaś w ogóle o tym co ci zrobimy jeśli złapiemy cię na ucieczce?!
- Tak, ale...
- Zdajesz sobie sprawę jak głupi był ten pomysł? Co ci przyszło do głowy?! Skąd w ogóle pomysł, żeby uciekać?! - blondyn już trochę przesadzał - I nawet udawałaś, że mnie nie znasz!
- Miałam nadzieję, okej?! - warknęłam, w końcu będąc w stanie wypowiedzieć całe zdanie - Chciałam udowodnić, że Sophie się myli!
- W czym się myli?
- Że nie da się od was uciec.
Zacisnął usta w cienką linię, wpatrując się we mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Jeśli szukasz drogi ucieczki, to nie rób tego w taki sposób - powiedział ostrożnie. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Przepraszam, co?
Blondyn zamrugał po czym znów ogarnął go gniew.
- Oszalałaś! - rzucił, znów przyciskając torbę z lodem do mojego kolana.
- Ałć Niall! - sapnęłam.
- Powinienem powiedzieć reszcie, że chciałaś uciec - jęknął do siebie, po czym na mnie spojrzał - Powinnaś zostać ukarana - dodał - Jeśli nie byłabyś siostrą Sophie...
- Wtedy byś to zrobił? - powiedziałam zmieszana.
- Nie wiem! - krzyknął, ciągnąc się za włosy - Ale jestem pewien, że byłoby to łatwiejsze! - dodał krzywiąc się - Już wystarczająco szkód narobiłem gwałcąc cię pierwszej nocy...A to, że myślałem, że jesteś Sophie jeszcze pogarsza sprawy. Boże ona mnie teraz nienawidzi, prawda?
Patrzyłam z niedowierzaniem gdy zaczął płakać.
- Dlaczego zawsze muszę coś spierdolić? - powiedział głosem pełnym bólu i wstał - Nienawidzi mnie, prawda? - powtórzył patrząc na mnie oczami pełnymi łez.
- J-ja ja nie wiem - jąkałam się.
- Jestem pewien, że tak... O mój Boże - zaszlochał pocierając prawą dłonią lewe ramie.  Wow, naprawdę czuje się źle z tym co zrobił. Oboje obróciliśmy głowy gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Niall otwórz, tu Zayn.
Młodszy chłopak zrobił głęboki wdech i otworzył.
- Co tu się kurwa stało?! - krzyknął mulat gdy wszedł do środka i spojrzał na mnie groźnie - Pod hotel własnie przyjechało pogotowie i recepcjonistka powiedziała, że mają przyjść do twojego pokoju! - kontynuował, obracając się w stronę Nialla. Na chwilę zamilkł i po prostu patrzył się na blondyna - Płakałeś?
- Nie, po prostu....
Znów ktoś zapukał do drzwi.
- Przyszliśmy obejrzeć tą dziewczynę - powiedział męski głos zza drzwi. Zayn ich wpuścił. Gdy dwaj mężczyźni weszli do pokoju, poczułam się niepewnie. Jeden z nich wyglądał jak młodsza wersja Toma Cruise'a a ja byłam ubrana tylko w koszulkę i bokserki. Wow.
- Co się pani stało? - zapytał jeden z nich klękając obok łóżka. Kopia Toma Cruise'a zajęła się moją poobijaną nogą. Mężczyzna położył na łóżku apteczkę.
- Cóż j-ja... - zająknęłam się, patrząc na Nialla błagającym o pomoc spojrzeniem.
- Skoczyła z jednego z niższych balkonów - westchnął chłopak gdy obaj mężczyźni zakładali lateksowe rękawiczki.
- Co zrobiła?! - krzyknął Zayn - Oszalałaś Anne?!
- Nie, chciałam....
- To może trochę zaboleć -  powiedział jeden z ratowników po czym zaczął dezynfekować krwawiąca ranę na mojej nodze. Zacisnęłam mocno zęby. Drugi z nich zdjął z mojego kolana woreczek z lodem i zaczął je lekko szturchać.
- Boli gdy to robię?
- Tak! - szybko pokiwałam głową.
- Od jednego do dziesięciu jak mocno cię boli? - zapytał.
- Tylko szczerze Anne - ostrzegł Zayn.
- Chyba tak na sześć - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Czyli norma - pokiwał głową szatyn, dotykając palcem mięśni wokół mojego spuchniętego kolana - To też cię boli? - zapytał, patrząc mi się w oczy. Wyglądał jak Bradley Cooper. Od kiedy ratownicy medyczni są tacy przystojni? - Proszę pani? Boli panią gdy tak robię? - powtórzył naciskając palcami na opuchliznę.
- Tak - odpowiedziałam chcąc żeby już przestał mnie dotykać.
- Miałaś jakieś bóle głowy? Mdłości? Pani w recepcji powiedziała, że mogłaś się uderzyć w głowę gdy spadłaś - powiedział klon Toma Cruise, gdy bandażował mi nogę.
- Nie.
Skrzywiłam się gdy "Bradley Cooper" położył na moim kolanie torebkę z lodem po czym wstał.
- Bardzo dobrze, że przyłożyliście jej lód - pochwalił chłopaków - Nie będzie potrzebowała operacji ani nic takiego, ale jeśli chcecie, żeby wyzdrowiała to sugeruję przykładać lód na 15 do 20 minut, 4 do 5 razy dziennie dopóki opuchlizna nie zniknie. I nie pozwólcie jej chodzić - poinformował, pakując swoje rzeczy.
- Jak długo może to potrwać? - zapytał Zayn.
- Nic sobie nie naderwała, więc za jakiś tydzień powinno być dobrze - odpowiedział ratownik.
- I proszę nie skakać z balkonów...Następnym razem może sobie pani złamać nogę - poradził sobowtór Toma Cruise'a po czym oboje wyszli z pokoju. Zayn patrzył się na mnie przez dłuższą chwilę. Nie mogłam poznać o czym myśli.
- Ukarałbym cię, ale chyba już dostałaś za swoje - powiedział w końcu wskazując na moją lewą nogę. Wyciągnął swój telefon - za godzinę mamy być na stadionie - rzucił - Chyba położymy ją spać. Nawet jeśli nigdzie nie zdoła pójść to będę się czuł pewniej wiedząc, że śpi - wyjaśnił. Niall westchnął i poszedł do łazienki.
- Mam iść spać?! Jest dopiero 14!
- Już nam pokazałaś, że nie możemy zostawiać cię przytomnej. Poza tym lepiej dobrze się wyśpij; jutro rano wracamy do busa i wyjeżdżamy do Los Angeles. Nie mogę ci zagwarantować, że podróż będzie przyjemna...
- Dlaczego nie możemy lecieć samolotem?! To by zaoszczędziło dużo czasu! - zaprotestowałam.
- Bo mamy parę koncertów po drodze. Zajmie nam to pięć dni.
Pięć dni w ciasnym busie z nimi?! Nie ma mowy!
- Nie moge po prostu wrócić do domu? Proszę? - narzekałam - Macie już przecież Sophie! Proszę! Nie potrzebujecie mnie!
- Jest nas pięciu skarbie. Dwie dziewczyny są lepsze niż jedna - rzucił Zayn gdy Niall wyszedł do pokoju z małym ręcznikiem w ręce.
- Nie, proszę nie! - pokręciłam głową, próbując się ruszyć ale kolano mi w tym przeszkodziło.
- Wszystko będzie dobrze gdy się obudzisz Anne - westchnął Niall po czym przycisnął ręcznik do moich ust.
- Proszę! - zaszlochałam gdy opary chloroformu zaczęły wdzierać się do moich nozdrzy i płuc.
- Przepraszam.
____________________________________________________________________________
Jeszcze trzy rozdziały i będziemy na bieżąco ;D
xx Annie

czwartek, 26 czerwca 2014

3.12. Przegrana sprawa

Perspektywa Anne

Jest mi zimno. Zwinęłam się w kulkę i zauważyłam, że moja skóra jest kompletnie naga pod jakimś materiałem. Poruszyłam się aby zakryć odkryte miejsca, ale liny, którymi związane były moje nadgarstki wbiły mi się boleśnie w skórę.
- Co tu się dzieje?! - zawołałam szarpiąc więzy, wtedy sobie przypomniałam - Louis - syknęłam wściekła - Ten cholerny dupek... - zaczęłam ale za plecami usłyszałam kobiecy śmiech. Spojrzałam za siebie.
- Cały Louis - oznajmiła moja siostra wzdychając - Jest zbyt skomplikowany żeby go zrozumieć - kontynuowała opierając się o krzesło z zamyślonym wyrazem twarzy - Trochę czasu minęło zanim się obudziłaś siostrzyczko...Czekam na ciebie już ponad godzinę - dodała Sophie.
- O przepraszam, że choć raz chciałam się dobrze wyspać, ale i tak mi się nie udało przez teko kłamliwego sukinsyna - warknęłam nadal ciągnąc za liny.
- Dlaczego kłamliwego? W czym cię okłamał? - zapytała.
- Obiecał, że mnie nie zgwałci - odpowiedziałam. Na myśl o tym co mógł mi zrobić gdy byłam bezbronna przeszły mnie dreszcze.
- A zgwałcił cię?
- No cóż jestem naga i...
- Jesteś naga, bo martwił się, że będzie ci za gorąco. Mi wydaje się, że chciał o ciebie zadbać - brunetka zamilkła na chwilę - Nie chciał cię w żaden sposób zranić.
- Dlaczego go bronisz?! Jak możesz być taka pewna, że nic mi nie zrobił gdy byłam nieprzytomna?!
- Bo Louis nie chce żeby inni uważali go za potwora. Jest naprawdę wrażliwy pod tą całą maską erotomana.
Okej...rozumiem. Pamięta.
- Zgaduję, że wróciły ci wspomnienia? - warknęłam wywracając oczami.
- Tak - pokiwała głową, potwierdzając moje myśli - Musimy porozmawiać.
- Jak chcesz - znów pociągnęłam za liny. Byłam zirytowana. Zrobiłam głęboki oddech i spojrzałam na bliźniaczkę - Możesz mnie rozwiązać i znaleźć mi coś do ubrania, czy korona spadnie ci z głowy? - powiedziałam ze złością - Może wtedy będzie mi się lepiej rozmawiało.
- Możesz być miła, czy korona spadnie ci z głowy? - odpowiedziała - Nie muszę cię rozwiązywać. Mogę nie zwracać na ciebie uwagi, jeśli tylko zechcesz.
- Proszę Sophie - wymamrotałam - Możesz odwiązać moje nadgarstki?
Wywracając oczami, wstała i zaczęła męczyć się z węzłami - Proszę - powiedziała po skończeniu. Przyciągnęłam nadgarstki do klatki piersiowej i schowałam się głębiej pod kołdrą.
- A mogę dostać jeszcze jakieś ubrania?
- Zobaczę w walizce Louisa czy....
- Nie! Nie jego ubrania. Pachną jak on - skrzywiłam się.
- Utknęłyśmy w jego pokoju do powrotu chłopaków. Jeśli nie umiesz sobie wyczarować ubrań, to musisz założyć jego.
- Dlaczego tu utknęłyśmy? Jeśli poszli, to możemy wyjść.
Soph zaczęła się śmiać.
- Anne... - chichotała kręcąc głową - Jeśli to byłoby takie łatwe, już byłabym na zakupach w Target, żeby znaleźć jakieś fajne ciuchy - westchnęła, wstając.
Co?!
- Nie uciekłabyś? - patrzyłam na nią z otwartą buzią. Spojrzała na mnie przez ramię.
- A dlaczego miałabym to robić? Co mi pozostało oprócz chłopców? - zapytała, szukając ubrań w walizce Louisa, obok okna.
- Masz tatę i mnie.
- Taaa jasne - warknęła - Wy sądzicie, że nie jestem w pełni sprawna umysłowo - dodała, rzucając we mnie tymi samymi rzeczami, które sama nosiła; koszulką, bokserkami i spodniami od dresu - Możesz się przebrać w łazience.
- Albo pod kołdrą - powiedziałam zakładając je pod materiałem.
- Jak w ogóle się tu znalazłaś? - zapytała moja siostra gdy już się ubrałam i wyszłam z łózka.
- Cóż, Zayn wysłał mnie do Liama, a ten zaprosił Louisa i ....
- Chodzi mi o to, jak cię złapali? - sprecyzowała Sophie. Czułam na sobie jej wzrok gdy chodziłam po pokoju z zamyślonym wyrazem twarzy. Odsunęłam zasłony w oknie i wyjrzałam na zewnątrz. Zauważyłam, że okno to tak właściwie rozsuwane drzwi prowadzące na balkon z widokiem na recepcję. Hotel ma kształt trójkątnego pryzmatu z pustym środkiem, którego podstawa to główny korytarz. To może się udać. 
- Niall zobaczył mnie na przystanku koło apteki gdzie miałam kupić rzeczy dla taty... - zaczęłam, patrząc przez szklaną szybę. Widziałam balkon, niedaleko od naszego piętra, tylko trochę na prawo. Może mogę na niego przejść, później na kolejny i kolejny, aż będę na dole... - Zaciągnął mnie do tour busa pewny, że jestem tobą - kontynuowałam, w myślach wymieniając zagrożenia dotyczące skoku na dół. Jesteśmy chyba na piątym piętrze więc nie wykonam stąd raczej samobójczego skoku... - Liam był zaciekawiony i dołączył do Nialla. Louis tak samo, ale później wyszedł bo zaczęłam płakać - powiedziałam, obracając się bay spojrzeć jej w oczy.
- Zaczęłaś płakać? - Sophie zamarła, jej głos był ledwie słyszalny - Niall nie robi takich rzeczy. Nie mógł....
- Tak, twój kochany, słodki Niall zgwałcił mnie tamtej nocy - splunęłam - A Liam się dołączył. Najgorsza noc mojego życia.
- To przez ten wypadek. Jego emocje są niezrównoważone i musiał być naprawdę wściekły - przerwałam jej nie chcąc słyszeć żadnych wyjaśnień. Niall mnie zgwałcił i nic co by powiedziała, nie wymazałoby jego winy.
- Następnego dnia, czyli wczoraj, Niall i Liam powiedzieli Harremu i Zaynowi, że mnie znaleźli. Cały czas myśleli, że jestem tobą a tylko udaję kogoś innego.
- Harry nie....
- Nie martw się. Od razu poznał, że nie jestem tobą - wywróciłam oczami, jeszcze raz patrząc przez okno - Po tym udawałam, że nie wiem kim jesteś, żeby cię oszczędzić. Ale wtedy otworzyłam tą niewyparzoną gębę i wkopałam się gdy sprawdzali czy nie mam blizn na nadgarstkach - westchnęłam - I wtedy Zayn za pomocą palców Louisa we mnie, zmusił mnie do powiedzenia wielu rzeczy - dodałam czując przechodzące po moim kręgosłupie dreszcze - Potem przywiązali mnie nagą do łózka i zostawili na kilka godzin, żeby wyciągnąć ze mnie jeszcze więcej informacji. A wczoraj w nocy wrócili ze śpiącą tobą.
- Och.
- Tak och - zauważyłam - Może teraz rozumiesz, dlaczego chcę uciec? Kilka godzin temu Louis i Liam próbowali na mnie gry na posłuszeństwo, a obudziłam się naga i przywiązana do łóżka! Oni są szaleni. Może nie masz zbyt dużo ale wszystko będzie lepsze od spędzania czasu z nimi.
- Anne...Nie uda ci się to jeśli chcesz wyskoczyć przez balkon - powiedziała obserwując mnie gdy przekręciłam klamkę otwierając szklane drzwi.
- Dlaczego nie? Wydasz mnie? - powiedziałam pogardliwie.
- Nie - pokręciła głową - Znajdą cię sami. Zawsze im się udaje.
Patrzyłam na siostrę.
- Tym razem im się nie uda...Soph powinnaś iść ze mną.
- Nie, mówiłam ci, nie ma takiej potrzeby.
- Dlaczego się poddajesz? Czemu oddajesz swoją wolność?!
- O uwierz mi nadal chcę swojej wolności... - westchnęła, patrząc z tęsknotą w dal - Ale sądzę, że w końcu ją odzyskam, wraz z ich zaufaniem.
- Więc chcesz znosić wszystkie och pokręcone, zboczone zabawy tak długo, żeby znów odzyskać ich zaufanie? - zauważyłam zdumiona.
- I tutaj właśnie mamy inne zdanie. Anne musisz zrozumieć....To tylko opór boli. Nie ma co walczyć.
- Jak już powiedziałam, poddałaś się sama - rzuciłam, wystawiając nogę za okno - Ja nie zamierzam brać z ciebie przykładu.
- Anne posłuchaj mnie. Gdy się sprzeciwiasz, karzą cię. Chcesz iść do domu; przez cały dzień męczy cię ta myśl. Nie chcesz polubić tego, co ci seksualnie robią - boli jeszcze bardziej. Negatywne myśli sprawiają, ze wszystko wygląda źle. Jesteś tak skupiona na ucieczce, że nie zauważasz dobrych rzeczy, które też się zdarzają - złapała mnie za rękę - Przysięgam, że jest łatwiej gdy przestajesz się opierać. W głębi duszy, oni nie chcą nikogo ranić. Nawet nie próbuj uciekać Anne... Tylko pogarszasz sprawy - błagała. Co za stek bzdur.
- Żegnaj Soph - zakończyłam i odepchnęłam się od parapetu okna. Zachłysnęłam się powietrzem gdy złapałam się o barierkę balkonu piętro niżej.
- Anne! Kompletnie oszalałaś! Nie jesteś jakimś agentem specjalnym! Zranisz się! Proszę Anne wracaj tu!
Na chwile spojrzałam w jej stronę. To jej problem, zaoferowałam jej żeby szła ze mną to odmówiła. Sama może sobie z nimi radzić i "mieć dobre wspomnienia". Wyłączając się dla jej krzyków, zamknęłam oczy i skoczyłam piętro niżej. Powietrze cięło moją skórę gdy leciałam, ale znów złapałam się barierki. Oddychając głęboko spojrzałam w dół. Jeszcze tylko 3 skoki. Modląc się o niespadnięcie, skoczyłam na kolejny mały balkon.
- Anne!
Zamknij się Soph moja stopa poślizgnęła się na krawędzi ale udało mi się utrzymać przy metalowej barierce. Poczułam kłujący ból rozdzieranej skóry i zobaczyłam krew lecącą z nowo zrobionej rany. To tylko zadrapanie. Znów skoczyłam ale tym razem źle wylądowałam. Jęknęłam cicho gdy kostki odpuściły pod moją wagą. Oddychałam szybko, próbując przy tym zwalczyć łzy strachu przed upadkiem.
- Anne! Proszę! Będą myśleli, że ci pomogłam! - prosiła moja bliźniaczka - Zaraz wrócą i wtedy możesz sobie uciekać!
Dawaj Anne, ostatnie piętro. Przygryzając wargę skoczyłam po raz ostatni lądując na stopach, z ugiętymi kolanami aby zmniejszyć impet skoku. Niestety uderzyłam nimi o podłogę i poczułam silny ból. Praktycznie usłyszałam trzask gdy moje lewe kolano lekko się przemieściło i po chwili wróciło do poprzedniej pozycji. Poczułam łzy na policzkach. Jestem pewna, że oba kolana będą w siniakach i zadrapaniach. Nie sądzę, że mogę chodzić na lewej nodze.
- Pomocy! - krzyknęłam, chcąc, żeby ktoś mnie zauważył - Proszę pomóżcie! Zraniłam się! - znów krzyknęłam, zwijając się w kulkę na podłodze. Recepcjonista na szczęście mnie zauważyła.
- O Boże! Chcesz, żebym wezwała karetkę?! - krzyknęła, szybko wstając z krzesła żeby do mnie podejść. Pokiwałam głową i zamknęłam oczy. Nie będą mnie szukać w szpitalu. Zadzwonię do taty, przyjedzie po mnie i mnie zabierze. Będzie musiał pogodzić się z faktem, że nie możemy mieć Sophie.
- Ta....
- To nie będzie potrzebne.
Głos uwiązł mi w gardle gdy usłyszałam ten głos. Silny Irlandzki akcent wyróżniający się pośród Amerykańskich.
______________________________________________________________________________
Kolejny zapewne w niedziele ;)

Jak myślicie, co zrobią Anne?
xx Annie