Poczułam mocne kopnięcie w brzuchu, które wybudziło mnie ze snu. Jęknęłam z bólu. Kiedy ból trochę zelżał, odetchnęłam głęboko i patrzyłam się w sufit. Za chwilę poczułam jak przeszywa mnie kolejna fala bólu.
- Louis - sapnęłam trzymając się za brzuch. Chłopak mruknął coś przez sen - Louis, dziecko chyba próbuje się ze mnie wydostać - powiedziałam zamykając oczy gdy poczułam mocny skurcz.
- Co? Teraz?! - powiedział zachrypniętym głosem, nagle całkowicie obudzony. Położył rękę na moim brzuchu.
- Tak, teraz - rzuciłam krzywiąc się gdy dziecko się we mnie poruszyło.
- O kurwa. Dobra, dobra.
Wyskoczył z łóżka. Szybko ubrał koszulkę i dżinsy. Złapał torbę, którą parę dni temu przygotowaliśmy na tę właśnie sytuację i pomógł mi wstać z łóżka. Nogi się pode mną chwiały.
- Pójdę rozgrzać samochód dobra? A ty załóż kurtkę okej? - powiedział gdy zakładał kurtkę - Proszę - podał mi moje ubranie i wybiegł z mieszkania.
Zdążyłam tylko wsunąć ręce w rękawy gdy wrócił. Pomógł mi z zapięciem kurtki.
- Powinniśmy obudzić Sophie i...
- Nie - odpowiedziałam szybko - O tej godzinie nie uda im się znaleźć opiekunki do dziecka - pokręciłam głową - Skapną się gdy zobaczą, że zabraliśmy auto i torbę z rzeczami. Później do nas dołączą.
- Buty, potrzebujesz butów - powiedział nagle chłopak.
Skrzywiłam się i jęknęłam z bólu gdy poczułam kolejny skurcz.
- Zapomnijmy o butach. Teraz trzeba cię zabrać do samochodu skarbie - powiedział Louis.
Pisnęłam gdy wziął mnie nagle na ręce. Objęłam go rękoma za szyję gdy niósł mnie do drzwi. Na zewnątrz powitał nas zimny wiatr zapowiadający śnieżycę.
- Co to za chujowa pogoda?! - mruknął Louis schodząc po schodach. Szybko posadził mnie w aucie - Ze wszystkich możliwych momentów dziecko musiało wybrać akurat ten - powiedział zapinając moje pasy i szybko wsiadł na miejsce kierowcy - Jest kurde 3 rano, zapowiada się na śnieżycę a ja jeszcze muszę się skupić, że tu jeżdżą po drugiej stronie! A do tego mogę nie być w stanie komunikować się w szpitalu, bo połowa z tych ludzi nie umie mówić po angielsku! - narzekał - Upewnię się żeby jej lub jemu o tym wszystkim przypomnieć, gdy skończy 18 lat!
Poklepałam lekko swój brzuch uśmiechając się pod nosem.
- Nie martw się maluszku - powiedziałam - Tata jest przewrażliwiony - zachichotałam po czym znów poczułam spazm bólu.
Louis nie marnował czasu. Dodał gazu i omijał jadące wolniej auta. Krzyknęłam cicho gdy kolejny skurcz okazał się być jeszcze boleśniejszy. Skupiłam się na wdychaniu i wydychaniu powietrza. Zamknęłam oczy i trzymałam się za brzuch. Louis złapał mnie za rękę.
- Już prawie jesteśmy Anne. Skup się na oddychaniu - powiedział nie odrywając wzroku od jezdni.
- Nie pędź tak Lou, pozabijasz nas wszystkich - powiedziałam zestresowana. Trochę zwolnił, ale nadal przekraczał limit.
Trzy skurcze i parę przekleństw Louisa później byliśmy w szpitalu. Louis szybko zaparkował i wyskoczył ze swojego siedzenia aby pomóc mi wyjść. Znów znalazłam się w jego ramionach. Moje stopy ubrane tylko w skarpetki wisiały w powietrzu gdy przenosił mnie przez drzwi szpitala.
- Mam tu rodzącą kobietę! - krzyknął wbiegając do środka.
Już miałam go za to opieprzyć ale znów poczułam bolesny skurcz. Pielęgniarki szybko znalazły się przy nas zmuszając Louisa aby posadził mnie w wózku, po czym zostałam przewieziona na oddział położniczy.
Znów krzyknęłam gdy nastąpił skurcz.
Pielęgniarki szybko przebrały mnie w koszule szpitalną, podłączyły do kroplówki i zaczęły bombardować pytaniami. W końcu położyły mnie na łóżku. Louis był przy mnie, przez cały czas trzymając mnie za rękę. Nawet gdy z bólu wbijałam mu paznokcie w skórę.
- Świetnie sobie radzisz skarbie - powiedział gdy już leżałam na łóżku. Znów skrzywiłam się z bólu, zamykając oczy i wzmacniając uścisk na jego ręce. Wszedł do nas doktor z notatnikiem w ręce.
- Mam do was tylko parę pytań zanim zaczniemy cały proces - powiedział z silnym francuskim akcentem.
Razem z Louisem pokiwaliśmy głowami.
- Po pierwsze czy jesteś ojcem dziecka? - zapytał.
- Tak, oczywiście.
- Będziesz chciał uczestniczyć przy porodzie, czy po prostu wolałbyś przeciąć pępowinę? - zapytał lekarz.
Louis zamrugał oczami patrząc na mnie.
- Ja emmm... co?
- Chcesz uczestniczyć w porodzie czy nie? - powtórzył lekarz.
- Tak, okej.
- Patrząc na niego wnioskuję, że to pani pierwsza ciąża?
- Tak - odparłam - Ale wiem mniej więcej jak to przebiega; byłam tu z moją siostrą gdy rodziła pięć lat temu - powiedziałam - Znam procedury. A teraz potrzebuję czegoś co zmniejszy ból - dodałam.
- Świetnie - powiedział lekarz po czym zamilkł na chwilę patrząc na mnie niepewnie. Spojrzał na maszyny i znów na nas - Pielęgniarka powiedziała, że masz jeszcze o wiele za małe rozwarcie aby dziecko mogło przyjść na świat. Do porodu zostało nam jeszcze parę godzin. Do tego czasu jeżeli czegoś potrzebujesz to możesz wezwać pielęgniarkę czerwonym przyciskiem. Ale nie martw się, będziemy co jakiś czas sprawdzać jak sobie radzisz. Po prostu tego ranka mamy strasznie dużo ludzi na porodówce - powiedział, mając lekkie kłopoty z wymową pod koniec - Zaraz wyślę pielęgniarkę po morfinę.
Patrzyłam jak wychodzi z sali.
- Kilka godzin?! - zapytał zdziwiony Louis.
- Może, a może nie. Zależy od kobiety - powiedziałam zaciskając zęby przy nadchodzącej fali bólu - Rodzenie to nie taka łatwa robota... - westchnęłam wciągając powietrze.
- Dobrze, że jesteś silna - wyszeptał czule po czym pocałował mnie w usta. Odsunął się, wziął krzesło i usiadł przy moim łóżku - Więc jak myślisz, to będzie chłopiec czy dziewczynka? - zapytał całując moją dłoń - Mały Felix czy mała Emma? - dodał drugą ręką głaszcząc mnie po brzuchu. Poczułam jak dziecko porusza się we mnie.
- Nie mam jakiś preferencji. Chcę tylko, żeby było zdrowe - powiedziałam także głaszcząc brzuch. Przestaliśmy rozmawiać gdy na salę weszła pielęgniarka i wstrzyknęła do kroplówki środki przeciwbólowe. Stała tak parę sekund po czym wyszła bez słowa.
- Ludzie w Quebec nie są zbyt towarzyscy - powiedział Louis.
Uderzyłam go lekko w ramię.
- Może nic kurna nie umie po angielsku i nie chce brzmieć tak śmiesznie jak ten doktor! - powiedziałam - Masz szczęście, że w ogóle trafił nam się doktor, który ogarnia angielski. Inaczej musiałabym wszystko sama próbować zrozumieć.
- Skarbie, chyba musimy oduczyć się przeklinać - zaśmiał się Louis - Albo będziemy dawać zły przykład dziecku.
-Racja.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Ja...
Okrzyk bólu wydobył się z moich ust gdy poczułam jakby moje ciało się rozrywało. Czułam jak coś ze mnie cieknie. Pikanie maszyn nagle stało się głośniejsze. Moja wizja się zamazała.
- Anne?! Anne?! - krzyczał nade mną Louis - Kurwa! Guzik! Gdzie jest ten pieprzony guzik?!
Nie miałam pojęcia czy udało mu się go wcisnąć. Kilka pielęgniarek wraz z doktorem wpadło do pokoju.Ledwo widziałam ich postacie, które odsuwają Louisa i mówią coś szybko po francusku. Do moich uszu docierały słowa takie jak "łożysko", "dziecko", "za dużo krwi" i "niebezpieczeństwo".
- Proszę się odsunąć! Jej ciało jest w szoku! - zawołał ktoś do Louisa. Usłyszałam jak chłopak protestuje.
Krzyknęłam ponownie gdy znów poczułam jakby ktoś rozdzierał moje wnętrzności jakby były kartką papieru. Łóżko się pode mną poruszyło i wiedziałam, że wywożą mnie z pokoju. Zamknęłam oczy. Poczułam się niedobrze. W tym stanie widziałam tylko jak ściany wokół mnie się przesuwają. Położyli mnie pod jakąś lampą. Zamknęłam oczy.
-...nagły wypadek, sekcja C..."
Odleciałam, czując się zmęczona i obolała. Miałam ziemiste usta.
Wróciłam do siebie jakąś minutę później.
-"...matka ustabilizowana..."
Skupiałam się na rozumieniu ich biegłego francuskiego, bo chciałam wiedzieć co się w ogóle dzieje.
- Dziecko nie może teraz oddychać...
- Moje dziecko... - udało mi się powiedzieć.
- Anne wszystko będzie dobrze - Louis złapał mnie za rękę - I z tobą i z dzieckiem będzie dobrze. Tylko się nie poddawaj okej? Oboje będziecie cali.
Skupiłam wzrok na jego twarzy i pokiwałam głową. Wszyscy dookoła włącznie z Louisem byli ubrani w zielone fartuchy. W głowie mi się lekko kręciło i miałam jeszcze większą ochotę zwymiotować.
- Kocham cię skarbie - wymamrotał Louis. Poczułam, że mam coś w brzuchu. Zwalczyłam obrazy napływające mi do myśli.
I wtedy to usłyszałam. Krzyk mojego dziecka.
- Gratulacje, to dziewczynka - powiedział doktor.
Moje ciało się zrelaksowało i zaczęłam płakać z ulgi.
- Chcę moje dziecko - wyszeptałam nagle zmęczona - Proszę, chcę moją córeczkę - domagałam się.
- Skarbie, muszą jeszcze sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Miała tak samo niski puls jak ty - uspokajał mnie Louis splatając nasze palce - Obiecuję, że za minutkę, dwie będziesz ją miała przy sobie.
Moje serce przyspieszyło, monitor zaczął głośniej pikać.
- Matka potrzebuje więcej krwi lub zemdleje. Musimy ją szybko zszyć - krzyknął doktor.
Spojrzałam przelotnie na pielęgniarkę. Podała Louisowi jakieś zawiniątko. Od razu się rozweselił trzymając córeczkę. Chłopak podszedł do mnie schylając się tak abym mogła zobaczyć małą.
- Przywitaj się z Emmą - powiedział czule patrząc się na małą po czym przeniósł wzrok na mnie - Kocham cię.
- Ja też cię kocham - powiedziałam skupiając wzrok na dziecku - Mogłabym ją potrzymać?
- Nie może jej trzymać - przerwał doktor - Mogłaby się poruszyć, a wtedy zerwałaby szycie, a musimy je dokończyć - ostrzegł. Mimo, że dolna część mojego ciała była znieczulona, czułam jak coś pociąga mnie za skórę i zszywa ją. Nie mogąc się powstrzymać, odwróciłam głowę i zwymiotowałam na podłogę, po czym straciłam przytomność.
o♥o
Byłam cała obolała a smak w moich ustach był okropny. Dolna część mojego brzucha lekko bolała i brakowało mi trochę brzucha, z którym chodziłam przez ostatnie miesiące. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Lou trzyma małą.
- Lou.
Chłopak spojrzał na mnie momentalnie.
- W końcu się obudziłaś! Najwyższa pora! - powiedział wstając z krzesła. Podszedł do mnie i podwyższył mi oparcie łóżka, tak, że na wpół siedziałam - Chyba już czas, żebyś ją potrzymała - powiedział podając mi Emmę. Wzięłam śpiące dziecko na ręce patrząc na nią z czułością.
Nie mogłam przestać się uśmiechać czując ciepło jej malutkiego ciała. Patrzyłam na nią w zdumieniu, nie będąc w stanie przyjąć do wiadomości, że stworzyliśmy ją razem z Louisem. I od teraz jesteśmy za nią odpowiedzialni.
- Jest piękna, prawda? - powiedział Louis obok mnie.
- Oczywiście, że jest - powiedziałam patrząc na niego. Znów spojrzałam na córeczkę. Otworzyła na kilka sekund oczka, ale to wystarczyło, żebym rozpłynęła się z zachwytu - Przez ile byłam "nieobecna"? - zapytałam.
- Jakąś godzinę czy coś - powiedział leciutko głaszcząc Emmę po główce, na której miała delikatny meszek włosków - Doktor powiedział, żeby wcisnąć guzik gdy się obudzisz, ale pomyślałem, że pewnie nie pozwoli ci jej jeszcze potrzymać, więc chciałem z tym zaczekać - chłopak uśmiechnął się łobuzersko.
Zachichotałam.
- Jak się czujesz?
- Tylko trochę odrętwiała. Za to boli mnie w miejscu szycia - skrzywiłam się, a ból przypominał mi, że byłam pocięta.
- Mam wezwać pielęgniarkę? - zmartwił się. Szybko pokręciłam głową.
- Daj mi jeszcze pobyć trochę z małą. Mogę wytrzymać trochę bólu, jestem silna pamiętasz?
- Jak mógłbym zapomnieć.
- Byłeś w stanie poinformować Sophie i jej drugą połówkę? I powiedzieć jej o naszej sytuacji - zapytałam znienacka.
- Tak, już im powiedziałem. Przyjadą gdy burza śnieżna trochę ustanie - poinformował mnie z uśmiechem na ustach - Na razie jest zbyt groźnie, żeby jechać. Spójrz - powiedział i odchylił zasłony, tak, że do środka wpadło światło dzienne. Na zewnątrz było kompletnie biało.
- Wow - wymamrotałam - Jednak dobrze się złożyło, że Emma urodziła się wcześniej, co? - powiedziałam patrząc na nią - Bo inaczej utknęlibyśmy w tej zamieci. Kochana mała Emma - wyszeptałam przytulając ją.
- To strasznie niesamowite, nie? - zapytał nagle Louis - Fakt, że ją zrobiliśmy, że to nasza mała dziewczynka - mówił patrząc na nią w zdumieniu. Wsunął palec w jej małą rączkę, a ona odruchowo go za niego złapała.
- Naprawdę niesamowite - pokiwałam głową.
- Nigdy nie myślałem, że mogę pokochać kogoś tak samo mocno jak ciebie, ale ona udowodniła mi, że się myliłem - powiedział Louis. Uśmiechnęłam się słysząc jego słowa. Godzinę później Emma została nakarmiona piersią i zabrana przez pielęgniarkę na dalsze badania. Louis usiadł w bujanym fotelu przy moim łóżku. Nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Co? - zapytałam - Co się tak na mnie patrzysz? - dodałam unosząc do góry jedną brew. Louis westchnął głośno.
- Wiesz tak sobie myślałem... - powiedział, nerwowo pocierając kark - że naprawdę chciałbym spędzić z tobą resztę życia.
Patrzyłam na niego zdumiona.
- Wiem, że nie jest to zbyt uroczyste, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie lubisz zbyt ekstrawaganckich rzeczy więc będzie prosto i szybko - powiedział klękając przede mną na jednym kolanie i wyciągnął przed siebie małe pudełko - Anne Miller czy zgodzisz się zostać moją żoną? - zapytał Louis patrząc na mnie tymi błyszczącymi oczami.
Patrzyłam na niego zdumiona przetwarzając sobie to wszystko w myślach. Ślub? Spędzić z nim resztę życia?
Strach i zwątpienie wymalowały się na jego twarzy.
- Tak! - powiedziałam w końcu - Tak! Tak! Tysiąc razy tak! - dodałam podekscytowana.
- Dzięki Bogu - powiedział wstając i przytulił mnie - Co ty ze mną robisz Anne - wyszeptał mocniej mnie przytulając - Kocham cię - powiedział delikatnie i usiadł na moim łóżku. Namiętnie mnie pocałował. Złapałam go za włosy. Zdałam sobie sprawę z tego, że jeżeli ktoś wszedłby teraz do środka to zapewne zażenowany odwróciłby wzrok. Przysunął się do mnie próbując wsunąć rękę pod moją szpitalną koszulę.
- Ostrożnie - powiedziałam i żartobliwie odepchnęłam jego rękę - Albo uszkodzisz mi szycie - ostrzegłam żartobliwie. Nasze twarze dzieliły centymetry. Odsunął się ode mnie z uśmiechem od ucha do ucha.
- Możesz być pewna, że w chwili gdy doktor powie, że już całkowicie się wyleczyłaś, będę się z tobą kochał bez końca - obiecał ponownie mnie całując - I będziemy mieli gromadkę dzieci i razem się zestarzejemy.
- Mam taką nadzieję - powiedziałam, całując go raz jeszcze.
_______________________________________________________________________________
*chlip* *chlip*
Czyli to już koniec ;-; Strasznie szybko minęło mi to prawie półtora roku z wami.
Chciałabym strasznie podziękować wszystkim czytelnikom, zarówno tym którzy są tutaj od początków jak i tym, którzy zaczęli czytać dopiero niedawno. Także buziaki i uściski dla tych, którzy zostawiają dla mnie miłe słowa w komentarzach, to zawsze wywołuje u mnie uśmiech na twarzy ♥
Kolejne OGROMNE PODZIĘKOWANIA dla tych, którzy pomagali mi i tłumaczyli niektóre rozdziały, a także dla bety, która sprawdzała początkowe rozdziały.
Nie mogę też zapomnieć o tych, którzy wstawiali się za mną gdy wybuchały jakieś spory z powodu opóźnienia z rozdziałami, oraz dziękuję osobom piszącym mi na twitterze o pojawieniu się nowych rozdziałów ;***********
I przepraszam za wspomniane wcześniej opóźnienia, błędy w tłumaczeniu, bo wiem, że nie wszystko było idealnie ;P
Mam nadzieję, że opowiadanie wam się podobało i że nie żałujecie czasu, który spędziliście na jego czytaniu ^.^ Ja na pewno miałam wiele frajdy tłumacząc je dla was xD
Chciałam na początku napisać o wiele więcej ale powylatywało mi z głowy, no i nie chcę zbytnio przynudzać ;P
Także podsumowując - buziaki i uściski dla wszystkich co tu ze mną byli/są ♥♥♥ Mam nadzieję, że znajdziecie (lub sami napiszecie) więcej świetnych opowiadań i że nie będziecie zbytnio rozpaczać po przeczytaniu tego rozdziału. Ja już przed opublikowaniem czuję taką pustkę ;_;
Proszę o wszystkich co przeczytali ten rozdział o chociaż najmniejszy komentarz, bo chcę wiedzieć ile was jest :D
Uwielbiam was,
xx Annie
ps. Odnośnie kolejnych prac to do przerwy świątecznej nic nie planuję. Zapewne kolejne prace będę publikować na wattpadzie - Annie374. Gdyby coś się pojawiło to na pewno napiszę kolejną notkę na tym blogu :D
pps. Statystyki na chwilę obecną (16;20)
wyświetlenia -
komentarze - 3946 ♥
posty - 171
obserwatorzy - 227 ♥♥♥