WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

poniedziałek, 27 lipca 2015

3.33. Samotna

Perspektywa Anne
Przechadzałam się po hotelowym apartamencie, co chwilę nerwowo spoglądając na drzwi. Zayn i Louis siedzieli na kanapie i oglądali telewizję. A Harry i Liam nie wyszli z pokoju tego pierwszego od czasu gdy Sophie wybiegła z Niallem.
- Będziesz tak chodziła dopóki nie wrócą? - odezwał się Zayn posyłając mi zirytowane spojrzenie - Tylko pogarszasz mój ból głowy.
Zignorowałam go.
- Anne usiądź - powiedział już ostrzejszym tonem.
- Nie patrz się na mnie jeśli cię to tak bardzo wkurza - rzuciłam - I nie bolała by cię głowa gdybyś się wczoraj nie upił jak idiota - dodałam.
- Anne mogłabyś usiąść? Twoje zachowanie jest co najmniej irytujące - westchnął Louis. Wyczułam ostrzeżenie w jego głosie. Zrobiłam nadąsaną minę.
Drzwi otworzyły się w momencie gdy miałam usiąść. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam na ich wejście: rozczochrane włosy, przemoczone ubrania i melancholijny wyraz twarzy. Bez żadnego słowa czy spojrzenia w naszą stronę oboje poszli w swoją stronę - Niall do swojego pokoju, a Sophie do łazienki.
- Myślicie, że oni...
- Jestem pewny, że to zrobili - zaśmiał się Zayn przerywając Louisowi - Deszcz może być bardzo podniecający...Mam rację Sophie? - mulat posłał mi łobuzerski uśmiech i mrugnął do mnie.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz - powiedziałam wywracając oczami.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Chcesz, żebym ci w takim razie odświeżył wspomnienia? - jego ton głosu nie był już żartobiliwy. Udawałam, że zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Raczej zrezygnuję.
Doskoczył do mnie w momencie. Moje  serce przyspieszyło zaskoczone. Jego ciało górowało nad moim. Jego spojrzenie przeszywało mnie na wylot.
- Skarbie, jeśli myślisz, że twoje pyskówki są słodkie to śmiertelnie się mylisz - wymamrotał groźnie. Odepchnęłam go ale złapał mnie za nadgarstki - Twoje zachowanie jest cholernie wkurwiające. Radzę ci je zmienić zanim zrobię coś zbyt ostrego - zagroził. Jego twarz znajdowała się kilkanaście centymetrów od mojej - Tak sobie właśnie pomyślałem, że wczoraj w nocy nie dostałem od ciebie urodzinowego prezentu - dodał.
- Zayn...
- Louis nie chce mi się tego słuchać - warknął mulat.
- Wiesz, że droga do serca dziewczyny nie prowadzi przez łóżko co? - zapytałam chłopaka patrząc na niego bez strachu.
- A czemu w ogóle pomyślałaś, że chcę trafić do twojego serca skarbie?
- Bo chcesz, żeby ktoś się o ciebie troszczył. Teraz, gdy Perrie już nie ma, czujesz jakby czegoś brakowało - powiedziałam - A ponieważ wiesz, że Sophie i ja nigdy cię nie pokochamy, celujesz w inny rodzaj miłości. Ten fizyczny. W końcu lepsze to niż nic, co?
- Gadasz bzdury Anne - pokręcił głową, ale wiedziałam, że moje słowa wywołały zamierzony efekt. Wiedziałam, że powtarza sobie w myślach to co właśnie powiedziałam.
- Czyżby?
Zayn odsunął się i zmarszczył brwi.
- Louis - powiedział nagle. Na jego ustach malował się przebiegły uśmiech.
- Co?
- Co czujesz do Anne?
Zamrugałam oczami nie rozumiejąc.
- Co masz na myśli? - odpowiedział powoli Louis, ostrożnie patrząc to na mnie, to na Zayna.
- Zaczynam się zastanawiać po czyjej stronie jesteś. Wszyscy zauważyliśmy, że twoje uczucia się rozwinęły ale jestem ciekaw do jakiego stopnia. Powiedzmy, że Anne by uciekła... Pozwoliłbyś jej odejść i na nas donieść czy złapałbyś ją i zatrzymał dla siebie?
- Złapałbym ją - odpowiedział Lou. Nasze spojrzenia się spotkały. Wiem, że kłamie. Musi kłamać. Musi dobrze rozegrać swoje karty jeśli chce pomóc mi w ucieczce.
- Jesteś  tego pewien?
- Tak.
- W takim razie chcę, żebyś to udowodnił.
Przeszły mnie dreszcze.
- Jeśli myślisz, że to coś zmieni...
- Tak właśnie myślę - przerwał oschle Zayn - Musimy wiedzieć na czym stoimy. Wszyscy z nas. Niall! Harry! Liam! Sophie! - zawołał wszystkich. Liam i Harry wyszli po paru sekundach z pokoju marszcząc brwi. Niall i Sophie także się pojawili. Już w suchych ubraniach i z znakami zapytania malującymi się na ich twarzach. Stanęli wokół Louisa, Zayna i mnie ale nikt nie usiadł na kanapach.
- Zayn nie mam pojęcia w jaką chorą grę grasz...
- Po prostu upewnię się na czym wszyscy stoimy okej? W ten sposób nie będzie żadnych wycieków czy czegokolwiek innego co mogłoby zaszkodzić naszej karierze - powiedział patrząc na wszystkich po kolei, a na końcu wracając spojrzeniem do mnie - Ty. Od kiedy postawiłaś stopę w naszym busie byłaś tylko kłopotem.
- Nie moja wina, że Niall mnie do niego zaciągnął! - zaprotestowałam - Gdyby nie on, nie byłoby mnie tu teraz! - czułam się źle zrzucając na niego winę ale w tym samym czasie czułam, że powinien mieć poczucie winy. Chociaż lekkie.
- Ale sama odpowiadasz za swoje czyny. Więc jeśli dobrze pamiętam, to gdybyś nie poszła po leki po które wysłał cię ojciec, to też by cię tu nie było.
- Ale...
- Harry, skończ - mulat spojrzał ostrzegawczo na młodszego kolegę - W ogóle nie byliście z Sophie ostrożni. Może i byłem wczoraj pijany ale pamiętam dobrze, że wasza dwójka migdaliła się przy barze. Bez wątpienia inni was zauważyli. Ludzie zaczną układać to wszystko w całość i pojawią się pytania. Niepotrzebne pytania.
Harry nic nie powiedział tylko pokiwał głową.
- Zayn wiem, że jesteś teraz wkurzony ale...
- Louis bądź cierpliwy zaraz dojdziemy do ciebie - Zayn uciszył przyjaciela - Niall. Wiem, że nie możesz nic poradzić na zmiany humoru ale błagam cię, specjalnie próbujesz rozdzielić nasz zespół? Ten trójkąt między tobą Sophie a Harrym...To się musi skończyć.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Zauważyłam, że Niall zareagował tak samo, ale nic nie powiedział. Po chwili zawstydzony opuścił wzrok.
- Sophie, testowałaś nasze limity. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę ale powoli niszczysz Harrego, Nialla, siebie, a nawet swoją siostrę.
- Co to w ogóle znaczy?! Czy ty w ogóle się słyszysz Zayn?! - powiedziałam wstając. Liam od razu zmusił mnie żebym z powrotem usiadła. Nie wierzę. Nie wierzę, że wszyscy akceptują uwagi Zayna bez najmniejszego protestu - Co do cholery jest z wami nie tak?! On bawi się waszymi słabymi punktami i dobrze o tym wiecie! - krzyknęłam ze złością patrząc na nich wszystkich - Będziecie tak stać i się ze wszystkim zgadzać?! - dodałam z niedowierzaniem.
- Anne nie próbuj ich nastawiać przeciw mnie: jesteś sama - powiedział Zayn - Do tego stopnia, że wczoraj gdy twój tata przyszedł do studia Ellen, nie przyszedł do ciebie - poczułam ukłucie w klatce piersiowej, ale nie pozwoliłam sobie na pokazanie, że mnie to ruszyło.
- Gówno prawda! - warknęłam i tylko fakt, że Liam trzymał mnie za ramiona powstrzymał mnie przed skoczeniem na mulata.
- Mam rację, prawda Soph? - Zayn zaśmiał się. Spojrzałam na siostrę ale ona odwróciła wzrok - Ona z nim rozmawiała. Był tylko dwa siedzenia od ciebie, a Sophie nic nie powiedziała ani nie zrobiła żeby ci pomóc.
- Starczy już tych twoich kłamstw! - próbowałam wstać ale Liam trzymał mnie zbyt mocno.
- Sorki ale to prawda. Liam pokaż jej.
Tym razem Harry przytrzymywał mnie na moim miejscu, a Liam wyciągnął swój telefon i puścił wideo na ekranie po czym mi go pokazał. Zobaczyłam Sophie i siebie siedzące na końcowych siedzeniach u Ellen. Jakiś mężczyzna usiadł obok Sophie. Jego przebranie było zbyt łatwe do rozpoznania: kupiliśmy je razem jako plan B w zeszłym roku. To mój ojciec.
Myślałam, że zaraz zwymiotuję. Moje wnętrzności zacisnęły się gdy zobaczyłam jak mój ojciec rozmawia z moją siostrą. Żadne z nich nie spojrzało na mnie w ciągu pięciu minut pogaduszki. A ja byłam zbyt skupiona na patrzeniu na scenę żeby zauważyć co dzieje się obok mnie.
- Jakie to uczucie gdy ktoś, komu ufałaś i myślałaś, że się o ciebie troszczy wbija ci nóż w plecy? - zapytał sarkastycznie Zayn. Posłałam mu groźne spojrzenie.
- Pierdol się!
- Taaa gówniane uczucie! - powiedział niewzruszony moim przeklinaniem - Teraz wiesz jak się czułem przez ostatnie kilka dni. Teraz wiesz dlaczego szybko tracę cierpliwość i dlaczego używam seksu do ochłonięcia.
- Zayn zachowujesz się teraz jak chuj - warknął Louis wstając ze swojego miejsca - Co jest z tobą nie tak?
- A tak, najważniejsza część lekcji Louis - chłopak zaśmiał się do siebie, przeczesując ręką włosy - Upierasz się, że nie pozwoliłbyś odejść Anne jeśli jakimś cudem udałoby jej się uciec. Udowodnisz to teraz, przed nami wszystkimi. Ona najwyraźniej musi się uspokoić a ty musisz pamiętać jaki był cel wciągania tych dwóch w nasze życie - mulat wziął głęboki oddech - Wyruchasz ją - powiedział wskazując na mnie palcem - Przed nami wszystkimi. A później zajmiesz się jej zgrabnym tyłkiem.
Poczułam jakby moje serce się zatrzymało. Za to w pokoju zrobiło się głośno.
- Nie zrobię tego! - syknął oburzony Lou - Naszą główną zasadą od początku było, że mamy nie powodować u nich "blizn" na stałe! One też mają swoje limity, a my ich nie przekraczamy!
Nie byłam w stanie się ruszyć. Mogłam tylko słuchać jak o mnie mówią.
- Wiedziałem! Wiedziałem, że będziesz po jej stronie!
- Tu już nie chodzi o branie czyjejś strony! Teraz chodzi o człowieczeństwo i współczucie! - wtrącił się zdeterminowany Niall.
- Mówi facet, który pierwszy zgwałcił Anne! - rzucił Liam.
- Sophie była w stanie to przyjąć gdy ją po raz pierwszy...
- Sophie nie jest Anne! - zaprotestował głośnio Louis patrząc na Harrego - I vice-versa!
- Jak ją dobrze przygotujesz to nie będzie tak bardzo bolało - powiedział Zayn nie wzruszony krzykami Louisa.
- Nawet jeśli ją przygotuję to zbyt wielu ludzi będzie to oglądało! Ona nie lubi takiego oglądania! To poniżające i upadlające!
- Taaa, dokładnie coś takiego będziemy czuli gdy wyśle nas do więzienia! Więc albo nic nie zrobisz i potwierdzisz nasze obawy co do twoich uczuć do Anne albo zrobisz to co musisz zrobić, żebyśmy nie skończyli w więzieniu i będziesz mógł zatrzymać Anne.
- To daleko przekracza moją moralność ! Nawet Harry nie zaserwowałby Sophie takiej kary! - zaprotestował niebieskooki.
- Bo Sophie nigdy nie spowodowała takich problemów!
- Nie zrobię tego!
- Dobra. Jeśli nie ty to ja to zrobię. Wiemy czego się po tobie spodziewać Lou - westchnął Zayn wyraźnie rozczarowany.
- Widać, że jesteś nieźle zdesperowany... - Czułam jak mój brzuch się zaciska gdy podszedł do mnie. Pokręciłam głową i próbowałam ponownie wstać, lecz i tym razem mi się nie udało. Byłam przerażona.
- Nie możesz tego zrobić! - zaprotestowała moja siostra. Harry szybko ją przytrzymał - Harry nie możesz na to pozwolić!
- No to patrz.
- Zayn jeśli mnie kurwa dotkniesz to przysięgam, że zacznę krzyczeć tak głośno, że cały hotel mnie usłyszy - powiedziałam ale nie brzmiałam zbyt przekonująco.
- W takim razie musimy cię zakneblować, co?
- Poczekaj! - wtrącił się Louis - Pozwól mi wynegocjować warunki i ja to zrobię! - poddał się załamany. Mój żołądek ponownie się zacisnął.
- Nie, Louis proszę!
- O jakich negocjacjach mówisz? - zapytał Zayn.
-  Nie robię nic z jej tyłkiem. Pierwszy anal boli, nie ważne jak dobrze ktoś jej przygotowany i sądzę, że to ona powinna zdecydować kiedy chcę to zrobić i czy w ogóle ego chce.
- I tu jest problem. Myślę, że anal to dokładnie to czego jej teraz potrzeba aby zrozumiała, że nie może sama podejmować decyzji. I że musi się podporządkować.
Wydałam z siebie zirytowany pisk.
- A co powiesz na to, że zapomnimy o ruchaniu jej przed wszystkimi i będziesz mógł użyć swojego łóżka zamiast kanapy. Ale masz ją wziąć od tyłu ja będę stał obok aby się upewnić, że to zrobisz - zasugerował Zayn - Musisz w niej też dojść.
Louis zacisnął ręce w pięści.
- Masz 30 sekund aby się zgodzić albo wracamy do pierwszej opcji i nie przyjmuję żadnych negocjacji - powiedział mulat - Nie możemy się o to kłócić przez cały dzień. Za niecałą godzinę musimy wsiąść do busa i jechać do Arizony.
Gdy Louis na mnie spojrzał pokręciłam głową.
Nie wybaczę ci powiedziałam bezgłośnie. Chłopak tylko opuścił głowę.
Wiem odpowiedział mi po chwili także tylko poruszając ustami.
- 15 sekund.
- Okej, zgadzam się - powiedział Lou - Zabieram ją do swojego pokoju z całym nawilżaczem jaki znajdę. I nie chcę słyszeć żadnego słowa z twojej strony gdy będziesz oglądał - ostrzegł.
- Nie, nie, nie! Proszę! - błagałam. Załamałam się. Nie byłam w stanie podnieść się ze swojego miejsca. Chciałam spojrzeć chłopakowi w oczy ale patrzył się w podłogę specjalnie unikając mojego spojrzenia. Patrzyłam jak Harry wyprowadza Sophie z pokoju. Niall wyszedł chwilę po nich.
- Umowa stoi - zgodził się Zayn z triumfującym uśmiechem na twarzy.
Liam mnie puścił ale nawet się nie ruszyłam. Czułam jakbym była przyklejona do kanapy. Louis podszedł do mnie nadal nie patrząc na moją twarz. Wyciągnął w moją stronę rękę abym ją złapała.
- Nie, nie robię tego z własnej woli Lou - powiedziałam, nadal mając nadzieję, że go zniechęcę.
Chłopak westchnął i potarł ręką twarz. W końcu spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczami. Były wypełnione cichymi łzami. Tak jak moje. Mrugnął kilka razy i nagle jego twarz była pusta, bez żadnych emocji.
- Louis nie wybaczę ci tym razem! - powiedziałam mając nadzieję, że się wycofa - Nie możesz udawać, że cię to nie obchodzi!
Brązowowłosy schylił się aby mnie podnieść. Przerzucił mnie sobie przez ramię i poszedł do swojego pokoju. Naszego pokoju. Rzucił mnie na łóżko. Próbowałam z nim walczyć, ale moje oczy wypełnione były łzami i prawie nic nie widziałam. Złapał mnie za nadgarstki. Skrzywiłam się gdy zauważyłam jak coś metalowego ląduję za moją głową. Kajdanki.
- Mogą ci się przydać - powiedział Zayn zamykając za sobą drzwi - Wiesz aby się upewnić, że nie będzie się zbytnio ruszała.
Louis się nie odezwał. Wziął kajdanki, przełożył je przez dziurę w oparciu łóżka i zapiął kajdanki na moich nadgarstkach. Następnie zszedł z łóżka. Od razu podniosłam się i zbliżyłam do oparcia ciągnąc kajdanki z całej siły.
Louis nie zwracał na mnie uwagi zajęty przeszukiwaniem walizki leżącej obok łóżka.
Bolały mnie nadgarstki gdy metal wbijał mi się w skórę ale nie przestawałam. Obróciłam się tak, żeby stopami zaprzeć się o oparcie łóżka. Z całej siły próbowałam się wyrwać. Usłyszałam jak drewno pęka.
- Louis - ostrzegł Zayn.
- Zamknij się Zayn! Nie chcę słyszeć z twojej strony żadnego dźwięku. Dokładnie wiem co teraz robi i nie dziwię się - odpowiedział oschle Lou, nadal przekopując się przez swoją walizkę. Mulat tylko pokręcił głową i powrócił wzrokiem do mnie. Zignorowałam go. Łzy płynęły mi po policzkach gdy próbowałam złamać oparcie łóżka aby się uwolnić. Po chwili Louis wszedł na łóżko. Złapał mnie za kostki i pociągnął w dół. Leżałam teraz na brzuchu. Mój płacz wypełnił pokój gdy zdjął ze mnie spodnie. Obróciłam się, kopiąc i wiercąc się na łóżku. Chłopak usiadł na moim brzuchu.
- Chcesz, żebym zasłonił ci oczy? - zapytał tak spokojnym głosem, że aż się przestraszyłam - Może wtedy byłoby to dla ciebie bardziej znośne.
Mój strach i rozpacz zastąpił gniew.
- Nie. Nie chcę abyś próbował mi sprawić przyjemność czy udawać, że to nie ty masz mnie za chwilę zgwałcić. Chcę pamiętać, że to ty to zrobiłeś. W ten sposób oboje to zapamiętamy! - powiedziałam gwałtownie, po moich policzkach płynęło więcej łez.
- Okej - obrócił mnie z powrotem na brzuch i położył rękę na moich plecach. Przycisnął mnie do łóżka abym się nie ruszała. Sięgnął ręką do nocnego stolika i wziął to, co przed chwilą wyciągnął z walizki - środek nawilżający. Kolejne minuty ciągnęły się w nieskończoność gdy Lou zdjął mi majtki i zaczął rozprowadzać tam zimną substancję. Tam gdzie w życiu nie pomyślałabym, że mężczyzna będzie mnie dotykał.
Zadrżałam i zaczęłam się wiercić gdy poczułam jak jego palec próbuje się dostać do środka. Drugą ręką mocniej przycisnął mnie do łóżka abym się nie wierciła. Próbowałam obrócić się i na niego spojrzeć aby poczuł się winny  czy coś, ale nie byłam w stanie zrobić nic oprócz oddychania i kręcenia głową w prawo i w lewo. Już jeden palec bolał gdy wszedł we mnie próbując rozciągnąć te mięśnie. Chłopak użył więcej żelu.  Po jakiejś minucie bólu dodał kolejny palec. Wsunął i wysunął je bardzo ostrożnie. Jęknęłam z bólu. Moje ciało nie chciało poddać się tym dziwnym ćwiczeniom. Pisnęłam i zamknęłam oczy gdy chłopak zwinął we mnie palce.
Znów zaczęłam płakać. Schowałam głowę w poduszce przede mną. Po moim tyłku rozsmarowane zostało jeszcze więcej zimnej substancji. Zakrztusiłam się płaczek gdy boleśnie wszedł we mnie trzecim palcem.. Krzycząc przyciągnęłam się bliżej oparcia łóżka. Zaskoczony Louis wyciągnął ze mnie palce.
- Stop! - czknęłam - To nigdy nie zadziała! - błagałam patrząc w jego kierunku. Jego oczy znów wypełniły się łzami. Pokręcił głową i przyciągnął mnie z powrotem w dół łóżka, pomiędzy swoje nogi. Moje całe ciało spięło się gdy jeszcze raz wsunął we mnie trzy palce. Tym razem poczekał chwilę dłużej zanim zaczął nimi poruszać i rozszerzać je. Czułam jakbym miała zaraz zwymiotować.
Zdałam sobie sprawę, że zamknęłam oczy i wyłączyłam się gdy poczułam jak wyciąga palce i dodaje więcej żelu. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk rozpinania rozporka, a później dźwięk uderzania skóry o skórę. Obróciłam się i zobaczyłam jak wali sobie konia. Zdałam sobie sprawę, że go to nie podnieca. Ale już po paru minutach trzymał mnie za biodra unosząc je lekko do góry, tak, że byłam teraz na kolanach. Czułam się gorsza od psa. Poduszka przede mną była cała we łzach.
- Zayn nigdy ci tego nie wybaczę - powiedział Louis. Jego uda napierały na moje - To ty jesteś za to odpowiedzialny, tak samo jak za to, że zgwałciłeś Sophie. Skończysz w samotności bo jesteś pieprzonym chujem.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Mów co chcesz ziomek. I tak cały zespół jest winny jeżeli ktoś dowie się, że je porwaliśmy - mulat wzruszył ramionami - Ja chociaż się tutaj bawię. Ty też byś mógł gdybyś nie dawał się uczuciom.
- Nie jestem już twoim ziomkiem. Jesteś dla mnie jedynie członkiem zespołu.
Po tych słowach poczułam jak napiera na mnie  od tyłu. Ból przeszył moje ciało gdy próbował we mnie wejść. Krzyknęłam i zacisnęłam ręce w pięści. Próbowałam go zrzucić ale jego uścisk na moich biodrach nie słabł gdy wchodził we mnie głębiej.
Sapnęłam i pociągnęłam za kajdanki. Jego penis był zbyt duży. Mój oddech był urywany. Przygryzłam wargę aby powstrzymać krzyki bólu i gniewu. Przez dłuższą chwilę nie ruszał się pozwalając mi pulsować wokół niego. Jęknęłam gdy wyszedł ze mnie a po chwili wszedł z powrotem.
- To nie jest najszybsza droga aby dojść Louis...
-  Wiem o tym! - warknął - Ale ją to boli! Odbywa karę na jaką nie zasłużyła! - dodał wkurzony - Więc pozwól mi działać tak jak ja chcę!
- I pomyśleć, że kiedyś uwielbiałeś anal...
- Zamknij. Się. Kurwa - uciszył go Louis śmiertelnie poważnym tonem. Wyciągnął ze mnie penisa i wsunął go z powrotem sprawiając, że pisnęłam. Rozprowadził więcej żelu, który lekko zmniejszył ból.
- Louis przestań próbować być miły - błagałam płacząc - Po prostu przedłużasz to wszystko! Zgwałciłeś mnie, teraz po prostu dojdź i skończmy z tym! - zażądałam wiedząc, że tylko w ten sposób szybciej pozbędę się bólu. Chłopak odetchnął głęboko po czym zaczął się szybciej poruszać. Ból był gorszy, moje ciało nie potrafiło tego zaakceptować. Łzy znów zaczęły napływać mi do oczu gdy poczułam, że chłopak niedługo dojdzie. Przyspieszył ponownie, używał mnie jak zabawki. Miałam mdłości z obrzydzenia gdy w końcu doszedł. Od razu ze mnie wyszedł i przykrył mnie kołdrą.
- Zayn wyłaź! Widziałeś co chciałeś zobaczyć i nie mam ci nic więcej do udowodnienia - rozkazał Louis.
- Pewnego dnia mi podziękujesz Lou. Podziękujesz mi gdy zdasz sobie sprawę, że możesz ją mieć przez resztę swojego życia.
- WYŁAŻ! - krzyknął Louis łamiącym się głosem.
Słyszałam tylko odgłos zamykanych drzwi gdy chłopak opuszczał pokój.
- Anne, Anne, Anne - powtarzał szybko Louis podchodząc do mnie. Od razu odpiął kajdanki - Przepraszam, tak bardzo przepraszam...
- Czemu?! Dlaczego to zrobiłeś?! - szlochałam trzymając zranione nadgarstki blisko ciała - Dlaczego się na to zgodziłeś?!
- Bo jeśli bym tego nie zrobił to miałbym szans na wydostanie cię stąd. Żadnej szansy. Obserwowali i pilnowali by cię dwa razy bardziej - powiedział Louis trzęsącym się głosem - Jeśli ja bym tego nie zrobił, to Zayn czy Liam by mnie zastąpili.
- Nie! Zayn by tego nie zrobił, bo tak jak wcześniej wspomniałam on chce być znów kochany! Nie zrobiłby tego! Chciał abym poczuła się samotna, a jedynym sposobem aby to zrobić było sprawienie abym straciła i ciebie po tym jak dowiedziałam się, że Sophie i mój ojciec najwyraźniej nie są po mojej stronie! Znaleźlibyśmy inny sposób abym uciekła!
- Ale to zajęłoby więcej czasu...
- Wolałabym poczekać trzy miesiące dłużej niż znosić ten psychiczny i fizyczny ból sprzed chwili!
Nastąpiła chwila ciszy.
- Może tak jest lepiej Anne - powiedział załamanym głosem i ze łzami w oczach - W ten sposób łatwiej nam będzie odejść.
- WYJDŹ! - tym razem ja krzyknęłam po czym schowałam twarz w poduszce.
-Przepraszam...
- Nie mogę teraz z tobą rozmawiać! Wyjdź! - zaszlochałam. Płakałam dopóki moje oczy nie były już w stanie produkować łez. Później już bez łez wstrząsały mną spazmy płaczu. Nie byłam w stanie zrobić nic innego oprócz kurczowego trzymania się poduszki. Ogarnęła mnie samotność gdy zdałam sobie sprawę, że nie mam nikogo. Nikogo kto troszczyłby się o mnie tak jak ja troszczę się o innych. Mój ojciec woli Sophie, Sophie nie chce mi pomóc, nawet mi nie ufa i Louis... Louis właśnie wyrwał mi serce z piersi i porozrywał je na małe kawałki po czym z powrotem je we mnie wepchnął. Pół godziny później ktoś lekko zapukał w drzwi.
- Odejdź! - krzyknęłam - Proszę - dodałam zdesperowana.
- Musimy iść do busa - poinformował mnie Niall zza drzwi.
- Idźcie beze mnie.
Usłyszałam jak otwiera i zamyka drzwi, a następnie idzie w moim kierunku. Usiadł na łóżku.
- Nie dotykaj mnie - powiedziałam czy chciał poklepać mnie po plecach.
- Anne... Wiem, że możesz teraz nienawidzić Louisa...
- Gardzę nim. Już drugi raz musiał mnie ukarać! Dlaczego?! Dlaczego nie może pozwolić aby ktoś inny to zrobił? Wtedy nienawidziłabym ich! Albo dlaczego nie może się wam postawić?!
- Sprawiasz, że to brzmi tak łatwo...
- Bo to jest łatwe! Po prostu mówisz innym, żeby się odpieprzyli!
- Anne to jest o wiele bardziej skomplikowane - westchnął blondyn - Wierz mi wiem o tym. Byłem w jego sytuacji. To jest ciągły wybór między tym co jest moralnie właściwe, a tym  co w dłuższym czasie przyniesie zysk. Na przykład, on cię ukarał bo wie, że inni zrobiliby o wiele gorsze rzeczy. Woli abyś go nienawidziła niż była mocno zraniona przez innych.
- Przyniesie zysk w dłuższym czasie?! Powiedz mi jak gwałcenie mnie ma przynieść zysk w dłuższym czasie?!
- Jesteś o krok bliżej do bycia wolną. Obawy Zayna są rozwiane a reszta chłopaków nie jest już tak sceptycznie nastawiona jak wcześniej.
Wstałam patrząc na niego zaniepokojona. Skąd wie, że Louis miał pomóc mi w ucieczce?!
- Słyszałem jak rozmawialiście wczoraj w nocy - powiedział zawstydzony - Pomogę ci okej? Pomogę mu pomóc ci w ucieczce.
- Nie chcę już jego pomocy. Nie dało mi to nic oprócz fałszywej nadziei i przemocy.
- Jak do tej pory. Jego plan wypali. Wydostaniesz się w swoje urodziny, obiecuję - zadeklarował poważnie - Musisz być cierpliwa i nie wychylać się - sięgnął po coś - Proszę. Przyniosłem ci ciuchy na zmianę - dodał podając mi je.
Podziękowałam mu i wzięłam je.
○♥○

Następne cztery dni spędziłam odcinając się od wszystkich. Zostawałam sama w busie, hotelach czy nawet za kulisami. Skupiłam się na obserwowaniu. Cokolwiek zdarzyło się między Niallem i Sophie w L.A. zniknęło. Sophie spędzała czas próbując wybaczyć Harremu i prosząc go o wybaczenie nie tylko za to, że rozmawiała z naszym ojcem ale też za to, że spiła go na urodzinach Zayna. Przez większość czasu Sophie kończyła z płaczem, a Harry był sfrustrowany, ale po dwóch dniach w końcu sobie wybaczyli. Nawet zauważyłam, że Sophie wpycha kolejne kartki papieru do swojego żółwia.
Niall nie zwracał już uwagi na ich związek. Wyglądało to tak jakby jakimś cudem zaakceptował odmowę Sophie. Nadal było widoczne, że ją kocha, ale jego akcje z kilkoma fankami pokazały, że może jest już gotowy przewrócić tą stronę.
Wszyscy czuliśmy narastające napięcie między członkami zespołu, szczególnie między Louisem i Zaynem. Parę razy Liam musiał doprowadzać ich do porządku. Jednak nie mogłoby mnie to mniej obchodzić.
Towarzystwa dotrzymywała mi Fate. Kotka chyba mnie polubiła po naszej 10 godzinnej jeździe do Arizony. Chodziła za mną od tamtego czasu i zgadywałam, że wolała ciszę, która wokół mnie panowała.
Louis nic nie wspominał o mojej ucieczce. Ani słowa od incydentu z Zaynem. Byłam prawie pewna, że o tym zapomniał, dopóki nie przyjechaliśmy do Filadelfii. W noc przed moimi urodzinami.
___________________________________________________________________________
I kolejny rozdział za nami :D
co o nim sądzicie? i jak myślicie, na jaki pomysł ucieczki wpadł Louis i Niall?

Do następnego,
xx Annie

sobota, 25 lipca 2015

0.19. Informacje

Nowy rozdział pojawi się w poniedziałek (27.07) około godziny 18 :D
Jeszcze nawet nie miałam go czasu przeczytać więc nic wam na jego temat nie zdradzę, ale już nie mogę się doczekać ^_^
Do następnego,
xx Annie

czwartek, 9 lipca 2015

3.32. Normal

*przepraszam za literówki itp. ale klawiatura mi świruje ostatnio i mogłam nie wyłapać niektórych* 


Łzy spływały mi po policzkach gdy ciągnęłam Nialla w dół schodów, a później poza hotel, na ulice L.A. Nic nie mówił gdy prowadziłam go ulicą. Pozwolił mi płakać i ocierać łzy grzbietem dłoni.
- Wiesz czemu on taki jest? - zapytałam Nialla trzęsącym głosem i puściłam jego rękaw - Wiesz dlaczego musi mnie tak kontrolować? Czemu czuję się jak zabawka, którą można kochać i się nią bawić? - blondyn nie odpowiadał. Szedł obok mnie milcząc. Złapałam się za głowę - Byłam pewna, że naprawdę mnie kocha. Że pod tymi wszystkimi zasadami i ostrożnością nadal znajdę chłopaka, który troszczy się o to czego pragnę i który mnie kocha - zachłysnęłam się. Gdy przypomniałam sobie wydarzenia wczorajszej nocy, zaczęłam płakać nawet bardziej - Myślisz, że może się zmienić? Czy jestem głupia mając na to nadzieję? - zatrzymałam się aby spojrzeć na Irlandczyka. Widząc z jaką uwagą mnie słucha poczułam się jakbym dostała kopa w brzuch - Czemu mnie w ogóle słuchasz? Byłam dla ciebie okropna - dodałam, gestykulując rękoma - Byłam taka okropna... -po moich policzkach spływało więcej łez. Przygryzłam wargę i przeczesałam rękę włosy. Usiadłam na ławce. Chłopak usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
- Słucham cię, bo sądzę, że zasługujesz na to aby być wysłuchana - odpowiedział, ściskając moje ramię - A jako odpowiedź na twoje pytania, no cóż widziałaś w Harrym coś co sprawiło, że go wybrałaś. Myślę, że sama możesz zdecydować czy to coś nadal w nim jest i czy jest warte czekania. Harry się o ciebie troszczy. Wszyscy się o ciebie troszczymy. Ale może dla twojego dobra troszczy się o ciebie za bardzo.
Pokręciłam głową.
- Niall, wybrałam Harrego ponieważ na niego zasługuję! Bo nie zasługuję na ciebie - powiedziałam żałośnie - Złamałam cię - wskazałam na jego nadgarstki - Wykorzystałam. Oszukałam cię i zignorowałam twoje uczucia. Nie zasługuję na ciebie - powiedziałam.
- Ale Soph, ja też cię złamałem. Też cię wykorzystałem. Stałem obok gdy przechodziłaś przez piekło. Nie mam pojęcia jak mnie sobie wyobrażasz ale daleko mi do ideału - odparł i ujął moją twarz w dłonie - Myślę, że nawzajem się złamaliśmy, ale dwie złamane połówki mogą stworzyć całość.
- Niall - pokręciłam głową - Zasługujesz na kogoś lepszego ode m nie - upierałam się. Ten chłopak jest wyjątkowy. Byłam dla niego okropna, a on nadal przy mnie jest. Nadal wierzy, że go wybiorę.
- Ale jesteś wszystkim czego pragnę - przyznał - Wiem, że to może wyglądać jakbym chciał wykorzystać fakt, że parę minut temu pokłóciłaś się z Harrym, ale to nie tak. Anne i ja, rozmawialiśmy zeszłej nocy i zrozumiałem, że nie chcę patrzeć na ciebie z daleka i mieć nadzieję, że mnie zauważysz. Chcę żebyś już teraz mnie zauważyła - wymamrotał. Jego wzrok powędrował w kierunku moich ust. Gdy się nachylił szybko obróciłam głowę, podstawiając mu policzek. Nie czułam się warta jego ust. Pokręcił głową.
- Więc daj mi dzisiaj. Daj mi 24 godziny tak jak zrobiłaś to dla Harrego. Chcę dzisiaj - zadecydował niewzruszony moją wcześniejszą akcją - Dam ci przedsmak tego jak mógłby wyglądać dzień ze mną. Możesz doświadczyć dzisiaj Horana - zażartował.
- Niall, nie mogę. Nie mogę udawać, że nic się nie stało i że nie obchodzi mnie czy zranię Harrego, bo nie chcę go ranić. Jestem już zmęczona ranieniem siebie i wszystkich wokół - powiedziałam, znów zalewając się łzami - Jestem taka zmęczona - powtórzyłam trzęsąc się.
- Rozumiem - odpowiedział po czym wstał z ławki i ukucnął naprzeciwko mnie - Ja też jestem zmęczony. Moje życie jest wyczerpujące. Ale na dzisiaj wciśnijmy pauzę. Zatrzymajmy wszystkie nasze problemy i życie.
- Niall...
- Wiem, że to nie jest łatwe - rzucił szybko - Ale Harry będzie na ciebie wkurzony niezależnie od tego czy wrócimy do hotelu teraz czy później. Może nawet będzie mniej zły wieczorem bo damy mu szansę ochłonąć.
- Albo będzie jeszcze bardziej wkurzony bo cały dzień spędziłam z tobą.
- Pozwól mu na to. Najgorsze zdarzyło się wczoraj w nocy - przekonywał mnie. Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce - Potrzebuję tego. Muszę ci pokazać co cię omija.
Wiszę mu to. Jestem mu winna ten dzisiejszy dzień. I muszę go przeprosić - zdałam sobie sprawę, przywołując swoje pijackie wyczyny. Byłam szorstka. Może nawet za bardzo...
- Powiedzmy, że spędzę z tobą cały dzień - zaczęłam - Co będą robić inni? - zapytałam - I co jeśli macie coś dzisiaj zaplanowane?
- Nic na dzisiaj nie mamy - odpowiedział wyciągając z kieszeni telefon i szybko coś pisząc - A Zayn, Liam i Harry cierpią z powodu kaca. I przed chwilą napisałem do Liama, że nie wrócimy do późnego wieczora - uśmiechnął się i schował telefon z powrotem do kieszeni.
- A co z rezerwacjami lub...
- Serio aż tak bardzo pragniesz znaleźć powód aby nie spędzić ze mną tego dnia? - zaśmiał się - To nie będzie zbyt wymyślne. Wykorzystam to co będzie dostępne. Myślisz, że jesteś na to gotowa? - zapytał i wyciągnął rękę w moim kierunku. Spojrzałam na niego i utonęłam w tym proszącym spojrzeniu. Po chwili złapałam go za rękę.
- Tak.
- To dobrze - pociągnął mnie lekko, tak żebym wstała.
- Gdzie najpierw?
- Nie wie...A tak, wiem gdzie idziemy - postanowił. Włożył ręce do kieszeni i zaczął iść.
- Nie powiesz mi? - podniosłam jedną brew.
- Nie, to ma być niespodzianka - zaśmiał się.
Szliśmy ulicami Los Angeles. Nie mówiliśmy wiele. Próbowałam poukładać sobie myśli odnośnie ostatnich wydarzeń i rozdzielić je na te dobre i złe.
- Daj mi dwie minuty - powiedział. Pokiwałam głową, a blondyn podszedł do starszej pani w kiosku. Moje myśli powędrowały do wczorajszej popołudniowej rozmowy z Anne gdy blondyn rozmawiał z tamtą kobietą. Powiedziała, że Niall dziwnie się zachowywał u Ellen, tak jakby był nieobecny. Obserwowałam jak mówi. Mój wzrok momentalnie skupił się na jego nadgarstkach gdy czekałam. Ogarnęła mnie ulga gdy nie odkryłam żadnych nowych blizn. Może Anne przesadza? Albo Niall w ogóle się już nie tnie?
- Tu jest plan skarbie - powiedział chłopak  wyrywając mnie z zamyślenia gdy pomachał mi mapą przed nosem - Po środku i na końcu miasta są takie same postoje jak tutaj. Ta pani powiedziała mi, że nie musimy wracać tutaj z rowerami i możemy je zwrócić w którymkolwiek z tych miejsc - wyjaśniał wskazując różne miejsca na mapie - Pomyślałem, że pojedziemy tą trasą - pociągnął palcem wzdłuż pomarańczowej linii przecinającej miasto - I zatrzymamy się przy parku aby coś zjeść. Stojak na te rowery znajduję się tuż przy parku.
- Brzmi nieźle - rzuciłam.
- To super! - złożył mapę i wsunął ją do kieszeni po czym podszedł do rowerów. Pokazał bilet facetowi, który się tym zajmował. Gościu pokiwał głową i wskazał na rząd czerwonych rowerów. Zmarszczyłam brwi gdy Niall wyciągnął jeden z nich ze stojaka. Był dwuosobowy - Będziemy kierować na zmianę - wyszczerzył zęby w uśmiechu i poklepał drugie siedzenie. Zdjął kaski zaczepione o kierownicę i podał mi jeden.
- Ja? Mam tym kierować? To zły pomysł - powiedziałam zaciskając palce na kasku.
- Czemu niby? - jego uśmiech trochę przygasł.
- Po pierwsze się zgubię, po drugie na pewno się zgubię.
- A gdzie twoja chęć przygody? Kogo obchodzi czy się zgubimy? - westchnął.
- A co jeśli ludzie nas zobaczą? Fani? Reporterzy? Za chwilę wszędzie o tym napiszą.
Niall odstawił rower i z niedowierzaniem na twarzy zaczął przeczesywać włosy. Po chwili podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Spojrzał mi głęboko w oczy.
- Mnie to nie obchodzi, tylko Harrego. Słuchaj - westchnął - Czy dzisiejszy dzień może być grą? Czy możemy po prostu udawać, że jestem normalnym chłopakiem, który próbuje sprawić aby dzisiejszy dzień był wart Padgetta i chcę to zrobić dla dziewczyny, którą tak bardzo kocha, że to czasem jest bolesne? - powiedział i odgarnął mi z twarzy kosmyk włosów - Jeśli naprawdę nie chcesz to spoko. Rozumiem. Zabiorę cię z powrotem do hotelu i będziesz znosiła marudzenie Harrego. Próbuję to zrobić dla nas obojga - dodał - I...
- Niall - uciszyłam go kładąc mu na ustach palec - Nie chcę wracać do hotelu, okej? Przepraszam, że tak się dzisiaj zachowuję. Harry praktycznie doprowadził mnie wczoraj do krytycznego stanu i nadal próbuję to sobie ułożyć - westchnęłam patrząc na kask, który trzymałam w rękach - Też chcę, żeby dzisiejszy dzień  był warty Padgetta - dodałam bawiąc się kaskiem.
- Naprawdę?
- Tak - pokiwałam głową i znów spojrzałam mu w oczy.
- Dobra, zróbmy to - uśmiechnął się i złapał rower - Ja kieruję najpierw i zmieniamy się w połowie drogi?
- Okej - uśmiechnęłam się i strzeliłam palcami. Blondyn wyszczerzył zęby, usiadł na przednim siedzeniu i założył kask. Usiadłam na drugim miejscu, jedną nogę kładąc na pedale, a drugą na ziemi.
- Gotowa? Na trzy - powiedział przygotowując się do startu - Raz, dwa, trzy!
Próbowałam popchnąć pedał i położyć drugą stopę na drugim, ale miałam problemy z utrzymaniem równowagi. Nie mogłam powstrzymać śmiechu gdy zobaczyłam jak Niall męczy się z kierownicą, obracając ją to w prawo, to w lewo i próbując pedałować.
- Nigdy tego nie robiłeś, co? - zaśmiałam się próbując pedałować. Moje stopy co chwile lądowały na ziemi gdy męczyliśmy się, żeby jechać prosto. W końcu blondyn odzyskał równowagę i udało mu się trzymać kierownicę prosto. Pedałowaliśmy śmiejąc się.
- Założę się, że nie pójdzie ci lepiej - zażartował gdy już jechaliśmy normalnie. Skierował rower na pas dla rowerów z boku drogi. Specjalnie przechyliłam się na lewo i stracił na chwilę panowanie nad kierownicą - Ej!
Ponownie się zaśmiałam i przestałam w ogóle pedałować. Niall nawet nie zauważył braku mojej współpracy dopóki nie dojechaliśmy do małego wzgórza.
- Albo jesteś mega ciężka albo mi w ogóle nie pomagasz - powiedział, próbując wjechać na wzgórze. Spojrzał na mnie szybko - Boże, Sophie! - krzyknął, ale jego oczy i tak się śmiały.
- Sorki, sorki - zaśmiałam się i pomogłam mu.
- Pfff, odwdzięczę ci się - odpowiedział rozbawiony.
- Jasne - rzuciłam wywracając oczami. Zatrzymał rower.
- Jesteśmy w połowie drogi. Twoja kolej - powiedział zsiadając.
- Okkkkej - zmarszczyłam brwi i mocno złapałam kierownicę gdy usiadłam na przodzie. Po chwili chłopak też siedział na swoim miejscu - Gdzie tak dokładnie mam jechać? - zapytałam.
- Powiem ci kiedy i gdzie masz skręcić więc nie martw się o to - odpowiedział.
- I właśnie dlatego się martwię. Nie sądzę, że wiesz gdzie jedziemy - drażniłam go. Obróciłam się w jego stronę, ale on tylko wzruszył ramionami i się uśmiechnął. Pokręciłam głową i spojrzałam na drogę przede mną. Wzięłam głęboki oddech. Zacisnęłam dłonie wokół kierownicy i odepchnęłam się od ziemi, próbując położyć nogę na pedale, utrzymać równowagę i prostą kierownicę. Po chwili straciłam równowagę. Spróbowałam ponownie nie dając Niallowi szansy na komentarz. Skupiłam się na utrzymaniu prostej kierownicy i odepchnęłam się od ziemi.
- Ha, druga próba i się udało - rzuciłam zadowolona w stronę Nialla gdy zaczęliśmy jechać normalnie.
- Widziałaś jak to robię, więc już rozkminiłaś jak prawidłowo jechać! Ja nie miałem podpowiedzi! - zaprotestował.
- Wmawiaj sobie - zaśmiałam się - Oboje wiemy jaka jest prawda.
Nie odpowiedział mi, ale byłam pewna że pokręcił głową i uśmiechnął się pod nosem. Wiedziałam, że raczej skłamałby aby mnie uszczęśliwić niż powiedział prawdę dla własnego dobra. Bo taki właśnie jest przy mnie. Moje szczęście stawia zawsze przed swoim. Poczułam uścisk w żołądku gdy zdałam sobie z tego sprawę.
- Zatrzymajmy się tam! - zawołał głośno po paru minutach.
- Gdzie? Nie wiem za bardzo gdzie teraz wskazujesz! - odpowiedziałam, koncentrując się na kierowaniu.
- Przy stoliku niedaleko fontanny! - sprecyzował. Rozejrzałam się ostrożnie i zobaczyłam o które miejsce mu chodziło. Stolik pośrodku parku.
- Czemu?
- A czemu nie?
Zmarszczyłam brwi i pokierowałam rower przez mało zatłoczony park, aż do drewnianego stolika znajdującego się zaraz za fontanną. Zatrzymałam rower i obróciłam się w kierunku chłopaka, który już zdejmował kask i schodził z roweru.
- Gdzie idziesz?
- Gorąco mi, idę po lody - powiedział wieszając kask na kierownicy - Idziesz ze mną?
- Nie, zostanę tu i popilnuję roweru - odparłam zdejmując swój kask i siadając na stoliku - I tak nie jestem głodna - skłamałam.
Chłopak uniósł jedną brew z niedowierzaniem ale nic nie powiedział.
- Tylko nie tęsknij za mną za mocno - dodał.
- To się raczej nie zdarzy - odpowiedziałam z uśmiechem i wywróciłam oczami. Blondyn tez się uśmiechnął i poszedł w kierunku sklepiku. Patrzyłam jak się oddalał. Wyciągnął telefon z kieszeni, napisał coś po czym przystawił go do ucha. Z kim może rozmawiać? Stał w trzy osobowej kolejce kontynuując rozmowę. Kręcił głową i przenosił ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Pewnie sprawdza co z chłopakami. Stwierdziłam i położyłam się na stole aby złapać trochę słońca. Mój umysł był pusty. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłem na mojej twarzy. Nawet nie zauważyłam, że zasnęłam dopóki głos Nialla nie wyrwał mnie ze snu.
- Wiesz, że takie leżenie na słońcu bez kremu przeciwsłonecznego to proszenie się o raka skóry? - zapytał gdy usiadłam.
- Przez 10 minut nic mi się nie stanie - rzuciłam patrząc na niego. W każdej ręce trzymał zimną przekąskę.
- Prawdopodobnie nie, ale lepiej nie ryzykować, słońce jest teraz najmocniejsze - dodał wręczając mi jedną z nich.
- Nie wiedziałam, że ukończyłeś liceum, z tym całym twoim byciem w One Direction - powiedziałam, unosząc brew.
- Serio Soph? Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że słońce jest najmocniejsze od 12 do 15 - zaśmiał się - Uczysz się tego w podstawówce, I dla twojej informacji, prawie ukończyłem. Opuściłem końcowe egzaminy dla rozdania nagród, ale jestem pewny, że zdałbym.
- Ale "prawie" zdałeś - zauważyłam.
- Ha, Ha - powiedział, nadal trzymając wyciągniętą w moją stronę przekąskę.
- Ja nie ....
- Sophie, przestań... Wiem, że jesteś głodna - westchnął. Wywróciłam oczami, kąciki moich ust lekko uniosły się w uśmiechu.
- Okej - zgodziłam. Irlandczyk usiadł obok mnie i przeciągnął językiem po swoich waniliowych lodach, ja zrobiłam to samo, jedząc swoje - czekoladowe.
- Co się mówi? - zapytał jedząc.
- Dzięki Niall.
- Nie. Poprawna odpowiedź brzmi: Dziękuję Niall za to, że wiedziałeś, że "nie" tak naprawdę znaczy "umieram z głody, weź mi trzy" - powiedział. Żartobliwie klepłam go w ramię.
- Jesteś irytujący, wiesz? - powiedziałam wgryzając się w czekoladowe niebo.
- A ty jesteś totalnie nieznośna.
Zaśmiałam się i rozsmarowałam resztę swojego loda na jego twarzy, upewniając się, że jest na całej twarzy. Nie mogłam się powstrzymać. Upuściłam pusty wafelek i szybko wstałam gdy Niall próbował mi oddać. Zaczęłam uciekać a on wymachiwał swoim lodem w moim kierunku.
- Zamierzam cię dopaść Sophie Miller! - krzyknął biegnąc zaraz za mną. Śmiałam się tak bardzo, że nie byłam w stanie biec, więc blondyn szybko mnie dogonił. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Straciłam równowagę i upadłam na trawę ciągnąc go ze sobą. Leżałam pod nim, więc Niall wykorzystał okazję i rozsmarował mi na twarzy swoje waniliowe lody.
- Przestań! - zaśmiałam się gdy przeciągnął lodem po moim policzku i szyi - Niall, to mi spływa pod koszulkę! - krzyknęłam próbując uciec. Mój oddech był krótki ze zmęczenia gdy w końcu wyrzucił wafelek. Przytrzymał moje ręce na ziemi. Jego oddech także był szybki i urywany a nasze twarze dzieliło kilkanaście centymetrów. Zbliżył się powoli do mojej twarzy, nasze oczy były w siebie wpatrzone, nasze ciała dość spięte. Blondyn zbliżył swoją twarz tak abym miała wybór czy chcę skrócić ten dystans czy nie. Moje serce przyspieszyło gdy otworzyłam usta.
Nagle podniosłam głowę i zlizałam lód z jego nosa. Zaskoczony, odsunął się. Wstałam szybko śmiejąc się z jego reakcji i pobiegłam do roweru. Schyliłam się nad fontanną aby umyć twarz, po czym wytarłam ją koszulką. Założyłam kask i wsiadłam na rower gdy Niall szedł w moją stronę kręcąc z niedowierzania głową.
- Umyj się i jedziemy dalej - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się, że ci się podoba - blondyn odpowiedział uśmiechnięty - Dobrze cię taką widzieć - dodał gdy juz umył twarz i wsiadł na rower.
Poczułam ukłucie w sercu. Wiedziałam, że to o wiele lepsze niż siedzenie w vanie czy w hotelu. A poza tym jeśli byłabym tu z Harrym zamiast Niallem, to zaborczość mojego chłopaka nie pozwoliłaby mi na bycie szczęśliwą.
- Dokąd? - zapytałam ignorując jego ostatni komentarz.
- Ścieżka idzie dalej przy tym pomarańczowym budynku naprzeciwko - odpowiedział siadając za mną. Pokiwałam głową i odepchnęłam się od ziemi, tym razem nie tracąc równowagi.
○♥○

- Niall jestem całkiem pewna, że się zgubiliśmy - powiedziałam gdy minęliśmy kolejne drzewa. Ścieżka zmieniła się z chodnika w żwirówkę pełną gałęzi i kamieni.
- Dobrze odczytałem mapę Soph, nie zgubiliśmy się - upierał się chłopak.
- Wydaje mi się, że gdy nie wyjeżdżamy z lasu przez 15 minut to znaczy, że się zgubiliśmy - rozejrzałam się wokół. Wszędzie były tylko i wyłącznie drzewa. Słońce zniknęło parę minut temu za chmurami, które groziły deszczem za jakieś pół godziny. Naprawdę nie chciałam skończyć zmarznięta w mokrych ubraniach i wszystkie te złe kierunki, które podawał mi Niall tylko bardziej mnie irytowały.
- Chcesz żebym ja teraz kierował?
- Proszę - westchnęłam naciskając hamulce i zatrzymując rower. Zmieniliśmy się miejscami i Niall od razu nas zawrócił.
- Nie mogłeś mi po prostu powiedzieć gdzie mam jechać? - zmarszczyłam brwi.
- Tylko próbuję czegoś innego okej? - zaśmiał się.
- Nie możesz po prostu przyznać, że się zgubiliśmy? - powiedziałam, pedałując za nim.
- Nie.
Wywróciłam oczami. Pedałowaliśmy przez jakieś trzy minuty zanim zobaczyłam, że drzew przed nami się przerzedzają.
- Widzisz? Nie zgubiliśmy się - zauważył Niall.  
- Po prostu miałeś szczęście - powiedziałam gdy po obu stronach ścieżki zaczęły pojawiać się drewniane chaty. Przyjrzałam się dokładniej i zdałam sobie z czegoś sprawę - Niall chyba wjechaliśmy na teren campingowy - sekundę później jechaliśmy po drewnianej keji - Niall! - krzyknęłam gdy blondyn zaczął przyspieszać gdy zbliżaliśmy się do wody.
- Mówiłem ci, że się zemszczę! - krzyknął śmiejąc się, po czym rozpędzeni zjechaliśmy z keji. Krzyknęłam będąc w powietrzu przez sekundę po czym wpadłam do wody. Moje stopy dotykały piaszczystego podłoża jeziora i szybko wynurzyłam głowę, kaszląc rozejrzałam się wokół.
- Co to ma być! - rzuciłam chlapiąc wodą na śmiejącego się przede mną idiotę.
- Sophie to było genialne! - odparł uderzając ręką w wodę.
- Zdajesz sobie sprawę z tego jakie to było niebezpieczne? Mogłam utonąć pod ciężarem roweru.
- Ale nie utonęłaś!
- Bo wystarczająco szybko zareagowałam!
- Przesadzasz skarbie. Nie pozwoliłbym ci utonąć gdyby ten rower cię przygniótł.  
- A co z tym zrobimy?! - zapytałam wskazując na zatonięty rower - O Boże, przecież zardzewieje i nie będzie prawidłowo działać.
- Wyschnie na słońcu - blondyn tylko machnął ręką i poprawił włosy.
- Jakim słońcu? - zapytałam wskazując na ciemne niebo.
Jak na zawołanie usłyszeliśmy grzmot a z chmur zaczęło mżyć.
- Super! Po prostu super!  - powiedziałam sarkastycznie. Niall zaśmiał się i płynąc sobie wkoło mnie.
- Jesteś szczęśliwy? - warknęłam na niego.
- A ty? - zapytał nadal pływając wokół mnie. Tak.
- Nie pływaj tak wokół mnie bo zaraz obojgu z nas zakręci się w głowie - rzuciłam.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Idę do jednego z domków Niall. Pada - powiedziałam idąc w kierunku brzegu. Zatrzymał mnie gdy woda sięgała mi do obojczyków.
- I tak jesteś przemoknięta! Zostań tu ze mną! - poprosił lekko ciągnąc mnie za ramię. Woda skapywała z jego włosów na twarz. Nie myśląc dużo złapałam go i przyciągnęłam do siebie, łącząc nasze usta i pośpiesznym pocałunku. Niepewna spojrzałam na niego trzymając palce mocno zaciśnięte na jego koszulce.
- Ja pierdole Soph - wziął oddech. Nie tracąc czasu także mnie pocałował, wplatając rękę w moje włosy i bawiąc się kosmykami. Rozkoszowałam się uczuciem bezpieczeństwa i miłości jakie zapewniało mi jego ciało.
- Jesteś kurwa taki wkurzający Niall - powiedziałam między pocałunkami - Jesteś tak wkurzająco uroczy - znów go pocałowałam, nie mogąc się powstrzymać.
- Przepraszam - wymamrotał wdychając powietrze. Wtedy zdałam sobie sprawę, że na dzisiaj gra się już skończyła. Nie jesteśmy normalną dziewczyną i chłopakiem, którzy się w sobie zakochują. Odepchnęłam go od siebie, mącąc wodę wokół nas.
- Nie! - pokręciłam szybko głową wyrzucając ręce w powietrze - Nie możesz mnie kurwa  przepraszać! Ja powinnam to zrobić! To ja zachowywałam się jak suka wiedząc o uczuciach jakie do mnie żywisz i jakie ja niezaprzeczalnie żywię do ciebie! -  powiedziałam ze złością. Wokół nas deszcz przybrał na sile. Padało na nas gdy spojrzałam ze smutkiem na blondyna - Przepraszam, że nie jestem ciebie warta...
- Już mi to powiedziałaś, ale nie obchodzi mnie to - wymamrotał biorąc moją twarz w dłonie.
- Ale mnie obchodzi!
Chciał mnie znów pocałować ale go zatrzymałam.
- Nie Niall, nie mogę tego z tobą robić bo nie mogę znieść myśli, że znów cię zranię...
- Rań mnie ile chcesz Sophie. Zawsze byłem twój abyś mogła mnie ranić - przerwał mi delikatnie - Ja tylko...- spojrzał na mnie zagubionym wzrokiem - Potrzebuję tego. Po tym przewrócę stronę, zacznę nowy rozdział i pozwolę tobie i Harremu zadbać o wasze sprawy bez wtrącania się jeśli naprawdę nie możesz znieść myśli o byciu ze mną... Ale potrzebuję tego - prosił - Potrzebuję żebyś mnie kochała tak jak to było we wrześniu. Potrzebuję żebyś uleczyła tą ogromną ranę, którą uczyniłaś decydując się wybrać Harrego zanim nawet dałaś mi szansę - nalegał.
Jego słowa odegnały mój poprzedni opór. Złapałam go za kark i pocałowałam po czym objęłam go nogami w pasie.
- Nie możemy tu tego zrobić - powiedział pomiędzy pocałunkami. Przestał na chwilę i szybko się rozejrzał - Pod keją.
Chwilę później byliśmy już pod drewnianym pomostem i zdejmowałam z niego przemoczoną koszulkę wyrzucając ją do jeziora. Było akurat tyle światła, że mogliśmy się nawzajem widzieć, a deszcz był w większości zatrzymany przez drewniane belki nad nami.
Gdy chłopak całował mnie po szyi zamknęłam oczy. Jego dotyk był boski. Trzymał mnie blisko siebie. Jedną rękę wsunął pod koszulkę aby złapać mnie za pierś. Zadrżałam gdy letnia woda spłynęła po moich sutkach.Po kolejnym pocałunku Niall pomógł mi ściągnąć przemoczone dresy. Rzucił je za siebie, pozwalając im zniknąć w wodzie razem z jego koszulką. Objęłam  go wokół szyi przysuwając się do niego w samej koszulce i majtkach.
- Dlaczego jesteś taki idealny? - wyszeptałam.
- Mógłbym cię zapytać o to samo - odpowiedział po czym schylił się aby znów namiętnie mnie pocałować. Złapał za krawędź mojej koszulki i po chwili już jej na sobie nie miałam. Byliśmy do siebie przyciśnięci, skóra do skóry. Trzymał mnie ponad powierzchnią. Woda sięgała mu do klatki piersiowej a mi do połowy pleców.
- Niall - jęknęłam czułam jak jego członek lekko na mnie napiera pod wodą. Mocniej złapałam go za ramiona, postanowiłam na chwilę przejąć kontrolę. Patrzyłam jak woda spływa po jego brwiach i policzkach. Uniosłam biodra i po chwili opuściłam się na jego penisa.
Jęknął i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi gdy moje ciepło rozprzestrzeniało się wokół niego. Zadrżałam gdy moje piersi były przyciśnięte do jego klaty pod wodą, nie byłam przyzwyczajona do tego uczucia. Chłopak poczekał chwilę zanim zaczął się poruszać. Przyjemne uczucie rozprzestrzeniało się po moim ciele, sprawiając że aż dźwięczało mi w uszach. Byłam oszołomiona. Złączyłam nasze usta w pełnym pożądania pocałunku, a chłopak masował palcami moją skórę.
- Kurwa, Sophie - przeklnął. Jego ruchy były wolne ale pełne pasji. Moja skóra płonęła za każdym razem gdy mnie dotykał. Byłam cała rozgrzana. Nasze oddechy były coraz krótsze i chłopak zaczął masować moją łechtaczkę.
- Chcę żebyś dla mnie doszła - poprosił patrząc mi głęboko w oczy.
Odrzuciłam głowę do tyłu gdy wszedł głęboko we mnie. Doszłam, a przyjemność rozlała się po moim ciele falami.
Przygryzłam jego ramię aby stłumić krzyk i oparłam czoło na jego obojczyku gdy zobaczyłam gwiazdki. Chłopak jęknął i zatrzymał się, także ogarnięty rozkoszą. Spojrzałam na niego zamglonymi oczami, czując się odrętwiała. Schylił się i delikatnie mnie pocałował po czym pomógł mi z siebie zejść i przytrzymał mnie w swoich ramionach. Serce mi przyspieszyło gdy otarłam się nogami o te aż nazbyt znajome cięcia na jego nogach. Zdałam sobie sprawę, że Anne miała rację: z Niallem nie jest dobrze. A ja aż do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zaczęłam się trząść trzymając się go mocno.
- Kocham cię - wymamrotał Niall, zdając sobie sprawę dlaczego zaczęłam się trząść. Pocałował mnie w czoło i przytrzymał mocniej. Też chciałam mu powiedzieć, że go kocham, ale nie mogłam się na to zdobyć rozdarta między tym czego pragnie mój umysł, a tym czego potrzebuję. Rozdarta między tym czego Niall naprawdę potrzebuję, a czego pragnie. Blondyn zobaczył moje wahanie - Udawaj, że nadal gramy. Jestem tylko normalnym chłopakiem Sophie a ty jesteś dziewczyną, w której ten chłopak jest zakochany do szaleństwa.
Poczułam ucisk w sercu i nie mogłam powstrzymać łez.
- Też cię kocham Niall - powiedziałam płacząc.
- Skarbie, czemu płaczesz? - zapytał zaskoczony.
- Bo ta gra nie jest prawdziwa. Bo nie mogę żyć rzeczywistością i tą grą w tym samym czasie. Bo życie wokół mnie ciągle się pieprzy - mówiłam nadal oparta o jego ramię - Bo znów się zraniłeś przez moje głupie akcje.
- Sophie zeszłej nocy popełniłem błąd. Bo nie wziąłem leków i uległem impulsowi. Ale polepsza mi się, wiesz? - wyjaśnił nerwowo pocierając kark.
- Cięcie się po udach zamiast po nadgarstkach nic nie polepsza. Zdajesz sobie z tego sprawę? - pokręciłam głową i złapałam pływające ubrania.
- Wiem - wymamrotał sięgając po swoje ciuchy - Ale sprawianie abym źle się czuł z tego powodu także tego nie polepsza.
Ubraliśmy się i wyciągnęliśmy rower z wody w milczeniu. Pedałowaliśmy przez jakieś dziesięć minut zanim dotarliśmy do stojaka z rowerami. Niall wyciągnął z kieszeni swój portfel który był w wodoodpornej torebce i podał obsługującej kobiecie pieniądze za zniszczony rower. Następnie wyciągnął swój telefon z innej torebeczki i zadzwonił po taksówkę, aby zabrała nas do hotelu.
- Dziękuję ci - powiedziałam gdy czekaliśmy w deszczu przemoczeni do suchej nitki.
- Za co?
- Za to, że dzięki tobie byłam dzisiaj naprawdę szczęśliwa - odpowiedziałam - Za to, że czułam się normalna, ale nadal bardzo ważna.
- Szkoda, że to tylko na dzisiaj - powiedział, patrząc na mnie ponurym wzrokiem - Zasługujesz na to aby się tak czuć w każdej minucie swojego życia.
Po tych słowach znów poczułam ucisk w piersi.
__________________________________________________________________________
I jak wam się podoba rozdział? 
Ciekawi mnie co się stanie gdy wrócą do hotelu. Jaka będzie reakcja Harrego?
Do końca zostały jakieś trzy rozdziały o.0 
Jestem ciekawa jak zakończą się losy Sophie, Anne i 1D.

Do następnego,
xx Annie

*edit* Chciałabym wam wszystkim z całego serduszka podziękować za to, że ze mną jesteście. Po wstawieniu tego rozdziału dopadła mnie trochę melancholia związana z tym blogiem. Uświadomiłam sobie, że niedługo opowiadanie się skończy ;_; Spojrzałam na rozdziały i wyświetlenia. Blog ma aż 889tys. wyświetleń, 163 posty, 224 obserwatorów i 3644 komentarze. W życiu nie pomyślałam, że moja praca zostanie tak doceniona :D Chciałabym wam bardzo gorąco podziękować za te wszystkie komentarze wsparcia i aprobaty, za to, że często stawałyście w mojej obronie czy za pomoc z informowaniem mnie gdy pojawił się nowy rozdział. Jesteście niesamowite ♥ 
Nie mogę też uwierzyć w to, że blog ma już ponad 2 lata.

Tak mnie trochę dopadło z tą notką. Naprawdę chciałam wam przekazać, że jestem wdzięczna za to, że tu jesteście i lubicie tą historię.
Ehhhh, dobra starczy tego xD

Jeśli ktoś dotarł do końca mojej notki - Ciekawa jestem ile jest osób, które powiedzmy od 1,5 roku czytają to opowiadanie :D Wiecie, chodzi mi o początki xD 

środa, 8 lipca 2015

0.18. Nowy rozdział - coś dla fanek Nophie

Nowy rozdział pojawił się w oryginale w poniedziałek wieczorem. Pisałam wam na twitterze, że przetłumaczę go na dzisiaj, ale nie myślałam, że będzie tak długi ;c Wstawię go jutro koło 18. Ale uwierzcie jest na co czekać ^_^ Rozdział w szczególności spodoba się fanom Nophie :D

Do jutra 
xx Annie

sobota, 20 czerwca 2015

3.31. Breaking Points

Perspektywa Sophie

Wiedziałam, że jestem pijana. Mogę sobie przypomnieć to uczucie: napój dodający mi odwagi, płynął w moich żyłach. Gadałam bez sensu i śmiałam się z niczego. Ale to było trzy godziny temu. Trzy godziny temu, kiedy krzyczałam na Nialla. Teraz alkohol przemienił się w dudnienie w mojej głowie. Myślałam, że poczucie winy i strach miną do tej pory, ale żadne z nich tego nie zrobiło i nie mogę się zmusić do wypicia więcej procentów, więc trzymam się wody.
- Skarbie, wracajmy do hotelu - wymamrotał mi Harry do ucha, rękę miał na moim tyłku. Złapałam go za nią i przeniosłam ją na talię. Chłopak znów ją opuścił.
- Przestań mnie macać - powiedziałam.
- Dlaczego? - zapytał.
- Kiedy będziemy sami, okej? A nie w miejscu publicznym - powiedziałam i znów położyłam jego rękę na swojej talii - Wracajmy do hotelu - chłopak westchnął i złożył na moim policzku mokry pocałunek.
- Kocham cię - wymamrotał pijany. Pokiwałam głową i zaczęłam go ciągnąć w stronę wyjścia. - Spohie odpowiedz mi - domagał się, trzymając się mojego ramienia jak dziecko - Nie kochasz mnie? - zmarszczył brwi, w jego oczach pojawił się smutek.
- Bardzo - odpowiedziałam mu. Gdy zatrzymała się przed nami taksówka, pomogłam mu wejść do środka. Trochę się namęczyłam aby posadzić go prosto.
- Dokąd? - zapytał taksówkarz patrząc na nas w lusterku.
- Ehh... - zmarszczyłam brwi nie mogąć sobie przypomnieć nazwy hotelu. Obróciłam się do Harrego - Ej jak się nazywa nasz hotel? -  - zapytałam zapinając nasze pasy.
- Nie powiem ci - chłopak pokręcił głową i skrzyżował ręce na piersi - Nie powiem, dopóki nie usłyszę, że mnie kochasz.
- Kocham cię - westchnęłam. Zaczynała mnie boleć głowa.
- Nie tak od niechcenia, Soph - znów pokręcił głową.
- Harry Styles Kocham cię - powtórzyłam patrząc mu w oczy.
- To mnie pocałuj - zażądał.
- Proszę po prostu jechać do najlepszego hotelu w Los Angeles - powiedziałam kierowcy poddając się. Chłopcy na pewno wybrali taki typ hotelu. Mężczyzna pokiwał głową i ruszył.
- Dlaczego nie chcesz mnie pocałować? Dziwnie się zachowujesz - rzucił i spojrzał na mnie zmrużonymi oczami.
- To ty się dziwnie zachowujesz - zaprzeczyłam - Zazwyczaj nie jesteś taki wrażliwy...
Chłopak złapał mnie ręką za udo, a twarz schował w zagłębieniu mojej szyi.
- Jestem taki zmęczony tym, że muszę cię chować  - powiedział przerywając mi - Nie obchodzi mnie czy media się o tobie dowiedzą; chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że jesteś moja! - zadeklarował, opuszczając szybę. Zatrzymałam go zanim zdążył wystawić na zewnątrz głowę i wykrzyczeć to wszystkim. Sapnął - Jesteś dzisiaj nudna - stwierdził - Czemu nie chcesz mnie pocałować? Dlaczego nie mogę cię po prostu trzymać...? Chcę dotknąć i pocałować każdy centymetr twojego ciała - wymamrotał pijany, znów próbując mnie złapać.
- W hotelu Harry... Teraz to nie właściwe - wyszeptałam widząc, że kierowca obserwuje nas w tylnym lusterku. Chłopak znowu sapnął i oparł się o siedzenie patrząc przez okno. Po jakiś dziesięciu minutach nareszcie dojechaliśmy do hotelu. Nie mogłam powstrzymać westchnienia ulgi gdy zobaczyłam, że to ten właściwy. Pomogłam wysiąść zataczającemu się Harremu po czym wręczyłam kierowcy 30 dolarów pozwalając mu zatrzymać resztę.
- Proszę uważać panienko - powiedział mężczyzna patrząc na Harrego spod łebka - Jego intencle są trochę niejasne - dodał - Dobranoc.
Obserwowałam jak odjeżdża po czym zaprowadziłam Harrego do hotelowej windy.
- Soph jesteśmy teraz sami - zauważył uśmiechając się gdy jechaliśmy windą. Zablokował mnie w rogu.
- Prawie jesteśmy w pokoju - powiedziałam mu. Winda piknęła i drzwi się otworzyły - Widzisz? To już nasze piętro - uśmiechnęłam się wyprowadzając go z windy i ciągnąc korytarzem.
Gdy byliśmy przed drzwiami do pokoju, chłopak z łatwością otworzył drzwi. W chwili gdy weszliśmy do środka, zamknął drzwi i złapał moją twarz mocno mnie całując. Plecami uderzyłam o drzwi.
- Harry...
- Racja, nasz pokój - wymamrotał łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą. Zaczął się do mnie dobierać gdy tylko przekroczyliśmy próg. Zerknęłam na zegarek gdy ściągałam buty.
- Cholera Harry jest 3 rano - zauważyłam, odpowiadając bardziej lub mniej na jego pocałunki. Próbowałam się zmotywować do tego co zaraz miałam zrobić. Przypomniałam sobie o propozycji ojca. Zrobię to. Powiem mu nie, a on uszanuje moją decyzję. Nawet jeśli jest pijany, to wie w podświadomości, co jest właściwe.
- Harry jest naprawdę późno...
- No i? Chcę cię teraz. Jesteśmy sami. Pragnę cię - powtórzył. Jego spojrzenie było lekko nieobecne, włosy splątane a oddech niestabilny.
- Harry nie chcę tego dzisiaj robić - zatrzymałam go. Mój ból głowy się nasilał.
- Czego robić? Rozmawiać? Wiem. Gadanie jest do bani. Po prostu przejdźmy do seksu, co? - powiedział, desperacko próbując się do mnie zbliżyć. Jego słowa mnie rozdrażniły.
- Po prostu chcę iść spać - pokręciłam głową, znów go zatrzymując.
- Nie, nie możesz tego zrobić - teraz on pokręcił głową - Nie możesz pobudzać mnie całą noc, a później po prostu zostawić - powiedział, lekko się chwiejąc. Zatkało mnie gdy to usłyszałam.
- Harry...
- Nie Sophie. To jest wredne. Nie możesz tego zrobić - nalegał wskazując na mnie palcem - Nie możesz mówić "Nie w miejscu publicznym, gdy będziemy sami" a później po prostu odmówić gdy jesteśmy sami! - alkohol w jego żyłach nasilił gniew - Sophie jesteś moja. Mogę robić, co mi się podoba. Kocham cię, a ty kochasz mnie. Powinnaś to rozumieć! - powiedział ze złością, górując nade mną.
Więc to wszystko czym dla niego jestem? Rzeczą, której może używać kiedy mu się spodoba?  Od razu spuściłam wzrok na dłonie. Jego słowa zakłuły moje serce.
- Spójrz na mnie! - złapał moje ramiona bardzo mocno - Bardzo ładnie Soph...A teraz mnie pocałuj.
- Harry nie... - ścisnął moje ramię - Ała! To boli! - zaprotestowałam.
- Nie obchodzi mnie to! To za zwodzenie mnie!
Nie mogłam powstrzymać łez i wybuchnęłam płaczem.
Chłopak prychnął.
- Dlaczego płaczesz?! Nic ci jeszcze nie zrobiłem!
Uwolniłam się z jego uścisku.
- Nie rozumiesz prawda?! - szlochałam - Ja też jestem ważna! Nie zawsze chodzi tylko o to co ty chcesz! - rzuciłam po czym wybiegłam z pokoju.
- Wróć i do mnie dołącz jak przestaniesz się zachowywać jak suka! - zamilkł na chwilę - Potrzebuję kolejnego piwa - usłyszałam jak mówi z drugiej strony drzwi. Zamknęłam się w łazience, nie mogłam uspokoić płaczu. Tata miał rację. On mnie tak naprawdę nie kocha, Tylko mnie wykorzystuje! Opierając głowę na rękach, zwinęłam się w kulkę i wybuchłam jeszcze większym płaczem. Przygryzłam skórę na ręce aby trochę uciszyć szloch. Nie odpowiedziałam gdy Harry dobijał się po kilku minutach do drzwi. Mamrotał coś pijackiego. Opierając głowę na rękach położyłam się na podłodze i zamknęłam oczy, a łzy nadal spływały po moich policzkach.
○♥○
Dotyk zimnych kafelek na mojej skórze wyrwał mnie ze snu. Zmieszana usiadłam i rozmasowałam szyję. Rozejrzałam się dookoła. Racja. Spałam tutaj. Wstałam ostrożnie i umyłam twarz nad umywalką. Bolała mnie głowa. Nie wiedziałam czy po wczorajszym piciu, czy płaczu. Nawet nie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze wiedząc, że widok nie będzie zbyt ładny. Wyszłam z łazienki i wróciłam do sypialni Harrego aby poszukać jakiś ubrań na zmianę. Miałam nadzieję, że będzie jeszcze spał. Gdy weszłam zobaczyłam go jak siedzi na łóżku bez koszulki i trzyma się za głowę.
- Sophie? - powiedział zachrypniętym głosem - Skarbie gdzie byłaś rano? Gdzie spałaś? - zapytał gdy szukałam ciuchów w walizce. Jego pytanie mnie zaskoczyło.
- Nie pamiętasz co się wczoraj stało? - zapytałam spokojnie. Wzięłam koszulkę i dresy po czym spojrzałam na niego. Zmusiłam się do zachowania kamiennej twarzy, gdy wspomnienia wczorajszej nocy cały czas do mnie powracały. Chłopak złapał się za kark.
- Nie pamiętam zbyt wiele z wczorajszej nocy - powiedział - Chyba za dużo wypiłem - dodał, krzywiąc się - Mam jeden z tych kacy... Mogłabyś mi podać jakieś przeciwbólowe? Są w czerwonej kasetce, w przedniej kieszeni mojej walizki - dodał. Bez słowa zajrzałam do jego walizki i podałam mu czerwoną kasetkę oraz nalałam mu szklankę wody.
- Wszystko z tobą okej? - zapytał gdy już opróżnił szklankę i połknął tabletki - Nie jesteś zbyt rozmowna - zauważył.
- Boli mnie głowa - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Zatrzymał mnie gdy chciałam wyjść.
- Pamiętasz coś czego ja nie mogę sobie przypomnieć? - zapytał, patrząc na mnie zmartwiony.
- Harry, mogę iść się przebrać? Nie czuję się zbyt komfortowo. Możemy pogadać później - powiedziałam wskazując na moją sukienkę. Chłopak pokiwał głową. Weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam sukienkę i wślizgnęłam się w dresy. Miałam pustkę w umyśle. Gdy już miałam wrócić do pokoju usłyszałam jak Liam mówi do Harrego:
- Spójrz na to Harry. Sophie nie była wczoraj całkowicie szczera.
Nastąpiła wymowna cisza.
- Że. Co. Kurwa? - usłyszałam głos Harrego, a później szuranie nogami. Chyba powinnam stąd zniknąć. W momencie gdy miałam się obrócić, wzrok Harrego spotkał się z moim - Chodź tutaj - rozkazał, wciągając mnie do pokoju. Posadził mnie między sobą i Liamem - Możesz mi to jakoś wyjaśnić? - zapytał wskazując na telefon Liama. Spojrzałam na ekran, na którym był filmik. Zmrużyłam oczy patrząc uważniej na ekran. Moje serce przyspieszyło.
- Co to jest Soph?
- Filmik ze mną i Anne u Ellen - wymamrotałam.
- I co na nim robisz? 
- Rozmawiam z mężczyzną.
- Kim on jest?
- Ja em...Nie wiem? Jakiś gościu...
- Wiem kim on jest Sophie! - powiedział wkurzony, wstając - Rozpoznałem go! Nie mogę uwierzyć, że rozmawiałaś ze swoim ojcem! Bez mojej zgody!
- Mogę rozmawiać z kim mi się podoba! - warknęłam krzyżując ręce na piersi. Harry przeczesał włosy ręką i westchnął zirytowany.
- Wiem o tym okej?! Ale on jest w stanie zrobić ci pranie mózgu!
- Najwyraźniej nie on jedyny - wymamrotałam pod nosem.
- Co to ma znaczyć?
- Nic.
- Już nawet nie wiesz co jest dla ciebie dobre Soph - pokręcił głową. Jego komentarz mnie wkurzył i zaczęłam mówić bez zastanowienia.
- Masz rację. To właśnie dlatego sprawdzałam wczoraj sugestię taty - rzuciłam sarkastycznie po czym zszokowana zakryłam dłonią usta. Cholera. Harry zmrużył oczy.
- Wczoraj w nocy. To ty cały czas podawałaś mi alkohol - przypomniał sobie. Zaśmiał się oschle - Nie mogę uwierzyć, że to ty. Nie mogę sobie przypomnieć co się wczoraj działo, ale wątpię, że wyszło na moją korzyść, co? - pokręcił głową - Czemu mnie tak zmanipulowałaś?! I to za namową twojego ojca! Nic ci nie zrobiłem!
- Nie tylko ty tu jesteś ofiarą! - powiedziałam także wstając - Wczoraj pokazałes w końcu swoją prawdziwą twarz, a mi się to nie spodobało - powiedziałam łamiącym głosem.
- Nic co się wczoraj stało nie jest moją winą - rzucił - Byłem pijany!
- Nie byłeś aż tak pijany gdy praktycznie mnie zaatakowałeś! Upewniłam się, żebyś nie wypił zbyt dużo!
- No dzięki, nie ma co!
- To ty poszedłeś później po kilka kolejnych piw i pewnie odpłynąłeś! - krzyknęłam sfrustrowana - Nie wszystko jest zawsze moją winą!
- Czemu się tak drzecie?! - Louis wszedł do pokoju - Ja pierdole! - powiedziałam stając między mną a Harrym.
- Sophie ufałem ci - dodał Harry, już o wiele spokojniej. Całkowicie zignorował Louisa - A ty to zepsułaś.
- Ja też ci ufałam. Szkoda, że dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę z tego co tak naprawdę do mnie czujesz - syknęłam po czym wybiegłam z pokoju. Słyszałam jeszcze przez chwilę ich głosy, ale żaden nie próbował mnie zatrzymywać.
- Pierwsza kłótnia jako para?
- Zamknij się Lou. Sophie pocz...
Biegłam szybko przez pokój, byle do drzwi. Oślepiona przez łzy, wpadłam na Nialla.
- Soph...


- Chodź ze mną - powiedziałam i złapałam go za rękę - Potrzebuję trochę powietrza i najwyraźniej opiekuna - rzuciłam i wyciągnęłam go z apartamentu bez dalszych wyjaśnień.
__________________________________________

Dobra rozdział już jest cały :D
Jak byście zareagowali na miejscu Nialla, po tym co zrobiła Soph w klubie?
Już nie mogę się doczekać następnego :D
xx Annie

wtorek, 16 czerwca 2015

0.17. Nowy rozdział :D

Wow wow wow ale się te rozdziały teraz szybko pojawiają :D
31 już jest dostępny w angielskiej wersji, a przetłumaczę go na sobotę (wiecie, ostatni tydzień szkoły). Powinien się pojawić około 18 :D
Powodzenia wszystkim, którzy jeszcze nie mają wystawionych ocen ;*
Do kolejnego,
xx Annie <3

czwartek, 11 czerwca 2015

3.30. Napięcie

Nadal perspektywa Anne

Obudziłam się kilka godzin później. Cisnęło mnie do kibelka. Na szyi czułam oddech Louisa. Ostrożnie, tak, żeby go nie obudzić, zdjęłam z siebie jego rękę i wstałam z łóżka. Poruszył się, ale nie obudził. Z podłogi podniosłam jego koszulkę i założyłam ją, po czym ubrałam jeszcze majtki. Poruszając się jak najciszej, podeszłam na palcach do drzwi od pokoju i skierowałam się do łazienki. Dźwięk moich kroków na drewnianej podłodze rozbrzmiał echem po pogrążonym w ciszy apartamencie. Wytężyłam słuch gdy usłyszałam ciche pociąganie nosem i urywany oddech. Otworzyłam drzwi łazienki i zmarszczyłam brwi gdy zajrzałam do środka. Mój puls przyspieszył.
- Niall?! O kurwa, Niall! - podbiegłam do płaczącego chłopaka. Siedział na podłodze, koło toalety tylko w bokserkach i koszulce. Na jego koszulce i udach była krew.W dłoni ściskał żyletkę - Kurwa, kurwa, kurwa - mamrotałam pod nosem. Wzięłam ręcznik, pomoczyłam go wodą i przycisnęłam do jego pociętych ud. Zabrał mu żyletkę z ręki i wrzuciłam ją do umywalki.
- Idź stąd! - zaszlochał Niall, próbując się odsunąć - Potrzebuję tego, wiesz?! Potrzebuję pobyć sam! - rzucił, bezsilnie odpychając moje dłonie - Potrzebuję tego - powtórzył jakby sam chciał siebie przekonać.
- Nie, nie potrzebujesz! - powiedziałam stanowczo, zostając przy nim i pozwalając ręcznikowi na wchłonięcie jego krwi - Potrzebujesz opieki medycznej...
- Nie! - krzyknął po czym ugryzł się w rękę - Nie. Od razu pojawi się to w mediach, a Sophie może znów zacząć się ciąć! - zaczął płakać jeszcze bardziej, patrząc na mnie prosząco tymi załzawionymi oczami - Nie możesz nikomu powiedzieć! Nie możesz gadać!
Pokręciłam głową. Patrzyłam z niedowierzaniem to na jego pocięte uda, to na twarz.
- Więc ty powiedz. Co się stało, że się tak załatwiłeś?!
Chłopak skrzywił się słysząc to pytanie i zwinął się w kulkę.
- Niall... - powiedziałam łagodniejszym tonem i zaczęłam uspokajająco pocierać jego plecy - Hej, nie jestem tu aby na ciebie krzyczeć, chcę ci pomóc. Ale nie mogę dopóki nie zrozumiem sytuacji... - mówiłam, starając się brzmieć spokojnie i troskliwie.
- Czemu w ogóle próbujesz mi pomóc Anne? - szlochał - Ja. Cię. Kurwa. Zgwałciłem! - powiedział akcentując każde słowo.
- To o to w tym wszystkim chodzi? - zmarszczyłam brwi.
- Tak...i nie! Nie wiem, po prostu mam te powracające fale smutku i wszystko do mnie wraca i po prostu...
- Ćśś, uspokój się - powiedziałam mu, ściskając jego ramie i trzymając ręcznik na jego nogach. Mam nadzieję, że brał leki bo emocje mogą przejąć kontrole nad rozumem - Wszystko po kolei, okej? Po prostu oddychaj, nie spiesz się...
- A co jeśli Sophie i chłopcy wrócą? Niedługo przyjadą z baru i nie chcę, żeby mnie tak znaleźli...O Boże, znów wszystko spieprzyłem...
- Niall, oddychaj - rozkazałam mu - Teraz ich tu nie ma, okej? Nie znajdą cię tu, bo wrócisz do łóżka zanim wrócą - odetchnęłam głęboko - Kto tym razem pociągnął za spust (kto był przyczyną)? - zapytałam ostrożnie, wycierając reski krwi. Rany na jego udach nie były długie, ale za to głębokie.
- Sophie.
Pokiwałam głową. Wiadomo.
- Co z nią?
- Wcześniej, niedługo po tym jak ty i Lou wyszliście z klubu podszedłem do niej - zaczął - Dużo z Harrym wypili.
Kiwnęłam głową aby kontynuował, także przypominając sobie ile wypili przed moim wyjściem.
- A kiedy Harry wyszedł do łazienki, obróciła się do mnie i zaczęła ze mną gadać, łapać mnie za rękę i przytulać - mówił. Zauważyłam, że z każdym słowem jego emocje wzrastają, więc złapałam go za rękę i ścisnęłam ją uspokajająco - Zaczęła pijacko gadać, wypowiadając na głos wszystkie swoje myśli. Cały czas o tym mówiła...
- O czym? - zapytałam spokojnie.
- Powiedziała, że strasznie jej przykro, bo nigdy nie chciała mnie zranić. Że troszczy się o mnie tak samo jak o Harrego, a później złapała mnie za ramiona - zatrzymał się na chwilę, patrząc na swoje ręce - i pocałowała mnie! - krzyknął po czym znów zaczął płakać - Pocałowała mnie, a później odepchnęła mnie wkurzona, krzycząc na mnie jakby to była moja wina! - Niall nie przestawał płakać - I jest! To moje wina! Bo jeśli byłbym mężczyzną, nie pozwoliłbym reszcie kupić jej trzy lata temu! - powiedział - Kto w ogóle kupuje ludzi?! To nieludzkie! Chore jest to na co się zgodziłem i na co pozwoliłem!
- Ćśśś, ćśśś - próbowałam go uciszyć, aby Louis się nie obudził, oraz osoby w pokojach po nami. Złapałam za jego trzęsące się ręce - Niall, wiesz że każdy popełnia błędy - powiedziałam spokojnie. Spojrzał na mnie załzawionymi oczami - Nie mówię, że wszystko co zrobiłeś powinno ci ujść płazem, bo nie powinno, ale najważniejsze, to zrozumieć swoje błędy i naprawić je - dodałam - To - wskazałam na jego nogi - niczego nie zmieni. To tylko zadaje ci ból, i zapewne zada także ból Sophie jeśli się o tym dowie - wytłumaczyłam mu.
- Jestem taki samotny Anne...Pragnę towarzystwa. Potrzebuję go. Potrzebuję czuć, że żyję i że jestem dla kogoś ważny! - zaszlochał, sfrustrowany marszcząc brwi - Nie możesz tego zrozumieć!
- Ale rozumiem. Nawet bardziej niż sobie wyobrażasz - powiedziałam i poczułam ścisk w gardle na wspomnienie pobytu w sierocińcu - Ale musisz wiedzieć, że dla wielu osób jesteś ważny. Nie tylko masz wspaniałych fanów, ale także czterech przyjaciół, którzy by za ciebie skoczyli w ogień oraz kochającą rodzinę i dwie dziewczyny, które nie mogą patrzeć gdy cierpisz. Pewnie pominęłam jeszcze kilka osób - powiedziałam.
- Dlaczego nie lubisz widzieć mnie w takim stanie? - pociągnął nosem - Dlaczego się nie cieszysz widząc swojego gwałciciela zniszczonego i torturowanego? - zapytał ocierając łzy - Tak dużo zrobiłem aby cię zasmucić, zostawić ci psychiczne blizny. a ty nadal tu jesteś, uspokajając mnie i wycierając moją krew.
- Niall, spójrz na mnie - poprosiłam, wycierając pozostałości krwi. Spojrzał na mnie po chwili zawahania - Czy wyglądam jakbym cieszyła się z twojego cierpienia? - zapytałam. Opuścił wzrok, a ja wzięłam głęboki oddech - Niall, nie jestem sadystką. Nie czerpię przyjemności z czyjegoś cierpienia. Nigdy. Widziałam i przeżyłam wystarczająco dużo, że potrafię odróżnić zabawne rzeczy od tych nie zabawnych. Torturowany człowiek nie jest zbyt rozrywkowy - powiedziałam wstając. Wyciągnęłam rękę w jego stronę - Musisz zebrać się w sobie i uświadomić sobie, czy to czego chcesz i w co wierzysz jest dobre.
Blondyn złapał mnie za rękę i pomogłam mu wstać. Patrzyłam jak zmywa krew z dłoni. Zatrzymał wodę, podirytowany.
- Nawet nie wiem, nawet nie wiem od czego zacząć! Całe moje życie to burdel! - narzekał, łapiąc się za głowę. Zauważyłam, że jego włosy są teraz ciemniejsze niż wcześniej, miał brązowe odrosty.
- Zacznij od tego co najbardziej zaprząta ci głowę - zasugerowałam.
- Czyli od Sophie. Ale to praktycznie przegrana sprawa, wybrała już Harrego.
- Chłopak nie ściana, można przesunąć (^ ^). Nic nie jest niezmienne. Albo zawalcz o Sophie, albo rusz dalej. Ostatecznie sam kreujesz swoje szczęście - powiedziałam - Pomyśl o tym dzisiaj co? - dodałam, kładąc dłoń na jego ramieniu. Chłopak pokiwał głową, wytarł oczy z łez i spojrzał na mnie.
- Dziękuję - wymamrotał - za wyczyszczenie mnie.
- Nie ma problemu.
Pokiwał głową i przygryzł wargę, po czym wyszedł z łazienki. Stałam przez chwilę nad umywalką i patrzyłam się na swoje odbicie w lustrze. Czy w ogóle powinnam się tak zachowywać? Okazywać my współczucie? Potrząsnęłam głową i w końcu zrobiłam to po co tu przyszłam, czyli uwolniłam pęcherz z napięcia. Umyłam ręce, zgasiłam światło, zamknęłam drzwi i wróciłam do swojego pokoju. Zastałam tam na wpół śpiącego Louisa, który przecierał zaspane oczy.
- Co ci zajęło tyle czasu? - zapytał. Wślizgnęłam się na łóżko obok niego.
- Znalazłam w łazience płaczącego Nialla - powiedziałam i przykryłam się kołdrą.
- Wszystko z nim w porządku?
- Tak mi się wydaje - wymamrotałam ziewając i zamknęłam oczy. Louis zaczął lekko masować moje ramię, a ja przysunęłam się bliżej niego.
- Myślisz, że też będzie chciał ci pomóc uciec? - zapytał cicho chłopak - To by wszystko ułatwiło.
- Może - westchnęłam i zasnęłam. Byłam zbyt wyczerpana na jakiekolwiek rozmowy. Szczególnie, że była druga w nocy.
_________________________________________________________________________
Jak według was rozwinie się sytuacja między Lou i Anne oraz między Sophie, Niallem i Harrym? 

Do następnego 
xx Annie