WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

poniedziałek, 16 lutego 2015

3.26. Silny



I'm sorry if I say, "I need you."/ Przepraszam, jeśli powiem "Potrzebuję cię"
But I don't care./ Ale już się tym nie przejmuję
I'm not scared of love./ Nie boję się miłości
'Cause when I'm not with you I'm weaker./ Bo kiedy nie jestem przy tobie, jestem słabszy
Is that so wrong?/ Czy to takie złe?
Is it so wrong?/ Czy to tak źle?

-Strong, One Direction
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ 
Perspektywa Anne

Kiedy w końcu przyjechaliśmy do L.A. zostaliśmy przeeskortowani do hotelu i naszego apartamentu. Z tylko trzema podwójnymi łóżkami.
- Biorę kanapę - wymamrotałam, rzucając się na nią i przykładając woreczek z lodem do kolana.
- Nie bądź głupia - odezwał się Liam - Masz chorą nogę.
- A ty jesteś celebrytą. Musisz się wysypiać dla urody - powiedziałam nieco sarkastycznie.
- Anne, jednak nalegam.
Spojrzałam na niego zakłopotana. Co mu się nagle stało?
- Ale ja chcę spać na kanapie. To jedyne miejsce, gdzie mam pewność, że będę sama - uzasadniłam.
- Cóż, ja jestem potwornie zmęczony. Nie będę się kłócił z waszą dwójką - mruknął Zayn, ziewając - Śpisz ze mną Nialler?
- Jasne, poczekaj sekundę - pokiwał głową blondyn i spojrzał na telefon - I jest! Północ - oznajmił - Wygraliśmy z Sophie zakład Haroldzie, więc dziewczyny mogą przyjść na koncert.
- Tak! - wykrzyknęła moja siostra i zbiła z Niallem piąteczkę.
- No kurwa zajebiście - rzucił sarkastycznie Harry.
- Jeśli to cię pocieszy to możesz potraktować to jako prezent urodzinowy? - zaproponowałam - Poza tym to dopiero za tydzień, więc masz czas zaplanować system ochrony - rzuciłam z przekąsem.
- Przysięgam, że jesteś najgorszą z rzeczy, które nam się przytrafiły - warknął Loczek.
- Nawet nie masz pojęcia....
- Starczy. Kładźmy się już spać, okej? - wtrącił się Louis - Jutro to obmyślimy, gdy będziemy wypoczęci i będziemy racjonalnie myśleć. Anne śpisz ze mną. Koniec dyskusji.
- Nie chcę z tobą spać: śpię sama na kanapie - odparłam.
- Sorki Anne, ale ja zajmuję kanapę - wtrącił Liam i rzucił na nią swój bagaż. Westchnęłam i zaczęłam masować sobie skronie. Nie chcę tego teraz robić. Zanim zdążyłam się ponownie odezwać, Louis wziął mnie na ręce.
- Louis, odstaw mnie! - zaczęłam go odpychać.
- Nie przyjmuję "nie" jako odpowiedzi skarbie - westchnął, niosąc mnie do jednego z pokoi. Westchnęłam głośno gdy postawił mnie koło łóżka i skrzyżowałam ręce na piersiach, gdy poszedł zamknąć drzwi.
- Oczywiście moje zdanie się nie liczy co? - posłałam mu zabójcze spojrzenie - Nikogo nie obchodzi co myśli lub chce Anne, bo to jej siostra jest tu najważniesza...
- Skończyłaś już? - przerwał mi Louis, jego głos był odrobinę głośniejszy od szeptu - Mamy ważniejsze sprawy do obgadania.
- O serio? Znów wsadzisz mi w usta swojego kutasa, żeby mnie uciszyć, kiedy będziesz mówił? - warknęłam wkurzona.
- Przepraszam Anne, okej? Nie wiedziałem co zrobić ani jak zareagować, a chłopaki i tak chcieli zrobić coś gorszego więc po prostu wyłączyłem się i zrobiłem co było trzeba zrobić - wyszeptał wkurzony podnosząc ton głosu.
- Beznadziejna wymówka.
- Wiem, ale nie mam pojęcia co mam teraz mówić czy robić, wiesz? - westchnął, usiadł obok mnie i oparł głowę na rękach - Po prostu czuję się zagubiony od kiedy pojawiłaś się w moim życiu - dodał z nutką smutku w głosie. Zmarszczyłam brwi i obróciłam głowę aby na niego spojrzeć. Miał szkliste oczy, urywany oddech.
- Louis...
- Wiem, że to wszystko jest strasznie złe. Wiem o tym. I widząc cię taką nieszczęśliwą sprawia mi jeszcze większy ból z upływem czasu - powiedział, nadal po cichu. Bawiłam się palcami, skupiając się na oddychaniu.
- Nie jestem nieszczęśliwa, raczej się buntuję - powiedziałam - To wszystko co dzieje się wokół mojej siostry jest po prostu chore. Zdajesz sobie sprawę jak bardzo jest w to wciągnięta? Myśli, że wszystko co robi dla niej Harry jest dobre, a to z pewnością nieprawda.
- Harremu zależy na jej bezpieczeństwie...
- Wiem,  oczywiste jest to, że zakochał się w niej tak samo jak ona w nim. Ale ona także jest człowiekiem i ma prawo wyrażać swoje myśli i robić to na co ma ochotę. Nawet nie może sama za siebie myśleć - powiedziałam. 
- Wiem... Ale widzisz, Harry potrzebuje jej jak powietrza. Był załamany po tym jak ty i twój tata ją zabraliście miesiąc temu. Był po prostu wrakiem człowieka. Już nigdy więcej nie chciałbym go zobaczyć w takim stanie, Anne - wzdrygnął się i pokręcił głową- To przerażające. Ale masz absolutną rację, taki sposób życia nie jest zdrowy - Lou zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Minęła chwila ciszy, zanim odezwał się ponownie - Myślałem o tym co powiedziałaś wcześniej rano. Cały dzień. O zgłoszeniu nas do władz. Tego ranka byłam wkurzony i zraniony, ale im więcej o tym myślałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę ile masz racji. Więc wtedy, na lotnisku, gdy cię obudziłem, przygotowywałem się w myślach na zakucie w kajdanki i możliwość trafienia do więzienia. I nagle zaskoczyłaś mnie gdy nas nie wydałaś. Od tej pory zacząłem się zastanawiać: czy stajesz się jak Sophie? Czy złamaliśmy cię jak Sophie?  I to mnie przeraziło - westchnął, tracił nad sobą kontrolę - Anne, nie mogłem znieść myśli o psuciu twojego żywiołowego charakteru - powiedział patrząc mi w oczy, a po jego policzku stoczyła się łza- Bo ty czynisz mnie silnym. Jesteś taka prawdziwa i wojownicza, nie pozwalasz nikomu aby ci ubliżał, walczysz o swoje i uwielbiam cię za to, bo ja tak nie potrafię. Pozwalam chłopakom aby mną sterowali, aby ich opinie przerodziły się w moje bo się boję. Bardzo się boję - zaczął cicho szlochać, a jego oczy były intensywnie niebieskie - Ale mój strach nie jest wart twojego smutku - dodaje - Więc kiedy byliśmy w samolocie, postanowiłem patrząc na ciebie i twoją siostrę, że nie będę samolubny, że bardziej muszę ci pomóc niż potrzebuję cię abyś ze mną była.
Mrugnęłam zaskoczona.
- Mówisz, że pomożesz mi uciec? Naprawdę? - wyszeptałam podekscytowana - Louis... - nie wiedziałam co powiedzieć. On mi pomoże. Naprawdę będę miała szansę, żeby uciec.
- Naprawdę - pokiwał głową - Bo nie sądzę, że będę w stanie wytrzymać tego mieszania ci w głowie. Nie wytrzymam też widoku ciebie śpiącej z Zaynem - dodał, marszcząc brwi - Ten szybki numerem w autobusie był niespodziewany.
- To było tylko jednorazowe. Już więcej tego nie powtórzymy, obiecuję - powiedziałam mu - Oboje popełniliśmy wtedy błąd.
- Hmm... - pokiwał głową, nie do końca przekonany - W każdym razie prześpię się na podłodzę, jeśli naprawdę chcesz spać sama - westchnął, otarł oczy z łez po czym wstał i przeczesał włosy ręką. Spojrzałam na niego.
- Myślę, że wygodniej ci będzie na łóżku - wymamrotałam, zakładając pasmo włosów za ucho. Pokiwał głową.
- Raczej tak.
- To śpij ze mną na łóżku - zaproponowałam.
- Jesteś pewna?
- Louisie Tomlinsonie, prawie zawsze mówię to co myślę - powiedziałam lekko się uśmiechając - I tym razem też tak jest.
Pokiwał głową i także się uśmiechnął. Chwilę później oboje przebraliśmy się w wygodniejsze ciuchy do spania. Weszłam pod kołdrę w bawełnianych spodenkach i t-shircie gdy Lou gasił światło. Zacisnęłam dłonie na brzegu kołdry gdy kładł się obok mnie. Miał na sobie tylko spodnie od dresu. Przygryzłam wargę, słysząc jego płytki oddech.
- Wiesz, powinieneś porozmawiać z Sophie - powiedziałam łagodnie, obracając się twarzą do niego - Porozmawiaj z nią o czymś innym niż głupich zakładach, czy zwykłych, codziennych sprawach, tak głęboko nadal kryje się prawdziwa ona. Tak naprawdę do końca jej nie złamaliście - wyjaśniłam - Byłeś jej najlepszym przyjacielem Lou.
- Skąd wiesz? - wymamrotał, także obracając się twarzą w moją stronę. Jego postać była niewyraźna w ciemnościach.
- Mówiła o tobie gdy ją zabraliśmy. Kiedy czuła się przygnębiona, przez cały czas mamrotała coś o twoich głupich żartach czy żywiołowej osobowości. Tęskniła za tobą i tym, że potrafiłeś ją rozbawić - odnalazłam wzrokiem jego oczy, gdy już przyzwyczaiłam się do ciemności - Tak w zasadzie, to wspomniała o każdym z was co najmniej raz, w zależności od humoru. Wiele razy płakała mówiąc o Harrym czy Niallu, w zasadzie nie dałoby się tego zliczyć - przypomniałam sobie - Kiedy popadała w depresje, pytała o Zayna, mówiąc przy tym coś o tym, że nie jest wystarczająco dobra. I jeszcze ten cholerny pluszak, o którym nie przestawała mówić. Chciała, żeby Liam przyszedł i jej go dał - westchnęłam - Jesteście zarazem najlepszą i najgorszą rzeczą jaka jej się przytrafiła - rzuciłam - Mam na myśli to, że oprócz was nikt nie traktował jej tak, jakby się dla nich liczyła.
- A co z tobą? - zapytał, opierając się na łokciu.
- Co ze mną?
- Czy ty byłaś traktowana jakbyś się liczyła?
- Tak, gdy byłam z tatą - pokiwałam głową, ostrożnie dobierając słowa.
- Jaka jest twoja relacja z ojcem? I jak to z tobą było?
Spięłam się, czując się nieswojo.
- Nie musisz o tym mówić, jeśli nie chcesz - dodał szybko Lou.
- Nie, nie mam nic przeciwko... Po prostu nigdy z nikim oprócz taty nie rozmawiałam o swoich uczuciach... - westchnęłam cicho - Niedługo po tym jak się urodziłam, zostałam adoptowana, ale po dwóch latach ta para niespodziewanie umarła i zostałam sierotą - zaczęłam - Przez całe dzieciństwo byłam odsyłana z jednego domu dziecka do kolejnego. To tam nauczyłam się, że świat jest brutalny i każdy musi myśleć o sobie jeśli chce przetrwać. Tam nabrałam wstrętu do nagości i narażenia na wystawienie - kontynuowałam - Przez cały tamten okres walczyłam o siebie, próbując stać się kimś, kogo chciano by zaadoptować. Byłam tak zmęczona życiem w złych warunkach, że byłam w stanie zrobić wszystko, żeby się wydostać.
- Podpaliłaś sierociniec, tak?
- Tak. Chyba miałam wtedy dziewięć lat. Ale po tym wydarzeniu nikt nie chciał adoptować takiej dziewczynki. Miałam około dwunastu lat, gdy mój tata przyjechał mnie szukać. Ulżyło mi, że ktoś mi w końcu pomoże. Ktoś się mną po prostu zaopiekuje. Nie było mi ciężko przywiązać się do taty, bo nie miałam nikogo innego. Z radością powitałam jego troskę i miłość - wzięłam głęboki oddech - Myślę, że po części dlatego rozumiem Sophie. To dlatego się nie poddałam w jej przypadku. Bo dokładnie wiem jak się czuje. A jeśli chodzi o mojego tatę, zrobił kilka złych rzeczy. Bardzo złych, ale i tak zostałam przy nim bo nie miałam dokąd pójść. Nie miałam innego wyboru niż zostać i go wspierać - dokończyłam - Nawet kiedy wiele razy torturował moją siostrę aby udowodnić, że ma rację - dodałam cicho. Lou pokiwał głową, na chwilę zapadła cisza.
- Życie jest powalone, co nie? - wyszeptał - Ciągnie cię w tyle różnych kierunków. Nic dziwnego, że ludzie czasem szaleją - westchnął - Nie żeby to była dla nich wymówka, bo wierzę, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, ale niektórzy mają gorzej od innych.
- Tak - wymamrotałam. Przez pokój zawiało zimne powietrze i mocniej otuliłam się kołdrą.
- Anne? - zapytał Louis po chwili milczenia.
- Hmm?
- Jeśli spotkalibyśmy się w innych okolicznościach, to myślisz, że moglibyśmy...no nie wiem...być przyjaciółmi...lub może, może czymś więcej? - zapytał, gubiąc się we własnej wypowiedzi - Bo oczywiście to nigdy się nie stanie, bo gdy ci pomogę to zrobisz jedyną słuszną rzecz i na nas doniesiesz, ale jeśli spotkalibyśmy się w kawiarni czy parku?
Dłużej zastanowiłam się nad jego pytaniem po czym odpowiedziałam:
- Cóż to zależałoby od tego czy próbowałbyś po prostu dobrać mi się do majtek czy chciałbyś mnie poznać, tak jak teraz - odparłam uśmiechając się - I prawdopodobnie po jednej, dwóch, może trzech lub nawet czterech randkach pozwoliłabym ci się dobrać do moich majtek, bo seks z tobą jest ożywczo destabilizujący. I nie mówię tego, aby podbudować twoje ego - powiedziałam poważnie.
- Nie możesz zaprzeczyć, co? - odparł z uśmiechem.
- Nie ekscytuj się tak Tomlinson - wywróciłam oczami - Mogę cię tylko porównać z twoimi kolegami, a Niall i Liam nawet nie starali się mnie zadowolić.
- A co z Zaynem?
- To było mokre. Zbyt mokre. I bez jakichkolwiek uczuć - powiedziałam kręcąc głową - Ale starczy już tego gadania na jedną noc okej? Jestem padnięta - ziewnęłam. Louis zachichotał:
- Też jestem zmęczony. Dobranoc Anne. Słodkich snów.
- Dobranoc Lou.
○♥○

Obudziłam się o świcie. Leżałam w łózku gdy słońce powoli oświetlało pokój. Myślałam o tym co Louis powiedział mi wczoraj. Spojrzałam na jego śpiącą postać. Dlaczego chce mi pomóc skoro tak bardzo boi się iść do więzienia? Czemu się tak poświęca, dla mnie? Nie zrobiłam niczego, oprócz utrudniania mu życia... Obróciłam głowę w jego stronę. Byłam zmieszana.
- Jesteś naprawdę skomplikowany - wymamrotałam, kręcąc głową.
- Ty także nie jesteś łatwa do zrozumienia - wymamrotał, uśmiechając się lekko. cały czas miał zamknięte oczy - Dzień dobry - zaśmiał się, nadal nie otwierając oczu.
- Odnośnie mojej ucieczki...
- Pozwól mi się tym zając, dobrze? Będę miał gotowy plan działania w noc twoich urodzin - westchnął w końcu otwierając oczy - Dopóki będziesz mi ufała, wszystko powinno się udać.
- Ufam ci - pokiwałam głową - Bardzo ci dziękuję - dodałam.
- Przynajmniej to mogę zrobić.
- Ale możesz stracić wszystko. Narażasz swoją karierę, tą więź, którą macie z chłopakami. To naprawdę wiele dla mnie znaczy - powiedziałam.
- Anne, to naprawdę nic wielkiego...
- Louis - uciszyłam go, kładąc mu palec na ustach - To jest coś wielkiego - wyszeptałam, przez chwilę patrząc się na jego usta. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, pokiwał głową.

- Przestańmy o tym gadać, okej? - zaproponował, siadając na łóżku, a następnie z niego wstając - Zamówmy jakieś śniadanie zanim wstanie cała reszta - dodał ubierając koszulkę - Może uda nam się dostać coś specjalnego na urodziny Zayna - rzucił wychodząc z pokoju. Racja. Urodziny Zayna. Idziemy wieczorem do klubu.
___________________________________________________________________
Dobra mamy kolejny rozdział :D

Nie mogę się doczekać tego jak Louis zaplanuje tą całą wycieczkę xD
Do następnego,
xx Annie

piątek, 6 lutego 2015

0.13. Nie wiem jakim cudem....

Nie wiem jakim cudem niektórzy z was do tej pory nie rozumieją, że to tylko tłumaczenie i ja nie piszę tych rozdziałów. Więc jeszcze raz, tak, żeby do wszystkich niewiedzących dotarła ta informacja:
1. Blog jest tylko tłumaczeniem (co jest chociażby zawarte w nazwie).
2. Jesteśmy na bieżąco z rozdziałami, co oznacza, że muszę poczekać, aż autorka (sosodesj) doda nowe rozdziały zanim będę mogła cokolwiek zacząć tłumaczyć.
3. Jeśli pojawia się nowy rozdział w oryginale, to piszę wam o tym na bolgu.
4. Kiedy ktoś zauważy nowy (oryginalny) rozdział, a na blogu nie będzie o tym notki, to piszcie do mnie, bo czasami zdarza się, że nie sprawdzę tego na 1dff albo powiadomienie z wattpada nie przyjdzie. Jestem jak każdy z nas człowiekiem i czasem zapomnę sprawdzić czy jest już nowy rozdział.
5. Chciałam tu jeszcze coś dodać ale zapomniałam podczas pisania ;c
6. Komentarze typu "kiedy nowy rozdział", "jak nie będziesz dodawać rozdziałów to stracisz czytelników", irytują mnie w nadmiernej ilości i te spod poprzedniego rozdziału zostaną usunięte.
7. Odnośnie komentarzy mówiących o tym, że stracę czytelników. Już to parę razy zawierałam w swoich wypowiedziach, ale jeszcze raz: Nie robię tego dla tego, aby podbijać sobie wyświetlenia bloga, liczbę obserwujących czy cokolwiek w tym stylu. Tłumaczę to opowiadanie, ponieważ spodobało mi się od przeczytania kilku pierwszych rozdziałów. Chciałam się nim podzielić z innymi, którzy mają problemy z czytaniem po angielsku, lub też po prostu wolą czytać w ojczystym języku, no i oczywiście chciałam się sprawdzić w roli tłumacza i podszkolić swój angielski.

W razie pytań odnośnie tego co napisałam, proszę zadawać je pod tym postem.
xx Annie

ps. Nowego rozdziału jeszcze nie ma.
pps. Też na niego czekam z niecierpliwością ;D

piątek, 16 stycznia 2015

3.25. Napięcie

Prywatny samolot
                                       (http://s7.postimg.org/ef2876hor/Private_Planes.jpg)

Perspektywa Sophie
- Dziękujemy Memphis! Byliście niesamowici!
Do moich uszu doszedł głos oklasków i podekscytowanych krzyków, gdy tylko się obudziłam. Zmarszczyłam brwi i powoli usiadłam. Rozejrzałam się i zauważyłam, że jestem w garderobie. Wow. Deja vu.
 Zamrugałam oczami, zrobiłam głęboki wdech i wstałam. Mój wzrok powędrował do mojej śpiącej siostry. Leżała na kanapie, a na jej ustach widniał lekki uśmiech. Zauważyłam, że nie jest przywiązana do kanapy ani nic. Mogła uciec. Podeszłam do niej i już miałam ją obudzić gdy w mojej głowie zawitała pewna myśl. Założę się, że Harry mnie sprawdza. Chce zobaczyć, czy można mi zaufać, czy nie. Znów będzie zaborczy i nadopiekuńczy gdy Anne zwieje. Westchnęłam i usiadłam na poprzednim miejscu. Skupiłam się na zegarku wiszącym naprzeciw. Minęła minuta, dwie, trzy, dziesięć. Próbowałam przekonać samą siebie, że postępuję właściwie, ale od poczucia winy aż ściskał mnie brzuch. Muszę pokazać Harremu, że nie ma się o co martwić. Mój wzrok wędrował od zegara do śpiącej siostry. Poczucie winy stawało się coraz silniejsze. Mogła uciec gdybym ją obudziła. Powinnam ją obudzić, może jeszcze zdąży...
Do garderoby weszli chłopcy w chwili gdy wstałam aby obudzić Anne.
...uciec.
- Soph! Obudziłaś się! - uśmiechnął się Harry. Był cały spocony od skakania po scenie - Nie sądziliśmy, że chciałybyście być obudzone gdy bus...
- Ale śmierdzicie - zapach 5 spoconych chłopaków uderzył we mnie. Skrzywiłam się i wyciągnęłam przed siebie rękę, aby powstrzymać go przed przytuleniem mnie. Posłał mi smutne spojrzenie.
- Chłopcy wiecie co to znaczy? - zawołał Louis podnosząc do góry brew. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech - Grupowy uścisk! - wykrzyknął.
- Co? Nie! Bleee! - krzyczałam gdy podbiegli do mnie z wyciągniętymi ramionami - Ewww, leee ochyda! - protestowałam gdy mnie tulili - Nie mogę oddychać! - prosiłam, jednocześnie śmiejąc się gdy Harry przejechał nosem po mojej szyi - Litości! - zachichotałam, odpychając ich jak najdalej. Nagłe pukanie do drzwi sprawiło, że wszyscy zastygli bez ruchu.
- Ej chłopcy! Nie ma czasu na wygłupy! Musimy złapać samolot! - zawołał ktoś wkurzonym głosem.
- Będziemy gotowi za pięć minut! - odkrzyknął Liam.
- Pięć minut? Liam...
- Słyszałeś, macie pięć minut, żeby zabrać swoje rzeczy - Liam uciął narzekania Louisa - Raz, raz! - jak na zawołanie, wszyscy mnie puścili (wszyscy oprócz Harrego) i poszli spakować swoje rzeczy.
- Co z Anne? - zapytał Louis patrząc na moją siostrę - Budzimy ją? - zapytał lekko głaszcząc ją po policzku.
- Nie.
- Tak.
Harry i Niall odezwali się w tym samym czasie.
- Nie powinniśmy jej budzić - nalegał Niall - Wydaje mi się, że o wiele łatwiej będzie przejść z  nią przez lotnisko gdy śpi - dodał zakładając snapbacka - Chodzi mi o to, że gdy ją obudzimy to zrobi tam scenę i zacznie wszystkim rozgadywać prawdę.
- Do tego gdy sobie pośpi, będzie mniej irytująca - zauważył Louis - Obudziliśmy ją dzisiaj bardzo wcześnie.
- A co jeśli będzie spała aż do jutrzejszego ranka? - Harry pokręcił głową.
- No i co wtedy?
- Wtedy przegram zakład.
- I zbyt długie spanie też nie jest dobre - zauważył Zayn.
- Serio Harry? Zależy ci tylko na tym, zakładzie? - wywróciłam oczami.
- Nie... Zbyt długie spanie też nie jest dobre, słyszałaś chyba Zayna - wzruszył ramionami i zaczął pakować swoje rzeczy.
- Proponuję obudzić ją gdy już będziemy w samolocie - zaproponował mulat - Zobaczcie na nią, jest wykończona. Tak głośno się zachowujemy a ona nadal śpi. Jeśli obudzimy ją po całym zamieszaniu na lotnisku, wszystko powinno być okej - dodał zarzucając sobie na ramie swoją torbę.
- Może być - zgodził się Harry.
- Pięć minut minęło! - krzyknął Liam - Wszyscy wychodzą!
Chwilę później szliśmy do limuzyny, Louis trzymał śpiącą Anne. Usiadłam na tyłach z Harrym i Liamem. Obserwowałam jak Louis patrzy na moją siostrę, gdy ta śpi. Ostrożnie wsiadł do auta, aby jej nie obudzić, a oparł jej głowę na swojej piersi i mocno ją objął. Bał się poruszyć. Ostrożnie oderwał od niej spojrzenie, tak jakby miała się obudzić, gdy tylko spojrzy gdzie indziej. Ciekawe czy Harry tak na mnie patrzy gdy śpię... Rzuciłam okiem na resztę pasażerów. Liam patrzył przez okno, Zayn i Niall pisali coś na telefonach, a Harry z zaciekawieniem obserwował moją siostrę.
Westchnęłam cicho i oparłam głowę na jego ramieniu. Od razu objął mnie ramieniem po czym lekko mnie przytulił.
- Coś nie tak? - zapytał cicho. Gdy na niego spojrzałam, miał zmartwiony wyraz twarzy.
- Wszystko okej - pokiwałam głową.
- Stresujesz się lotem? - zapytał, zataczając na moim ramieniu małe kółka. Zmarszczyłam brwi.
- Jak teraz o tym myślę, to Padgett i Fate są w waszym busie. Czy...
- Bus będzie z nami w L.A. - rzucił Niall podnosząc wzrok znad telefonu - Lecimy tylko dlatego, że jutro wieczorem mamy koncert i podróż busem trwałaby zbyt długo. Niedługo ich odzyskasz - dodał, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia.
- Co do Padgetta - wtrącił się Liam - Myślisz, że Anne spodobałaby się podobna rzecz? - zapytał nadal patrząc przez okno - Może gdyby...
- Liam, nie chcę ci przerywać, ale po pierwsze Anne nie jest taka... - zamilkłam próbując dobrać odpowiednie słowa. Jasne, że kocham swojego Padgeta, ale w ciągu ostatniego miesiąca zauważyłam, ze Anne nie przywiązuje się do rzeczy tak jak ja. Nie miałoby to dla niej takiego znaczenia jak dla mnie dwa lata temu. - Myślę, że sierocińce zrujnowały jej dzieciństwo i zabawkowe zwierzątko może jej się nie spodobać, a po drugie, daliście mi go, gdy miałam 16 lat. Po prostu ze mną został. Gdybym dostała go teraz, patrzyłabym na was co najmniej dziwnie - wyjaśniłam.
- Tylko pytałem - sapnął - Po prostu czuję się...
- Winny? - zapytał Zayn.
- Tak, nieważne - odparł chłopak - Przejdzie mi.
Gdy przyjechaliśmy na lotnisko, postępowaliśmy zgodnie z zaleceniami ochrony w odosobnionej części, aby uniknąć fanów. Gdy zobaczyli Anne zaczęły się pytania.
- Ile ma lat?
- Osiemnaście - odpowiedział Louis.
- Dlaczego śpi?
- Miała długi dzień i zasnęła w samochodzie...
- Jest pod wpływem narkotyków?
- Oczywiście, że nie - odpowiedział chłopak, wywracając oczami.
- Wie o tym, że ma lecieć samolotem?
- Tak do jasnej cholery - zirytował się Lou, tracąc cierpliwość - Przecież nie zmusiliśmy jej żeby tu z nami przyjechała...
- Przykro mi, ale niedawno zdarzyło się to parę razy - odpowiedziała oschle kobieta - Musimy przestrzegać nowych zasad. Musicie ją obudzić, abym mógł ją sam przepytać i upewnić się, że wchodzi na pokład i jest tego świadoma.
- Nie mogłaby pani...
- Proszę ją obudzić - zażądała, przerywając Zaynowi. Wymieniliśmy zmartwione spojrzenia. Wszyscy myśleliśmy o jednym: teraz wszystko się wyda. Louis powoli posadził Anne na krześle i zaczął nią potrząsać.
- Hej Anne? Obudź się skarbie - mówił delikatnie, kucając przed nią. Złapałam Harrego za rękę i nerwowo ją ścisnęłam gdy się obudziła. Zamrugała kilkakrotnie i rozejrzała się dookoła. W jej oczach pojawiło się zagubienie.
- Gdzie jestem? - powiedziała zaspanym głosem. Wszyscy wstrzymaliśmy oddech.
- A gdzie myślisz, że jesteś? - zapytała pani ochroniarz. Anne zmarszczyła brwi i rozejrzała się dookoła.
- Na lotnisku? Nie wiem, mieliśmy lecieć samolotem - zaczęła niepewnie. Obróciła się i spojrzała na mnie i chłopaków - Nie wybieramy się do L.A.? - dodała, zaskakując nas wszystkich - Mieliśmy odlecieć po dzisiejszym koncercie - dodała krzywiąc się - Dlaczego mnie obudziliście?
- Ja ich o to poprosiłam. Musiałam się upewnić, że jesteś świadoma tego, że wchodzisz na pokład z własnej woli - kobieta się uśmiechnęła - Dzisiaj rano otrzymaliśmy telefon, że któryś z dzisiejszych pasażerów może tu być nie z własnej woli. Zostaliśmy poproszeni o sprawdzenie każdej sytuacji, w której pasażer jest wnoszony na pokład podczas snu lub wygląda na chorego.
Telefon? Kto by dzwonił aby o czymś takim opowiadać. Tata. Musiał śledzić plan chłopaków.
Najwyraźniej Anne doszła do tego samego wniosku co ja, wyglądałyśmy na kompletnie zszokowane. Kobieta z ochrony obróciła się w naszą stronę i powiedziała:
- Przepraszam, za utrudnienia, ale przestrzegam tutejszych zasad. Możecie już iść w kierunku samolotu. Życzę bezpiecznej podróży - po tych słowach obróciła się i odeszła. Nikt się nie odezwał dopóki nie znaleźliśmy się w prywatnym, małym odrzutowcu.
- Co to było?! - zapytałam Anne.
- Powinnaś mi dziękować. Wszyscy powinniście mi dziękować - rzuciła siadając w fotelu - Uratowałam wam kurwa tyłki.
- Anne...
- Słyszałeś mnie?! Uratowałam was. Nawet nie próbuj mnie teraz karać za przeklinanie - warknęła i skrzyżowała ramiona na piersi. Zayn tylko wywrócił oczami i mruknął coś pod nosem po czym zajął swoje miejsce.
- Dziękuję - powiedział Niall przejeżdżając ręką po włosach - Nie zasłużyliśmy na to co dla nas własnie zrobiłaś.
- Wiem - odparła Anne. Patrzyłam z otwartą buzią jak Liam siada koło niej i ją przytula. Naprawdę ją przytula.
- Dziękuję - powiedział. Była tak samo zaskoczona jak cała reszta, niezręcznie odwzajemniła uścisk i spojrzała na mnie pytająco. Wzruszyłam ramionami.
Poczucie winu powiedziałam bezgłośnie. Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Dlaczego? - zapytał Louis marszcząc brwi - Dlaczego nas uratowałaś? Uwierzyliby ci gdybyś im o wszystkim powiedziała.
Moja siostra otworzyła usta ale po chwili je zamknęła. Wzruszyła ramionami, jednocześnie odsuwając Liama od siebie.
- Soph myślisz, że jest tutaj jakiś lód? Chyba zbyt długo chodziłam bo kolano znów daje o sobie znać - powiedziała ignorując Louisa i pomasowała chore kolano.
- Przyniosę - powiedział Lou i poszedł na drugi koniec. Przez chwilę panowała cisza.
- Louis zadał ci pytanie, nie zamierzasz odpowiedzieć? - warknął w końcu Harry.
- Nie, nie rozmawiam z nim.
- To trochę brak szacunku dla drugiej osoby, nie uważasz?
- Harry...
- Według mnie brakiem szacunku jest to jak traktujesz Sophie - jej odpowiedź mnie zaskoczyła. Harry spiął się. Nadal trzymaliśmy się za ręce. Próbowałam go trochę uspokoić.
- Traktuję ją z respektem, dzięki wielkie - rzucił z grymasem.
- Więc najwidoczniej nasza definicja słowa "respekt" bardzo się od siebie różni - odpowiedziała Anna. Harry zacisnął zęby i mocniej złapał mnie za rękę. Lou przyniósł jej torebkę z lodem i usiadł naprzeciw niej, obok Zayna. Wszyscy obserwowaliśmy ich w kompletnej ciszy. Atmosfera była napięta. Przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Obserwowałam jak Anne położyła woreczek na swoim kolanie. Dźwięk jej czynności według mnie był o wiele za głośny.
- Toleruję to tylko dlatego - odezwał się w końcu Harry - ponieważ "uratowałaś nam kurwa tyłki" jak to ładnie ujęłaś.
W kabinie rozległo się pikanie.
- Proszę zająć miejsca i zapiąć pasy, zaraz startujemy - usłyszeliśmy głos pilota. Westchnęłam i poszłam zająć swoje miejsce z Harrym podążającym za mną. Reszta także usiadła i zapięła pasy.
Spojrzałam na Harrego. Był blady, jego usta zaciśnięte były w cienką linię, patrzył się prosto przed siebie.
- Harry - wymamrotałam lekko go szturchając. W końcu na mnie spojrzał.
- Hmm?
- Kocham cię, wiesz o tym, prawda?
Pokiwał głową, nic nie mówiąc. Gdy tylko mogliśmy odpiąć pasy, wstałam i podeszłam do swojej siostry i usiadłam obok niej.
- Hej - zaczęłam.
- Hej.
- Więc dlaczego to zrobiłaś? - zapytałam cicho. Rozejrzała się dookoła. Chłopcy patrzyli albo przez okna albo bawili się telefonami. Wszyscy oprócz Louisa. On patrzył się prosto na nas.
- Może nie zasługują na więzienie - odpowiedziała cicho, tak, że tylko ja mogłam ją usłyszeć - Może zasługują na coś gorszego.
________________________________________________________________________
Szkoda, ze taki krótki bo po takiej przerwie miałam ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o losach dziewczyn :D
Miejmy nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny ;3

xx Annie

ps. jak myślicie co miała na myśli Anne mówiąc, że zasłużyli na coś gorszego?  

czwartek, 15 stycznia 2015

0.12. Kolejny rozdział!

Sosodesj dodała już nowy rozdział ;D Wstawię go dopiero jutro około 17, bo dzisiaj czeka mnie jeszcze nauka na fizykę ;_;
Jeśli ktoś baaardo chce go przeczytać, to opowoadanie znajdziecie na onedirectionfanfiction.com ; wattpadzie ; instagram.com/sosodesj i na stronie autorki na weebly (niestety nie pamiętam adresu).

xx Annie

Ps. Notkę pisałam na telefonie więc przepraszam za wszystkie błędy ;D

czwartek, 18 grudnia 2014

3.24. Cisza

Perspektywa Anne
 
Obserwowałam Zayna gdy wstał z łóżka, wziął kilka czystych ciuchów z małej szafy i je założył.
- Cóż, miło mi się z tobą współpracowało - powiedział patrząc na mnie i zapiął spodnie. Zmarszczyłam brwi.
- Współpracowało? - powtórzyłam powoli, nie rozumiejąc. Teraz to on zmarszczył brwi.
- Tak... - przejechał po mnie wzrokiem - Chwila, chwila...Chyba nie myślisz, że to coś znaczyło, co? - zapytał zmartwiony.
- Nie, coś ty - szybko pokręciłam głową - Oczywiście, że nie - zbyt szybko.
- O Anne - chłopak jęknął i zaczął masować sobie skronie - Myślałem, że ten twój nagły wybuch był po to, żeby dać nam powód do "ukarania cię" i że chciałaś, aby Louis był zazdrosny czy coś...Myślałem, że wykorzystujemy siebie nawzajem.
Pokiwałam głową biorąc swoje rzeczy.
- Musisz zrozumieć, że jeszcze nie zapomniałem o Perrie i...
- Więc to automatycznie pozwala ci na wykorzystywanie mnie? - warknęłam na niego i założyłam koszulkę - Cała wasza piątka jest taka sama: piątka niewyżytych seksualnie dupków! - krzyknęłam, przesuwając się do wyjścia.
- Co proszę?! - krzyknął Zayn łapiąc mnie za rękę - To ty mnie pierwsza pocałowałaś na dworze! - zaprotestował wciągając mnie z powrotem do sypialni.
- Tak?! A kto mnie kurwa pierwszy pocałował pod prysznicem?! - odpowiedziałam wściekła.
- Przestań przeklinać. W tej chwili - powiedział powoli.
- Pierdol. Się - syknęłam. Zostałam odciągnięta do tyłu. Zayn miał wściekłą minę, uniósł pięść w powietrze.
- Naprawdę chcesz umrzeć? - wyszeptał zirytowany Harry do mojego ucha gdy wyciągał mnie z pokoju. Louis przytrzymywał Zayna - Nie możesz aż tak z nim zadzierać, to niezdrowe - dodał, idąc ze mną do saloniku.
- Chcesz wiedzieć, co jest niezdrowe?! - odparłam zdenerwowana - Ta rzecz, przez którą moja siostra jest teraz chora na umyśle! - warknęłam, odsuwając się od niego.
- Ja...
- Harry, nie przejmuj się - Sophie pokręciła głową. Skrzywiłam się i poszłam w najdalszy kąt busa. Usiadłam na podłodze przez wyjściem. Podskoczyłam gdy silnik nagle zaczął chodzić. Życie jest do bani.
- Hej - po kilku sekundach dołączyła do mnie siostra - Mogę cię o coś zapytać?
- Zależy o co - westchnęła - Nie mam na razie nastroju na wyświadczanie przysług.    
- Możesz nie rozmawiać z Louisem do końca dnia? 
- Planowałam się do niego nie odzywać przez resztę życia - odpowiedziałam.
- Tak myślałam, ale nie możesz się do niego odezwać przez resztę dnia, nawet słówkiem, okej? Obiecuję ci, że się opłaci. On oczywiście będzie chciał cię nakłonić do odezwania się do niego, ale musisz go ignorować.
- Dlaczego? - zmarszczyłam brwi.
- Bo...
- Oszukujesz Soph - zwrócił jej uwagę Harry, przyłączając się do nas. Lokowaty skrzyżował ramiona na piersi i oparł się o ścianę - Nie możesz jej powiedzieć. To zrujnowałoby całą grę - uśmiechnął się przebiegle, po czym ukucnął i oparł dłonie na ramionach mojej bliźniaczki - Jesteś oszustką - wymamrotał opierając się czołem o jej czoło, kiedy ona zarzuciła mu ręce na szyję - Śliczną, małą oszustką.
- Jezu zaraz się porzygam - wymamrotałam, patrząc na ich wymienianie czułości. Wstałam i wróciłam do saloniku. Po kilku chwilach Louis i Zayn wyszli z sypialni. Zayn najwidoczniej już ochłonął, spojrzał na mnie przelotnie po czym usiadł koło Nialla. Louis usiadł obok mnie.
- Skarbie, możemy pogadać? - zaczął. Wszyscy nagle spojrzeli na nas zaciekawieni. Sophie intensywnie się we mnie wpatrywała. Pokręciłam głową i odsunęłam się od niego. Chłopak złapał mnie w talii i spróbował do siebie przyciągnąć, ale wstałam i usiadłam obok Liama. Obróciłam się twarzą do okna.
- Anne.
Zatrzymałam odpowiedź dla siebie.
- Anne.
- Sophie, czy mogłabyś powiedzieć Louisowi, że na razie go nienawidzę i nie mam ochoty z nim rozmawiać? - odezwałam się w końcu. Wzdrygnęłam się gdy dotknął mojego ramienia.
- Proszę skarbie...
- Niall mogę spać na twoim łóżku? Proszę? - zapytałam, kompletnie ignorując starszego chłopaka. Blondyn pokiwał głową.
- Jasne - wzruszył ramionami.
- Anne, zachowujesz się jak dziecko - dodał Louis idąc za mną w stronę ich pokoju - Anne proszę, chcę tylko pogadać - dodał gdy wdrapywałam się na najwyższe łóżko. Odgrodziłam się od niego zasłonką i zakryłam głowę poduszką, próbując wyciszyć jego głos. Chłopak głośno westchnął.
- Dobra, jeśli naprawdę nie chcesz ze mną rozmawiać, to niech ci będzie.
Nasłuchiwałam gdy wychodził.
- Poddajesz się? Tak po prostu? - zganił go Harry.
- Ziomek, ona nie chce ze mną gadać. I w sumie to jej nie winię.
- A co z zakładem?
Zakładem? Jakim zakładem?
- Pozwolę wygrać Niallowi i Sophie...Co się takiego stanie jak pojawią się na koncercie? Nie widze w tym dużego problemu.
- Tak! - ucieszyła się Sophie.
- A ja widzę! - nie zgodził się Harry - Po pierwsze Anne będzie zbyt dużym problemem, po drugie: fani juz zaczęli zauważać Sophie
 u naszego boku więc zaczną gadać. I po trzecie, chyba cię powaliło!
- Oj Harry, naucz się przegrywać - rzuciła Sophie.
- Soph spójrzmy prawdzie w oczy... To może być ryzykowne.
- Nie Harry, zaczynasz świrować. To tylko koncert. Nic złego się nie stanie - zauważył Louis.
- Harry ma rację co do Anne, nie można jej ufać - wtrącił się Zayn.
- Zakład jeszcze się nie skończył. W końcu przed nami cały wieczór. Tych dwoje się do siebie odezwie i zrobię wszystko aby im w tym pomóc.
- Harry nie grasz fair - westchnęła Sophie.
- A ty nie myślisz jasno.
- Myślę jasno Haroldzie - zauważyłam, że jej głos się zmienił, był poważniejszy. Ból pomieszany z frustracją - To ty jesteś spięty i nieufny. Znowu. Ja też idę spać. Obudźcie mnie, gdy będziecie musieli mnie związać za kulisami w Mephis - dodała.
- Sophie poczekaj...
- Nie.
Zdziwiłam się gdy zasłonka się odsunęła.
- Hey - wymamrotała Sophie - Zrobisz mi trochę miejsca? - zapytała. Patrzyłam na nią zdumiona. W końcu pokiwałam głową i przesunęłam się na koniec łóżka.
- Dziękuję - wyszeptała kładą się obok mnie, po czym zasłoniła za sobą zasłonkę.
- Kobiety - usłyszałam mruknięcie Harrego z drugiego pokoju.
- Mężczyźni - odpowiedziałyśmy z Sophie w tym samym czasie. Przez chwilę panowała cisza.
- Co to za zakład, o którym mówiliście? - zapytałam cicho, patrząc na nią.
- Louis i Harry byli pewni, że Louisowi uda się cię przekonać abyś się do niego odezwała. Niall i ja mieliśmy inne zdanie. Jeśli Niall i ja wygramy, będziemy mogły iść na ich koncert, a jeśli przegramy, to będę musiała zgodzić się na wszystkie "środki bezpieczeństwa" Harrego - opowiedziała spokojnie.
Koncert, tak? Przez chwilę nad tym rozmyślałam. To będzie idealny moment na zabranie Sophie i ucieczkę...Albo samą ucieczkę, jeśli Sophie będzie chciała zostać z tymi psychopatami... Sophie i Niall muszą wygrać ten zakład. Nie mogę odezwać się do Louisa.
- Harry tak się boi, że mnie straci, że robi się zbyt zaborczy - dodała o wiele ciszej - Chciałabym, żeby w końcu zrozumiał jakie to dla mnie bolesne... - uścisnęłam jej dłoń. Może jednak będzie chciała ze mną uciec... 
____________________________________________________________________________
Ojj zacieśnianie siostrzanych więzi...Jak ja to lubię :D

więc znów jesteśmy na bieżąco z rozdziałami :D
Miejmy nadzieję, że na święta pojawi się coś nowego :p
Jeśli ktoś zauważy że dodany jest nowy rozdział, to piszcie, od razu wezmę się za tłumaczenie :D

Teraz czeka na mnie jeszcze praca semestralna z woku ;/

Udanych wigilii klasowych! 
xx Annie

niedziela, 14 grudnia 2014

3.23. Dobro i zło

Perspektywa Sophie

Harry i ja siedzieliśmy w taksówce wiozącej nas do hotelu. Trzymaliśmy się za ręce, a moja głowa spoczywała na jego ramieniu. Skrzywiłam się gdy przypomniałam sobie słowa doktora.
- O czym myślisz? - zapytał chłopak całując mnie w czoło.
- O tacie - odpowiedziałam wzdychając.
- czemu o niem? - Harry zesztywniał.
- Nie wiem... Chciał mnie skrzywdzić, żebym zrozumiała jak mocno cię kocham. Kto robi coś takiego własnej córce? Kto krzywdzi osobę którą kocha aby udowodnić swoje racje? - zmarszczyłam brwi. Harry milczał przez kilka sekund, po czym powiedział:
- Ludzie mają różne wyobrażenie tego co jest dobre i tego co jest złe...Może myślał, że robi dobrze, nawet jeśli tak nie było
- Czy ty go bronisz?
- Nie, nienawidzę go. Nie tylko sprawił, że przez miesiąc czułem się jak śmieć, to jeszcze  skrzywdzil ciebie - odpowiedział szybko, marszcząc przy tym brwi - Ale ludzie zachowują się ekstremalnie gdy myślą, że postępują właściwie... Na przykład Islamscy ekstermiści czy nawet chrześcijańscy; są gotowi zabić wiele osób w imię swojego boga. My uważamy to za szaleństwo, a dla nich to właściwa rzecz.
Pokiwałam głową.
- Czemu w ogóle wspominasz o ekstermistach? Znaczy, czy nie mogliby zachowywać się jak zwykli muzłumanie i chrześcijanie i próbować żyć z innymi w pokoju, bez względu na czyjąś religię? Niby dlaczego mój tata musi zachowywać się tak ekstremalnie?
- Nie mam pojęcia.
- Razem będzie 20.75 - powiedział kierowca zatrzymując auto. Harry założył okulary przeciw słoneczne i wręczył mu 30 dolców.
- Zatrzymaj resztę - rzucił zanim wyszliśmy z auta. Hazz narzucił na głowę kaptur i objął mnie ramieniem - Po prostu patrz się na chodnik okej? Nie chcę, żeby ktokolwiek nas rozpoznał - poinstruował mnie i zsunął dłoń na moje biodro. Pokiwałam głową i opuściłam głowę śledząc nasze stopy gdy szliśmy do hotelu. Harry był cały spięty gdy przechodziliśmy przez lobby. Dużo ludzi na nas patrzyło.
- Nie podnoś głowy - wymamrotał prowadząc nas do windy. Gdy tylko weszliśmy do środka chłopak wyraźnie się rozluźnił, zdjął kaptur i okulary. Obserwowałam go, gdy patrzył na migające cyfry mijanych pięter, jego ciemne nieułożone włosy, wysoką sylwetkę i perfekcyjną twarz. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się, a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
- Na co patrzysz? - zapytał posyłając mi szeroki uśmiech.
- Na ciebie - odpowiedziałam, także uśmiechnięta.
- Dlaczego?
- Bo moim oczom podoba się to co widzę.
- Cóż panno Miller, moje też nie narzekają - wyszeptał przybliżając się do mnie. Ujął moją twarz w swoje duże dłonie - Jest mi naprawdę przykro z powodu ostatniej nocy.
- To mój mózg jest temu winny - wzruszyłam ramionami - To nie twoja wina - dodałam, a mój wzrok powędrował na jego usta. Chłopak zaśmiał się po czym delikatnie mnie pocałował.
- Kocham się - wyszeptał.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam i znów go pocałowałam. Gdy tylko nasze usta się spotkały, drzwi windy otworzyły się.
- O mój Boże.
Harry zasłonił mnie swoim ciałem gdy mała grupka nastolatek weszła do windy.
- Harry Styles?! - usłyszeliśmy podekscytowane piski w małej windzie.
- Dziewczęta proszę zachowujcie się spokojnie... Podpiszę co tylko chcecie, zrobię sobie z wami zdjęcia, ale nie chcę żebyście ześwirowały - powiedział spokojnie Harry, cały czas stojąc przede mną. Dziewczyny zaczęły wyciągać z kieszeni różne przedmioty, a Harry wyjął z płaszcza marker.
- Ta dziewczyna... Widziałam ją już wcześniej - zauważyła jedna z nich, podczas podpisywania.
- Gdzie ją widziałaś? - zapytał Harry marszcząc brwi.
- Na twitterze...Jakaś grupka dziewcząt stąd wstawiła zdjęcia kilka godzin temu...Były zamazane ale to na pewno była ona.
- Kim ona jest? - zapytała kolejna. Harry spojrzał na mnie przelotnie. Powie im prawdę czy nie?
- Jest moją dobrą przyjaciółką - skłamał.
- Na zdjęciu była z Niallem.
- Bo z resztą też się przyjaźni - poprawił się Hazza.
- To dlaczego całowaliście się, gdy weszłyśmy?
- Jest Francuską. To jedna z ich starych tradycji...Całują się na przywitanie - rzucił chłopak zmyślając coś na prędko.
- Nie wiedziałam o tym.
- Tylko w niektórych rejonach Francji jest to popularne - odezwałam się, udając, że słabo mówię po angielsku.
- Oh - dziewczyna posłała mi dziwne spojrzenie - Przypomnij mi, żebym nigdy nie wybrała się do Francji - wyszeptała do koleżanki. Druga pokiwała głową. W końcu winda zatrzymała się na ich piętrze.
- Miło było was poznać - pomachał im Harry - Mogłybyście zachować to w sekrecie? Nie chcemy tu żadnej dramy... - dodał. Wszystkie pokiwały głowami i zachichotały trzymając świeżo podpisane przedmioty w dłoniach.
- Dziękuję - Harry posłał im uśmiech, znów pomachał i wcisnął guzik zamykający drzwi.
- Serio? - zaśmiałam się gdy winda znów ruszyła - Francuska tradycja? To najbardziej niedorzeczna rzecz jaką kiedykolwiek słyszałam.
- One to kupiły - odpowiedział mi uśmiechem i zaciągnął mnie w róg. Wcisnął guzik 15 piętra - Nie jesteś zła, że nie powiedziałem, że jesteś moją dziewczyną?
- Nie, bo jakbyś to powiedział, to na pewno by to ogłosiły całemu światu...A wtedy przyciągnęlibyśmy zbyt dużą uwagę mediów i mój tata mógłby mnie znów znaleźć. Im mniej osób o mnie wie tym lepiej - westchnęłam.
- Ale denerwuje cię to?
Moje serce podskoczyło gdy winda się zatrzymała. Drzwi piknęły oznajmiając nam, że już jesteśmy.
- Trochę. Chodzi o to, że jesteś mój. I jeśli sytuacja by na to pozwalała, to owszem chciałabym abyś powiedział każdemu, że jestem twoja a ty mój - dodałam gdy szliśmy korytarzem.
- Kiedy przyjdzie na to czas, cały świat się o nas dowie - obiecał pukając w drzwi z numerem 1567.
Otworzył nam Niall wcinający bekon.
- Idealnie na czas - powiedział - Śniadanie jeszcze nie wystygło - rzucił, wpuszczając nas do dużego apartamentu, po czym bez słowa  udał się do małej jadalnie gdzie cała reszta jadła naleśniki, francuskie tosty, bekon, jajka i owoce.
- Hejka Soph! - przywitał mnie Zayn wgryzając się w kawałek owocu - Jak tam?
- Lepiej niż wczoraj - rzuciłam.
- No mam nadzieję. Co tak w ogóle się stało?
- Ta rzecz, którą mój tata we mnie wmusił - wyjaśniłam - Miałam koszmar i w tym samym czasie moje ciało próbowało się tego pozbyć, mój mózg nie wytrzymał i krew zaczęła mi lecieć z uszu.
Wszyscy przestali jeść.
- Co?
- No, ale już jest dobrze.
- Twoje rzeczy zaczęły krwawić...przez lek?! - krzyknął oszołomiony Louis - Mógł być śmiertelny! Czy twój tata w ogóle wiedział o efektach ubocznych?!
- Nie mam pojęcia.
- Chyba o tym nie wiedział - wtrąciła się moja siostra - Nie zaryzykowałby jej życiem.
- Ty tak myślisz.
- Nie, ja to wiem - warknęła na Liama - Zawsze chciał dla nas tego co najlepsze!
- Oczywiście... Najlepiej jest zostawić jedną córkę z matką alkoholiczką, a drugą oddać do sierocińca na drugim końcu świata. A później próbować odzyskać tą drugą, szukając jej po drugiej stronie globu tylko po to, aby zabrać ją na wycieczkę dookoła świata, chcąc odebrać pierwszą córkę ludziom, którzy się o nią troszczą bardziej niż rodzina i o nią dbają. Oczywiście, zrobiła dla was to co najlepsze - odciął się sarkastycznie Liam. Niall przytrzymał Anne zanim rzuciła się na Liama.
- Nie masz o niczym pojęcia! - krzyknęła próbując wyrwać się Niallowi - Ty piep....
Niall zasłonił jej usta dłonią, zatrzymując obelgę.
- No weź Anne, uspokój się - powiedział.
- Nie! Ten pieprz...
- Jeśli chcesz poprzeklinać, to nie rób tego tutaj - poradził jej blondyn, wyciągając ją z pokoju.
- Chyba nigdy nie nauczy się zamykać w odpowiednim momencie - Zayn pokręcił głową gdy tylko wyszli z pokoju.
- Nauczy się - westchnął Louis.
- Tak poza tematem, pójdę przygotować kąpiel dla Sophie - zaproponował Harry zgarniając ze stołu kilka owoców.
- Tylko się streszczać - uprzedził mulat wyciągając telefon - Wyjeżdżamy za dwie godziny.
- Jasne - Harry złapał mnie za rękę i zaprowadził do dużej łazienki. Położył owoce na umywalce i odkręcił ciepłą wodę - Z bąbelkami? - zapytał podnosząc płyn do kąpieli. Pokiwałam głową.
- Zaraz wrócę - powiedział gdy wanna była pełna - Przyniosę czyste ubrania - obserwowałam jak wychodzi, zdjęłam koszulkę, spodnie i bieliznę gdy tylko zamknął za sobą drzwi. Odetchnęłam z ulgą gdy zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o krawędź wanny. Chciałam oczyścić umysł z ponurych myśli. Wyobraziłam sobie, że leżę na chmurze i dryfuję w powietrzu.
- Wyglądasz na zadowoloną - zauważył Harry wyrywając mnie z zamyślenia.
- Bo jestem - odpowiedziałam - Nie pamiętam kiedy ostatni raz brałam kąpiel - dodałam wzdychając - Chyba miałam z 15 lub 14 lat.
- Hmm - uśmiechnął się siadając na małym taborecie - Chcesz owocka? - zapytał wskazując na maliny.
- Po kąpieli - odpowiedziałam. Na chwilę zapadła cisza - Chcesz do mnie dołączyć? - w końcu zapytałam.
- No raczej - ucieszył się i zaczął się rozbierać. Przesunęłam się do przodu, żeby mógł za mną usiąść. Westchnął gdy jego ciało zanurzyło się w ciepłej wodzie. Oparłam głowę na jego torsie gdy chłopak wyciągnął nogi przed siebie, tak, ze znajdowałam się pomiędzy nimi. Pocałował mnie w ramię.
- Jesteś idealna, wiesz o tym? - zapytał przejeżdżając dłońmi po moich ramionach. Zamknęłam oczy i jęknęłam cicho gdy zaczął całować mnie po karku - Pamiętasz tą wycieczkę, która planowałem dwa miesiące temu? - zaczął, powoli masując mi plecy - Tą świąteczną. Cóż chciałem zabrać cię na Malediwy, taka mała grupka wysp koło Indii, gdzie są podwodne hotele i gdzie nikt nas nie zna. Bez paparazzi, fanów. Tylko ty, ja i reszta zespołu. Byłoby super. Na pewno często bralibyśmy kąpiele z bąbelkami, pływali z żółwiami i wylegiwali się na plaży.
Uśmiechnęłam się i znów zamknęłam oczy, pozwalając Harremu trzymać mnie w ramionach.
- Później polecielibyśmy do Australii i podwójnie świętowalibyśmy Nowy Rok, w dwóch miastach o różnej strefie czasowej - dodał.
- Jakie były twoje postanowienia noworoczne? - zapytałam zaciekawiona.
- Troszczenie się o ludzi, których kocham - odpowiedział cicho, mocniej mnie przytulając - A twoje?
- Nie miałam żadnych... Nie obchodziliśmy nowego roku. Tak samo jak Bożego Narodzenia - wymamrotałam. Spojrzałam na niego - Beznadziejnie jest być przywiązanym do krzesła i patrzeć jak twój ojciec i twoja siostra dają sobie prezenty - zasmuciłam się.
- Na pewno - pokiwał głową - Mam nadzieję, że próbowałaś uciec od ojca?
- Więcej niż raz - zaśmiałam się - Był wściekły. Coraz mocniej przywiązywał mnie do krzesła, aż ledwo co oddychałam. A później, po paru tygodniach trochę mi odpuścił, bo w miarę dobrze się zachowywałam. Mimo to, cały czas pragnęłam znaleźć się w twoich ramionach - westchnęłam, przyciskając głowę do jego torsu i obejmując go ramionami. Harry podniósł mój podbródek i musiałam na niego spojrzeć.
- Obiecuję, że nie pozwolę aby coś takiego wydarzyło się ponownie - wyszeptał i nachylił się aby mnie pocałować. Westchnęłam, zamknęłam oczy i chciałam aby trzymał mnie tak już na zawsze - Chcesz, żebym cię umył? - zapytał po paru minutach.
- Tylko jeśli ja będę mogła umyć ciebie - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Zgoda. Ty myjesz mi włosy, a ja tobie ciało a później się zamieniamy? - zaproponował trzymając już gąbkę. Pokiwałam głową i przesunęłam się aby usiąść na jego udach. Sięgnęłam po szampon. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu gdy Harry namydlił dłonie i zaczął masować moje ramiona, przesuwając się w stronę ramion, a później wracając do szyi. Był skupiony. Wycisnęłam szampon na ręce i wmasowałam go w jego loki. Myłam mu głowę jak najdokładniej. Nagle sapnęłam gdy ścisnął moje piersi.
- Co? - uśmiechnął się łobuzersko, powtarzając czynność.
- Harry - jęknęłam cicho, łapiąc go za rękę i przyciskając ją do moich piersi.
- Nie będziemy tego robić podczas kąpieli, wszędzie nachlapiemy - ostrzegł unosząc jedną brew.
- Lubię, gdy mnie dotykasz - wymamrotałam - Ale nie znaczy to, że chcę się cały czas pieprzyć.
- Wiem, po prostu cię drażniłem - uśmiechnął się, składając długi pocałunek na moim obojczyku, łapiąc mnie za piersi. Złapałam go za twarz i przyciągnęłam ją do swoich ust. Objął mnie ramionami w talii i przyciągnął do siebie, zamykając nas w intymnym uścisku - Kocham cię - wyszeptał. Zgarnęłam trochę piany i rozsmarowałam mu ja na nosie.
- Ja ciebie też kocham - odpowiedziałam. Zaczęliśmy się opłukiwać z piany. Gdy już skończyliśmy, zamieniliśmy się rolami. Teraz on mył mi włosy, a ja jego ciało. Ścisnęłam gąbkę w ręce, po czym przyłożyłam ją do jego torsu i zaczęłam zataczać kółka.
- Jesteś idealna - powiedział, masując mi głowę.
- Jestem daleka od ideału Harry - wymamrotałam, myjąc jego kark i ramiona.
- Dla mnie jesteś idealna. I tylko to się liczy - odpowiedział patrząc mi prosto w oczy.
○♥○

Padało jak z cebra gdy jechaliśmy w przytulnym tour busie. Louis i ja siedzieliśmy naprzeciwko siebie w małym saloniku, w tle grała muzyka, a ja głaskałam Fate. Niall był w kuchni z słuchawkami na uszach i gitarę w ręce. Harry uciął sobie drzemkę. Po przejściach ostatniej nocy był bardzo zmęczony. Liam siedział na twitterze, w sypialni. Anne i Zayn siedzieli w dużej sypialni i poważnie o czymś dyskutowali. Oderwałam wzrok od kota gdy Louis usiadł obok mnie.
- Co tam Sophieboo? - westchnął.
- Co z tobą? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego zaniepokojona.
- Co masz na myśli?
- Louis umiem stwierdzić, kiedy jesteś przybity: wyglądasz właśnie tak - rzuciłam - Nieszczęśliwie.
- Twoja siostra. To przez nią - powiedział, zamykając oczy i masując skronie - Nie rozumiem jej - dodał i ciężko westchnął.
- Ja też nie zawszę ja rozumiem - rzuciłam po chwili zastanowienia - Może spróbuj postawić się w jej sytuacji?
- Staram się jak mogę, żeby być dla niej miły, a ona nadal chce mnie wsadzić za kratki...Nie chcę isć do więzienia Soph - powiedział ze smutkiem w głosie - Ona nie chce się przystosować tak jak ty...Dlaczego?
- Ona ma kogoś kto czeka na jej powrót, a ja nie miałam nikogo. I ja chyba jestem bardziej zboczona niż ona, więc - wskazałam dookoła - Było mi łatwiej z tym żyć - zachichotałam. Na jego ustach pojawił się słaby uśmiech.
- Coś mi się nie wydaje, że jesteś bardziej zboczona, skarbie...Anne może i nie lubi nagości, ale na pewno lubi seks w ubraniach tak samo jak zasłonięte oczy i założę się, że spodobałoby jej się lekkie BDSM. Może ma nawet kompleks ojca - Lou pokręcił głową i wyszczerzył zęby. 
- Może i bdsm by polubiła, ale kompleks ojca? Nie ma mowy - zdziwiłam się.
- Mogę się o to założyć.
- Serio? Ile dajesz? - zapytałam dla zabawy.
- Stawiam 10 tysięcy funtów na to, że by jej się spodobało.
- Stawiam wszystkie swoje ubrania, że tego nie polubi.
- Więc jeśli wygram, będziesz chodziła naga, a jeśli przegram, dam ci 10 tysięcy, okej? - zaproponował wyciągając w moją stronę rękę.
- Okej - wzruszyłam ramionami i uścisnęłam jego dłoń - Czemu nie?
- To chyba najgłupszy zakład, o którym słyszałem - wtrącił się Niall wkładając słuchawki do kieszeni - I uwierzcie mi, słyszałem ich dużo - westchnął, przysiadając się do nas na kanapie - Ona nawet nie chce z tobą rozmawiać Lou - westchnął blondyn. Nasze spojrzenie powędrowały w stronę telewizora gdy Niall go włączył i otworzył sobie paczkę czipsów.
- Nie potrwa to długo. Nikt nie jest w stanie gniewać się na mnie dłużej niż przez kilka godzin - powiedział Louis - Odezwie się do mnie wieczorem.
- Chcesz się założyć? - zapytał Irlandczyk.
- Jasne.
- Dlaczego nie chce z tobą rozmawiać? - zmarszczyłam brwi.
- Tak jakby wepchnąłem jej rano do gardła swojego kutasa i...
- Starczy, Niall jestem po twojej stronie. Nie odezwie się do ciebie, Lou - rzuciłam szybko. Nie ma mowy, że tak łatwo mu wybaczy.
- A ja jestem po stronie Louisa - rzucił Harry przeciągając się - Myślę, że może być bardzo przekonujący gdy się postara.
- Ale Anne jest nieokiełznana. Naprawdę - zauważyłam.
- O co się zakładacie? - Liam wszedł do pokoju. Spojrzałam na Nialla.
- Zakładamy się o...
- Zakładamy się o wolność Sophie - powiedział Niall. Aż się zachłysnęłam. Co?!
- Super. My przeciw wam - Harry pokiwał głową - Jeśli Anne odezwie się do Louisa przed północą, nie będziesz narzekała przy związywaniu cię przed koncertem - powiedział patrząc na mnie.
- A jeśli my wygramy, pozwolimy jej wziąć udział w naszym koncercie - zaczął Niall - W pierwszym rzędzie, z siostrą.
- I tak wygramy - lokowaty pokręcił głową.
- A co ja z tego będę miał? - jęknął Louis.
- Satysfakcję z tego, że Anne się do ciebie odezwała.
Umilkliśmy gdy autobus się zatrzymał. Wyjrzałam na zewnątrz.
- Jesteśmy po środku niczego - zmarszczyłam brwi patrząc na deszcz - Dlaczego się zatrzymujemy?
- To dziwne - Liam pokiwał głową i sprawdził telefon - Zapytam kierowcy.
Wszyscy siedzieliśmy cicho czekając na powrót Liama. Harry wcisnął się pomiędzy Nialla i mnie na kanapę. Chciał mnie przytulić ale się odsunęłam.
- Dlaczego? - posmutniał - Pozwól mi się kochać.
- Założyliśmy się przeciwko sobie Harry... Nie będę bratać się z wrogiem - powiedziałam drażniąc go i wstałam aby znów usiąść obok Nialla. Liam wrócił w chwili gdy Harry chciał mi się odgryźć.
- Jest jakiś wyciek benzyny. Kierowca wezwał mechanika z niedaleka. Naprawię to w jakieś piętnaście minut - powiedział brunet - Będziemy spóźnieni tylko około pół godziny. Dam znać Paulowi, jeśli jeszcze o tym nie wie - dodał wstukując numer i przykładając telefon do ucha.
- Pójdę powiedzieć Zaynowi co się stało - powiedział Harry. Wstał i ziewnął przeciągle.
- Louis nagle złapał moją kotkę, która miałknęła zaskoczona.
- Oddaj mi Fate, przestraszyłeś ją - rzuciłam.
- Fate jest po naszej stronie - odparł głaszcząc ją po łebku - Ona też nie chce bratać się z wrogiem, jak to ładnie ujęłaś.
- Ona nie jest po twojej stronie.
- Jest.
Kłóciliśmy się przez chwilę zanim Harry wszedł wkurzony do pokoju.
- Twoja siostra jest irytująca - westchnął i opadł na sofę.
- Mi to mówisz? - odezwał się Louis.
- Jakby nie mogła podporządkować się zasadom. Toczyli z Zaynem zażartą dyskusję gdy wszedłem i...
Harremu przerwała Anne wpadająca do salony z Zaynem za sobą. Louis, Niall i ja podbiegliśmy do okna obserwując jak Anne idzie przez mokrą łąkę.
- Anne wracaj tutaj! - rozkazał jej Zayn. Moja bliźniaczka coś odpowiedziała ale uciszył ją deszcz bębniący o szyby. Mulat wyszedł w deszcz po Anne.
- Przeziębi się - powiedział Niall po czym z Louisem wrócili na kanapę. Ja, zaciekawiona nadal patrzyłam na sytuację za oknem.  Moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia gdy zobaczyłam jak Zayn całuje Anne, a ona mu odpowiada tym samym. Nadal zszokowana wróciłam na miejsce. Zayn?! Dlaczego pocałowała Zayna?! On nawet nie starał się być dla niej miły! Drzwi autokary otworzyły się po paru minutach.
- Zayn zła...
Louis zatrzymał się w połowie zdania, obserwując jak przemoknięty Zayn trzyma Anne za rękę i prowadzi ją do sypialni, oboje byli widocznie podnieceni. Zauważyłam, że Lu mocniej zacisnął ręce na oparciu kanapy.
- Może powinniśmy...
- Nie, dajmy im spokój. Chociaż raz nie protestuje - przerwał Niallowi Harry.
- Co jeśli będzie tego żałowała? - zapytał Louis po chwili zastanowienia - Powinniśmy ich powstrzymać. Anne nie jest zbyt stabilna jeśli chodzi o związek z nami. Tak nie naprawimy relacji.
- Może właśnie tego potrzebuje. Bez zobowiązań - odparł zielonooki.
- Skąd wiesz, że to bez zobowiązań? - zapytałam.
- Bo to Zayn. Trochę zajmie mu zapomnienie o byłej...I z jakiegoś powodu pomaga mu seks z wieloma laskami. To jego sposób na poradzenie sobie z zerwaniem - wyjaśniał Liam, wsuwając telefon do kieszeni - Lepiej niż inni wiesz, że każdy z nas ma swoje sposoby na radzenie sobie z bólem.
Mój wzrok od razu powędrował do blizn na nadgarstkach i poczułam jak Niall obok mnie się spina.
- Nie martw się tym, to tylko taka faza.
Mam nadzieję, że masz rację Liam, bo wszystko mogłoby się popsuć jeśli się mylisz.
________________________________________________________________________________
Przepraszam, że z opóźnieniem ale klawiatura zaczęła mi szwankować...Chyba czas wymienić baterie.

Kolejny rozdział w czwartek (jeśli uda mi się przetłumaczyć wcześniej to od razu dodam i was powiadomię na tt) :D

Powodzenia w ostatnim tygodniu szkoły!

xx Annie

wtorek, 9 grudnia 2014

3.22. Szczerość

Perspektywa Anne

 Patrzyłam z niedowierzaniem na czwórkę chłopaków stojących przede mną.
- Nie ma mowy.
Kilka godzin temu Liam obudził mnie brutalnie przez to, że musieliśmy odesłać krzyczącą Sophie do szpitala. Po tym wszyscy zostaliśmy przeniesieni do hotelu. Zaledwie siedem godzin snu później zostałam ponownie obudzona. Tym razem chłopcy mieli do mnie sprawę.
- Wczoraj wieczorem zawzięcie mi pyskowałaś Anne - zauważył Zayn - Nie wymigasz się od tego.
- Moja siostra jest w szpitalu, a wy każecie mi wybrać kogoś komu obciągnę?! Co z wami nie tak?! - ponownie zaprotestowałam - Nie możemy po prostu o tym zapomnieć?
- Nie, nie możemy o tym zapomnieć. Masz szczęście, że daliśmy ci szansę wybrać - Zayn pokręcił głową.
- Nie nazwałabym tego szczęściem - warknęłam.
- Właśnie z powodu takiego zachowania musimy cię ukarać! - podniósł głos zaciskając pięści.
- Louis, wybieram Louisa - powiedziałam szybko, przerażona jego brakiem cierpliwości.
- Cóż ja tego nie zrobię - Louis pokręcił głową i zrobił krok w tył - Nie wiem jak wy, ale ja nie czuję się z tym dobrze - dodał patrząc na pozostałą trójkę.
- Louis, nie rozumiesz.... Już za późno aby to porzucić - Niall pokręcił głową i usiadł na łóżku - Uwierz mi, myślałem o tym wiele razy. Tu nie chodzi tylko o nie. I nigdy nie chodziło. Jeśli pozwolimy Anne lub Sophie przekroczyć pewną granicę zbyt wiele razy, to stracimy wszystko i wylądujemy w więzieniu.
- I tak tam traficie - powiedziałam nie myśląc nad tym. Twarz Louisa pobladła.
- Nie możesz się zamknąć? Chcesz, żebyśmy trafili do więzienia? - powiedział zraniony. Zdenerwowana spuściłam wzrok na stopy - Anne?
- Nie wiem czy naprawdę tego chcę...Ale Lou, wiesz, że na to zasługujecie - odpowiedziałam obojętnie - Jeśli czujesz się źle przez to w co nas wciągnęliście, to powinniście tam trafić - spróbowałam wytłumaczyć.
- I właśnie dlatego cię nie wypuściliśmy - warknął Liam - Ja zajmę się jej buzią.
- Nie, ja to zrobię - wtrącił Louis z determinacją wymalowaną na twarzy - No kolana Anne.
- Dlacze....
- Bez gadania - uciszył mnie oschle.
- Nie mogę uklęknąć! - odpowiedziałam wkurzona, wskazując na moją nogę.
- Więc usiądź.
- Louis...
- Powiedziałem, bez gadania! - krzyknął i zaczął rozpinać spodnie - Chcesz na nas donieść? Dobra. Upewnię się, że pomyślisz dwa razy zanim odważysz się otworzyć usta.
Nagle poczułam, że powinnam była zachować swoje przemyślenia dla siebie.
- Louis, porządnie ją ukarzesz, nie? - zapytał Zayn, zmuszając mnie do posadzenia tyłka na podłodze, z obiema nogami wyciągniętymi przede mną.
- Tak, spokojnie.
- Zapomniałem, że muszę wziąć lekarstwa - powiedział nerwowo Niall po czym wyszedł z pokoju. Liam przytrzymał moje nadgarstki, a Zayn kostki. Louis stanął pomiędzy moimi nogami. Patrzyłam na niego błagająco.
- Nie masz prawa się tak na mnie patrzeć! Sama do tego doprowadziłaś - powiedział niebieskooki. Nagle ktoś przewiązał mi oczy jakimś materiałem. Nagła ciemność mnie zdenerwowała. Zacisnęłam usta gdy tylko usłyszałam jak Louis odpina spodnie. Chciałam zwymiotować. Próbowałam się poruszyć ale Zayn i Liam wzmocnili uścisk na moich kończynach.
- Nie ruszaj się. Po prostu otwórz usta - głos Louisa był lekko przytłumiony przez szalik zawiązany na mojej głowie. Nie posłuchałam go, mając nadzieję, że się rozmyśli. Sapnęłam gdy ktoś wbił mi palce w obolałe kolano.
- Otwórz. Usta.
Zrezygnowana, odpuściłam i wykonałam polecenie.
- Grzeczna dziewczynka.
Czułam jak żółć podchodzi mi do gardła gdy usta wypełniły się skórą. Ktoś mocno trzymał mnie za głowę gdy Louis wpychał swojego członka dopóki ten nie dotknął tylnej ścianki mojego gardła. Zakrztusiłam się. Wzięłam głęboki oddech próbując myśleć o czymś innym niż okrutnym wykorzystywaniu mnie do zaspokajania własnych potrzeb. Znów się zakrztusiłam o moje oczy wypełniły się łzami. Louis zaczał się szybciej poruszać, sprawiając, że zaczęła mnie boleć szczęka, a łzy spływały po policzkach.
Po jakimś czasie Brytyjczyk dał mi spokój, a Liam i Zayn uwolnili moje ręce i nogi. Gdy tylko to zrobili, zdjęłam szalik z oczu, wstałam i pobiegłam do łazienki przekręcając zamek. Nie spojrzałam na żadnego z nich.
- Anne - powiedział Louis stojąc po drugiej stronie drzwi i uderzając w nie pięścią - Anne proszę otwórz drzwi - Nie odezwałam się i zaczęłam przeszukiwać szafki. Zazwyczaj hotele zawsze mają to na wyposażeniu...Gdy znalazłam pożądany obiekt, poczułam ulgę.
- Anne?
Otworzyłam opakowanie i włożyłam ją pod bieżącą wodę, zgarniając z półki obok małą pastę. Wycisnęłam trochę na szczoteczkę i zaczęłam szorować zęby chcąc pozbyć się z ust posmaku penisa. Chyba z pięć razy umyłam dokładnie zęby zanim byłam jako tako zadowolona. Czułam jakbym musiała zmyć dotyk Louisa z całego ciała.
- Anne otwórz drzwi - to Zayn - Nie powinnaś obciążać kolana.
- Co cię to obchodzi? - parsknęłam.
- Nie jesteśmy bez serca. Właściwie to zależy nam na twoim zdrowiu. Co mieliśmy zrobić, to zrobiliśmy a teraz możemy o tym zapomnieć. No weź Anne, wyjdź stamtąd - tłumaczył znów pukając w drzwi.
- Mam zamiar wziąć prysznic więc jeszcze trochę tu posiedzę - odpowiedziałam decydując się na umycie całego ciała.
- Może zamiast tego wzięłabyś kąpiel? Tak byłoby lepiej dla twojego kolana...
- Nie, wezmę prysznic. Nie lubię kąpieli - odpowiedziałam obojętnie, zdejmując koszulkę. Przez chwilę nikt się nie odezwał.
- Dobra, tylko się pospiesz - odpuścił.
- Zajmie mi to tyle czau ile będę chciała - wymamrotałam pod nosem, ściągając resztę ubrań. Odkręciłam kurki aby ustawić dobrą temperaturę po czym weszłam pod prysznic i zaciągnęłam zasłonkę. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę pozwalając wodzie na swobodne spływanie po moim ciele. Zabolało mnie kolano więc zsunęłam się po ścianie na ziemię i schowałam twarz w dłoniach.
- Tato, gdzie jesteś? - zaszlochałam pogrążając się w smutku. Nie płakałam. Nie chciałam płakać. Po prostu siedziałam tam i pozwoliłam wodze płakać zamiast mnie. Krzyknęłam gdy zasłonka nagle się poruszyła i zasłoniłam ciało rękoma.
- Co robisz? - zapytał spokojnie Zayn.
- Szukam Tabalugi! A wyglądam jakbym co robiła?! Co ty tu do cholery robisz?! - warknęłam wkurzona, próbując zakryć jak najwięcej. Zayn uniósł brew.
- Sprawdzam co z tobą. Pokaż mi nadgarstki - poprosił nie przejmując się tym, że jestem naga.
- Serio? Teraz?
- Tak.
- Nie ma mowy! Nie jestem jak moja siostra: Nie samookaleczam się!
- Nie mamy pewności - wzruszył ramionami - Przez jakiś czas nie było cię słychać i wszystkie szafki są pootwierane. Dlaczego?
- Szukałam szczoteczki do zębów! Wiesz, zeby pozbyć się z ust smaku fiuta - warknęłam.
- A dlaczego siedzisz na podłodze?
- Bo to wolny kraj a mnie boli kolano. Skończyłeś już przesłuchanie i pozwolisz mi się umyć? - warknęłam zdenerwowana.
- Myślałem o tym co powiedziałaś zeszłej nocy - dodał.
- Możemy porozmawiać o tym później? Chcę zmyć Louisa z mojego ciała.
Chłopak wydął wargi, rozważył moją propozycję i wyszedł bez słowa.
- Dziękuję - westchnęłam i wstałam po paru sekundach. Wypuściłam trzymane wcześniej powietrze. Złapałam gąbkę i zaczęłam myć każdy skrawek ciała.
- Więc jak już mówiłem myślałem o tym co mówiłaś zeszłej nocy i ja...
Sapnęłam zszokowana gdy Zayn przycisnął swoje nagie ciało do moich pleców.
- Nie! Wypad stąd! - krzyknęłam, odsuwając się w kąt - Co z wami jest i z waszym upodobaniem do nagości? Chcę mieć trochę prywatności! - dodałam wściekła posyłając Zaynowi wściekłe spojrzenie.
- Myślę, że jesteś intrygująca Anne...Dlaczego tak bardzo nienawidzisz bycia nagą? - zapytał zbliżając się do mnie. Wzdrygnęłam się gdy przejechał palcem po moim kręgosłupie.
- Nie rób tego - ostrzegłam dostając gęsiej skórki.
- Powiedziałaś, że chcesz zmyć Louisa ze swojego ciała - chętnie ci w tym pomogę.
- Nie dzięki.
- Jesteś pewna? - wymamrotał, a jego oddech łaskotał mnie w szyję. Złapał mnie za biodra - Bo mogę ci pokazać, że nie jestem żałosny jeśli chodzi o kobiety...
Oddech uwiązł mi w gardle, a serce przyspieszyło swój rytm.
- Nie - głos mi zadrżał gdy znów na niego spojrzałam. Woda spływała po jego wytatuowanej klacie. Byłam pewna, że znów zacznie mnie dotykać ale zdziwiłam się, bo odpuścił.
- Jak chcesz, daj znać jak zmienisz zdanie skarbie - uśmiechnął się łobuzersko i puścił mi oczko po czym wyszedł spod prysznica. Nie poruszyłam się przez co najmniej dwie minuty. Chciałam się upewnić, że już więcej mi tu nie wtargnie, po czym wróciłam do mycia się. Jak Sophie wytrzymuje ich wahania nastrojów?! Louis z przestraszonego zmienił się we wściekłego w przeciągu paru sekund, a Zayn z nieczułego do czułego w kilkanaście minut. Niedługo Liam wyskoczy z kwiatami, a Niall da mi buzi na dobranoc. To byłoby dziwne. Zadrżałam na samą myśl. Wstałam z podłogi. Po pięciu minutach owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z kabiny. Na podłodze znalazłam torbę z ciuchami. Zmarszczyłam brwi i zacisnęłam dłoń na ręczniku i zajrzałam do środka.
Uśmiechnęłam się, gdy znalazłam bieliznę, spodnie od dresu i koszulkę na długi rękaw. Szybko się przebrałam po czym wyszłam z łazienki. Zatrzymałam się przy futrynie słuchając rozmowy chłopców z drugiego pokoju.
- Myślę, że powinniśmy iść do klubu z okazji twoich urodzin Zayn...Zapomniałbyś na chwilę o Perrie.
- Szczerze to już o niej nie myślę.
- Kłamca.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Dobra możemy iść do klubu i zamówić lożę VIP. Może być fajnie - zgodził się w końcu mulat.
- Czemu podsłuchujesz? - Usłyszałam szept Louisa tuż przy swoim uchu. Przestraszyłam się.
- Kiedy Zayn ma urodziny? - zapytałam też ściszając głos.
- Jutro, a co?
- Który jutro mamy dzień?
- Dwunasty stycznia.
Soph i ja mamy urodziny za sześć dni...Może do tej pory uda nam się uciec.
- Słyszymy was nawet gdy szepczecie - powiedział głośno Zayn - Chodźcie i siadajcie - wywróciłam oczami i już miałam iść do innego pokoju gdy Louis zacisnął dłoń na moim przedramieniu.
- Gdzie się wybierasz? 
- Idę spać.
- Nie ma mowy.
- Nie zmuszaj mnie żebym cię nienawidziła Louis - powiedziałam.
- Grozisz mi? Ja bym tu ujął tak - nie zmuszaj mnie do nienawidzenia ciebie - ostrzegł - To ja tu sprawuję kontrolę.
- Lubisz to? Posiadanie kontroli nade mną?
- Nawet nie wiesz jak bardzo - wymamrotał.
- Nie odezwę się do ciebie więcej - rzuciłam - Jesteś dupkiem - warknęłam, wyrwałam się z jego uścisku i weszłam do salonu gdzie siedziała pozostała trójka - Więc co dzisiaj robimy? - zapytałam. Louis był tuż za mną.
- Czemu chcesz wiedzieć?
- A nie mogę? Chcę wiedzieć kiedy będę gdzieś związana, kiedy wykorzystana a kiedy będę was po prostu unikać - odpowiedziałam opierając dłonie na biodrach.
- Czekamy na Sophie i Harrego żeby wrócili ze szpitala a później jedziemy do Memphis na kolejny koncert. Po tym koncercie wskakujemy do samolotu do Los Angeles - odpowiedział Liam zerkając to na mnie, to na ekran telefonu - Na pewno będziesz związana podczas koncertu, wykorzystana w samolocie ale nie damy ci szansy na unikanie nas - dodał.
- Wykorzystywanie w samolocie?!
- A czemu nie? - Liam wzruszył ramionami.
- Nie będzie żadnego niepotrzebnego wykorzystywania w czasie lotu - uspokoił mnie Zayn, patrząc najpierw na Liama później na mnie - Wszystko co robimy ma swój powód Anne. Dla naszego bezpieczeństwa oraz twojego i twojej siostry.
- Jak wykorzystywanie nas ma nam zapewnić bezpieczeństwo?! - krzyknęłam z niedowierzaniem.
- Sprawia, że pomyślisz dwa razy zanim coś zrobisz. Dowodem na to jest to, że nie próbujesz już uciekać. Gdybyśmy w ogóle cię nie karali nie bylibyśmy w stanie odbyć tej cywilizowanej rozmowy. Przeklinałabyś jak szewc i walczyła z nami.
- Mam powód - warknęłam zaciskając szczękę. Mój brzuch zaburczał w tym samym momencie.

- Myślę, że już chyba czas na zamówienie śniadania. Soph i Harry niedługo wrócą.
_______________________________________________________________________________
I jak podoba wam się rozdział? :D
Kolejny będzie w weekend bo w mojej sql oceny są wystawiane już przed świętami i mam każdy dzień zawalony sprawdzianami.
Przepraszam za wszystkie błędy ale tłumaczyłam szybko z powodu braku czasu ;_;

Do kolejnego 
xx Annie

ps. Odnośnie komentarzy z 21 rozdziału...Nie wiedziałam, że autorka dodawała rozdziały na insta czy wattpadzie. Jeśli wiedziałyście o tym to mogłyście napisać mi na tt i podzielić się tą informacją. :D Jedna z was to zrobiła i dzięki temu wiem, że jak zabraknie rozdziałów na 1dff to znajdę je na insta.
pps. Autorka odzyskała konto na 1DFF i miejmy nadzieję, że przez święta doda nowe rozdziały, żeby i mnie i wam się zbytnio nie nudziło :DD