WAŻNE!!!

Pierwsze polskie tłumaczenie serii Sophie Miller's Stockholm Syndrome pisanej na 1dff przez sosodesj.
W opowiadaniu One Direction nie są słodcy czy mili. Historia zawiera dużo scen +18 więc jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań, nie czytaj.
Za każdą nominację do Liebster Award czy czegokolwiek innego dziękuję, bo to znaczy, że podoba wam się moje tłumaczenie ale niestety nie odpowiadam na nie :D

środa, 13 maja 2015

3.28. Jasne światła

Do moich uszu zaczęło docierać wiele głosów, gdy usiadłam nerwowo w studiu Ellen, obok mojej bliźniaczki. Na szczęście dla chłopców, Ellen miała dwa wolne miejsca. A na ich nieszczęście, siedziałyśmy z tyłu, co ułatwiało nam potencjalną wycieczkę, ponieważ prawie nie było nas widać z powodu słabego oświetlenia. Miałam z tego powodu złe przeczucia. Spojrzałam na siostrę. Rozglądała się dookoła, przestraszona.
- Anne? - wyszeptałam i podchwyciłam jej spojrzenie - Chyba nie będziesz próbowała uciec? - zapytałam - Pomyślą, że to moja wina.
- Nie, po prostu się rozglądam - odpowiedziała - Zawsze chciałam odwiedzić jej show i to trochę dziwne, że w końcu tu jestem.
- Naprawdę? - zmarszczyłam brwi, ale ona pokiwała głową.
- Ona jest przekomiczna.
Jej słowa trochę mnie uspokoiły. Jeśli nie ma zamiaru uciekać, to nie powinnam mieć żadnych problemów, a Harry nie będzie zły. Jednak cały czas miałam dziwne przeczucia. Program w końcu się zaczął i chłopcy zajęli swoje miejsca na kanapie, naprzeciwko Ellen. Harry od razu odszukał mnie wzrokiem. Tak samo Niall, Zayn, Liam i Louis. Chwilę potem wszyscy odwrócili się w stronę prowadzącej, która zaczęła pytać ich o trasę, rodziny i to jak mija im życie. Straciłam wątek w chwili gdy mężczyzna siedzący obok mnie złapał mnie za nogę. Gdy chciałam krzyknąć jego dłoń momentalnie wylądowała na moich ustach.
- Nie krzycz - syknął wkurzony. Ten głos... Już go słyszałam. Obróciłam się aby zobaczyć postać ubraną na czarno. Miał czapkę i okulary przeciwsłoneczne...To mój ojciec.
- Nawet nie myśl o tym, żeby mnie wsypać zrozumiałaś? - wyszeptał ostro - To ja tu będę mówił.
Obróciłam się w stronę siostry ale ojciec mnie powstrzymał.
- Tylko z tobą chcę gadać.
Ponownie spojrzałam na siostrę. Była zbyt zajęta tym co się dzieje na scenie aby zauważyć, że rozmawiam z naszym ojcem.
- Chyba oszalałeś? - spojrzałam na niego. Wywrócił tylko oczami.
- To nie ja oszalałem. Teraz przestań na mnie patrzeć, twoi chłopcy zaczną coś podejrzewać jeśli sie będziesz cały czas tu gapiła - ostrzegł i obrócił się w stronę sceny. Każda komórka mojego ciała chciała krzyczeć, powiedzieć Anne, dać znać chłopcom, ale tylko spojrzałam na niego niechętnie i obróciłam twarz w stronę Ellen, ignorując ostrzegawcze sygnały w mojej głowie.
- Czego chcesz? - syknęłam krzyżując ręce na piersi - Bo jeśli chcesz mnie zabrać, to przysięgam, że zrobię tu scenę - ostrzegłam patrząc na Harrego. W myślach błagałam go aby na mnie spojrzał, ale z zainteresowaniem słuchał Ellen.
- Jestem tu, aby zawrzeć z tobą układ - dodał mój ojciec, nadal szepcząc.
- Nie jestem zainteresowana. Nie ufam ci. Naćpałeś mnie i prawie kurwa zabiłeś - warknęłam gdy publiczność wraz z Anne wybuchła śmiechem po żarcie Ellen.
- Widzisz, masz dobre powodu aby mi nie ufać - pokiwał głową i spojrzał na mnie - A dlaczego Harry nie ufa tobie?
Serce mnie ścisnęło.
- Nie wiem.
- Hmm - ojciec znów pokiwał głową, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Zacisnęłam pięści.
- Wal się. Wiem co próbujesz zrobić ale to nie zadziała. Nie uda ci się mnie od nich odciągnąć - powiedziałam pewnie - Kochają mnie. Harry mnie kocha.
- Udowodnię ci, że tak naprawdę cię nie kochają - rzucił.
Harry spojrzał w moją stronę i posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Światło nie jest tu jednak zbyt dobre więc wątpię, że mnie zobaczył. Pewnie po prostu wie, że gdzieś tu jestem.
- Nie wiesz nic o miłości ani o tym jak mnie traktują - odpowiedziałam zirytowana.
- Wiem, że kilka razy byłaś związana za kulisami. Byłaś także zamknięta w ich busie i pokoju hotelowym. Powiedz mi Soph, podoba ci się to jak cię traktują?
- To wszystko przez Anne - odpowiedziałam, czując gromadzącą się złość - Cały czas daje im powody aby nam nie ufali. To jej wina - wymamrotałam patrząc na siostrę i upewniając się, że mnie nie usłyszała. Jej oczy były na szczęście cały czas wpatrzone w scenę.
- Jesteś pewna? A może to przez to, że Harry boi się ciebie stracić? Bio się, ze w końcu się ockniesz i zdasz sobie sprawę jakie to wszystko jest popieprzone.
- Boi się, że mnie straci przez kogoś takiego jak ty! - krzyknęłam. W tym samym czasie publiczność zaczęła klaskać i uciszyła mój krzyk. Jednak Anne odwróciła się w moją stronę.
- Mówiłaś coś? - zapytała zatroskana marszcząc brwi. Pokręciłam głową, zasłaniając ojca swoim ciałem.
- Mówiłam do siebie - zaśmiałam się i spojrzałam w stronę sceny. Siostra jeszcze chwilę na mnie patrzyła po czym znów zagapiła się na chłopców.
- Chcę, żebyś czegoś dzisiaj spróbowała Sophie - powiedział mój ojciec - Z tego co słyszałem wszyscy idziecie dzisiaj do klubu na urodziny Zayna, mam racje?
Kiwnęłam głową.
- Spij dzisiaj Harrego, tak, żeby się w miarę wstawił. A kiedy wrócicie do hotelu, załóż jakąś seksowną piżamę, ale nie pozwól żeby cię dotknął.
- Nie - pokręcił głową - Nie zrobię tego. Zajmij się swoimi sprawami.
- Przetestuj go - dodał - Jeśli naprawdę się o ciebie troszczy tak jak twierdzi, to nie zrobi nic czego byś nie chciała.
- To nie będzie fair! Będzie pijany - rzuciłam trochę za głośno.
- Dokładnie. Pijane osoby mówią to co myślą - dodał i wstał - Poczekam aż razem z siostrą wrócicie do swoich zmysłów - po tym wyszedł. Patrzyłam na jego plecy i gdy tylko zniknął mi z oczy, skupiłam się na chłopcach.
- Sophie wszystko w porządku? - zapytała Anne i rozejrzała się dookoła - Coś nie tak? Wyglądasz na wkurzoną.
- Nie, nic mi nie jest - rzuciłam próbując się trochę uspokoić. Propozycja mojego ojca nie chciała opuścić moich myśli - Muszę tylko iść do łazienki - skłamałam.
- To idź? Nikt cię nie zatrzymuje - zauważyła.
Chłopcy. Nie mogę wyjść, jeśli zobaczą, ze mnie nie ma - spanikują - rzuciłam. W mojej głowie od razu pojawiły się dwa słowa "brak zaufania".
- Nie możesz przetrzymać przez dwie minuty? To już prawie koniec.
Zgodziłam się. I tak nie chciałam iść do tej łazienki. Po prostu musze się gdzieś wyładować, bo ta cała sytuacja mnie gryzie. Po tym jak cała sala zaśpiewała Zaynowi "Sto lat", Ellen podziękowała chłopakom i życzyła im szczęścia w dalszej trasie. Liam przyszedł i zabrał nas za kulisy, gdzie czekała reszta zespołu.
- I? Jak wam się podobało? - zapytał gdy szliśmy.
- Fajnie było w końcu cieszyć się jako taką wolnością - powiedziała Anne - A Sophie musi iść do łazienki.
- Nie, już nie muszę...
- Nie gadaj bzdur. Czeka nas długa droga do hotelu, musisz iść teraz - Anne nie dała się przekonać.
- Zaprowadzę cię - zaproponował brunet.
- Ja też idę, ale nie widzę potrzeby abyś nam towarzyszył - rzuciła Anne.
- Anne to nie była propozycja. Idę z wami - odpowiedział jej oschle - Daję wam siedem minut. Czekam tutaj - powiedział pod drzwiami damskiej toalety. Anne uśmiechnęła się sarkastycznie po czym wepchnęła mnie do środka.
- Anne...
- Poczekaj - powiedziała podchodząc do umywalki i odkręcając wodę, aby zagłuszyć naszą rozmowę.
- Anne ale ja nie muszę...
- Wiem o tym... - odpowiedziała i oparła rękę na biodrze - Ale coś jest z tobą nie tak. Nie wiem co ci chodziło po głowie podczas programu Ellen ale nie wyglądasz na zadowoloną.
- Jest okej, po prostu się trochę wyłączyłam.
- Nie jest okej Soph - Anne pokręciła głową. Patrzyłam na nią bez słowa - Ale okej. Jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać to nie ma problemu. Po prostu wiedz, że zawsze tu dla ciebie będę okej? Jesteśmy po tez samej stronie.
Pokiwałam głową, a ona zakręciła wodę.
- I ja naprawdę musiałam isć do łazienki - zauważyła zamykając się w kabinie. Powinnam jej powiedzieć o rozmowie z ojcem? Nie. Przyzna mu rację. Ale co jeśli naprawdę jest po mojej stronie...
- Dziękuję - wymamrotałam gdy stała przy umywalce i myła ręce - Za to, że zauważyłaś.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała zakręcając kran i susząc ręce - Będę dla ciebie walczyć Soph. Jeszcze teraz się nie poddam.
Uśmiechnęłam się na co także odpowiedziała mi uśmiechem.
- Chodźmy, Liam na nas czeka - dodała, i ścisnęła moją dłoń zanim wyszłyśmy z łazienki.
- Skończyłyście? - zapytał Liam patrząc na nas przelotnie, po czym znów zapatrzył się w telefon - Kiedy wrócimy do hotelu, macie godzinę do wyjścia do klubu - powiedział i odepchnął się od ściany.
- A gdzie pozostała czwórka? - zapytał mój blond sobowtór.
- Już w busie.

○♥○

- Więc jakie mamy plany na wieczór? - zapytała Anne gdy tylko wróciliśmy do hotelu.
- Chcemy się upić i dobrze bawić - rzucił Zayn i opadł na kanapę.
- Wiesz, że Sophie i ja nie jesteśmy w stanach dorosłe? - zmarszczyła brwi.
- Serio myślisz, że bramkarze będą was sprawdzać, czy robić problemy? - powiedział Liam.
- A co z ubraniami? Mamy nosić dresy i koszulki?
- Mam coś dla was na wieczór - powiedział Harry - Sukienki. Mam dwie w walizce na specjalne okazje.
A w Atlancie kupiliśmy z Sophie bieliznę, więc dasz sobie radę - dodał Niall.
- Dobra to dajcie mi to bo muszę się naszykować - powiedziała Anne, zaskakując nas wszystkich. Coś w jej zachowaniu wydawało się dziwne. Następne słowa Harrego powiedziały mi, że też to zauważył.
- Co cię tak cieszy? - zmarszczył brwi - Wiesz, że przez cały czas ktoś będzie przy tobie? To, że nie uciekłaś u Ellen nie znaczy, że ci ufamy.
- Wiem o tym - rzuciła, a jej radosny humor znikł od razu - Po prostu cieszę się, że wychodzimy. Minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz tańczyłam - dodała - Teraz sukienki - zażądała wyciągając po nie rękę. Lokowaty westchnął i poszedł do naszego pokoju, po chwili wychodząc z niego z torbą, którą mi podał.
- Proszę. Powinno być tu wszystko czego potrzebujesz. Torba z Atlanty też tu jest.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Gdy Harry schylił się aby mnie pocałować, Anne się wtrąciła.
- Raz, raz Soph! - krzyknęła - Nie mamy teraz na to czasu - dodała biorąc torbę i zaciągnęła mnie do łazienki. Zamknęła drzwi. Prawie natychmiast ktoś do nich zastukał.
- Otwórzcie je natychmiast - zażądał Harry.
- Nie wejdziesz tu Styles!
- Okej, ale drzwi mają być otwarte!
Anne wywróciła oczami ale zrobiła to co jej kazał. Nie omieszkała jednak wystawić środkowego palca. Zaśmiałam się.
- Dziękuję - krzyknął Styles.
- Wal się - wymamrotała moja siostra po czym wyrzuciła zawartość torby na podłogę - Mamy nawet buty i biżuterię? Nieźle - powiedziała zdziwiona - Więc co chcesz założyć? - zapytała podnosząc dwie sukienki.
- Obojętnie mi.
- Po prostu wybierz jedną Soph.
- Ta ciemna - powiedziałam po chwili. Anne mi ją rzuciła. Patrzyłam na nią przez chwilę po czym się odezwałam - Nie wydawało ci się, że Harry dziwnie się zachowywał w busie? - zapytałam ją cicho, kładąc sukienkę naprzeciwko mnie.
- Nie bardziej niż zwykle, a co? - zapytała.
- Nie wiem...Przytulaliśmy się na kanapie i było jakoś dziwnie.
- No cóż, pomijając fakt, że tulisz się ze swoim porywaczem...Nie sądzę, żeby to było jakieś dziwne. To ty wydajesz się dzisiaj dziwna - zamilkła na chwilę - Teraz jak o tym myślę, to z Niallem też jest coś nie tak. Zauważyłaś jak się zachowywał u Ellen? - wyszeptała zmartwiona - Jemu najwyraźniej tez coś chodzi po głowie.
Teraz ja zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Noo. Cały czas miał taką twarz bez wyrazu. Louis czasem go szturchał, gdy miał odpowiadać, bo blondyn w ogóle nie przykładał do tego uwagi.
- Jak już mówimy o Louisie. Coś się między wami dzieje? Widzę trochę napięcia od wczorajszych planów na nocleg - powiedziałam chcąc zmienić temat.
- Absolutnie nic pomiędzy nami nie ma. Wczoraj ten chuj wepchnął mi kutasa do gardła - skrzywiła się - I nie ma żadnego napięcia. Postanowiłam, że będę się do niego odzywać tylko kiedy będzie to naprawdę konieczne - mówiła, zakładając kremową sukienkę. Aż zamrugałam z niedowierzania gdy na nią spojrzałam. Sukienka idealnie do niej pasowała, a złoty wzorek na przodzie delikatnie połyskiwał. Sukienka była krótka, ale nie na tyle krótka, aby odsłaniać za wiele.
- I jak wyglądam?
- Wow.
- Założę się, że ty w swojej także będziesz wyglądała wow - wskazała na materiał, który nadal trzymałam w dłoniach. Uśmiechnęłam się słabo - Chodź tu, pomogę ci.
Po około pół godzinie obie byłyśmy ubrane, uczesane, szpilki i kurtki trzymałyśmy w rękach. Harry zagwizdał gdy wyszłyśmy z łazienki. Chłopcy także się przebrali, w bardziej eleganckie ale nadal nadające się na imprezę ciuchy.
- Skarbie wyglądasz oszałamiająco - powiedział Harry podchodząc do mnie - Jesteś idealna - wymamrotał. Moje spojrzenie momentalnie powędrowało w stronę Nialla, który siedział na kanapie obok Zayna, pisząc coś na telefonie.
- Nieźle, nieźle - rzucił mulat - A czy jubilat otrzyma specjalny prezent? - dodał podchodząc do mojej siostry.
- Chyba śnisz - warknęła Anne, kładąc jedną rękę na biodrze. Harry złapał mnie za rękę.
- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha. W tym momencie postanowiłam, że nie będę przesadzać. Mój ojciec nie ma racji co do niego. Harry będzie mnie szanował, nieważne w jakim będzie stanie. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Też cię kocham - odpowiedziałam po czym pocałowałam go. Louis odkaszlnął więc się od siebie odsunęliśmy.
- Idziemy? 
- Jasne.
- To dobrze bo to wasze przesłodzone zachowanie zaczyna się robić nudne - rzucił Zayn i wstał - Czas się zabawić. Ostro - to zdanie znów zapaliło w moim mózgu lampkę ostrzegawczą, ale postanowiłam ją zignorować. Jasne światła i głośna muzyka powitał nas gdy przyjechaliśmy do klubu. Tak jak przewidywał Liam, razem z Anne ominęliśmy bramkarzy bez przeszkód.
- Chodźmy potańczyć! - powiedział do mnie Harry, mocno łapiąc mnie za rękę. Podążyłam za nim. Trzymałam się jego ręki jak kamizelki ratunkowej, ponieważ byłam oślepiona przez światła.
______________________________________________________________________
W końcu kolejny :D Przepraszam, że tak długo to zajęło, ale trochę późno zobaczyłam, ze jest ten nowy rozdział.
Autorka napisała, że na razie odkłada inne opowiadania na bok i ma zamiar skupić się na tym. Miejmy więc nadzieję, że kolejny pojawi się niedługo ^.^
Czy waszym zdaniem przewidywania ojca Sophie się spełnią? 
Do następnego,
xx Annie

poniedziałek, 11 maja 2015

Nowy? :D

Przepraszam, ze dopiero teraz sprawdzam wasze komentarze, ale do 5 maja nie widziałam nowego rozdziału o.0 może ślepa jestem xD
Biorę się dzisiaj za tłumaczenie i myślę, że na środę/czwartek będzie gotowy. Zależy jaki jest długi, bo jeszcze go nie widziałam. :D

piątek, 27 marca 2015

3.27. Hot and Cold

Perspektywa Sophie
- Dzień dobry słońce - usłyszałam głos Harrego dobiegający zza moich pleców. Po chwili objął mnie ręką w pas przysunął bliżej.
- Hmmm, cześć - odpowiedziałam zaspana, na co zaczął zasypywać moją szyję pocałunkami.
- Kocham cię Sophie - wymamrotał.
- Ja ciebie też Harry - odpowiedziałam uśmiechając się. Obróciłam  się twarzą do niego, oparłam dłoń na jego torsie i złączyłam nasze usta. Jego wargi były miękkie. Harry podtrzymywał ręką tył mojej głowy. Obrócił się na plecy i pociągnął mnie na siebie. Moje włosy opadły w nieładzie na ramiona, a on zjeżdżał powoli ręką w dół moich pleców.
- Co dzisiaj robimy? - zapytałam, obrysowując palcem jego tatuaże.
- Na pewno mamy wieczorem koncert - odpowiedział zachrypniętym po śnie głosem - I jeszcze urodzinowe przyjęcie Zayna w klubie. Jutro mamy tutaj kolejny koncert, a później jedziemy do Arizony, a następnie wskakujemy w samolot do Filadelfii - wyjaśnił, odgarniając mi z twarzy pasmo włosów - Potem mamy małą przerwę.
- A co z tymczasowymi aktywnościami? - wyszeptałam.
- Myślałem o czymś związanym z tym - zaczął i przyciągnął mnie do pocałunku i przewrócił się tak, że był teraz nade mną - I też trochę tego - dodał całując mnie po szyi, a po chwili przeniósł usta na moje piersi - I trochę tego - rzucił i zaczął gładzić dłonią moje udo.
- Hmmm podoba mi się to o czym myślisz - uśmiechnęłam się i przyciągnęłam go do kolejnego pocałunku, na co szeroko się uśmiechnął.
- Więc...Delikatnie czy na ostro? - zapytał.
- Kochaj się ze mną - wymamrotałam patrząc prosto w jego zielone oczy.
- Pani życzenie jest dla mnie rozkazem panno Miller - odpowiedział i czule mnie pocałował. Rozpływałam się pod jego dotykiem, gdy jeździł palcami po całym moim ciele, po czym złapał za brzeg mojej koszulki i pomógł mi się jej pozbyć.
- Puk! Puk! - do pokoju wpadł Louis, zaskakując nas oboje. Szybko schowałam się pod kołdrą - I tak widziałem cię już nago, w sumie oboje z was - zauważył chłopak.
- To nie znaczy, że znów będziesz mnie mógł taką oglądać - odparłam.
- Co chcesz Lou? - westchnął Harry i osłonił mnie przed wzrokiem Louisa.
- Mamy dzisiaj wywiad z Ellen DeGeneres, kochasiu. Więc nie masz na to - wskazał na nas - czasu jeśli chcesz się umyć przed wyjściem. W każdym razie śniadanie zaraz tu będzie, a od razu po zjedzeniu wskakujemy do vana i jedziemy do Burbank do studia Ellen - dodał i rzucił nam jeszcze ostrzegawcze spojrzenie przed wyjściem.
- Tylko on potrafi tak zepsuć chwilę - rzucił pod nosem Hazza po czym chciał wstać z łóżka.
- Wiesz, zawsze możemy pooszczędzać razem wodę... - zaproponowałam niewinnie i zaczęłam kroczyć palcami po jego torsie.
- Podoba mi się twój sposób myślenia Soph - uśmiechnął się łobuzersko, dał mi szybkiego buziaka, po czym wstaliśmy z łóżka i skierowaliśmy się do łazienki. Szybko pozbyliśmy się reszty ubrać i weszliśmy pod prysznic. Harry odkręcił kurki i starał się dobrać odpowiednią temperaturę.
- Wystarczająco ciepła? - zapytał dotykając mokrą ręką mojego ramienia. Pokiwałam głową i weszłam pod strumień. Zamknęłam oczy i pozwoliłam ciepłej wodzie spływać po moim ciele.
- Więc będziemy kontynuować to, co robiliśmy zanim nam chamsko przerwano? - wymamrotał Harry w moją szyję po czym naprał na mnie swoim ciałem. Jego mokre dłonie sunęły po konturach mojego ciała.
- Proszę - wyszeptałam i obróciłam się twarzą do niego. Z uśmiechem oplotłam jego szyję rękoma i przyciągnęłam go do siebie, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Wplotłam palce w jego mokre loki, gdy przycisnął mnie plecami do ściany. Sapnęłam gdy nagle oderwał się od moich ust i zaczął z pośpiechem całować mnie po szyi. Lewą rękę przeniosłam na jego plecy i wbiłam się palcami w jego skórę. Jęknął i oplótł się jedną z moich nóg w pasie.
- Myślałem, że chciałaś delikatną wersję - rzucił pomiędzy pocałunkami.
- Połączenie obu opcji będzie super - odparłam bez tchu.
- Z przyjemnością - powiedział. Prawą ręką podtrzymywał moją głowę abym się nie ruszała gdy jego usta zaznaczały mokrą ścieżkę kierując się w górę mojej szyi. Zamknęłam oczy. Jęknęłam gdy lekko przygryzł moją skórę i odchylił moja głowę do tyłu, tak, że opierałam ją na marmurowej ścianie prysznica. Wolną ręką złapał mnie za tyłek, masując palcami skórę w tamtym miejscu. Ponownie złapałam jego głowę i przyciągnęłam go do pocałunku.
- Kocham cię - powiedziałam delikatnie i przycisnęłam swoje czoło do jego.
- Ja też cię kocham - odpowiedział szeptem i przejechał prawą ręką po moim ciele aby w końcu złapać mnie za pierś. Jego dotyk zostawiał palącą ścieżkę na moim ciele, wypełniając je pożądaniem.
- Harry - sapnęłam. Mój oddech przyspieszył, gdy jego twardniejący członek wsunął się lekko pomiędzy moje uda, prowokując mnie.
- Kurwa Soph - przeklął Hazz i przyciągnął mnie do kolejnego pocałunku. Przejechał palcem z mojej klatki piersiowej do pępka. Patrzył mi prosto włosy gdy ponownie zjeżdżał palcem w dół. Zadrżałam, gdy w końcu dotknął mnie tam, gdzie najbardziej go pragnęłam. Jęknęłam głośno trzymając się jego barków i pocałowałam go. Położył rękę na mojej cipce po czym wsunął we mnie palec. Dodał kolejny. Po raz kolejny położył głowę w zagłębieniu mojej szyi i zaczął całować moją skórę.
- Harry - błagałam łapiąc go mocno za ramiona.
- Cierpliwości - wyszeptał i powoli zaczął poruszać palcami, dodatkowo masując kciukiem moją łechtaczkę. Dodał trzeci palec i zgiął lekko palce sprawiając, że głośno jęknęłam.
- Harry proszę - powtórzyłam trzymając się go mocno, gdy wsunął we mnie czwarty palec. Odrzuciłam głowę do tyłu gdy zataczał kciukiem kółka na mojej łechtaczce. Z każdą chwilą moje pożądanie rosło i mocniej zacisnęłam dłonie na jego ramionach.
- Jesteś na mnie gotowa? - zapytał. Pokiwałam głową, cicho sapiąc. Przyciągnął mnie do pocałunku i wyjął ze mnie palce. Lekko zmienił nasze pozycje po czym wziął w rękę swojego członka aby włożyć go we mnie bardzo powoli. Chwilowo zapominałam jak się oddycha gdy wchodził we mnie do samego końca. Patrzył mi prosto w oczy, nasze ciała były blisko siebie, a woda spływała po nas kaskadami. Złapał mnie za tyłek obiema rękami gdy mocno go pocałowałam. Podniósł mnie i przycisnął do ściany prysznica. Zaczął się we mnie poruszać. Przeklął pod nosem i zamknął oczy. Podążyłam jego śladem i też zamknęłam oczy gdy całował mnie po szyi, kierując się do podbródka i znów na dół.
- Chcę czegoś spróbować - powiedział pomiędzy pocałunkami, przelotnie spojrzał się na słuchawkę prysznicową. Wyszedł ze mnie aby wejść jeszcze szybciej i mocniej niż poprzednio - Pozwolisz mi coś spróbować? - dodał patrząc mi w oczy. Odsunął z mojej twarzy mokry kosmyk włosów. pokiwałam głową, niezdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania. Uśmiechnął się i sięgnął po słuchawkę prysznicową.
- Co..
- Ćśśś, spodoba ci się - rzucił i dał mi szybkiego całusa. Byłam zmieszana patrząc jak zmienia ustawienia słuchawki i zamiast kilku strumieni wody wybiera jeden i zmniejsza ciśnienie wody, aby powoli spływała.
- Harry? - zapytałam na co odpowiedział mi tylko uśmieszkiem i umieścił słuchawkę pomiędzy naszymi ciałami,trochę ponad miejscem gdzie się stykały.
- Gotowa?
- Na c...- nawet nie zdążyłam dokończyć pytania, gdy skierował słuchawkę prosto przed moją łechtaczkę i zwiększył ciśnienie wody - O Boże Harry! - pisnęłam zwijając się z rozkoszy gdy woda uderzyła w moje wrażliwe miejsce - Harry - jęknęłam.
- O tak skarbie - jęknął, poruszając się we mnie stałym rytmem. Cały czas trzymał przy mojej łechtaczce słuchawkę od prysznica. To było tak przyjemne, że prawie bolesne.
- O Boże Harry - jęknęłam głośno i oparłam głowę w zagłębieniu jego szyi. Z każdym kolejnym, szybkim ruchem, moje ciało zbliżało się do orgazmu. Mój oddech przyspieszył, tak samo jak jego - Harry - sapnęłam czując zbliżające się spełnienie.
- Dawaj skarbie. Dojdź dla mnie - powiedział i zrobiłam jak mi kazał. Nagle wszystko we mnie eksplodowało. Zamknęłam oczy i odrzuciłam głowę do tyłu. Cicho krzyknęłam. Zacisnęłam ręce w pięści, przyjemność ogarniała całe moje ciało - Harry - jęknęłam głośno. Byłam bez tchu i czułam wszystko wyraźniej - Za dużo - wymamrotałam i odepchnęłam słuchawkę od prysznica od mojego ciała. Harry przywrócił wcześniejsze ustawienia i odwiesił ja na swoje miejsce. Cały czas trzymał mnie w ramionach.
- A ty? Nie do...
- Też doszedłem Soph. Po prostu byłaś zbyt oszołomiona żeby zauważyć - zaśmiał się, lekko głaszcząc mnie po plecach - Jak ci się podobało? - zapytał i odsunął się trochę aby spojrzeć mi w oczy.
- To było odurzające - powiedziałam nadal odzyskując oddech. Woda spływała po jego włosach na twarz, sunąc dalej po linii jego szczęki. Ten widok zapierał dech w piersiach. Przeniosłam wzrok na swoje ciało i momentalnie posmutniałam.
- Hej - wymamrotał Hazza - Nie rób tego.
- Czego?
- Nie zastanawiaj się cały czas jak wyglądasz.
- Ja...
- Widziałem skarbie - rzucił i oparł się swoim czołem o moje - I nie chcę abyś czuła się niepewna jeśli chodzi o twój wygląd, okej? Jesteś cudowna taka jaka jesteś, nic bym w tobie nie zmienił - dodał patrząc na mnie z uwielbieniem. Odgłos spadającej na podłogę wody odbijała się echem po łazience gdy nie odzywaliśmy się - Kocham cię - powiedział i ujął moją twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się i złączyłam nasze usta.
- Mógłbym się do tego przyzwyczaić - wymamrotał, nasze ciała nadal były przyciśnięte do siebie - Brać z tobą prysznic każdego ranka do końca życia...
Usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi.
- Skończyliście już?! Jubilat też chce się wykąpać! - usłyszeliśmy krzyk Zayna zza drzwi.
- Daj nam pięć minut! - odkrzyknął Harry.
- Dwie! Mogliście się skupić na myciu - usłyszeliśmy mulata. Harry zaśmiał się i pokręcił głową.
- Zgaduję, że zabawa skończona - powiedział i podniósł hotelowy żel pod prysznic. Wycisnął sporą ilość na dłoń i zaczął mnie myć.
○♥○

- Co zrobimy z dziewczynami na czas wizyty u Ellen? - zapytał zayn gdy wszyscy usiedliśmy przy wyśmienitym śniadaniu - Nie możemy ich tu samych zostawić, ani pozwolić aby przegrzały się w vanie - zauważył biorąc kawałek bekonu.
- A zabranie ich do studia także narobiłoby nam kłopotów - zauważył Zayn.
- A nie mogłybyśmy się same powałęsać po L.A? To byłoby cudowne - zaproponowała niewinnie moja siostra, bawiąc się jajkami na talerzu. Żaden z chłopaków nie zwrócił nawet uwagi na jej sugestię.
- A co jeśli pojechalibyśmy do Burbank tour busem zamiast vanem? Tam będzie im wygodniej - zaproponował Niall.
- A jak wyjaśnimy to Paulowi? Powiemy mu, że wolimy jechać busem, bo ....? - zauważył Harry.
- Możemy powiedzieć, że Zayn chce złapać trochę snu? Przecież są tam łóżka więc może by wypaliło - zaproponował Louis - Powiemy mu, że Zayn prawie nie spał w nocy i tyle.
- Bus tu nie zdąży - Zayn pokręcił głową - Z Atlanty do L.A jest co najmniej 30 min jazdy. A on jest jeszcze w drodze.
- Więc co robimy? - westchnął Harry - Dzwonimy do Ellen i odwołujemy?
- Paul nie pozwoli nam tego zrobić - Liam pokręcił głową.
- Jej program nie idzie na żywo, co nie? - zaczął Niall - Co jeśli pojedziemy tam z dziewczynami, a jak coś nie wypali to po prostu...Zmyślimy coś i zaczniemy wywiad jeszcze raz? - zaproponował Niall wgryzając się w tosta.
- A publiczność? Co sobie pomyślą? - zapytał Harry.
- Możemy zostać z Anne za kulisami...
- Żeby Anne mogła wszystkim rozgadać swoją historię? Nie sądzę - przerwał mi Harry.
- Nic nie powiem - moja siostra pokręciła głową.
- Jakbyśmy ci mieli uwierzyć.
- Jakbym naprawdę chciała was wydać to zrobiłabym to już na lotnisku - zauważyła moja bliźniaczka.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że możecie mi zaufać z tym, że nic nie powiem, okej? Chcę iść do Ellen.
- Nie, nie pozwolimy ci iść do Ellen - zaprotestował Liam.
- To nie możemy zostać w hotelu? - zapytałam.
- Ostatnio gdy zostawiliśmy was same w hotelu, to Anne próbowała uciec i prawie złamała nogę - przypomniał nam Niall, rzucając zabójcze spojrzenie w kierunku mojej siostry. 
- Ale tym razem jedyne okno jakie mamy prowadzi na pewną śmierć! - dodałam.
- A ja nie jestem jeszcze fizycznie zdolna do skakania po balkonach - wymamrotała Anne - Nadal jestem obolała.
- Chłopaki nie mamy zbyt dużego wyboru - westchnął Louis, kończąc zawartość swojego talerza - Albo zostają, albo jadą z nami do Ellen.
- Nie ma mowy, żebyśmy je tu zostawili - powiedział Harry.
- Więc zabierzmy je do Ellen.
- Możemy być na widowni? - zapytała moja siostra - Będziecie wtedy w stanie nas obserwować.
- To jest najlepszy pomysł jaki do tej pory miałaś, Anne - pochwalił ją Hazza - Musimy zadzwonić do Ellen i zapytać czy ma dwa wolne miejsca.
- Ja to zrobię - rzucił Liam i wstał od stołu wyciągając telefon.
- A co jeśli nie ma już wolnych miejsc? - zmartwił się Zayn - Co wtedy zrobimy?
- Po prosto trzymajmy na razie kciuki, co? - odpowiedział Harry kończąc swojego tosta.
___________________________________________________________________________
Szczerze, to ten rozdział zbytnio mnie nie zadowolił ;c
A co wy o nim sądzicie?

I przepraszam, że dopiero teraz dodaję tłumaczenie ale złapała mnie grypa i nie byłam zdolna normalnie funkcjonować ;/

Autorka w notce pod rozdziałem napisała, że przewiduje jeszcze około 11 rozdziałów do końca opowiadania i epilog ;c

Także do kolejnego i dajcie znać co myślicie o tym :D
Ciekawi mnie czy Anne będzie czegoś próbowała u Ellen :)

xx Annie

poniedziałek, 16 lutego 2015

3.26. Silny



I'm sorry if I say, "I need you."/ Przepraszam, jeśli powiem "Potrzebuję cię"
But I don't care./ Ale już się tym nie przejmuję
I'm not scared of love./ Nie boję się miłości
'Cause when I'm not with you I'm weaker./ Bo kiedy nie jestem przy tobie, jestem słabszy
Is that so wrong?/ Czy to takie złe?
Is it so wrong?/ Czy to tak źle?

-Strong, One Direction
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ 
Perspektywa Anne

Kiedy w końcu przyjechaliśmy do L.A. zostaliśmy przeeskortowani do hotelu i naszego apartamentu. Z tylko trzema podwójnymi łóżkami.
- Biorę kanapę - wymamrotałam, rzucając się na nią i przykładając woreczek z lodem do kolana.
- Nie bądź głupia - odezwał się Liam - Masz chorą nogę.
- A ty jesteś celebrytą. Musisz się wysypiać dla urody - powiedziałam nieco sarkastycznie.
- Anne, jednak nalegam.
Spojrzałam na niego zakłopotana. Co mu się nagle stało?
- Ale ja chcę spać na kanapie. To jedyne miejsce, gdzie mam pewność, że będę sama - uzasadniłam.
- Cóż, ja jestem potwornie zmęczony. Nie będę się kłócił z waszą dwójką - mruknął Zayn, ziewając - Śpisz ze mną Nialler?
- Jasne, poczekaj sekundę - pokiwał głową blondyn i spojrzał na telefon - I jest! Północ - oznajmił - Wygraliśmy z Sophie zakład Haroldzie, więc dziewczyny mogą przyjść na koncert.
- Tak! - wykrzyknęła moja siostra i zbiła z Niallem piąteczkę.
- No kurwa zajebiście - rzucił sarkastycznie Harry.
- Jeśli to cię pocieszy to możesz potraktować to jako prezent urodzinowy? - zaproponowałam - Poza tym to dopiero za tydzień, więc masz czas zaplanować system ochrony - rzuciłam z przekąsem.
- Przysięgam, że jesteś najgorszą z rzeczy, które nam się przytrafiły - warknął Loczek.
- Nawet nie masz pojęcia....
- Starczy. Kładźmy się już spać, okej? - wtrącił się Louis - Jutro to obmyślimy, gdy będziemy wypoczęci i będziemy racjonalnie myśleć. Anne śpisz ze mną. Koniec dyskusji.
- Nie chcę z tobą spać: śpię sama na kanapie - odparłam.
- Sorki Anne, ale ja zajmuję kanapę - wtrącił Liam i rzucił na nią swój bagaż. Westchnęłam i zaczęłam masować sobie skronie. Nie chcę tego teraz robić. Zanim zdążyłam się ponownie odezwać, Louis wziął mnie na ręce.
- Louis, odstaw mnie! - zaczęłam go odpychać.
- Nie przyjmuję "nie" jako odpowiedzi skarbie - westchnął, niosąc mnie do jednego z pokoi. Westchnęłam głośno gdy postawił mnie koło łóżka i skrzyżowałam ręce na piersiach, gdy poszedł zamknąć drzwi.
- Oczywiście moje zdanie się nie liczy co? - posłałam mu zabójcze spojrzenie - Nikogo nie obchodzi co myśli lub chce Anne, bo to jej siostra jest tu najważniesza...
- Skończyłaś już? - przerwał mi Louis, jego głos był odrobinę głośniejszy od szeptu - Mamy ważniejsze sprawy do obgadania.
- O serio? Znów wsadzisz mi w usta swojego kutasa, żeby mnie uciszyć, kiedy będziesz mówił? - warknęłam wkurzona.
- Przepraszam Anne, okej? Nie wiedziałem co zrobić ani jak zareagować, a chłopaki i tak chcieli zrobić coś gorszego więc po prostu wyłączyłem się i zrobiłem co było trzeba zrobić - wyszeptał wkurzony podnosząc ton głosu.
- Beznadziejna wymówka.
- Wiem, ale nie mam pojęcia co mam teraz mówić czy robić, wiesz? - westchnął, usiadł obok mnie i oparł głowę na rękach - Po prostu czuję się zagubiony od kiedy pojawiłaś się w moim życiu - dodał z nutką smutku w głosie. Zmarszczyłam brwi i obróciłam głowę aby na niego spojrzeć. Miał szkliste oczy, urywany oddech.
- Louis...
- Wiem, że to wszystko jest strasznie złe. Wiem o tym. I widząc cię taką nieszczęśliwą sprawia mi jeszcze większy ból z upływem czasu - powiedział, nadal po cichu. Bawiłam się palcami, skupiając się na oddychaniu.
- Nie jestem nieszczęśliwa, raczej się buntuję - powiedziałam - To wszystko co dzieje się wokół mojej siostry jest po prostu chore. Zdajesz sobie sprawę jak bardzo jest w to wciągnięta? Myśli, że wszystko co robi dla niej Harry jest dobre, a to z pewnością nieprawda.
- Harremu zależy na jej bezpieczeństwie...
- Wiem,  oczywiste jest to, że zakochał się w niej tak samo jak ona w nim. Ale ona także jest człowiekiem i ma prawo wyrażać swoje myśli i robić to na co ma ochotę. Nawet nie może sama za siebie myśleć - powiedziałam. 
- Wiem... Ale widzisz, Harry potrzebuje jej jak powietrza. Był załamany po tym jak ty i twój tata ją zabraliście miesiąc temu. Był po prostu wrakiem człowieka. Już nigdy więcej nie chciałbym go zobaczyć w takim stanie, Anne - wzdrygnął się i pokręcił głową- To przerażające. Ale masz absolutną rację, taki sposób życia nie jest zdrowy - Lou zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Minęła chwila ciszy, zanim odezwał się ponownie - Myślałem o tym co powiedziałaś wcześniej rano. Cały dzień. O zgłoszeniu nas do władz. Tego ranka byłam wkurzony i zraniony, ale im więcej o tym myślałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę ile masz racji. Więc wtedy, na lotnisku, gdy cię obudziłem, przygotowywałem się w myślach na zakucie w kajdanki i możliwość trafienia do więzienia. I nagle zaskoczyłaś mnie gdy nas nie wydałaś. Od tej pory zacząłem się zastanawiać: czy stajesz się jak Sophie? Czy złamaliśmy cię jak Sophie?  I to mnie przeraziło - westchnął, tracił nad sobą kontrolę - Anne, nie mogłem znieść myśli o psuciu twojego żywiołowego charakteru - powiedział patrząc mi w oczy, a po jego policzku stoczyła się łza- Bo ty czynisz mnie silnym. Jesteś taka prawdziwa i wojownicza, nie pozwalasz nikomu aby ci ubliżał, walczysz o swoje i uwielbiam cię za to, bo ja tak nie potrafię. Pozwalam chłopakom aby mną sterowali, aby ich opinie przerodziły się w moje bo się boję. Bardzo się boję - zaczął cicho szlochać, a jego oczy były intensywnie niebieskie - Ale mój strach nie jest wart twojego smutku - dodaje - Więc kiedy byliśmy w samolocie, postanowiłem patrząc na ciebie i twoją siostrę, że nie będę samolubny, że bardziej muszę ci pomóc niż potrzebuję cię abyś ze mną była.
Mrugnęłam zaskoczona.
- Mówisz, że pomożesz mi uciec? Naprawdę? - wyszeptałam podekscytowana - Louis... - nie wiedziałam co powiedzieć. On mi pomoże. Naprawdę będę miała szansę, żeby uciec.
- Naprawdę - pokiwał głową - Bo nie sądzę, że będę w stanie wytrzymać tego mieszania ci w głowie. Nie wytrzymam też widoku ciebie śpiącej z Zaynem - dodał, marszcząc brwi - Ten szybki numerem w autobusie był niespodziewany.
- To było tylko jednorazowe. Już więcej tego nie powtórzymy, obiecuję - powiedziałam mu - Oboje popełniliśmy wtedy błąd.
- Hmm... - pokiwał głową, nie do końca przekonany - W każdym razie prześpię się na podłodzę, jeśli naprawdę chcesz spać sama - westchnął, otarł oczy z łez po czym wstał i przeczesał włosy ręką. Spojrzałam na niego.
- Myślę, że wygodniej ci będzie na łóżku - wymamrotałam, zakładając pasmo włosów za ucho. Pokiwał głową.
- Raczej tak.
- To śpij ze mną na łóżku - zaproponowałam.
- Jesteś pewna?
- Louisie Tomlinsonie, prawie zawsze mówię to co myślę - powiedziałam lekko się uśmiechając - I tym razem też tak jest.
Pokiwał głową i także się uśmiechnął. Chwilę później oboje przebraliśmy się w wygodniejsze ciuchy do spania. Weszłam pod kołdrę w bawełnianych spodenkach i t-shircie gdy Lou gasił światło. Zacisnęłam dłonie na brzegu kołdry gdy kładł się obok mnie. Miał na sobie tylko spodnie od dresu. Przygryzłam wargę, słysząc jego płytki oddech.
- Wiesz, powinieneś porozmawiać z Sophie - powiedziałam łagodnie, obracając się twarzą do niego - Porozmawiaj z nią o czymś innym niż głupich zakładach, czy zwykłych, codziennych sprawach, tak głęboko nadal kryje się prawdziwa ona. Tak naprawdę do końca jej nie złamaliście - wyjaśniłam - Byłeś jej najlepszym przyjacielem Lou.
- Skąd wiesz? - wymamrotał, także obracając się twarzą w moją stronę. Jego postać była niewyraźna w ciemnościach.
- Mówiła o tobie gdy ją zabraliśmy. Kiedy czuła się przygnębiona, przez cały czas mamrotała coś o twoich głupich żartach czy żywiołowej osobowości. Tęskniła za tobą i tym, że potrafiłeś ją rozbawić - odnalazłam wzrokiem jego oczy, gdy już przyzwyczaiłam się do ciemności - Tak w zasadzie, to wspomniała o każdym z was co najmniej raz, w zależności od humoru. Wiele razy płakała mówiąc o Harrym czy Niallu, w zasadzie nie dałoby się tego zliczyć - przypomniałam sobie - Kiedy popadała w depresje, pytała o Zayna, mówiąc przy tym coś o tym, że nie jest wystarczająco dobra. I jeszcze ten cholerny pluszak, o którym nie przestawała mówić. Chciała, żeby Liam przyszedł i jej go dał - westchnęłam - Jesteście zarazem najlepszą i najgorszą rzeczą jaka jej się przytrafiła - rzuciłam - Mam na myśli to, że oprócz was nikt nie traktował jej tak, jakby się dla nich liczyła.
- A co z tobą? - zapytał, opierając się na łokciu.
- Co ze mną?
- Czy ty byłaś traktowana jakbyś się liczyła?
- Tak, gdy byłam z tatą - pokiwałam głową, ostrożnie dobierając słowa.
- Jaka jest twoja relacja z ojcem? I jak to z tobą było?
Spięłam się, czując się nieswojo.
- Nie musisz o tym mówić, jeśli nie chcesz - dodał szybko Lou.
- Nie, nie mam nic przeciwko... Po prostu nigdy z nikim oprócz taty nie rozmawiałam o swoich uczuciach... - westchnęłam cicho - Niedługo po tym jak się urodziłam, zostałam adoptowana, ale po dwóch latach ta para niespodziewanie umarła i zostałam sierotą - zaczęłam - Przez całe dzieciństwo byłam odsyłana z jednego domu dziecka do kolejnego. To tam nauczyłam się, że świat jest brutalny i każdy musi myśleć o sobie jeśli chce przetrwać. Tam nabrałam wstrętu do nagości i narażenia na wystawienie - kontynuowałam - Przez cały tamten okres walczyłam o siebie, próbując stać się kimś, kogo chciano by zaadoptować. Byłam tak zmęczona życiem w złych warunkach, że byłam w stanie zrobić wszystko, żeby się wydostać.
- Podpaliłaś sierociniec, tak?
- Tak. Chyba miałam wtedy dziewięć lat. Ale po tym wydarzeniu nikt nie chciał adoptować takiej dziewczynki. Miałam około dwunastu lat, gdy mój tata przyjechał mnie szukać. Ulżyło mi, że ktoś mi w końcu pomoże. Ktoś się mną po prostu zaopiekuje. Nie było mi ciężko przywiązać się do taty, bo nie miałam nikogo innego. Z radością powitałam jego troskę i miłość - wzięłam głęboki oddech - Myślę, że po części dlatego rozumiem Sophie. To dlatego się nie poddałam w jej przypadku. Bo dokładnie wiem jak się czuje. A jeśli chodzi o mojego tatę, zrobił kilka złych rzeczy. Bardzo złych, ale i tak zostałam przy nim bo nie miałam dokąd pójść. Nie miałam innego wyboru niż zostać i go wspierać - dokończyłam - Nawet kiedy wiele razy torturował moją siostrę aby udowodnić, że ma rację - dodałam cicho. Lou pokiwał głową, na chwilę zapadła cisza.
- Życie jest powalone, co nie? - wyszeptał - Ciągnie cię w tyle różnych kierunków. Nic dziwnego, że ludzie czasem szaleją - westchnął - Nie żeby to była dla nich wymówka, bo wierzę, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, ale niektórzy mają gorzej od innych.
- Tak - wymamrotałam. Przez pokój zawiało zimne powietrze i mocniej otuliłam się kołdrą.
- Anne? - zapytał Louis po chwili milczenia.
- Hmm?
- Jeśli spotkalibyśmy się w innych okolicznościach, to myślisz, że moglibyśmy...no nie wiem...być przyjaciółmi...lub może, może czymś więcej? - zapytał, gubiąc się we własnej wypowiedzi - Bo oczywiście to nigdy się nie stanie, bo gdy ci pomogę to zrobisz jedyną słuszną rzecz i na nas doniesiesz, ale jeśli spotkalibyśmy się w kawiarni czy parku?
Dłużej zastanowiłam się nad jego pytaniem po czym odpowiedziałam:
- Cóż to zależałoby od tego czy próbowałbyś po prostu dobrać mi się do majtek czy chciałbyś mnie poznać, tak jak teraz - odparłam uśmiechając się - I prawdopodobnie po jednej, dwóch, może trzech lub nawet czterech randkach pozwoliłabym ci się dobrać do moich majtek, bo seks z tobą jest ożywczo destabilizujący. I nie mówię tego, aby podbudować twoje ego - powiedziałam poważnie.
- Nie możesz zaprzeczyć, co? - odparł z uśmiechem.
- Nie ekscytuj się tak Tomlinson - wywróciłam oczami - Mogę cię tylko porównać z twoimi kolegami, a Niall i Liam nawet nie starali się mnie zadowolić.
- A co z Zaynem?
- To było mokre. Zbyt mokre. I bez jakichkolwiek uczuć - powiedziałam kręcąc głową - Ale starczy już tego gadania na jedną noc okej? Jestem padnięta - ziewnęłam. Louis zachichotał:
- Też jestem zmęczony. Dobranoc Anne. Słodkich snów.
- Dobranoc Lou.
○♥○

Obudziłam się o świcie. Leżałam w łózku gdy słońce powoli oświetlało pokój. Myślałam o tym co Louis powiedział mi wczoraj. Spojrzałam na jego śpiącą postać. Dlaczego chce mi pomóc skoro tak bardzo boi się iść do więzienia? Czemu się tak poświęca, dla mnie? Nie zrobiłam niczego, oprócz utrudniania mu życia... Obróciłam głowę w jego stronę. Byłam zmieszana.
- Jesteś naprawdę skomplikowany - wymamrotałam, kręcąc głową.
- Ty także nie jesteś łatwa do zrozumienia - wymamrotał, uśmiechając się lekko. cały czas miał zamknięte oczy - Dzień dobry - zaśmiał się, nadal nie otwierając oczu.
- Odnośnie mojej ucieczki...
- Pozwól mi się tym zając, dobrze? Będę miał gotowy plan działania w noc twoich urodzin - westchnął w końcu otwierając oczy - Dopóki będziesz mi ufała, wszystko powinno się udać.
- Ufam ci - pokiwałam głową - Bardzo ci dziękuję - dodałam.
- Przynajmniej to mogę zrobić.
- Ale możesz stracić wszystko. Narażasz swoją karierę, tą więź, którą macie z chłopakami. To naprawdę wiele dla mnie znaczy - powiedziałam.
- Anne, to naprawdę nic wielkiego...
- Louis - uciszyłam go, kładąc mu palec na ustach - To jest coś wielkiego - wyszeptałam, przez chwilę patrząc się na jego usta. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, pokiwał głową.

- Przestańmy o tym gadać, okej? - zaproponował, siadając na łóżku, a następnie z niego wstając - Zamówmy jakieś śniadanie zanim wstanie cała reszta - dodał ubierając koszulkę - Może uda nam się dostać coś specjalnego na urodziny Zayna - rzucił wychodząc z pokoju. Racja. Urodziny Zayna. Idziemy wieczorem do klubu.
___________________________________________________________________
Dobra mamy kolejny rozdział :D

Nie mogę się doczekać tego jak Louis zaplanuje tą całą wycieczkę xD
Do następnego,
xx Annie

piątek, 6 lutego 2015

0.13. Nie wiem jakim cudem....

Nie wiem jakim cudem niektórzy z was do tej pory nie rozumieją, że to tylko tłumaczenie i ja nie piszę tych rozdziałów. Więc jeszcze raz, tak, żeby do wszystkich niewiedzących dotarła ta informacja:
1. Blog jest tylko tłumaczeniem (co jest chociażby zawarte w nazwie).
2. Jesteśmy na bieżąco z rozdziałami, co oznacza, że muszę poczekać, aż autorka (sosodesj) doda nowe rozdziały zanim będę mogła cokolwiek zacząć tłumaczyć.
3. Jeśli pojawia się nowy rozdział w oryginale, to piszę wam o tym na bolgu.
4. Kiedy ktoś zauważy nowy (oryginalny) rozdział, a na blogu nie będzie o tym notki, to piszcie do mnie, bo czasami zdarza się, że nie sprawdzę tego na 1dff albo powiadomienie z wattpada nie przyjdzie. Jestem jak każdy z nas człowiekiem i czasem zapomnę sprawdzić czy jest już nowy rozdział.
5. Chciałam tu jeszcze coś dodać ale zapomniałam podczas pisania ;c
6. Komentarze typu "kiedy nowy rozdział", "jak nie będziesz dodawać rozdziałów to stracisz czytelników", irytują mnie w nadmiernej ilości i te spod poprzedniego rozdziału zostaną usunięte.
7. Odnośnie komentarzy mówiących o tym, że stracę czytelników. Już to parę razy zawierałam w swoich wypowiedziach, ale jeszcze raz: Nie robię tego dla tego, aby podbijać sobie wyświetlenia bloga, liczbę obserwujących czy cokolwiek w tym stylu. Tłumaczę to opowiadanie, ponieważ spodobało mi się od przeczytania kilku pierwszych rozdziałów. Chciałam się nim podzielić z innymi, którzy mają problemy z czytaniem po angielsku, lub też po prostu wolą czytać w ojczystym języku, no i oczywiście chciałam się sprawdzić w roli tłumacza i podszkolić swój angielski.

W razie pytań odnośnie tego co napisałam, proszę zadawać je pod tym postem.
xx Annie

ps. Nowego rozdziału jeszcze nie ma.
pps. Też na niego czekam z niecierpliwością ;D

piątek, 16 stycznia 2015

3.25. Napięcie

Prywatny samolot
                                       (http://s7.postimg.org/ef2876hor/Private_Planes.jpg)

Perspektywa Sophie
- Dziękujemy Memphis! Byliście niesamowici!
Do moich uszu doszedł głos oklasków i podekscytowanych krzyków, gdy tylko się obudziłam. Zmarszczyłam brwi i powoli usiadłam. Rozejrzałam się i zauważyłam, że jestem w garderobie. Wow. Deja vu.
 Zamrugałam oczami, zrobiłam głęboki wdech i wstałam. Mój wzrok powędrował do mojej śpiącej siostry. Leżała na kanapie, a na jej ustach widniał lekki uśmiech. Zauważyłam, że nie jest przywiązana do kanapy ani nic. Mogła uciec. Podeszłam do niej i już miałam ją obudzić gdy w mojej głowie zawitała pewna myśl. Założę się, że Harry mnie sprawdza. Chce zobaczyć, czy można mi zaufać, czy nie. Znów będzie zaborczy i nadopiekuńczy gdy Anne zwieje. Westchnęłam i usiadłam na poprzednim miejscu. Skupiłam się na zegarku wiszącym naprzeciw. Minęła minuta, dwie, trzy, dziesięć. Próbowałam przekonać samą siebie, że postępuję właściwie, ale od poczucia winy aż ściskał mnie brzuch. Muszę pokazać Harremu, że nie ma się o co martwić. Mój wzrok wędrował od zegara do śpiącej siostry. Poczucie winy stawało się coraz silniejsze. Mogła uciec gdybym ją obudziła. Powinnam ją obudzić, może jeszcze zdąży...
Do garderoby weszli chłopcy w chwili gdy wstałam aby obudzić Anne.
...uciec.
- Soph! Obudziłaś się! - uśmiechnął się Harry. Był cały spocony od skakania po scenie - Nie sądziliśmy, że chciałybyście być obudzone gdy bus...
- Ale śmierdzicie - zapach 5 spoconych chłopaków uderzył we mnie. Skrzywiłam się i wyciągnęłam przed siebie rękę, aby powstrzymać go przed przytuleniem mnie. Posłał mi smutne spojrzenie.
- Chłopcy wiecie co to znaczy? - zawołał Louis podnosząc do góry brew. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech - Grupowy uścisk! - wykrzyknął.
- Co? Nie! Bleee! - krzyczałam gdy podbiegli do mnie z wyciągniętymi ramionami - Ewww, leee ochyda! - protestowałam gdy mnie tulili - Nie mogę oddychać! - prosiłam, jednocześnie śmiejąc się gdy Harry przejechał nosem po mojej szyi - Litości! - zachichotałam, odpychając ich jak najdalej. Nagłe pukanie do drzwi sprawiło, że wszyscy zastygli bez ruchu.
- Ej chłopcy! Nie ma czasu na wygłupy! Musimy złapać samolot! - zawołał ktoś wkurzonym głosem.
- Będziemy gotowi za pięć minut! - odkrzyknął Liam.
- Pięć minut? Liam...
- Słyszałeś, macie pięć minut, żeby zabrać swoje rzeczy - Liam uciął narzekania Louisa - Raz, raz! - jak na zawołanie, wszyscy mnie puścili (wszyscy oprócz Harrego) i poszli spakować swoje rzeczy.
- Co z Anne? - zapytał Louis patrząc na moją siostrę - Budzimy ją? - zapytał lekko głaszcząc ją po policzku.
- Nie.
- Tak.
Harry i Niall odezwali się w tym samym czasie.
- Nie powinniśmy jej budzić - nalegał Niall - Wydaje mi się, że o wiele łatwiej będzie przejść z  nią przez lotnisko gdy śpi - dodał zakładając snapbacka - Chodzi mi o to, że gdy ją obudzimy to zrobi tam scenę i zacznie wszystkim rozgadywać prawdę.
- Do tego gdy sobie pośpi, będzie mniej irytująca - zauważył Louis - Obudziliśmy ją dzisiaj bardzo wcześnie.
- A co jeśli będzie spała aż do jutrzejszego ranka? - Harry pokręcił głową.
- No i co wtedy?
- Wtedy przegram zakład.
- I zbyt długie spanie też nie jest dobre - zauważył Zayn.
- Serio Harry? Zależy ci tylko na tym, zakładzie? - wywróciłam oczami.
- Nie... Zbyt długie spanie też nie jest dobre, słyszałaś chyba Zayna - wzruszył ramionami i zaczął pakować swoje rzeczy.
- Proponuję obudzić ją gdy już będziemy w samolocie - zaproponował mulat - Zobaczcie na nią, jest wykończona. Tak głośno się zachowujemy a ona nadal śpi. Jeśli obudzimy ją po całym zamieszaniu na lotnisku, wszystko powinno być okej - dodał zarzucając sobie na ramie swoją torbę.
- Może być - zgodził się Harry.
- Pięć minut minęło! - krzyknął Liam - Wszyscy wychodzą!
Chwilę później szliśmy do limuzyny, Louis trzymał śpiącą Anne. Usiadłam na tyłach z Harrym i Liamem. Obserwowałam jak Louis patrzy na moją siostrę, gdy ta śpi. Ostrożnie wsiadł do auta, aby jej nie obudzić, a oparł jej głowę na swojej piersi i mocno ją objął. Bał się poruszyć. Ostrożnie oderwał od niej spojrzenie, tak jakby miała się obudzić, gdy tylko spojrzy gdzie indziej. Ciekawe czy Harry tak na mnie patrzy gdy śpię... Rzuciłam okiem na resztę pasażerów. Liam patrzył przez okno, Zayn i Niall pisali coś na telefonach, a Harry z zaciekawieniem obserwował moją siostrę.
Westchnęłam cicho i oparłam głowę na jego ramieniu. Od razu objął mnie ramieniem po czym lekko mnie przytulił.
- Coś nie tak? - zapytał cicho. Gdy na niego spojrzałam, miał zmartwiony wyraz twarzy.
- Wszystko okej - pokiwałam głową.
- Stresujesz się lotem? - zapytał, zataczając na moim ramieniu małe kółka. Zmarszczyłam brwi.
- Jak teraz o tym myślę, to Padgett i Fate są w waszym busie. Czy...
- Bus będzie z nami w L.A. - rzucił Niall podnosząc wzrok znad telefonu - Lecimy tylko dlatego, że jutro wieczorem mamy koncert i podróż busem trwałaby zbyt długo. Niedługo ich odzyskasz - dodał, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia.
- Co do Padgetta - wtrącił się Liam - Myślisz, że Anne spodobałaby się podobna rzecz? - zapytał nadal patrząc przez okno - Może gdyby...
- Liam, nie chcę ci przerywać, ale po pierwsze Anne nie jest taka... - zamilkłam próbując dobrać odpowiednie słowa. Jasne, że kocham swojego Padgeta, ale w ciągu ostatniego miesiąca zauważyłam, ze Anne nie przywiązuje się do rzeczy tak jak ja. Nie miałoby to dla niej takiego znaczenia jak dla mnie dwa lata temu. - Myślę, że sierocińce zrujnowały jej dzieciństwo i zabawkowe zwierzątko może jej się nie spodobać, a po drugie, daliście mi go, gdy miałam 16 lat. Po prostu ze mną został. Gdybym dostała go teraz, patrzyłabym na was co najmniej dziwnie - wyjaśniłam.
- Tylko pytałem - sapnął - Po prostu czuję się...
- Winny? - zapytał Zayn.
- Tak, nieważne - odparł chłopak - Przejdzie mi.
Gdy przyjechaliśmy na lotnisko, postępowaliśmy zgodnie z zaleceniami ochrony w odosobnionej części, aby uniknąć fanów. Gdy zobaczyli Anne zaczęły się pytania.
- Ile ma lat?
- Osiemnaście - odpowiedział Louis.
- Dlaczego śpi?
- Miała długi dzień i zasnęła w samochodzie...
- Jest pod wpływem narkotyków?
- Oczywiście, że nie - odpowiedział chłopak, wywracając oczami.
- Wie o tym, że ma lecieć samolotem?
- Tak do jasnej cholery - zirytował się Lou, tracąc cierpliwość - Przecież nie zmusiliśmy jej żeby tu z nami przyjechała...
- Przykro mi, ale niedawno zdarzyło się to parę razy - odpowiedziała oschle kobieta - Musimy przestrzegać nowych zasad. Musicie ją obudzić, abym mógł ją sam przepytać i upewnić się, że wchodzi na pokład i jest tego świadoma.
- Nie mogłaby pani...
- Proszę ją obudzić - zażądała, przerywając Zaynowi. Wymieniliśmy zmartwione spojrzenia. Wszyscy myśleliśmy o jednym: teraz wszystko się wyda. Louis powoli posadził Anne na krześle i zaczął nią potrząsać.
- Hej Anne? Obudź się skarbie - mówił delikatnie, kucając przed nią. Złapałam Harrego za rękę i nerwowo ją ścisnęłam gdy się obudziła. Zamrugała kilkakrotnie i rozejrzała się dookoła. W jej oczach pojawiło się zagubienie.
- Gdzie jestem? - powiedziała zaspanym głosem. Wszyscy wstrzymaliśmy oddech.
- A gdzie myślisz, że jesteś? - zapytała pani ochroniarz. Anne zmarszczyła brwi i rozejrzała się dookoła.
- Na lotnisku? Nie wiem, mieliśmy lecieć samolotem - zaczęła niepewnie. Obróciła się i spojrzała na mnie i chłopaków - Nie wybieramy się do L.A.? - dodała, zaskakując nas wszystkich - Mieliśmy odlecieć po dzisiejszym koncercie - dodała krzywiąc się - Dlaczego mnie obudziliście?
- Ja ich o to poprosiłam. Musiałam się upewnić, że jesteś świadoma tego, że wchodzisz na pokład z własnej woli - kobieta się uśmiechnęła - Dzisiaj rano otrzymaliśmy telefon, że któryś z dzisiejszych pasażerów może tu być nie z własnej woli. Zostaliśmy poproszeni o sprawdzenie każdej sytuacji, w której pasażer jest wnoszony na pokład podczas snu lub wygląda na chorego.
Telefon? Kto by dzwonił aby o czymś takim opowiadać. Tata. Musiał śledzić plan chłopaków.
Najwyraźniej Anne doszła do tego samego wniosku co ja, wyglądałyśmy na kompletnie zszokowane. Kobieta z ochrony obróciła się w naszą stronę i powiedziała:
- Przepraszam, za utrudnienia, ale przestrzegam tutejszych zasad. Możecie już iść w kierunku samolotu. Życzę bezpiecznej podróży - po tych słowach obróciła się i odeszła. Nikt się nie odezwał dopóki nie znaleźliśmy się w prywatnym, małym odrzutowcu.
- Co to było?! - zapytałam Anne.
- Powinnaś mi dziękować. Wszyscy powinniście mi dziękować - rzuciła siadając w fotelu - Uratowałam wam kurwa tyłki.
- Anne...
- Słyszałeś mnie?! Uratowałam was. Nawet nie próbuj mnie teraz karać za przeklinanie - warknęła i skrzyżowała ramiona na piersi. Zayn tylko wywrócił oczami i mruknął coś pod nosem po czym zajął swoje miejsce.
- Dziękuję - powiedział Niall przejeżdżając ręką po włosach - Nie zasłużyliśmy na to co dla nas własnie zrobiłaś.
- Wiem - odparła Anne. Patrzyłam z otwartą buzią jak Liam siada koło niej i ją przytula. Naprawdę ją przytula.
- Dziękuję - powiedział. Była tak samo zaskoczona jak cała reszta, niezręcznie odwzajemniła uścisk i spojrzała na mnie pytająco. Wzruszyłam ramionami.
Poczucie winu powiedziałam bezgłośnie. Zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Dlaczego? - zapytał Louis marszcząc brwi - Dlaczego nas uratowałaś? Uwierzyliby ci gdybyś im o wszystkim powiedziała.
Moja siostra otworzyła usta ale po chwili je zamknęła. Wzruszyła ramionami, jednocześnie odsuwając Liama od siebie.
- Soph myślisz, że jest tutaj jakiś lód? Chyba zbyt długo chodziłam bo kolano znów daje o sobie znać - powiedziała ignorując Louisa i pomasowała chore kolano.
- Przyniosę - powiedział Lou i poszedł na drugi koniec. Przez chwilę panowała cisza.
- Louis zadał ci pytanie, nie zamierzasz odpowiedzieć? - warknął w końcu Harry.
- Nie, nie rozmawiam z nim.
- To trochę brak szacunku dla drugiej osoby, nie uważasz?
- Harry...
- Według mnie brakiem szacunku jest to jak traktujesz Sophie - jej odpowiedź mnie zaskoczyła. Harry spiął się. Nadal trzymaliśmy się za ręce. Próbowałam go trochę uspokoić.
- Traktuję ją z respektem, dzięki wielkie - rzucił z grymasem.
- Więc najwidoczniej nasza definicja słowa "respekt" bardzo się od siebie różni - odpowiedziała Anna. Harry zacisnął zęby i mocniej złapał mnie za rękę. Lou przyniósł jej torebkę z lodem i usiadł naprzeciw niej, obok Zayna. Wszyscy obserwowaliśmy ich w kompletnej ciszy. Atmosfera była napięta. Przeniosłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Obserwowałam jak Anne położyła woreczek na swoim kolanie. Dźwięk jej czynności według mnie był o wiele za głośny.
- Toleruję to tylko dlatego - odezwał się w końcu Harry - ponieważ "uratowałaś nam kurwa tyłki" jak to ładnie ujęłaś.
W kabinie rozległo się pikanie.
- Proszę zająć miejsca i zapiąć pasy, zaraz startujemy - usłyszeliśmy głos pilota. Westchnęłam i poszłam zająć swoje miejsce z Harrym podążającym za mną. Reszta także usiadła i zapięła pasy.
Spojrzałam na Harrego. Był blady, jego usta zaciśnięte były w cienką linię, patrzył się prosto przed siebie.
- Harry - wymamrotałam lekko go szturchając. W końcu na mnie spojrzał.
- Hmm?
- Kocham cię, wiesz o tym, prawda?
Pokiwał głową, nic nie mówiąc. Gdy tylko mogliśmy odpiąć pasy, wstałam i podeszłam do swojej siostry i usiadłam obok niej.
- Hej - zaczęłam.
- Hej.
- Więc dlaczego to zrobiłaś? - zapytałam cicho. Rozejrzała się dookoła. Chłopcy patrzyli albo przez okna albo bawili się telefonami. Wszyscy oprócz Louisa. On patrzył się prosto na nas.
- Może nie zasługują na więzienie - odpowiedziała cicho, tak, że tylko ja mogłam ją usłyszeć - Może zasługują na coś gorszego.
________________________________________________________________________
Szkoda, ze taki krótki bo po takiej przerwie miałam ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o losach dziewczyn :D
Miejmy nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny ;3

xx Annie

ps. jak myślicie co miała na myśli Anne mówiąc, że zasłużyli na coś gorszego?  

czwartek, 15 stycznia 2015

0.12. Kolejny rozdział!

Sosodesj dodała już nowy rozdział ;D Wstawię go dopiero jutro około 17, bo dzisiaj czeka mnie jeszcze nauka na fizykę ;_;
Jeśli ktoś baaardo chce go przeczytać, to opowoadanie znajdziecie na onedirectionfanfiction.com ; wattpadzie ; instagram.com/sosodesj i na stronie autorki na weebly (niestety nie pamiętam adresu).

xx Annie

Ps. Notkę pisałam na telefonie więc przepraszam za wszystkie błędy ;D